Wpisy z tagiem: hiszpańska

poniedziałek, 26 grudnia 2011
Córka kanibala, Rosa Montero

Muza SA, 2001

Liczba stron: 405

Na lotnisku zostaje uprowadzony mąż głównej bohaterki Luci Romero- wysoki rangą urzędnik państwowy. Do porwania dochodzi w sposób przez nikogo niezauważony, równie dobrze mężczyzna mógłby ulotnić się sam. W ten sam sposób rozumuje poinformowana o zdarzeniu policja - może facet w średnim wieku chciał spędzić sylwestra z kimś innym niż żona i sam się wkrótce znajdzie?

A jednak nie. Kilka dni po porwaniu Lucia odbiera telefon z żądaniem okupu. Suma jest ogromna. Z początku wydaje jej się to kpiną, ale wkrótce dostaje od porwanego męża instrukcje skąd wziąć pieniądze. Czyżby jej małżonek prowadził podwójne życie? Z biegiem dni dowie się coraz więcej o nim, o sobie i o życiu.

Od porwania zaczyna się i kończy ta książka, ale nie ono jest najważniejsze w powieści. Głównym jej tematem jest przemiana bohaterki z niepewnej siebie, schematycznie działającej czterdziestolatki w kobietę, która potrafi docenić to, co ma w życiu, jest samowystarczalna i pogodzona z sobą i bliskimi. Aby ta zmiana mogła nastąpić, na drodze Luci muszą stanąć dwaj mężczyźni - jej sąsiedzi. Osiemdziesięcioletni Felix oraz dwudziestolatek Adrian wspierają ją po porwaniu, pomagają w przekazaniu łupu i rozwikłaniu dużego przekrętu na najwyższych szczeblach władzy państwowej. W międzyczasie dużo ze sobą rozmawiają - Felix opowiada o swoim pełnym przygód życiu anarchisty na początku wieku, Adrian podważa tezy postawione przez dziadka, Lucia próbuje odnaleźć się w sytuacji nie raniąc żadnego z nich. To przedziwne, nieustraszone trio trafiło na siebie we właściwej chwili.

Przeczytałam tę powieść z zainteresowaniem, chociaż nie poruszyła mnie tak bardzo jak wydana niedawno "Instrukcja jak ocalić świat" tej samej autorki. Odniosłam też wrażenie, że ślizgałam się po powierzchni tej powieści i nie udało mi się dotrzeć do sedna sprawy - może to świąteczne rozleniwienie tak wpłynęło na mój odbiór treści, może sedno zostało zbyt głęboko ukryte, może niczego więcej tam nie ma...

Przekonajcie się sami.

 

Moja ocena: 4/6

Wcześniej pisałam o:

INSTRUKCJA JAK OCALIĆ ŚWIAT

STĄD DO TARTARU

poniedziałek, 05 grudnia 2011
Cztery dni w styczniu, Jordi Sierra I Fabra

Albatros A. Kuryłowicz, 2011

Liczba stron: 320

Wydaje mi się, że czytałam gdzieś pochwalną recenzję tej książki (przyznać się, kto pisał ;-)) Mając w pamięci przychylność recenzenta, postanowiłam przekonać się czy i mnie książka przypadnie do gustu. Wypożyczyłam egzemplarz z biblioteki zupełnie nieświadoma z jakim gatunkiem literackim przyjdzie mi się zmierzyć.

Po dokładnym wczytaniu się w informacje na skrzydełkach wiedziałam, że będzie wojna, zagadka kryminalna oraz Barcelona. Zacznę od tego ostatniego punktu: sama Barcelona zupełnie mnie nie podnieca (czytaj: nie jest czynnikiem zachęcającym do sięgnięcia po książkę), chociaż wiem, że są osoby, które właśnie dla tego miasta sięgną po powieść. Mnie nawet trochę przeszkadzała: w Hiszpanii nie byłam, a nawet jakbym była, to nie spamiętałabym topografii miasta. Autor bardzo szczegółowo opisuje przemierzane przez bohatera trasy, podając egzotycznie brzmiące nazwy ulic.

Akcja książki odgrywa się w styczniu 1939 roku - podczas hiszpańskiej wojny domowej. Wojska piątej kolumny zbliżają się do niemal wyludnionej Barcelony. Nie funkcjonują żadne urzędy, panuje głód i zimno. Na posterunku policji pozostał tylko jeden funkcjonariusz (inspektor Mascarell) - przed ucieczką powstrzymuje go śmiertelna choroba żony. Do pracy przyszedł z rozpędu. W tych okolicznościach zastaje go kobieta, która przychodzi zgłosić zaginięcie szesnastoletniej córki. I choć Mascarell wie, że poszukiwania nie mają większego sensu, bo dziewczyna mogła podobnie jak większość mieszkańców ruszyć w stronę francuskiej granicy, to podejmuje się rozwiązania tej sprawy.

Śledztwo zaprowadzi go na ślad większej afery. Sam inspektor dokona rzeczy, których w normalnych warunkach zapewne nie ważył by się zrobić. Czytelnik śledzi jego poczynania oraz ma wgląd w jego przemyślenia. Są to niezwykle ciekawe rzeczy: czy moralność czasów wojny jest odmienna od moralności czasów pokoju? Czy wszystko jest na sprzedaż? Czy w warunkach wojny domowej konformizm popłaca?

Bardzo podobało mi się drugie dno tej powieści - obraz miasta i mentalności ludzkiej w czasie kryzysu. Sam wątek kryminalny również wciąga, dużo się dzieje, akcja jest dynamiczna. Najmniej podobały mi się dość przydługie polityczne rozważania o stanie kraju oraz nagromadzenie nazw geograficznych. Jednak w kontekście całej książki są to tylko niewielkie uchybienia. Warto przeczytać!

 

Moja ocena: 4,5/6

poniedziałek, 14 listopada 2011
Niewinność zagubiona w deszczu, Eduardo Mendoza

Znak, 2011

Liczba stron: 134

Intrygująca okładka. Autor dość dobrze mi znany. A mimo tego, dość długo obwąchiwałam się z tą książką. Chyba przez zakonnicę... Jednak kiedy zaczęłam czytać, to odłożyłam książkę dopiero wtedy, gdy doczytałam ją do ostatniej strony. Żaden to wielki wyczyn przy takiej objętości, ale świadczy o tym, że popłynęłam z akcją.

Młoda zakonnica, siostra Consuelo, zostaje przeoryszą w klasztorze, przy którym działa szpital. Postanawia zamknąć źle działający obiekt i otworzyć zakład opieki dla starszych osób. Niestety, nie ma funduszy na taką inwestycję. Jest przekonana jednak, że jej pomysł ma szanse powodzenia. Ze sporządzonym kosztorysem chodzi od urzędu do urzędu. Jedynym sposobem na zainteresowanie urzędników przebudową, jest zgromadzenie znacznej sumy pieniędzy na sfinansowanie remontu. Aby pozyskać ofiarodawcę udaje się do miejscowego "bogacza" - Augusto Aixela. Tym samym wpada w sidła katalońskiego Casanovy. Porywom jej serca towarzyszy niespokojna pogoda, deszcz, burze i powodzie. Trzecią postacią dramatu jest rozbójnik kryjący się w okolicznych górach, który również stanie na drodze siostry Consuelo.

To opowiadanie (bo chyba nie powieść) jest połączeniem subtelnie erotycznego melodramatu z książką przygodową. Wszystko to okrasza duża szczypta humoru charakterystycznego dla tego autora. Czyta się wyśmienicie - przede wszystkim dlatego, że Mendoza unika schematów kojarzących mi się z książkami o (zakazanej) miłości. Pełną uczuć i namiętności zakonnicę portretuje w dobroduszny sposób, sprawiając, że natychmiast pałamy do niej sympatią. Takiego Mendozę lubię najbardziej.

 Inne książki tego autora:

TRZY ŻYWOTY ŚWIĘTYCH

PRZYGODA FRYZJERA DAMSKIEGO

SEKRET HISZPAŃSKIEJ PENSJONARKI

BRAK WIADOMOŚCI OD GURBA

MAURICIO, CZYLI WYBORY

Moja ocena: 5/6

czwartek, 03 listopada 2011
Przynęta, Jose Carlos Somoza

Muza SA, 2011

Liczba stron: 507

Twórczość Jose Carlos Somozy od dawna mnie intryguje. Odkrywam pisarstwo tego autora powoli, delektując się kolejnymi powieściami. Cieszę się, że jeszcze dużo ich przede mną, bo każda czymś mnie zaskakuje. Nie inaczej było z "Przynętą".

W przypadku tej powieści zostałam zaskoczona nie tyle samą ideą wykorzystywania ludzi w roli przynęt dla seryjnych morderców, ile sposobem działania tej "tajnej broni" policji. Cały zamysł oparty jest na wykorzystywaniu najczulszych punktów psychiki człowieka. Każdemu człowiekowi odpowiada jakaś "filia" - fascynuje go i podnieca jakiś charakterystyczny typ zachowania. Policyjni profilerzy opracowali zestaw gestów odpowiadający każdej filii. Pierwotny opis takich zachowań ukryty jest w dziełach Szekspira, które wykorzystywane są przez trenerów do szkolenia przynęt.

Moim zdaniem, wszystko to zostało przez Somozę genialnie obmyślone. Pozostało tylko dodać jakąś sensacyjną fabułę i ciekawych bohaterów. I tutaj również autor nie zawiódł. Diana Blanco jest jedną z najbardziej doświadczonych przynęt. Zamierza wycofać się z branży i zacząć żyć normalnie. Na przeszkodzie stoją jej dwie niedokończone sprawy: grasujący po ulicach miasta psychopatyczny morderca kobiet zwany Widzem oraz determinacja jej młodszej siostry (również przynęty), by usidlić groźnego przestępcę.

Początek powieści był dla mnie trudny. Nie ze względu na nową terminologię i fantastyczne techniki policyjne, ale przez opisy dewiacyjnych zachowań. Przestępcy z kart powieści to osoby kierujące się psychopatycznymi żądzami, zwierzęcym instynktem i sadystyczną rozkoszą. Czułam, że oblepia mnie cały brud świata.

W środkowej części pojawiają się nowe wątki, kolejne postacie, akcja się zapętla. Jak to u Somozy rozwiązanie nie jest oczywiste - w każdym momencie można się spodziewać zasadzki na czytelnika i podwójnego dna. Nie raz się zdziwiłam, że akcja przybiera taki a nie inny obrót. To wymagająca lektura. Warto jej poświęcić kilka chwil i dać się porwać wyimaginowanemu światu przyszłości, w którym trwa odwieczna walka dobra ze złem, a życie jest teatrem.

 

Moja ocena: 4,5/6

czwartek, 11 sierpnia 2011
Kto zabił Inmaculadę de Silva?, Marina Mayoral

Muza SA, 2011

Liczba stron: 166

Mimo tytułu książka nie jest kryminałem. To książka o dojrzewaniu z elementami sagi rodzinnej. Rzecz dzieje się u schyłku dyktatury generała Franco w Hiszpanii. Nastoletnia Etel postanawia zostać pisarką. Podczas wakacji spędzanych ze swoimi przybranymi babkami w Bretemie stara się zebrać materiał do napisania książki o swojej ciotce. Inmaculada umarła w tajemniczych okolicznościach wiele lat wcześniej, a po mieście krąży wiele plotek na temat tego, co stało się przed jej śmiercią. Najbardziej sensacyjną pogłoską jest to, że Inmaculada zabiła bohatera wojny domowej, partyzanta i nieuchwytnego zbiega, którego czyny obrosły legendą.

Etel wspierana przez swoją kuzynkę oraz chłopca z liceum o imieniu Juancho podejmuje się rozwiązania zagadki tajemniczej śmierci ciotki. Przy okazji "śledztwa" dowiaduje się wielu rzeczy o swojej rodzinie oraz o sobie samej. Pod koniec wakacji jest osobą bardziej świadomą swoich uczuć, bardziej dojrzałą i znacznie lepiej orientuje się w niuansach najnowszej historii Hiszpanii.

Dwa aspekty tej powieści uważam za szczególnie udane. Po pierwsze, obraz rodziny de Silva, który stopniowo wyłania się z opowiadanej historii. Rodzina to obfitowała w charakterystyczne, świadome swojej wartości kobiety. Bardzo chciałabym poznać ich losy - jest to temat na grubą sagę, która dorównałaby rozmachem niejednej kultowej pozycji. Po drugie, autorka bardzo umiejętnie i z wyczuciem naszkicowała kontekst polityczno-społeczny owych czasów oraz konflikty zbrojne wynikające z tarcia dwóch opcji politycznych. Podoba mi się to jak Marina Mayoral przedstawia świat i dlatego chętnie sięgnę po inne jej książki.

 

Moja ocena: 4,5/6

piątek, 05 sierpnia 2011
Stąd do Tartaru, Rosa Montero

Muza SA, 2003

Liczba stron: 260

Nie sięgnęłabym po tę książkę, gdybym nie znała nowszej powieści Rosy Montero "Instrukcja jak ocalić świat". Pod wpływem zachwytu nad wspomnianą książką wydłubałam z półki bibliotecznej tę niepozorną książeczkę. Nie wyróżniała się ani grubością ani wielkością, a nawet tytuł nie brzmiał zachęcająco. Postanowiłam jednak sprawdzić jak się ma "Instrukcja" do starszych powieści autorki.

Zarza ma 36 lat. Mieszka samotnie, nie kolekcjonuje rzeczy, nie ma przyjaciół, stara się być niezauważalna. To wycofanie nie wynika jednak z introwertycznej natury bohaterki, lecz jest kamuflażem jaki przyjęła po wejściu na ścieżkę prawego życia. Ten pozorny ład zostaje zburzony jednym telefonem. Pewnego zimowego poranka Zarza słyszy w słuchawce słowa: "Znalazłem cię." Natychmiast opuszcza mieszkanie zabierając ze sobą całą gotówkę. Postanawia uciekać przed prześladowcą, ponieważ doskonale wie, kim on jest i jak okrutny może być w stosunku do niej. Ściga ją jej własny brat bliźniak...

Akcja powieści obejmuje 24 godziny, w których Zarza najpierw chaotycznie, a następnie w bardziej uporządkowany sposób, układa swoje niezamknięte sprawy sprzed lat i stawia czoła swojej nieciekawej przeszłości. Schodzi na samo dno - do krainy ciemności i przemocy - Tartaru. Wreszcie jest gotowa stanąć oko w oko ze swoim bratem...

Wielokrotnie powtarzany w książce slogan, że jeśli doznajesz przemocy w dzieciństwie, sam będziesz bić swoje dzieci, jeśli masz obłąkanych rodziców, sam popadniesz w szaleństwo, przez wiele lat towarzyszył głównej bohaterce. Bo najłatwiej poddać się pewnemu stanowi rzeczy, dobrze jest też jak ktoś inny za nas myśli i decyduje, wygodnie mieć w kimś oparcie. Bardzo często jednak bycie tak blisko z inną osobą wypacza nasze postrzeganie, nie widzimy całościowego obrazu tej osoby, nie potrafimy jej ocenić. Czasem nigdy już nie uda się od niej uwolnić. A czasem wystarczy wstrząs na tyle wielki, by zmienić naszą perspektywę. Zarza przeżywa wstrząs kilka razy w ciągu życia, ale dopiero ucieczka przed ścigającym ją cieniem uświadamia jej, że chce żyć i to żyć na własnych warunkach.

To mądra książka, pokazująca wieloletni upadek na dno i długi proces poznawania własnej wartości i walczenia w własne dobro. I choć z początku walczyłam ze sobą, by jej nie odłożyć, to cieszę się, że podjęłam decyzję o przeczytaniu powieści do końca. Mimo bolesnych obrazów upodlenia dzieci przez rodziców i wzajemnego wykorzystywania się przez rodzeństwo, swoistej walki o przetrwanie - książka niesie przekaz optymistyczny i pokazuje, że warto walczyć o siebie.

 Recenzja INSTRUKCJI, JAK OCALIĆ ŚWIAT

Moja ocena: 4/6

środa, 03 sierpnia 2011
Jaskinia filozofów, Jose Carlos Somoza

Muza SA, 2004

Liczba stron: 356

Nie mam zbyt wielkiego doświadczenia związanego z twórczością Somozy. To dopiero druga książka tego autora, którą przeczytałam, chociaż kierowana przeświadczeniem, że "Somoza wielkim artystą jest" w domu zgromadziłam jeszcze kilka pozycji jego autorstwa. Nie mam wątpliwości, że kupowanie książek w ciemno było dobrą decyzją.

"Jaskinia filozofów" to powieść kryminalna, której akcja toczy się w starożytnej Grecji za czasów Platona. Atenami wstrząsa wiadomość o śmierci jednego efeba, ucznia akademii platońskiej. Niepewny przyczyny śmierci swojego ucznia Diagoras zwraca się do Tropiciela Tajemnic (Heraklesa) z prośbą o przeprowadzenie śledztwa. Niestety, nie jest to ostatni przypadek śmiertelny, giną kolejni chłopcy, a ich śmierć wygląda nie mniej zagadkowo. Dochodzenie zabiera filozofujących badaczy w miejsca, istnienia których nawet się nie domyślali. Pozornie spokojne, rozleniwione Ateny aż kipią podskórną energią, która daje swój wyraz w wyuzdanych orgiach, tajnych teatrach oraz miejscach przedziwnych i okrutnych kultów.

"Jaskinia filozofów" to również powieść filozoficzno-psychologiczna. Czytelnik śledzi jej powstawanie - kolejne fragmenty przekładane są z greki przez współczesnego nam Tłumacza, który w przypisach najpierw ekscytuje się odkrywaniem kolejnych znaczeń tekstu, a następnie niepokoi dziwnymi wydarzeniami, które mają miejsce w związku z tłumaczoną przez niego książką.

To książka z podwójnym dnem, żyjąca własnym życiem, zadziwiająca i zdumiewająca. W warstwie językowej jest nieskomplikowana, choć opowiada o odległym okresie historii. W warstwie znaczeniowej zapętla się w najbardziej nieprzewidywanych kierunkach, podejmuje grę z czytelnikiem, czasem sprowadza go na manowce. Stopniowo postać Tłumacza staje się osią powieści i punktem centralnym, a prawdziwe znaczenie tej postaci poznajemy dopiero na samym końcu. Macie ochotę na inteligentną rozrywkę? Polecam wam "Jaskinię filozofów".

 

Moja ocena: 5/6

czwartek, 21 lipca 2011
Trzy żywoty świętych, Eduardo Mendoza

Znak, 2011

Liczba stron: 180

Biorąc książkę do ręki nie zdawałam sobie sprawy, że zawiera trzy opowiadania. Przyznam, że niezbyt uważnie śledziłam informacje o książce, gdy przeglądałam nowości i zapowiedzi wydawnicze. Po prostu przyjęłam, że skoro wydano książkę Mendozy, to będę chciała ją przeczytać.

Zbiór zawiera trzy opowiadania: Wieloryba, Finał Dubslava i Pomyłkę. Pierwsze z opowiadań jest najdłuższe, zajmuje ponad połowę objętości książki i w nim najbardziej czuć typowy dla Mendozy styl pisarstwa; miejsca oraz klimat, którego nie sposób pomylić z niczym innym. Rzecz dzieje się w Barcelonie w latach pięćdziesiątych. Bogata ciotka narratora, będącego wówczas chłopcem, przyjmuje pod swój dach biskupa, który przybył do Hiszpanii na Kongres Eucharystyczny. Jest nieco rozczarowana tym, że do jej zacnego domostwa trafia biskup z końca świata, który ponadto nie jest zbyt wylewny. Jednak robi dobrą minę i stara się gościowi jak najbardziej umilić czas spędzony w Barcelonie. Wkrótce okazuje się, że biskup nie ma dokąd wracać, bo w czasie jego nieobecności w kraju wybuchł krwawy przewrót. Co począć z biskupem? Jak potoczą się jego losy?

"Finał Dubslava" rozczarował mnie. Opowiada o młodym mężczyźnie, który po nieokreślonym ataku zagrażającym jego życiu postanawia dotrzeć do miejsca, które przetaczało mu się przed oczami w czasie, gdy był nieprzytomny. Wyrusza do Afryki i tam dochodzi do wniosków, że każdy rodzaj cywilizacji tylko oszukuje i udaje, że rozumie świat, aby zatrzeć wrażenie ignorancji, polepszyć mniemanie o sobie, pozorować rozwój. To opowiadanie zupełnie do mnie nie przemówiło.

"Pomyłka" w większej części toczy się w więzieniu podczas kursów dla osadzonych. Młoda nauczycielka literatury trafia na ucznia, który choć nie umie ująć w słowa swoich wrażeń, rozumie to, co czyta, i chce czytać więcej. Praca z nim nie tyle przysparza jej radości, bo osadzony jest raczej zadufany w sobie, co jest odskocznią od monotonni. Nauczycielka poleca mu lektury, pożycza swoje książki, dyskutuje z nim o literaturze. Po latach okazuje się, że więzień zrobił ogromną karierę literacką, a każda jego powieść jest bestsellerem. Czyja w tym zasługa? Czy jest wdzięczny swojej nauczycielce za pokierowanie jego losem? Czy ona uważa, że miała wpływ na jego przyszłość? Bardzo ciekawe, smutne opowiadanie.

Po lekturze odnoszę wrażenie przypadkowości takiego doboru opowiadań. Każde z nich niesie w sobie sporo pesymizmu, pokazuje ludzi zgorzkniałych, zrezygnowanych, na pewno nie świętych. Ich walka ze światem często przechodzi niezauważona, choć może oni pragnęliby rozgłosu. Dubslav stara się nakreślić innym swój punkt widzenia, ale raczej bez powodzenia. Biskup musi zmierzyć się z rzeczywistością i robi to na swój sposób, kierując się prawem dżungli, a nie prawem boskim. Pisarz z ostatniego opowiadania wie, że mimo kariery literackiej jest wart tyle samo ile wtedy, gdy siedział w więzieniu.

Mendoza w poważnym wydaniu i krótkiej formie przerósł mnie w tej chwili.

 

Moja ocena: 4/6

czwartek, 14 lipca 2011
Pałac Północy, Carlos Ruiz Zafon

Muza SA, 2011

Liczba stron: 287

Kalkuta, Indie, lata trzydzieste ubiegłego wieku. W sierocińcu trwa jedno z ostatnich spotkań tajnego stowarzyszenia, w skład którego wchodzi siedmioro dzieci - teraz już szesnastolatków. Ich tajną bazą spotkań jest ruina przylegająca do posesji sierocińca, którą mocno na wyrost zwą Pałacem Północy. Niedługo przyjdzie im się pożegnać, ponieważ w instytucji państwowej mogą przebywać tylko do szesnastego roku życia. Zanim jednak rozstaną się na zawsze, wydarzy się coś, czego nie zapomną do końca życia.

O Bena, przywódcę grupy, upomną się złe moce, które pośrednio skazały go na szesnaście lat w sierocińcu. Ponadto okaże się, że Ben ma siostrę bliźniaczkę oraz babcię, która dla bezpieczeństwo dzieci musiała je rozdzielić w niemowlęctwie. Nikt nie chce grupie powiedzieć z jakiej przyczyny życie rodzeństwa jest zagrożone i co wspólnego ze sprawą ma postać przedstawiająca się jako Jawahal.

To trzecia powieść Zafona, która przeczytałam, druga dla młodzieży. I ponownie lektura okazała się być przyjemna, choć najprzyjemniejsza w częściach poświęconych poszukiwaniom prawdy - odkrywanie przerażających miejsc w okolicy, wizyty w muzeum i wertowanie starych dokumentów - to coś, co mnie przyciąga do książek. Najmniej odpowiadał mi ostatni rozdział - starcie ze złym duchem, z którego trudno było wyjść żywym, a które po prostu mnie nudziło. Bo i ten zły wcale taki zły nie był, bo jakby był, to szast prast i koniec pieśni...

To powieść familijna, spodoba się mamie i dziecku. Nie wystraszy mamy, ale może zasmucić dziecko. Zafon gra na podobnym schemacie jak w "Księciu Mgły" - przyjaciele wspierają się na dobre i na złe i są przy sobie w niebezpieczeństwie. I przyznam, że nie drażni mnie to jakoś szczególnie, bo warto, by młodzież znała siłę przyjaźni oraz związaną z tym odpowiedzialność za drugiego człowieka.

 

Moja ocena: 4/6

poniedziałek, 07 marca 2011
Instrukcja jak ocalić świat, Rosa Montero

Muza SA, 2010

Liczba stron: 294

"Dlaczego tak jest, że tak łatwo nam wierzyć w całą beznadzieję, okrucieństwa i koszmary tego świata, a gdy zaczynamy rozmawiać o dobrych uczuciach, natychmiast maluje się nam na twarzy ironiczny grymas i uważamy, że to ckliwe?"

To jedno z ostatnich zdań w książce i powiem szczerze, że jeśli o mnie chodzi to autorka idealnie utrafiła z tą puentą. Dopóki bohaterowie dostawali od życia porządne manto, dopóki lała się krew i łzy, dopóki buzowały hormony napędzane adrenaliną, dopóki bohaterowie byli zrezygnowani, to łykałam tekst jak młody pelikan. W momencie gdy zaczęło się jednemu z drugim jakoś układać, zaczęłam ironicznie mrużyć oczy i na dodatek nimi wywracać!. Tak trudno jest zaakceptować to, że coś dobrego może się wydarzyć w życiu, że los może się uśmiechnąć do człowieka i wyciągnąć go z dołu rozpaczy i beznadziei.

Czterech bohaterów. Cztery pokręcone historie. Matias jest taksówkarzem. Właśnie pochował ukochaną żonę. Szaleje z rozpaczy, stacza się na dno człowieczeństwa. Zamiast wrócić do mieszkania koczuje z psami na działce, żywi się w barze koło domu publicznego. Jedynie praca daje mu niewielkie wytchnienie od bezdennej rozpaczy. Daniel jest lekarzem. Żyje w beznadziejnym związku z kobietą, której nienawidzi. Praca nie daje mu satysfakcji, a pacjentów traktuje jako zło konieczne. Ucieczką od rzeczywistości i marazmu są dla niego gry komputerowe, a przede wszystkim Second Life. Łebska to stała bywalczyni baru przy autostradzie, spędza tam każdą noc nad kieliszkiem. Jej kariera naukowa została przerwana a życie straciło sens. Fatma jest dwudziestoletnią czarnoskórą prostytutką. Przeszła w życiu wiele bólu. Ale jest największą optymistką ze wszystkich bohaterów, potrafi cieszyć się tym, co ma, bo życie nauczyło ją pokory.

"Wszystko, co robimy, jakoś się odbija na innych. Jeśli popełniamy złe czyny, sprawiamy, że świat staje się zły. Jeśli zaś robimy coś dobrego, wnosimy swój wkład w jego poprawę i odkupienie, nawet jeśli ten dobry uczynek zrobiliśmy anonimowo, chociaż nikt by o nim nie wiedział ani nigdy się nie dowiedział, chociaż byśmy zrobili go w zupełniej samotności i wyglądałby on na coś zupełnie bez konsekwencji. Czyny mają swoją wagę i same z siebie zostawiają ślad, a każda jednostka ma wpływ na całość, jakbyśmy byli powiązani systemem naczyń połączonych."

Zgodnie z tą zasadą, losy czwórki bohaterów zostaną ze sobą splątane, a ich zetknięcie się przyniesie wiele zmian dla większości z nich. Między innymi pomoże się odbić od dna, pomoże dostrzec pozytywy egzystencji, pomoże wreszcie docenić innego człowieka.

Żałuję, że książka przeszła prawie bez echa. Moim zdaniem zasługuje na swoje pięć minut. Lektura sprawiła mi wiele przyjemności, dała lekcję pokory wobec pisarstwa oraz zakrętów losu. Serdecznie zachęcam do jej przeczytania i podzielenia się wrażeniami.

 

Moja ocena: 6/6

 
1 , 2 , 3
| < Luty 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29        
Zakładki:
Spis moli
Aktualnie czytam
Kontakt:
Ulubione miejsca
Wyzwania
Czytam, bo lubię

Wypromuj również swoją stronę