Wpisy z tagiem: rosja

wtorek, 09 sierpnia 2011
Czarnobyl. Spowiedź reportera, Igor Kostin

Albatros, 2006

Liczba stron: 240

Trudno przejść obojętnie koło książki, która ma taką okładkę. Jedna fotografia, a tak wiele mówi o tym, czego można spodziewać się w środku. Jedna fotografia, a opowiada całą wstrząsającą historię o tym, jak usuwano skutki tragedii, która wydarzyła się w Czarnobylu 26 kwietnia 1986 roku.

Po kolei jednak...

Autor książki jest fotoreporterem. Gdy wybuchł reaktor atomowy w Czarnobylu pracował dla redakcji prasowej Nowosti. Nad miejsce katastrofy poleciał po raz pierwszy wraz z załogą helikoptera rano, zaraz po wybuchu. Ze zrobionych wówczas zdjęć wyszło tylko jedno, ujęcie elektrowni jądrowej z góry. Wszystkie pozostałe klatki filmu zostały prześwietlone - zniszczyło je wysokie promieniowanie.

Kostin wracał na miejsce tragedii wiele razy - obserwował i udokumentował na fotografiach prace przy zabezpieczaniu reaktora i budowie sarkofagu. Codzienny trud dozymetrystów, sprowadzonych do Czarnobyla żołnierzy i robotników został utrwalony na jego kliszach. I w większości przypadków był to jedyny zaszczyt i wyróżnienie jakie spotkało tych ludzi - ofiary systemu. Skomplikowane urządzenia sprowadzone na miejsce wybuchu okazały się zawodne - wysokie promieniowanie w krótkim czasie rujnowało podzespoły. Miejsce oczyszczano zatem przy użyciu tzw. robotów biologicznych, czyli ludzi. Człowiek mógł przebywać na dachu reaktora, gdzie promieniowanie było najwyższe, nie dłużej niż 40 sekund, a i tak w tym czasie pochłaniał większą dawkę promieniowania niż przez całe życie.

"Widziałem ludzi, którzy gołymi rękami przenosili bryły radioaktywnego grafitu. Coś takiego wydarzyło się pierwszy raz w historii. Sądzę, że było to możliwe tylko w tym kraju, gdzie życie jednego człowieka nie ma żadnej wartości. Dowodem jest to, że władze pozwoliły im ginąć. Nikt nigdy nie przywołał Wani, Pieti, Wołodi i nie zapytał jak się czuje, czy czegoś nie potrzebuje. Gorzej, pozbawiono ich świadczeń i przywilejów. Może uznano, że te roboty, tak jak koty mają nie jedno życie, ale siedem... Po zejściu z dachu dyskretnie się ulatniali, z tymi swoimi poczciwymi spojrzeniami i uśmiechami. Kiedy bohaterowie nie mają imion, traktuje się ich tak, jakby w ogóle nie istnieli. Więc zniknęli."

Kostin wychodzi dalej - pokazuje próby zatuszowania katastrofy, pochody pierwszomajowe w pobliskim Kijowie, kiedy promieniowanie było najwyższe, niespieszną ewakuację, słabą kontrolę miejsc, które prze wiele kolejnych lat nie powinny być zamieszkałe ani eksploatowane. Po latach powraca w okolice Czarnobyla - fotografuje miejsca i ludzi. Dokumentuje śmiertelne żniwo choroby popromiennej. Sam długo się leczy w szpitalu w Moskwie. Jest obecny na procesie osób, które skazane zostały za spowodowanie katastrofy.

"Spowiedź reportera" to w głównej mierze album fotograficzny. Jednak każda fotografia jest skrupulatnie opisana, a poszczególne rozdziały zaczynają się od poruszających, bo osobistych wspomnień Igora Kostina. Książka chwyta za serce...

I ja pamiętam maj, kiedy ogłoszono w Polsce informację o wybuchu w Czarnobylu. Pamiętam jak zgromadzono dzieci w szkole i podawano brunatną wstrętną substancję - płyn Lugola. Jednak moje wspomnienia zatarł czas. By odświeżyć sobie tamte czasy wybraliśmy się do biblioteki, by przejrzeć gazety z tamtych dni. Pierwsze informacje o wybuchu pojawiły się w wydaniach pierwszomajowych - były to krótkie artykuliki małą czcionką ze wszystkich sił starające się umniejszyć rozmiar i znaczenie katastrofy.

Pierwsza wzmianka w Trybunie Ludu to artykuł w dolnej części na pierwszej stronie "Komunikat Rady Ministrów Związku Radzieckiego"

Artykuł w powiększeniu:

Tabela pomiarów skażeń w Polsce. Wysokość promieniowania nie zagrażała zdrowiu ani życiu Polaków. Była śmiertelna w promieniu wielu kilometrów od wybuchu, wg Kostina skutki odczuwane są jeszcze do dziś na Ukrainie i Białorusi.

W Życiu Warszawy wiadomość nie była co prawda tak ważna jak pierwszomajowe pochody, ale pojawiła się na bardziej eksponowanym miejscu niż w Trybunie.

Artykuł z Życia Warszawy w powiększeniu:

W Głosie Wielkopolskim pojawiła się wiadomość o pomiarach promieniowania - niewiele miejsca poświęcono samemu wybuchowi. Nikt też nie spekuluje na temat przyczyn ani skutków katastrofy czarnobylskiej.

 

 

środa, 13 kwietnia 2011
Wyspa kanibali, Nicolas Werth

Znak literanova, 2011

Liczba stron: 290

Lata trzydzieste w Związku Radzieckim przebiegały bardzo burzliwie. Wpływ na procesy społeczne wówczas zachodzące miała przede wszystkim polityka Stalina narzucająca rolnikom powszechną kolektywizację, wysokie normy produkcji przekraczające ich możliwości oraz proces oczyszczania dużych miast z "elementów zdeklasowanych i szkodliwych społecznie". Kto zaliczał się do tego niechlubnego grona? Przede wszystkim tzw. kułacy, którzy wywodzili się głównie z byłych posiadaczy ziemskich, osoby zajmujące się handlem, osoby bez stałego meldunku, byli przestępcy, włóczędzy, żebracy. Wszystkie te osoby przymusowo wywożone były na tereny Syberii, by osiedlać nieprzyjazne okolice. Nie trzeba dodawać chyba, iż tak ogromne przedsięwzięcie było skazane na porażkę.

Przesiedleńcom nie zapewniono najbardziej niezbędnych narzędzi, żywności, ciepłych ubrań. Spiętrzały się problemy logistyczne w obozach pośrednich, z których wysyłano transporty w głąb kraju.  Na skutek zaniedbań wiele osób zapadało na choroby, umierało z głodu, chłodu i wycieńczenia. Ci, którzy dotarli na miejsce przeznaczenia byli albo zbyt słabi by zająć się stawianiem baraków i organizowaniem obozowiska w środku lasu, albo też brakowało im do tego motywacji. Wielu próbowało uciec, inni koczowali w ziemiankach, licząc na opiekę państwa, które skazało ich na pobyt w syberyjskiej tajdze. Służby odpowiedzialne na miejscu za logistykę i wyposażenie osiedleńców w niezbędny sprzęt były niezbyt liczne, brakowało im autorytetu, naglił czas, kolejne przybywające z Moskwy i Leningradu transporty z tysiącami wygnańców zawężały pole działania. Wszystko to złożyło się na przyczyny tragedii, do której doszło na wyspie Nazino - od 1933 roku nazywanej Wyspą Kanibali.

Grupa ponad 6 tysięcy osób została przewieziona na niewielką wyspę na rzece Ob bez odpowiedniego zaopatrzenia w żywność, leki, ciepłe ubrania czy sprzęt niezbędny do postawienia baraków zapewniających dach nad głową. Spadająca poniżej zera temperatura, brak dostępu do żywności, nieudolność strażników oraz szerząca się anarchia doprowadziły do zachowań nieludzkich na wyspie. Oprócz aktów kanibalizmu, do których dopuszczali się wycieńczeni ludzie, dochodziło do samosądów, a także nadużywania władzy przez wyposażonych w karabiny i pistolety nielicznych strażników.

W czasie lektury nie sposób nie myśleć o nieludzkiej machinie władzy, która nie dość, że wysysała z ludzi wszystkie siły i środki, to jeszcze dopuszczała do sytuacji, w których życie człowieka nie miało najmniejszego znaczenia. Najważniejsze w tym kraju były i są normy, które należy wykonać, a najlepiej przekroczyć. Absurdalne i horrendalne są fragmenty dotyczące odgórnie narzuconych norm dotyczących likwidacji "elementów niepożądanych". Nadgorliwi wykonawcy egzekucji częstokroć zwracali się do przełożonych z prośbą o zwiększenie norm. Podobnie było w przypadku oczyszczania miast z niechcianych tam mieszkańców - aby sprostać normom organizowano regularne łapanki, w wyniku których deportowano dzieci, przyjezdnych, czy osoby, które nie zabrały ze sobą dokumentu potwierdzającego tożsamość. Człowiek w ZSRR nie znaczył wiele, na pewno nawet w połowie nie był tak ważny jak górnolotne a niewykonalne plany polityków. To smutna ale prawdziwa książka, rzetelnie udokumentowana pod względem historycznym. Obnaża mechanizmy władzy, pokazuje w jaki sposób budowane było imperium radzieckie i pośrednio wskazuje przyczyny upadku Związku Radzieckiego.

 

Moja ocena: 5/6

| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Wszystkie zamieszczone na blogu teksty i fotografie są chronione prawem autorskim - wykorzystywanie ich w całości lub we fragmencie bez mojej zgody jest zabronione.
2012

Lubię czytać
Czytam, bo lubię on Facebook
Spis moli
Aktualnie czytam
Kontakt:
Ulubione miejsca
Wyzwania
Czytam, bo lubię

Wypromuj również swoją stronę