Wpisy z tagiem: obyczajowa
piątek, 10 lutego 2012
Ból kamieni, Milena Agus
WAB, 2008 Liczba stron: 125 Powieść tej autorki "Póki rekin śpi" zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Długo nie mogłam się po niej otrząsnąć. Potem zakupiłam "Ból kamieni", po który długo nie sięgałam, bojąc się, że podczas lektury przeżyję podobny wstrząs. Wyznaczyłam ją sobie do przeczytania na ten rok żeby wreszcie zaspokoić swoją ciekawość względem treści i uczuć, które może we mnie wywołać. Tym razem autorka obeszła się ze mną łagodniej, chociaż nie dała mi odłożyć książki dopóki nie poznałam całej historii. Narratorka wspomina swoją babcię, składa do kupy wspomnienia jej dotyczące i zasłyszane fakty. Z jej opowieści wyłania się obraz niezwykłej kobiety, która całe swoje życie tęskniła za prawdziwą miłością. W latach młodości była zupełnie niezrozumiana przez swoich rodziców i siostry. Traktowano ją jak szaloną, czemu dawała wyraz poprzez samookaleczenia, nieracjonalne zachowania oraz niepohamowaną namiętność. Wydano ją za mąż za dużo starszego wdowca, którego nigdy nie pokochała. Prawdziwą miłość przeżyła tylko raz - podczas pobytu w sanatorium poznała tajemniczego Weterana, który zawładnął jej sercem aż do końca życia. Wspomnienia ułożone z poszatkowanych faktów, obrazów miejsc i charakterystyk ludzi składają się na fascynującą lekturę o nietuzinkowej postaci. Milena Agus ma swój charakterystyczny styl pisania - zwięzły, pozbawiony nadmiaru ozdobników i mocno przemawiający do wyobraźni. Idealnie odnajduję się w takim typie literatury i gorąco Wam polecam.
Moja ocena: 5/6 Wcześniej pisałam o:
niedziela, 05 lutego 2012
Sarenka, Magda Szabo
Czytelnik, 1961 Liczba stron: 176 Zobaczcie jaką staruszeczkę znalazłam na bibliotecznej półce. Mimo zaawansowanego wieku książki, twarda okładka trzyma wszystkie strony w ryzach, więc czytanie nie skończyło się zgrzytaniem zębów nad zagubionymi kartkami. W środku mamy druk - maczek, nawet Kaczka Dziwaczka, pisząca listy w podobny sposób, byłaby usatysfakcjonowana. Gorzej znosiły go moje oczy... "Sarenka" to książka o rozliczaniu się z ze swoją przeszłością. W głównej mierze napisana jest w formie monologu skierowanego do kochanka głównej bohaterki - Eszter. Obrazuje bardzo trudne dzieciństwo w prowincjonalnym miasteczku, biedę, ciężką pracę, przyjęcie na siebie roli dorosłych i błyskawiczne dojrzewanie. W tle śledzimy zmieniające się jak w kalejdoskopie uwarunkowania społeczno-polityczne, w tym drugą wojnę światową oraz komunistyczne rządy na Węgrzech. Eszter w dorosłym życiu zostaje aktorką, choć jest chyba najmniej próżną osobą, o której kiedykolwiek słyszałam. Zawód ten sam ją wybiera, a ona poddaje się temu losowi i jak wszystko inne, stara się go wykonywać perfekcyjnie, aby tylko znowu nie cierpieć głodu i tymczasowej bezdomności. Przez całą książkę przewija się wątek relacji Eszter z Angelą. Angela pochodzi z zamożnej rodziny, sama nigdy nie musiała pracować, zawsze ktoś się nią opiekował i podtykał jej najlepsze kąski do ust. I chociaż sama Angela wydawała się być zawstydzona takim życiem i za wszelką cenę próbowała się zbliżyć do Eszter znającej najciemniejsze strony egzystencji, to relacja między nimi nigdy nie była bliska. W dorosłym życiu skomplikuje się jeszcze bardziej... Mimo niewielkiej objętości książka zawiera w sobie mnóstwo treści i wątków. To taka książka, która pozostawia po sobie ślad. Chociaż momentami wydawała mi się monotonna, czy mało zrozumiała, to po połączeniu luźnych końców fabuły, okazywało się, że jej treść i przesłanie mają moc. Potrzeba długiej chwili, aby móc otrząsnąć się po przeczytaniu książki. Poza tym nie można zapominać, że jest to książka również o miłości. Każdy znajdzie w niej coś, z czym będzie mógł się identyfikować i coś, co go poruszy. Na pewno postać Eszter zamieszka na długo w każdym czytelniku. Polecam!
Moja ocena: 5/6
wtorek, 03 stycznia 2012
Zamknięte drzwi, Magda Szabo
PIW, 1993 Liczba stron: 238 Pierwsze spotkanie z powieścią autorstwa Magdy Szabo okazało się być nad wyraz udane. Zdarza mi się w przypadku niektórych książek ślizgać się po tekście - omiatać wzrokiem jakieś mniej istotne fragmenty i lecieć dalej. W przypadku tej powieści coś takiego byłoby niemożliwe, ponieważ nie ma tu ani jednego nieistotnego zdania, niepotrzebnego słowa. Kunszt pisarski tej autorki zdumiał mnie i onieśmielił. Książka opisuje relacje między narratorką - będącą pisarką i być może alter ego samej autorki oraz jej dochodzącą gosposią - Emerenc. Emerenc jest powszechnie szanowana - pomocna, wzorowo wywiązująca się z obowiązków, troszcząca się o sąsiadów w potrzebie, schludna i dokładna. Zajmuje mieszkanie dozorczyni w stojącej nieopodal kamienicy. Jednakże nikt nie wie jak ono wygląda, ponieważ tajemniczego wnętrza strzegą zawsze zamknięte drzwi. Wszyscy goście Emerenc podejmowani są w sieni - tam stoi nakryty czystym obrusem stół. Między pisarką oraz gosposią tworzy się trudna do zdefiniowania więź - ni to matki i córki, ni szefowej i podwładnej (z których szefową jest oczywiście gosposia). Do Emerenc niełatwo się zbliżyć jako że wyznaje ona osobliwy kodeks moralny, bez żadnych odstępstw przestrzega ustalonych przez siebie zasad - np. nigdy nie przyjmuje prezentów, nie chodzi do kościoła i prosto w oczy wyraża pogardę w stosunku do tych, którzy chodzą, nie opowiada o swojej przeszłości. Za wartościowych ludzi uznaje tyko tych, którzy wykonują pracę fizyczną, pogardza wszelkim słowem pisanym, nie interesuje jej polityka. Kocha zwierzęta. Obie kobiety nie mogłyby bardziej się od siebie różnić. Mimo tego, obecność jednej jest potrzebna tej drugiej. Magda Szabo opisuje ich wzajemna relację kawałek po kawałku obnażając kolejne tajemnice Emerenc, pokazując motywy jej postępowania oraz głęboko zakorzenione uprzedzenia i przekonania. W końcu odkrywamy również tajemnicę zamkniętych drzwi. I chociaż skoncentrowałam się na Emerenc nie można zapominać, że pisarka i jej uczucia są równie ważne w powieści. Podczas lektury tej książki musiałam stoczyć z sobą walkę - czy czytać szybko i błyskawicznie dotrzeć do wszystkich zakamarków duszy obu kobiet, czy smakować książki kawałek po kawałku, dać sobie czas na przemyślenie, przeżycie czy przetrawienie pewnych kwestii. Jakoś udało mi się osiągnąć kompromis ze sobą i czerpać z książki całymi garściami. PS Zastanawia mnie dlaczego książki tej autorki nie zostały wznowione. Wciąż czytane są przez wielu czytelników, większość z nich podziela moje zachwyty, a na allegro mocno zaczytane egzemplarze osiągają zawrotne ceny. Ja swoją znalazłam w bibliotece.
Moja ocena: 6/6
środa, 28 grudnia 2011
Nie odstępuj ode mnie, Elizabeth Strout
Świat Książki, 2008 Liczba stron: 301 "Nie odstępuj ode mnie" jest książką portretującą małe amerykańskie miasteczko. Akcja powieści toczy się w latach pięćdziesiątych, czasach przełomu, czasach strachu przed wybuchem wojny między USA a Rosją, czasach kiedy zabobony i konserwatyści mieli się jeszcze dobrze, a społeczeństwo dopiero co zaczynało się zmieniać na bardziej nowoczesne i światłe. Kiedy parafię w West Annett obejmuje nowy, młody, charyzmatyczny pastor, miejscowi są zachwyceni. Podobają im się kazania oraz nieskazitelna osobowość duszpasterza - Tylera Caskeya. Mniejszą sympatią darzą jego żonę - Lauren, która pochodzi z zupełnie innego świata. Na tle szaro-burej zaściankowości wygląda i zachowuje się jak egzotyczny, kolorowy ptak. Nie interesują jej kółka gospodyń ani spotkania modlitewne - Lauren najbardziej lubi robić zakupy i stroić się. Taylera poznajemy po śmierci żony, kiedy sam próbuje sobie radzić z życiem, wychowaniem starszej córki, ułożeniem stosunków z matką zajmującą się jego młodszą córką i znalezieniem swojego miejsca na ziemi. Zaskakuje go wrogie nastawienie mieszkańców miasteczka, rozpowszechnianie plotek i pomówień. Początkowo je ignoruje licząc na to, że plotki ucichną - jednak kiedy niechęć mieszkańców zaczyna dotykać również jego kilkuletniej córki Katherine, musi odnieść się do tego, co do niego dociera. Nie polubiłam żadnego z bohaterów - Tyler był świętszy od wszystkich świętych, zamiast zająć się Katherine, która po śmierci matki przeżywała traumę, rozmyśla o Piśmie Świętym, filozofii i kazaniach. Jego "świętość" i trzymanie się z dala od prawdziwego życia staje się zarzewiem konfliktów z parafianami. Matka Tylera to najprawdziwsza zdewociała, purytańska jędza, która ingeruje w każdy aspekt życia swojego syna. Okropny, zimny babsztyl. Żona Tylera - Lauren to taki słodki, różowo-bezowy pustaczek, który nudzi się na plebanii, żyje ponad stan i nie umie zorganizować sobie dnia. Chyba jednak szczerze kocha Tylera, co stawia ją w nieco lepszym świetle. Mieszkańcy West Annett to małostkowi głupcy żyjący od plotki do plotki. Swoich występków nie zauważają, szukają zła w innych. To ludzie toksyczni. To taka powieść, w której od razu wiadomo, że na końcu wszystko dobrze się ułoży, a w środku będzie sporo różnych komplikacji. Nie do końca takie lubię. W przypadku książki Elizabeth Strout mamy dobrze skonstruowane postaci oraz obraz amerykańskiej prowincji ponad pół wieku temu, co w moim odczuciu mocno podwyższa jej wartość. Moim zdaniem warto zajrzeć do książki.
Moja ocena: 4/6 Wcześniej pisałam o:
niedziela, 23 października 2011
Przestrzeń za Szkłem, Simon Mawer
Świat Książki, 2011 Liczba stron: 477 Chociaż powieści Mawer'a tłumaczone były na polski, to nigdy wcześniej żadna z nich nie wpadła w moje ręce. Jednak postanowiłam poznać "Glass Room" w momencie, kiedy przeczytałam o niej na jednym z angielskich lub amerykańskich blogów. Zaintrygowała mnie i treść, i okładka (tamto wydanie miało zbliżoną okładkę do tej, z polskiego wydania.) Nie musiałam długo czekać, bo książka szybko pojawiła się na polskim rynku wydawniczym. "Przestrzeń za Szkłem" to nazwa nowoczesnej willi w czeskim Mestie (KLIK). Autor powieści postanowił pokazać losy grupy ludzi poprzez losy budynku. I chociaż dom z przestrzenią za szkłem, czy szklanym pokojem, jest autentyczny, to jego mieszkańcy są wytworem wyobraźni pisarza. Akcja powieści rozpoczyna się w latach dwudziestych XX wieku i obejmuje siedemdziesiąt lat. Młode małżeństwo - zamożny właściciel fabryki samochodów żydowskiego pochodzenia - Viktor Landauer oraz jego żona Liesel marzą o domu, który wyróżniałby się nowoczesnym designem. Zatrudniają znanego architekta Rainera Von Abt'a, który wprowadza w życie ich wizję, tworząc dla nich dom łączący przestrzeń użytkową z walorami estetycznymi na miarę XXI wieku. Niewielu ludzi podziela zachwyt domem Landauerów, wśród nich jest najlepsza przyjaciółka Liesel - Hana. Zawirowania historyczne - dojście do władzy Hitlera i jego bezwzględna polityka wobec Żydów sprawią, że Landauerowie zostają zmuszeni do wyjazdu za granicę i pozostawienia domu pod opieką dozorcy. Przez wiele lat nie znają dalszych losów budynku, który ocalał w wojennej zawierusze, ale został przejęty najpierw przez Niemców, a następnie przez komunistyczne władze Czechosłowacji. Jednak to nie historia budynku jest najważniejsza w powieści. Ważni są ludzie zajmujący tę przestrzeń, ich pragnienia, marzenia, codzienne życie. A ci swoim zachowaniem wzbudzali we mnie mnóstwo emocji. Głównie negatywnych. Mimo tego, że autor zachowuje daleko posunięty obiektywizm w przedstawieniu postaci, mnie, osobę, która co nieco przeczytała i obejrzała na temat drugiej wojny światowej, zalewała krew. Landauerowie za sprawą Viktora i jego prób ratowania rodziny wyjechali najpierw do neutralnej Szwajcarii. To byli bardzo bogaci ludzie, których stać było na mieszkanie w najdroższych miejscach, wynajmowanie służby, pławienie się w luksusach. Ale Liesel jest głęboko nieszczęśliwa - pływając po wodach Jeziora Genewskiego narzeka, że czuje się jakby była na wakacjach, które nie mają końca. Że ma dość zawieszenia. Matko, czyżby wolała jeść brukiew, uciekać przed bandą sowietów lub zdobywać jedzenie dla dzieci oddając siebie za paczkę mleka w proszku? A może bardziej odpowiadałaby jej kwatera w Auschwitz? Ta kobieta zupełnie nie miała pojęcia czym jest wojna. Na Liesel i Hanie skupiam całą moją złość i gorycz. Potępiam je za ich postępowanie. Hanę za zainicjowanie romansu z oficerem niemieckim (co spowodowało lawinę nieszczęść, które spadły na jej rodzinę, a i tak nie nauczyło jej, że nie igra się z ogniem). Liesel za to, że nie miała charakteru - po odkryciu romansu męża z opiekunką do dzieci próbowała się zaprzyjaźnić z kochanką Viktora. Sytuacja była bardziej skomplikowana - kochanka była Żydówka, miała dziecko i wyrzucenie jej na bruk równałoby się skazaniu jej na śmierć. Ale do cholery - Liesel wolała luksus, w którym żyła i zamiatanie brudów pod dywan, niż sprzeciwienie się mężowi i wymuszenie na nim wiążących decyzji. Książka dostarczyła mi wielu emocji i wrażeń. Dlatego będę ją długo pamiętać i często wspominać. Powieść pokazała jak wiele różni postaci występujące w książce od ludzi, których ja szanuję. Pokazała jak bardzo różniły się postawy Czechów i Polaków w obliczu inwazji wojsk niemieckich. Stanowiła składny przegląd charakterów i motywacji bohaterów. W końcu, sprawiła również, że miałam ogromną potrzebę podzielenia się swoimi przemyśleniami i wyrzucenia z siebie gniewu na żeńskie bohaterki powieści. Gorąco zachęcam do lektury! Poszperałam w sieci i znalazłam okładkę wydania czeskiego, które główny akcent kładzie na budynek, a nie na ludzi:
Moja ocena: 5,5/6
wtorek, 11 października 2011
Kraj bez kapelusza, Dany Laferriere
Karakter, 2011 Liczba stron: 280 Rzadko udaje mi się przeczytać jakąś książkę spoza literatury polskiej i obszarów anglojęzycznych. "Kraj bez kapelusza" jest powieścią napisaną przez pisarza pochodzącego z Haiti. Haiti jest miejscem egzotycznym nawet dla samego ... Haitańczyka. Narrator, tożsamy z autorem, po dwudziestu latach emigracji wraca do swojego kraju. Z jednej strony odnosi wrażenie, że nic się nie zmieniło - w kraj panuje bieda, ludzie chodzą głodni, stolica jest przeludniona, panuje upał, na ulicach jest brudno i śmierdzi. W domu matka traktuje go niemal z nabożeństwem i troszczy o niego jak o małego chłopca. Jego przyjaciele wciąż mieszkają w okolicy, spotyka nawet dziewczyny, w których niegdyś się kochał. Z drugiej jednak strony narrator patrzy na swoją ojczyznę z perspektywy obcego człowieka - zauważa rzeczy, których nie widzą ci, którzy z kraju nie wyjechali. Ten pobyt to jak wizyta w nieznanym miejscu. Co najbardziej go uderza, to fakt, że wiele osób, i wykształconych i niewykształconych wierzy w pojawienie się zombie na ulicach. Zombie jako wojownicy powołani przez prezydenta do walki z Amerykanami oraz zombie krążący nocami po mieście to pewnego rodzaju symbole współczesnego Haiti. Państwa, w którym niełatwo żyć, więc lepiej być martwym. "-Umarli są szczęśliwsi od nas. - Przecież pani nic o tym nie może wiedzieć. - Ależ tak! Daje mi do myślenia, że żaden nie wrócił." Haiti przedstawione przez Laferriere'a to kraj, którego największym bogactwem są ludzie. Obdarzeni wyobraźnią, poczuciem humoru, wierni w uczuciach, oddani swoim bliskim, walczący z przeciwnościami losu. Gorąco polecam Wam tę książkę.
Moja ocena: 4,5/6
czwartek, 29 września 2011
Kamienista droga, Franciszek Szczęsny
Novae Res, 2011 Liczba stron: 162 Nie bardzo wiedziałam czego się spodziewać po tej powieści, dlatego też każda kartka czymś mnie zaskakiwała - czasem w sposób pozytywny, czasem w negatywny. Opowiedziana historia nierozerwalnie związana jest z Polską i jej historią powojenną. Rzecz dzieje się na Kaszubach kilka (może kilkanaście) lat po zakończeniu drugiej wojny światowej. Na skraju wsi mieszka nastoletnia Mariolka ze swoją matką oraz ojczymem. Nie zna swojego prawdziwego ojca, ale z ojczymem dogaduje się znacznie lepiej niż z rodzicielką. Mariolka zakochuje się w Andrzeju. Jest to dziwna miłość, bo młodzi prawie się nie znają. Mariolka kontrolowana jest przez matkę, a ta nie pozwala jej wychodzić z domu. Dziewczyna zatem zakochuje się w swoich wyobrażeniach Andrzeja i swoich nadziejach na wyrwanie się spod opieki despotycznej i cholerycznej mamy. Miłość ta doprowadza do tragedii, w której wszyscy będą przegranymi, nawet ci, którzy doprowadzili do nieszczęścia w imię źle pojętych zasad przyzwoitości. Duszna atmosfera pobożnej, zapijaczonej i rozplotkowanej wsi przebrzmiewa w całej książce. Dopełnieniem tragedii jest nieprofesjonalne podejście lekarzy i księdza do swoich obowiązków. To książka na jeden wieczór, o ile czytelnik zniesie na raz tak dużą dawkę nerwów. Skąd one? Po pierwsze są reakcją na naiwność. Nie wiem czy na ziemi znalazłaby się dziewczyna bardziej naiwna, nierozgarnięta i ubezwłasnowolniona niż Mariola. Sama sprowadza na siebie nieszczęścia i nie potrafi uwolnić się od okropnej matki. Po drugie, są reakcją na przerysowane postaci - matka dziewczyny składa się w stu procentach z cech negatywnych - jest porywcza, niesprawiedliwa, agresywna, władcza, zimna i bezwzględna. Przy tym głupia. O Mariolce - wcieleniu naiwności już pisałam. Ojczym jest natomiast wcieleniem łagodności i podporządkowania w stosunku do swojej wrednej żony, którą usprawiedliwia przed sobą i innymi powołując się na trudne przejścia wojenne. Jest to historia, która mogłaby się wydarzyć. Wierzę, że jeszcze w ubiegłym wieku istniały takie miejsca jak opisana wieś i ludzie, którzy postępowali w podobny sposób, niezgodny z logiką. Jest to również historia, która z powodzeniem mogłaby zostać sfilmowana. Zabrakło mi jednak pogłębionej charakterystyki postaci, bo nikt w świecie realnym nie jest aż tak bardzo jednoznaczny jak członkowie rodziny głównej bohaterki.
Moja ocena: 4/6
środa, 27 lipca 2011
Motyl, Lisa Genova
Papierowy Księżyc, 2011 Liczba stron: 350 Alice Howland jest wykładowcą na Harvardzie, zajmuje się psychologią. Jest doskonała w tym, co robi - jest świetnym nauczycielem akademickim, odnosi sukcesy naukowe, często wyjeżdża z wykładami na uczelnie na całym świecie. Poza tym kocha swoją pracę. Jej mąż jest również naukowcem na tej samej uczelni, ale zajmuje się inną dziedziną nauki. Alice i John są zwykłym małżeństwem, nie ma między nimi wielkiej namiętności, ale jest zrozumienie i wzajemne wsparcie. Wychowali troje dzieci, z każdego z nich mogą być dumni. Kiedy Alice zaczyna zauważać u siebie niepokojące zaniki pamięci, chwile zagubienia, trudności ze znalezieniem właściwego słowa sądzi, iż to pierwsze objawy menopauzy. Dla potwierdzenie swoich obaw udaje się do lekarza. Po serii testów i badań lekarze stawiają diagnozę - wyrok. Alice choruje na Alzheimera o wczesnym początku. Nieuleczalną chorobę rujnującą połączenia neuronów w mózgu. Chorobę, która w krótkim czasie odbiera człowiekowi godność i szacunek. Książka jest zapisem zmagań z życiem i rozwojem choroby, nadzieją na zahamowanie jej rozwoju poprzez udział w testach klinicznych nowego leku. Świat oglądamy z punktu widzenia Alice, która musi porzucić to, co dla niej najważniejsze, czyli pracę naukową. W przeciągu kilku miesięcy zmienia się z jednego z najbardziej cenionych naukowców w kogoś niepotrzebnego, krępującego innych swoją obecnością. Obserwujemy również relacje rodzinne. Choroba Alice wywraca do góry nogami życie wszystkich jej bliskich, kto będzie ją wspierał? Kto się od niej odwróci? Kilka razy zaszkliły mi się oczy podczas czytania tej książki. "Motyl" dotyka ważnego problemu, stawia wiele pytań natury etyczno-moralnej. Pokazuje dramat osoby chorej oraz dramat jej najbliższych. Czy wiedząc, że wasza matka ma Alzheimera o wczesnym początku chcielibyście przeprowadzić badania genetyczne i dowiedzieć się czy dziedziczycie tę chorobę? Lepiej wiedzieć czy lepiej nie wiedzieć? Na końcu książki (mam tzw. szczotki i nie wiem czy we właściwym wydaniu wydawca również to zamieścił) znajdują się pytania dotyczące książki, na które czytelnik może sobie odpowiedzieć po lekturze. Typowo amerykańskie podejście. Myślący czytelnik zada sobie te i inne pytania już w trakcie lektury. Moim zdaniem ta część jest zupełnie zbędna i trochę uwłacza czytelnikowi. Jest też wywiad z autorką, który pobieżnie przeczytałam. Warto wiedzieć, że Lisa Genova jest lekarzem neurologiem - jej doświadczenie w pracy na pewno przekłada się na rzetelność opisu choroby Alice. Ta powieść chwyta za serce i skłania do myślenia. Koniecznie przeczytajcie.
Moja ocena: 5/6
piątek, 01 lipca 2011
Dziewczyna, która pływała z delfinami, Sabina Berman
Znak, 2011 Liczba stron: 231 Kiedy ciotka Isabelle przybywa do prowincjonalnego Mazatlan spotyka ją tam wiele niespodzianek. Majątek, który ma przejąć po śmierci siostry, zupełnie podupada, przetwórnia tuńczyka, na której jej rodzina zbiła majątek, ma spore kłopoty finansowe. Do tego wraz z domem, dziedziczy siostrzenicę, o istnieniu której nie miała pojęcia. Dziewczynka jest zaniedbana, w przeszłości była ofiarą przemocy, nie mówi, boi się ludzi. Dzięki swojej determinacji, Isabelle docieka przyczyny zacofania dziewczynki - mała Karen jest dzieckiem autystycznym. Pod wieloma względami odbiega od normy rozwojowej, pod kilkoma natomiast, znacznie ją przekracza. Karen pod opieką mądrej ciotki nabywa umiejętności niezbędnych w życiu i rozwija swoje talenty. W trakcie książki śledzimy losy Karen na studiach w Stanach Zjednoczonych, podczas praktyk w rodzinnej przetwórni tuńczyka, podczas pracy nad humanitarnym połowem ryb. Życie Karen jest bowiem ściśle związane z morzem - najszczęśliwsza czuje się będąc pod wodą. Cały swój intelektualny potencjał wykorzystuje, by tak zmienić połów i ubój ryb, by te doznawały jak najmniej cierpienia. To pogodna powieść pisana w pierwszej osobie przez Karen. Pokazuje, że można żyć normalnie i być szczęśliwym będąc świadomym swoich ograniczeń intelektualnych i poznawczych. Pokazuje też jak ważne jest odpowiednie podejście najbliższych. Wsparcie, które Karen otrzymuje od Isabelle daje jej siłę i pewność siebie. Bliskość z naturą oraz całkowite poddanie się teorii Darwina czynią Karen silną. Odrzuca ona stanowczo kartezyjskie "Myślę więc jestem", ponieważ ona sama jest przykładem tego, że istniała przez kilka lat na świecie, wcale nie myśląc. Według Karen to nie myślenie jest wyznacznikiem istnienia. Na okładce książka przyrównana jest do powieści o Forrescie Gumpie, której nie czytałam, ponadto widnieje na niej nalepka "Czytanie wolne od stresu" - tego bym nie powiedziała - choć powieść należy do tych lżejszych i przyjemniejszych, to chwilami ściska się żołądek podczas lektury. Ja nazwałabym ją powieścią dla wegetarianów i miłośników zwierząt, bo to one są równoprawnymi bohaterami książki. Podczas lektury miałam wiele skojarzeń z następującymi powieściami: Gawędziarzem - Mario Vargas Llosy Dziwnym przypadkiem psa nocną porą - Marka Haddona. Zachęcam do przeczytania wszystkich tych książek.
Moja ocena: 5/6
niedziela, 26 czerwca 2011
Dom w Riverton, Kate Morton
Muza SA, 2007 Liczba stron: 575 Po lekturze "Zapomnianego ogrodu" przyjęłam założenie, że warto sięgać po książki Kate Morton. Teraz, po przeczytaniu "Domu w Riverton" mogę się pod tym stwierdzeniem podpisać rękami i nogami. Co więcej, śmiem twierdzić, że ta australijska pisarka jest bardziej brytyjska niż rodowici Brytyjczycy. Urodzona w pierwszych latach XX wieku Grace, wspomina wydarzenia, które miały miejsce we wczesnych latach jej młodości, kiedy ona sama była służącą w domu w Riverton i trochę później, gdy została osobistą pokojówką Hannah, starszej z córek właściciela posiadłości. Przez całe dorosłe życie próbowała zapomnieć o tym, co stało się na przyjęciu w Riverton. Jednak wspomnienia wróciły wraz z pojawieniem się w jej życiu reżyserki Ursuli, która robi film o mieszkańcach Riverton wraz z tajemniczą kulminacyjną sceną samobójczą, w której życie odebrał sobie poeta o imieniu Robbie. Jak się okazuje, prawda o mieszkańcach Riverton jest znacznie bardziej skomplikowana. Grace postanawia ocalić ją od zapomnienia przekazując wnukowi swoje wspomnienia. Monumentalna powieść skrywa znacznie więcej niż historia rodzeństwa z Riverton. Pierwsze lata dwudziestego wieku to okres, gdy kobiety zaczęły dopominać się o swoje prawa - część z nich chciała innego życia, niż to, które oferowali im konserwatywni ojcowie i mężowie. Dążenie do większej samodzielności, pozbycie się krępujących konwenansów oraz smakowanie świata wszystkimi zmysłami, to niektóre tylko marzenia nastoletniej Hannah. Niestety dla niej, nadęty balon jej oczekiwań bardzo szybko zaczyna się kurczyć, a ona sama doznaje wielu rozczarowań. Dopiero niespodziewana i zakazana miłość przywraca ją do życia. Powieść obrazuje także romantyczne wyobrażenia o wojnie. Wielu ochotników przyłączyło się do armii w poszukiwaniu przygody. Rzeczywistość wojenna zupełnie odbiegała od ich wyobrażeń, a oni sami wracali z pierwszej wojny światowej (o ile w ogóle wracali) jak zupełnie inni ludzie. Znerwicowani, niezdolni do pracy, zgorzkniali, pełni rezerwy - niewiele zostało z tych uśmiechniętych i pełnych nadziei młodzieńców, którzy z pieśnią na ustach wyjeżdżali na front w Europie. Świetność i upadek domu w Riverton oraz losy osób związanych z tym miejscem wypełniają większość kart tej powieści. I chociaż nie raz można domyślić się dalszego ciągu wydarzeń i szybciej niż narratorka rozszyfrować motywacje niektórych zachowań, to wciąż lektura fascynuje. Największą w tym zasługę ma właśnie niespieszne tempo opowieści oraz mistrzowsko wykreowana atmosfera wiejskiej posiadłości skrywającej wiele sekretów.
Moja ocena: 6/6 |
Zakładki:
Wszystkie zamieszczone na blogu teksty i fotografie są chronione prawem autorskim - wykorzystywanie ich w całości lub we fragmencie bez mojej zgody jest zabronione.
2012
Czytam, bo lubię on Facebook Aktualnie czytam
Kontakt:
Ulubione miejsca
Wyzwania
Tagi
![]() Wypromuj również swoją stronę | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||