Wpisy z tagiem: fantasy
piątek, 03 czerwca 2011
Dzikie stwory, Dave Eggers
Zyski i S-ka, 2010 Liczba stron: 270 Mam duży problem z podsumowaniem tej książki, mam nawet wątpliwości czy powinnam pozwolić na to, żeby czytał ją mój syn. "Dzikie stwory" jest bowiem książką bardzo niejednoznaczną. Powstała później niż film pod tytułem "Gdzie mieszkają dzikie stwory", ponadto była wzorowana na komiksie Sendaka (ani filmu, ani komiksu nie znam). Powieść zaczyna się wciągająco, ale rozwinięcie historii jest dość ... dzikie. Max jest ośmiolatkiem. Nie do końca ogarnia rzeczywistość. I choć wydaje się, że trzyma się z boku i zajmuje własnymi sprawami, przeżywa rozstanie rodziców, martwi się wciąż zatroskaną i zapracowaną matką, jej nowym partnerem oraz siostrą, która wraz z rozpoczęciem nauki w szkole średniej stała się niedostępna i zarozumiała. Max lubi płatać figle, ale ma trudności z opanowaniem swoich emocji i oceną sytuacji. Nie rozróżnia dobra od zła, nie umie przewidzieć konsekwencji swoich zachowań. Po jednej z awantur domowych, którą sprowokował swoim nieopanowaniem, ucieka w kierunku lasu, tak jak stoi, czyli w przebraniu wilka. Po długiej podróży łodzią dociera do wyspy zamieszkałej przez prawdziwe dzikie stwory. Są to ogromne stworzenia, które w Maxie chcą widzieć króla, przewodnika, kogoś kto wprowadzi do ich życia trochę ładu, bezpieczeństwa i spokoju. Pobyt na wyspie oraz psoty, przygody i wyzwania jakie Max stawia przed stworzeniami zajmują większą część książki. Stworzenia, podobnie jak Max nie znają umiaru w niczym. Gdy niszczą coś, to niszczą to w stu procentach, gdy budują starają się wykonać wszystko jak najszybciej, jak najpotężniej. Wszystko traktują dosłownie, nie znają przenośni i metafor ani także reguł rządzących światem ludzi. Jednakże oczekiwania chłopca wobec stworów oraz stworów wobec Maxa w dużym stopniu się rozmijają. Liczyłam na to, że po wielu porażkach związanych ze swoistym ADHD, Max wreszcie wyciągnie jakieś wnioski ze swoich zachowań. Może nawet zobaczy czasem jakiś ciąg przyczynowo-skutkowy. Jednak on przez cały pobyt na wyspie przekonany jest o własnej nieomylności i raz po raz pakuje się w tarapaty, narażając pozostałe zwierzęta na niebezpieczeństwo, skłócając je ze sobą, wprowadzając zamęt w ich egzystencję. Dlatego też nie sądzę by lektura tej książki była odpowiednia dla dzieci. Zbyt dużo w niej wyimaginowanego świata, w którym praktycznie nie ma konsekwencji złego postępowania, za mało natomiast jest prawdy o prawdziwym życiu, w którym ponosi się skutki nieodpowiedzialnych zachowań. No i poza tym cały ten Max strasznie mnie irytował swoją dziecięcą głupotą... ale to już tak na marginesie.
Moja ocena: 3,5/6
sobota, 07 maja 2011
Las Zębów i Rąk, Carrie Ryan
Papierowy Księżyc, 2011 Liczba stron: 345 Zaintrygował mnie przedziwny tytuł... Co to za las? Skąd w nim zęby i ręce? O czym właściwie jest ta książka? Czy będzie to kolejna wersja dawno przebrzmiałych paranormalnych historii o wampirach, aniołach i wielkiej miłości w tle? Wystarczył jeden dzień abym poznała tajemnice lasu oraz Mary, mieszkanki osady ukrytej w jej wnętrzu. I przyznam, że dawno nie byłam tak pozytywnie zaskoczona żadną książką. "Las Zębów i Rąk" jest najlepszą z powieści kierowanych do młodzieży jaką przeczytałam w ostatnich latach. Akcja dzieje się kiedyś w przyszłości. Na świecie prawie nie ma ludzi, a ci nieliczni muszą zadowalać się życiem w odciętej od reszty świata enklawie, ogrodzonej wysokim ogrodzeniem, za którym mieszkają Nieuświęceni. Ci, byli kiedyś ludźmi, ale na skutek infekcji przemienili się w żywe trupy, których jedynym celem jest zarażenie kolejnych ludzi. Przemiana w zombie, od momentu ugryzienia, do chwili zmiany w nieczułą bestię, trwa nie dłużej niż 2-3 dni. Niestety nie ma żadnego antidotum. Mary jest nastolatką, wierzy w to, że za wysokim płotem i za lasem istnieje inny świat. Jej głowę wypełniają marzenia o oceanie, który zna z opowieści przekazanych jej przez matkę. Jednak nie ma możliwości sprawdzenia co kryje się za lasem, ponieważ wypełniony on jest Nieuświęconymi, którzy dzień i noc stoją przy siatce, próbując sforsować barierę oddzielającą ich od ludzi. Po utracie matki, dziewczyna trafia pod kuratelę Sióstr, które sprawują władzę w osadzie. Ich prawo jest jedynym znanym mieszkańcom i nie ma od niego odwołania ani odstępstw. Najważniejszą zasadą współżycia w tej grupie jest poświęcenie, a nie miłość. Od pokoleń osada żyje według reguł narzuconych przez Siostrzeństwo. W momencie, gdy Nieuświęceni przedzierają się do osady, pustosząc ją całkowicie, nieliczni uratowani muszą nauczyć się dokonywać autonomicznych wyborów. Mary oraz kilkoro jej przyjaciół, w tym przyszły mąż, jego brat i uratowane dziecko uciekają ścieżką, na którą dotychczas nie mieli wstępu... To mroczna książka, z pogranicza horroru, fantasy i sensacji. Trzyma w napięciu jak mało co. Ale pod warstwą emocji związanych z ucieczką, skrywanymi przez Siostrzeństwo tajemnicami i sercowymi rozterkami bohaterów, kryje się prawdziwa siła książki. Polega ona na doskonałej umiejętności opowiadania historii, stopniowaniu emocji, wytworzeniu bliskiej relacji między czytelnikiem a bohaterką powieści. Rewelacyjnie przedstawione są postacie, każda z nich żyje na kartach książki, czuje i myśli. Świat po zagładzie, wykreowany przez autorkę, jest miejscem ponurym, ale fascynującym poprzez swoją inność. Powieść niesie też za sobą więcej niż jedno przesłanie. Najważniejszym z nich jest to, że warto mieć marzenia i pragnienia. Warto dążyć do ich realizacji. Warto być sobą, bez względu na okoliczności. To wyjątkowa książka, którą polecam wszystkim, może nawet bardziej dorosłym niż młodzieży. Jestem pod ogromnym wrażeniem i czekam na kolejne dwa tomy powieści. Nie przegapcie jej!
Moja ocena: 6/6
środa, 23 marca 2011
Wiedźma z Wilżyńskiej Doliny, Anna Brzezińska
Runa, 2010 Liczba stron: 434 "W Wilżyńskiej Dolinie mijali panowie, klerycy wykruszali się jako piasek ze źle związanej zaprawy, kmiecie marli bądź uchodzili na wojnę, niewiasty uciekały z wędrownymi parobkami albo łajdaczyły się pokątnie i marły pod ciężarem nieprawego brzemienia, poczciwi gospodarze obmieniali się w zbójców, zbójcy zasię obrastali tłuszczem i gospodarską wprawą - słowem świat odmieniał się i migotał jak odbicie w stawie. Wszelako wśród tego zamętu pleban trwał, niewzruszony jak księżyc i gwiazdy". Niewzruszenie trwała także wiedźma zwana Babunią Jagódką. W postaci właściwej przypominała najprawdziwszą wiedźmę, jaką przecież była. Po użyciu czaru "młoda i piękna" stawała się atrakcyjną kobietą, nieobojętną, a nawet zachłanną na zaloty. Wiedźma z powieści jest najbardziej poważaną osobą w całej dolinie i chociaż nie raz obwiniana jest za wszystko zło, które dotyka mieszkańców, to do niej udają się ci, którzy innej rady na kłopoty nie mogą znaleźć. Babunia Jagódka wcale nie jest chętna do pomocy, przepędza interesantów szczując ich magiczną jabłonką, która smaga przybyszy jabłkami i witkami oraz stadkiem kur ziejących żywym ogniem. Jagódka interweniuje dopiero wtedy, gdy sytuacja wykracza poza wszelkie normy i sama wiedźma czuje się nieswojo. Zazwyczaj jednak nie ucieka się do najprostszych rozwiązań i nie szafuje czarami na prawo i lewo - jej siłą jest zdrowy rozsądek oraz autorytet w Wilżyńskiej Dolinie. Jakie sprawy zaprzątają barwnych i nietuzinkowych mieszkańców Doliny? Jak w każdej baśni i tutaj pojawia się smok, z którym przyjeżdżają walczyć rycerze. Jednak to nie smok martwi gospodarzy, tylko to wszystko, co się wiąże z jego pojawieniem: głośni, nieokrzesani i niehonorowi rycerze, przekupnie, akrobaci, cyrkowcy, pospólstwo tłumnie ściągające na miejsce i wytrącające mieszkańców ze znanego rytmu. Gospodarze zwracają się do Wiedźmy także w sprawach sercowych - syn najbogatszego gospodarza zakochuje się w rusałce znalezionej w pniu drzewa, owdowiała zamożna siostra dwóch panów na włościach, zadaje się nieprzystojnie z jakimś zubożałym przybłędą, a jedna z chłopek ma dwóch mężów, co oburza wszystkich mieszkańców. "Wiedźma z Wilżyńskiej Doliny" to był świetny wybór - po kilku bardzo wymagających lekturach, wreszcie trafiłam na powieść napisaną głównie ku rozrywce i przyjemności czytania, choć niepozbawioną treści głębszych. Wszak każde opowiadanie zakończone jest zaskakującą i mądrą puentą. W ostatnim rozdziale na przykład, władyka wypowiada taką kwestię, która podsumowuje jego zmarnowane lata: "Niedobrze, kiedy człeka jego własna śmierć minie. (...) Gdy mimo niego przejdzie, obdarłszy go ze wszystkiego." Ponadto każdy rozdział niesie z sobą ogromną dawkę humoru, nieograniczonej fantazji autorki do szczegółów życia w Dolinie oraz dobrze przemyślaną fabułę, zmierzającą do wcale nieśmiesznej, ale życiowo potwierdzonej prawdy o naturze człowieka i świecie. Jak można się domyślić po moich wpisach, nie jestem namiętną "czytaczką" literatury fantasy. Sięgam po książki tego gatunku tylko raz na jakiś czas, wybierając sprawdzone tytuły. Ta książka potwierdziła w moim mniemaniu dużą wartość fantasy oraz zachęciła mnie do częstszego niż zwykle sięgania po literaturę tego typu.
Moja ocena: 5/6
sobota, 17 lipca 2010
Błazen, Christopher Moore
Wydawnictwo Mag, 2009 Liczba stron: 396 Druga przeczytana przeze mnie powieść Moore’a zupełnie odbiega treścią od „Brudnej roboty”. Styl pisania, cięty język, nasycenie dowcipem (także tym mało wybrednym) pozostają niezmienne. W „Błaźnie” Moore bazuje na dramacie Szekspira „Król Lear”, zmienia jednak dramat w komedię i farsę. Bohaterowie szekspirowscy zostają uczłowieczeni, a nawet trochę zezwierzęceni. Powieść koncentruje się na królewskim błaźnie zwanym Kieszonką i dotyczy wydarzeń poprzedzających i następujących po decyzji strzejącego się króla o podziale królestwa pomiędzy trzy córki. Warunkiem otrzymania atrakcyjnych obszarów jest deklaracja miłości i oddania ojcu przez Gonerylę, Reganę i Kordelię. I tak jak u Szekspira złe siostry dostają królestwo, Kordelia zostaje wydana za francuskiego księcia i pozbawiona wszelkich wpływów na wyspie. Sama historia Kieszonki jest niezwykle zakręcona, a przez to ciekawa. Ten błazen o ciętym języku, nie raz już uniknął stryczka. Jego bezpośredniość oraz zrozumienie polityki kraju i wewnętrznych sporów na dworze króla, stawiają go w pozycji doradcy – nie tylko księżniczek, lecz także hrabiego Kentu i samego króla. Nie raz jednak gniew możnych kumuluje się na błaźnie stawiając go w coraz bardziej niedorzecznych i niebezpiecznych opałach. Jak to u Moora absurd goni absurd, zniesmaczenie i śmiech regularnie mieszają się ze sobą, duchy i wiedźmy obdarzone są poczuciem humoru i dużym libido, przelewana jest krew, choć dzieje się to bez większego dramatyzmu, trochę jakby z przymrużeniem oka. Mnie się podobało, po kilku poważnych książkach ta zapewniła należytą harmonię między światem realnym a fikcyjnym.
Moja ocena: 4,5/6
niedziela, 11 lipca 2010
Błękitnokrwiści. Objawienie, Melissa de la Cruz
Jaguar, 2010 Liczba stron: 300 "Więź jest nieodłączną częścią naszego życia. Daje nam energię życiową i siłę. Bez naszego bliźniaka jesteśmy niekompletni, jesteśmy tylko połową siebie. Tylko odnajdując bliźniaczą duszę i odnawiając z nią więź, możemy całkowicie zapanować nad naszymi wspomnieniami i w pełni wykorzystać nasz potencjał." Cytat wybrałam nieprzypadkowo, bo oddaje uniwersalną prawdę, aktualną nie tylko w świecie błękitnokrwistych. Wszyscy szukamy swojej drugiej połówki, choć w ludzkim świecie szukanie jest o wiele trudniejsze, a odnalezienie niepewne. Ale nie niemożliwe... Trzecie spotkanie z "Błekitnokrwistymi" przebiegło nad wyraz satysfakcjonująco. W końcu po dwóch poprzednich książkach z serii zaczynam czuć się powoli jedną z nich, a przynajmniej rozumiem ich problemy. "Objawienie" ma dwa główne wątki - jeden z nich to walka ze srebrnokrwistymi, rosnącymi w siłę i zagrażającymi populacji wampirów. Drugi wątek dotyczy miłości Schuyler i Jacka, miłości skazanej na zagładę w obliczu wydarzenia, do którego niechybnie musi dojść - odnowienia więzi między Jackiem a jego odwieczną partnerką Mimi. Schuyler musi zamieszkać w rezydencji należącej do rodziny Jacka i Mimi, nawet przewodzący Radzie Lawrence, dziadek dziewczyny, nie może sprzeciwić się prawu ludzkiemu. Mimi, cięta na Schuyler, zazdrosna o względy jakimi darzy ją Jack, postanawia przyspieszyć ceremonię odnowienia więzi, by raz na zawsze pozbyć się konkurentki. Jack wierzy, że można coś zrobić by więzi nie odnowić. Jest zdecydowany sprzeciwić się tradycji błękitnokrwistych. W dalszym ciągu nie wiadomo kto dopuszcza się zdrady i pracuje dla srebrnokrwistych, pragnących zniszczyć panujące rody wampirów. Zagrożenie jest coraz bardziej realne i namalcalne. Lawrence wyrusza do Brazylii z tajną misją. Przedłużająca się nieobecność dziadka i brak wiadomości od niego sprawiają, że Schuyler wyrusza do Rio, by przekonać się na własne oczy, że dziadkowi nie dzieje się krzywda. W tym czasie w Rio zbiera się Rada na nadzwyczajnej naradzie. Finał tego zebrania przekracza wszelkie pojęcie. Ta część jest bardziej brutalna, mniej tu mody, znanych marek krawieckich i ekskluzywnych klubów. Walka jaką toczą srebrno i błekitnokrwiści przybiera postać jatki, nie ma tu już eleganckich śladów kłów, a w ruch idą miecze, ogień, leje się błękitna i srebrna krew. Najchętniej przeczytałabym już kolejną część serii, o której poczytać można TUTAJ.
Moja ocena: 4,5/6
piątek, 09 lipca 2010
Wicked. Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu, Gregory Maguire
Wydawnictwo Initium, 2010 Liczba stron: 463 Ależ dałam się zwieść okładce i opisowi na jej ostatniej stronie! Byłam przekonana, iż jest to powieść dla młodzieży, i to tej młodszej. Zielonoskóra czarownica w czarnym kapeluszu i odniesienie do Krainy Oz sprawiły, że źle umiejscowiłam sobie tę powieść. Jednak już po kilkudziesięciu stronach wiedziałam, że popełniłam błąd. Cała ta baśniowa otoczka nie ma większego znaczenia, książka opowiada bowiem o ludziach, ich namiętnościach, wadach, skłonności do czynienia zła i wewnętrznej walce ze sobą. Powieść w całości poświęcona jest Złej Czarownicy z Zachodu, którą przez większą część książki znamy pod imieniem Elfaba. Śledzimy jej smutne dzieciństwo, w którym doświadczyła odrzucenia przez matkę ze względu na odmienność koloru jej skóry oraz braku zainteresowania ze strony ojca, pochłoniętego nawracaniem niewiernych. Co wyrośnie z tej dziewczynki pozbawionej należytej opieki, czułości, zawsze odrzucanej i ocenianej przez pryzmat dziwnego wyglądu? Czasy nauki w szkole prowadzonej przez panią Dokropną pokazują Elfabę jako myślącą i wrażliwą nastolatkę. W dalszym ciągu jest wyobcowana, ale potrafi także pielęgnować przyjaźń z nielicznymi osobami, które ponad jej wygląd przedkładają jej osobowość. Okres nauki w szkole zbiega się z nieprzyjemnymi wydarzeniami w Krainie Oz rządzonej despotycznie przez Czarnoksiężnika, który swoimi decyzjami godzi w Zwierzęta - dotychczas pełnoprawnych obywateli, z których składa się między innymi kadra nauczycielska w college'u. Taki obrót spraw powoduje u Elfaby gorący sprzeciw. Od tego momentu dziewczyna wkracza w fazę buntu, schodzi poza margines społeczeństwa i walczy jak potrafi o sprawy, które są w jej pojęciu ważne. Doznaje wielu porażek, z czego najdotkliwszą jest fakt, iż żyje z piętnem odpowiedzialności za śmierć osoby, która była jej najbliższa. Powieść eksploruje tak wiele problemów świata, iż trudno wybrać te najważniejsze. Mamy tu problemy polityczno-społeczne, kwestie patologicznej rodziny, fałszywą przyjaźń, temat odkupienia winy, źródła zła czającego się w każdym człowieku. I mimo tego, że nie jestem miłośniczką powieści opartych na motywach fantasy, "Wicked" przeczytałam z dużą uwagą i zaciekawieniem. Takie historie przecież dzieją się także w świecie realnym. Po prostu miasta i ich mieszkańcy noszą inne nazwy.
Moja ocena: 4,5/6
czwartek, 17 czerwca 2010
Anima Vilis, Krzysztof T. Dąbrowski
Wydawnictwo Initium, 2010 Liczba stron: 286 Im cieplej i jaśniej na dworze, tym chętniej sięgam po opowiadania i powieści z dreszczykiem. "Anima Vilis" jest zbiorem opowiadań z pogranicza horroru, baśni, science-fiction i fantasy, a wszystko to okraszone czarnym humorem. Przyznam na wstępie, że ta mieszanka okazała się być wybuchowa, a każde z opowiadań czytałam z niemałym zainteresowaniem. Kilka opowiadań połączonych jest ze sobą osobami głównych bohaterów i jak sam autor zaleca we wstępie, powinno się je czytać w takiej kolejności, w jakiej zostały umieszczone w książce. Pozostałe opowiadania stanowią odrębne byty. Ogarnięty morderczym szałem Święty Mikołaj, wierny do ostatniego tchnienia piesek Maksio, opętana przez Przedwiecznego staruszka Alina, zwana także jako Ta, Która Wiele Imion Miała, George - zombie, to postaci, które długo będę pamiętała. Nie dość, że same w sobie są niezwykle ciekawe, to jeszcze zostały osadzone w fabule, która zadziwia swoim rozmachem. Dąbrowski płynnie przechodzi z jednej konwencji w drugą, dlatego też zdarza się, że w jednym opowiadaniu mamy elementy baśniowe połączone z science-fiction. Często też bazuje na motywie wędrówki dusz i reinkarnacji. Opowiadanie, które wywarło na mnie duże wrażenie nosi tytuł: "A teraz bawcie się i świętujcie", w którym ludzie z niewiadomych powodów popełniają samobójstwa. Niektórzy z nich widzą wrogo nastawione istoty pozaziemskie i w panicznej ucieczce przed ufoludkami popełniają błędy, które kończą się tragiczną śmiercią. Czy ludzie ci postradali zmysły? Czy nastąpiła inwazja UFO? Czy ziemianie padli ofiarą kosmicznego spisku? Rozwiązanie jest naprawdę nieźle zakręcone. Autor funduje czytelnikowi ostrą jazdę, nie tylko poprzez różnorodność gatunków, ale przede wszystkim dzięki pomysłom na fabułę opowiadań oraz nietuzinkowym bohaterom. Każde z zamieszczonych w tomie opowiadań ma swoja charakterystyczną atmosferę, a autor bez problemów kreuje literackie światy, jakie dyktuje mu niczym nieskrępowana wyobraźnia.
Moja ocena: 4.5/6
piątek, 21 maja 2010
Błękitnokrwiści. Maskarada, Melissa de la Cruz
Jaguar, 2010 Liczba stron: 322 Akcja drugiej części przygód młodych i modnych błękitnokrwistych wampirów z Manhattanu rozpoczyna się od poszukiwań dziadka Schuyler przebywającego od wieków na wygnaniu w Wenecji. Pomoc dziadka Lawrence'a jest nieodzowna by odnaleźć i pokonać srebrnokrwistych, zagrażających rodom noszącym w sobie błękitną krew. Gdy dziadek przybywa do Nowego Jorku, dziewczyna znajduje w nim sojusznika, opiekuna i nauczyciela. Lawrence pokazuje jej w jaki sposób wykorzystać moce, jakimi obdarzone są wampiry. Schuyler miota się pomiędzy sprzecznymi uczuciami - miłością do Jacka Force'a, która jest im zakazana, jako że Jack od wieków przypisany jest Mimi; przyjaźnią do zausznika Oliviera, który gotowy jest do wszelkich poświęceń dla dobra dziewczyny; rodzącą się nicią sympatii do Bliss. Fabuła rozwija się szybko, nowe fakty dotyczące srebrno i błękitnokrwistych pojawiają się w miarę rozwoju akcji. Bohaterowie odkrywają kolejne powiązania pomiędzy starymi wampirzymi rodami, dochodzi do bezprawnego użycia czarnej magii, pojawia się kolejny bohater, którego rola nie jest do końca jasna. Nie ma co się oszukiwać - nie jest to literatura wysokich lotów. Jednak odrywa od poważnych spraw, daje odsapnąć, zaczerpnąć powietrza, pooddychać powietrzem luksusowej sali balowej, zabawić się na balu maskowym, przeżyć kolejny atak nienasyconej srebrnokrwistej bestii, nieznacznie przybliżyć się do tajemnicy Allegry, matki Schuyler. Kto czytał część pierwszą, powinien bez wahania przeczytać "Maskaradę".
Moja ocena: 4/6
wtorek, 23 marca 2010
Błękitnokrwiści, Melissa de la Cruz
Jaguar, 2010 Liczba stron: 319 Mój stosunek do wampirów jest zupełnie obojętny - jestem nieczuła do tego stopnia, że żadnego wrażenia nie zrobiły na mnie zmierzchowe bestsellery i ich ekranizacje. Po prostu zignorowałam cały szum i nie dałam się wciągnąć w czytanie. Jednak, by wiedzieć co w trawie piszczy, a przy tym pozostać trochę z boku podążającego ślepo tłumu, sięgnęłam po "Błękitnokrwistych". Rzecz dzieje się współcześnie w Nowym Jorku i dotyczy grupy obrzydliwie bogatych nastolatków, dzieci elity towarzyskiej, biznesowej i politycznej. Akcja toczy się w modnych klubach, na prywatnych imprezach, na sesjach do magazynów mody. Podobnie jak w typowych książkach dla młodzieży mamy miłość, przyjaźń, szkołę. Tutaj jeszcze dostajemy gratis ciekawą opowieść o wampirach. Wszyscy główni bohaterowie uczęszczają do jednej szkoły, choć niekoniecznie należą do tych samych podgrupek. Nawet w tak elitarnym miejscu są lepsi i gorsi. Schuyler, wokół której toczy się akcja powieści, należy do grona odrzuconych. Jej najbliżsi przyjaciele Oliver i Dylan po części zastępują jej rodzinę - matka dziewczyny od lat pogrążona jest w śpiączce, której przyczyny są nieznane. Ojciec znikł z jej życia zanim zdążyła go zapamiętać. Jedyną jej krewną jest ekscentryczna babka. Za sprawą Dylana romansującego z dziewczyną ze świty najpopularniejszej w szkole Mimi, orbity tych dwóch grup zaczynają się stykać. Kiedy Schuyler dostaje zaproszenie na spotkanie komitetu, do którego należą Mimi, jej brat bliźniak, kiku innych nastolatków oraz ich rodziców, sprawy nabierają tempa. Okazuje się, że komitet zrzesza błękitnokrwistych - wampiry, których bytność w Stanach Zjednoczonych datuje się od momentu przybycia statku Mayflower. Z czym się wiąże przynależność do błękitnokrwistych? I dlaczego ktoś zabija nastolatkę, która należała do tego grona? Jak to w ogóle możliwe by udało się zabić wampira? Po trochę przydługim wstępie wypełnionym po brzegi nazwami coraz to bardziej luksusowych marek oraz klubów nowojorskich, akcja nabiera tempa. Rzeczywiście chce się czytać, by poznać losy Schuyler oraz kolejne fakty związane z błękitnokrwistymi. Niektóre z nich po prostu wzbudzają zazdrość - m.in. wampiry nie tyją, nie są w stanie się upić, nie umierają. Autorka spiętrzyła kilka zagadek, na które bohaterka będzie szukała odpowiedzi przez kolejne części serii. Ja jestem ciekawa jak się to wszystko potoczy, jak uda się scalić wątki współczesny i z czasów pierwszych osadników, a przede wszystkim chcę poznać prawdopodobnie tragiczne losy rodziców Schuyler.
Moja ocena: 4,5/6
sobota, 27 lutego 2010
GONE. Zniknęli. Faza druga: głód, Michael Grant
Wydawnictwo Jaguar, 2010 Liczba stron: 544 Powrót do społeczeństwa dzieciaków otoczonych nieprzekraczalną barierą i pozostawionych bez opieki dorosłych okazał się być doświadczeniem nie tylko satysfakcjonującym literacko, ale także rozwijającym światopoglądowo. Po stoczeniu wielkiej bitwy z Cainem, Sam przejmuje dowodzenie nad dzieciakami z Perdido Beach. Jednak rządzenie gromadą niezdyscyplinowanych małolatów rodzi wiele problemów. Sam nie jest zachwycony swoim stanowiskiem, ale poczucie obowiązku jest silniejsze od zniechęcenia i zmęczenia- chłopak zadaje sobie sprawę, że jeśli on zrzeknie się przywdództwa, jego miejsce może przypaść komuś mniej wyważonemu. Trzy miesiące po nastaniu ETAPu wiele spraw przybiera zły obrót - kończy się jedzenie, na polach są co prawda jakieś warzywa do zebrania, ale nie ma chętnych by zająć się zbiorem. Sam, Edillo i kilku wiernych przyjaciół nie jest w stanie zaopatrzyć w żywność trzech setek wygłodniałych dzieciaków. Ponadto Caine dochodzi do siebie po spotkaniu ze stworem zamieszkującym kopalnię. Jednakże okazuje się, że tajemna moc zamieszkująca nieczynną sztolnię zawładnęła umysłem chłopca. Stwór z ciemności domaga się jedzenia - jego głód może być zaspokojony tylko w jeden sposób. By nakarmić ciemność Caine, Drake i Diana muszą przejąć kontrolę nad elektrownią atomową. Na domiar złego w obozie Sama dochodzi do zamieszek pomiędzy dzieciakami nieobdarzonymi mocami, a tymi, którzy wykształcili w sobie nadprzyrodzone umiejętności. Sam wytwarza laserowe światło, Bryza biega szybciej od kuli pistoletu, Dekka potrafi przemieszczać się w przestrzeni, Duck niedawno odkrył, że może kontrolować gęstość swojego ciała. Żadne z nich nie prosiło, ani nie chciało mieć takich mutacji, nie czują się w żaden sposób lepsi, choć nie raz ratują z opresji nieświadome zagrożenia dzieciaki. Jednak takie racjonalne argumenty nie trafiają do wygłodniałych umysłów zdesperowanych wyrostków. Książka stawia kilka pytań. Przede wszystkim o sens demokracji w społeczeństwie dzieciaków. Sam pragnie równości dla wszystkich, ale brak nakazów ze strony rodziców, brak obowiązków i dyscypliny zaczyna demoralizować młodociane społeczeństwo Perdido Beach. Najczęstszym powtarzanym argumentem, by wymigać się od obowiązków i pracy dla dobra wszystkich są słowa: Jestem tylko dzieckiem. Nadużywanie wolności i powszechny dostęp do używek pogarszają sprawę. Sam nie jest w stanie nakłonić mieszkańców do pracy na polu, do pomocy w przedszkolu, do porządkowania ulic i domów. W swojej dobroci i wierze w idealne społeczeństwo oraz braku doświadczenia nie potrafi wyegzekwować popularnego we współczesnej pedagogice hasła "Kochaj i wymagaj". Pewnie wcale go nie zna, choć czuje, że dotychczasowa polityka nie przynosi spodziewanych efektów. Drugą kwestią poruszoną w powieści jest wartość materialna towarów - dopóki nie brakuje żywności, baterii czy papieru toaletowego dzieciaki marnują ogromne ich ilości, ponieważ są za darmo, są ogólnie dostępne, nie należą do nikogo konkretnie. Jak sprawić by zaczęły szanować to, co mają? Czy powinny jakoś zasłużyć czy zarobić na swój przydział żywności? Czy należałoby wprowadzić jakąś walutę, by uświadomić wszystkim wartość pożądanych towarów? Autor tylko sygnalizuje te problemy i mam nadzieję, że szerzej napisze o nich w kolejnych częściach planowanej na sześć powieści serii. O pierwszej części GONE można przeczytać pod tym LINKIEM. Moja ocena: 5/6 |
Zakładki:
Wszystkie zamieszczone na blogu teksty i fotografie są chronione prawem autorskim - wykorzystywanie ich w całości lub we fragmencie bez mojej zgody jest zabronione.
2012
Czytam, bo lubię on Facebook Aktualnie czytam
Kontakt:
Ulubione miejsca
Wyzwania
Tagi
![]() Wypromuj również swoją stronę | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||