Wpisy z tagiem: psychologiczna

poniedziałek, 20 lutego 2012
Nielegalne związki, Grażyna Plebanek

WAB, 2010

Liczba stron: 323

Przeczytałam wszystkie książki Grażyny Plebanek. Debiutanckie "Dziewczyny z Portofino" wstrząsnęły mną i zmieszały. Pozostałe wspominam pozytywnie, co możecie sprawdzić klikając w linki załączone pod koniec tego wpisu. Chociaż widzę teraz, że z książki na książkę mam coraz mniej pochlebną opinię. Niestety, ten trend zostaje podtrzymany przez "Nielegalne związki."

Ta książka mnie zaskoczyła i pozostawiła w niedowierzaniu: Czy to cały czas ta sama pisarka? To, co w poprzednich powieściach stanowiło największy atut, czyli wypełnienie postaci zawiłą psychiką oraz zaskakująca akcja, w tej powieści praktycznie nie występuje. I doprawdy nie zrzucałabym odpowiedzialności za ten stan rzeczy na fakt, że w "Nielegalnych związkach" oglądamy świat oczami mężczyzny. Mało to mężczyzn pisze z punktu widzenia kobiety? Mnóstwo, a wielu robi to w sposób zachwycający. Moim zdaniem zabrakło pomysłu na tę książkę.

Co dostajemy w "Nielegalnych związkach?" Płaskie postaci. W szczególności postać głównego bohatera, który po nawiązaniu romansu i zakochaniu się w Andrei nie ma nawet przebłysku myśli o przyszłości swoich związków czy to z żoną czy z kochanką. Przez wiele miesięcy zajmują go tylko i wyłącznie esemesy od Anderi oraz wspominanie i planowanie kolejnych układów gry erotycznej. W międzyczasie czytamy o tym jak to ma źle wykonując wolny zawód i zajmując się dziećmi, bo kochanka w ostatniej chwili informuje go o gotowości spotkania w celu wiadomym i musi wtedy zmieniać plany i wszystko robić pobieżnie żeby na spotkanie zdążyć. Szkoda Wam faceta?

W książce praktycznie nic się nie dzieje - obserwujemy tylko kolejne schadzki bądź złość Jonathana w dniach kiedy coś nie idzie po jego myśli. Przez połowę książki nie ma żadnych komplikacji, akcja wlecze się jak czas spędzony u cioci na imieninach. Czytelnik chciałby żeby wreszcie: a) romans się wydał, b) facet przejrzał na oczy, c) kochankowie zaczęli ze sobą rozmawiać, bo czytanie o jej ciele, jego ciele, biodrach, ustach itp. grozi zaśnięciem. Te osoby, które sięgnęły po powieść ze względu na zawartość tzw. "momentów" będą również rozczarowane.

Przewidywalna, płaska, nudna. Przeczytałam ją do końca nie dlatego, że chciałam poznać zakończenie - mniej więcej w połowie książki przestały mnie interesować losy bohaterów. Przeczytałam ją, żeby z czystym sumieniem móc ją Wam odradzić.

Moja ocena:: 2/6

Wcześniej pisałam (pozytywnie) o:

PUDEŁKU ZE SZPILKAMI

PRZYSTUPIE


niedziela, 05 lutego 2012
Sarenka, Magda Szabo

Czytelnik, 1961

Liczba stron: 176

Zobaczcie jaką staruszeczkę znalazłam na bibliotecznej półce. Mimo zaawansowanego wieku książki, twarda okładka trzyma wszystkie strony w ryzach, więc czytanie nie skończyło się zgrzytaniem zębów nad zagubionymi kartkami. W środku mamy druk - maczek, nawet Kaczka Dziwaczka, pisząca listy w podobny sposób, byłaby usatysfakcjonowana. Gorzej znosiły go moje oczy...

"Sarenka" to książka o rozliczaniu się z ze swoją przeszłością. W głównej mierze napisana jest w formie monologu skierowanego do kochanka głównej bohaterki - Eszter. Obrazuje bardzo trudne dzieciństwo w prowincjonalnym miasteczku, biedę, ciężką pracę, przyjęcie na siebie roli dorosłych i błyskawiczne dojrzewanie. W tle śledzimy zmieniające się jak w kalejdoskopie uwarunkowania społeczno-polityczne, w tym drugą wojnę światową oraz komunistyczne rządy na Węgrzech.

Eszter w dorosłym życiu zostaje aktorką, choć jest chyba najmniej próżną osobą, o której kiedykolwiek słyszałam. Zawód ten sam ją wybiera, a ona poddaje się temu losowi i jak wszystko inne, stara się go wykonywać perfekcyjnie, aby tylko znowu nie cierpieć głodu i tymczasowej bezdomności.

Przez całą książkę przewija się wątek relacji Eszter z Angelą. Angela pochodzi z zamożnej rodziny, sama nigdy nie musiała pracować, zawsze ktoś się nią opiekował i podtykał jej najlepsze kąski do ust. I chociaż sama Angela wydawała się być zawstydzona takim życiem i za wszelką cenę próbowała się zbliżyć do Eszter znającej najciemniejsze strony egzystencji, to relacja między nimi nigdy nie była bliska. W dorosłym życiu skomplikuje się jeszcze bardziej...

Mimo niewielkiej objętości książka zawiera w sobie mnóstwo treści i wątków. To taka książka, która pozostawia po sobie ślad. Chociaż momentami wydawała mi się monotonna, czy mało zrozumiała, to po połączeniu luźnych końców fabuły, okazywało się, że jej treść i przesłanie mają moc. Potrzeba długiej chwili, aby móc otrząsnąć się po przeczytaniu książki. Poza tym nie można zapominać, że jest to książka również o miłości.

Każdy znajdzie w niej coś, z czym będzie mógł się identyfikować i coś, co go poruszy. Na pewno postać Eszter zamieszka na długo w każdym czytelniku. Polecam!

 

Moja ocena: 5/6

 

sobota, 28 stycznia 2012
Czy zna pan Maronne?, Daniel Boulanger

Książka i Wiedza, 1986

Liczba stron: 80

Zaintrygował mnie opis na okładce, zachęciła niewielka objętość. Wybór lektury zdeterminowany był również zupełnym brakiem czasu - wówczas najlepiej sprawdzają się takie niewielkie formy, ponieważ można je przeczytać przy jednym podejściu. Z dłuższą książką jest problem, bo między jedną wolną chwilą a następną, upływa zbyt wiele czasu i jestem wybita z rytmu powieści.

W małej nadmorskiej miejscowości - Maronne zamordowano młodą dziewczynę. Jedyny świadek zbrodni jest również jedynym podejrzanym. Znalazł się w Maronne, jak twierdzi, zupełnie przypadkowo, szukając ucieczki od codzienności. Pomógł dziewczynie uwikłanej w trudny związek z hotelarzem i jego synem. Opowiadanie jest zapisem przesłuchania prowadzonego przez komisarza, przy udziale protokolantki. Obraz miasteczka będącego rajem na ziemi oraz dziewczyny, z wyglądu niewinnej, z zachowania rozwiązłej porusza w komisarzu struny melancholii i zrozumienia dla przesłuchiwanego.

To ciekawe opowiadanie psychologiczne, które pokazuje ukryte ludzkie pragnienia oraz skomplikowaną grę pozorów zmierzającą do ujęcia sprawcy zbrodni. Osoby dramatu stopniowo odkrywają swoje prawdziwe ja i zaskakują w finale. Z drugiej strony jest to taka spokojna, trochę melancholijna lektura, która wypełni nam czas przejazdu z jednego końca miasta na drugi, nie wnosząc sobą większych zmian w nasze postrzeganie świata. Mimo wszystko więcej jednak przemawia za niż przeciw tej książce, zatem serdecznie ją polecam.

 

Moja ocena: 4/6

czwartek, 26 stycznia 2012
Życie po mężczyźnie, Hanna Samson

Znak, 2012

Liczba stron: 174

"Pamiętnik z czasu znikania. Literatura postmenstruacyjna. Adresowana do kobiet 55+, do których mało co na świecie jest adresowane poza kursami dla bezrobotnych i reklamą kleju do protez. Osoby poza targetem pism dla kobiet. Bezpłciowe, wykluczone, niewidzialne prządki codzienności, do których i ja coraz bardziej się zaliczam, co przyjmuję ze smutkiem i ulgą."

Tak o swojej książce mówi bohaterka. Zaszywa się w swoim domu na wsi aby spisać istotne fakty swojego życia, uporządkować pewne sprawy osobiste, przemyśleć to, co przed nią i to, co za nią. Pamiętnik nie jest typowym pamiętnikiem, ponieważ autorka wielokrotnie zwraca się do czytelnika. Fikcja literacka i fakty z życia Hanny Samson zlewają się, mieszają, czego rezultatem jest postać głównej bohaterki.

Kobieta pod pięćdziesiątkę w Polsce kojarzy się bardzo stereotypowo - kościółek w niedzielę i dzień powszedni, seriale, włóczkowy beret, wąskie zainteresowania nie sięgające poza obręb dzielnicy. Bohaterka tej książki jest inna - zamiast kościoła cieszy się wolnością, którą daje jej dom na wsi, mały lasek, przybiegające na podwórko dzikie zwierzęta oraz zabawy z psem. W chwilach zadumy planuje zbrodnię doskonałą. Zemstę za odebrane jej nadzieje na godną starość.

Bohaterka dokonuje podsumowania swojego dzieciństwa, w którym zdominowana była przez matkę oraz dwóch małżeństw, z których żadne nie skończyło się szczęśliwie. Żałuje tego, że nigdy nie zdecydowała się na dziecko, ponieważ chciałaby mieć komu przekazać zasady według których żyje.

I chociaż tematyka wydaje się być poważna, to książkę czyta się wyśmienicie. Napisana jest potocznym językiem i pełnym emocji stylem. Kolejne obrazy życia bohaterki następują po sobie w szybkim tempie, zabierając czytelnika w podróż od dzieciństwa do dorosłości oraz zaawansowanej dojrzałości, którą bohaterka wita ze smutkiem, że kończy się pewien etap jej życia, a nieuchronnie zbliża jego koniec. Odczuwa mimo to ulgę, bo do pewnych spraw nie musi już wracać, może darować sobie element rozgrywek damsko-męskich, nie napinać się zawodowo, nie udowadniać nikomu własnej wartości. Jest, tym czym była dotychczas i to się już nie zmieni.

Mała książka a tyle emocji, tyle przemyśleń, tyle radości z czytania. Polecam!

 

Moja ocena: 4,5/6

wtorek, 03 stycznia 2012
Zamknięte drzwi, Magda Szabo

PIW, 1993

Liczba stron: 238

Pierwsze spotkanie z powieścią autorstwa Magdy Szabo okazało się być nad wyraz udane. Zdarza mi się w przypadku niektórych książek ślizgać się po tekście - omiatać wzrokiem jakieś mniej istotne fragmenty i lecieć dalej. W przypadku tej powieści coś takiego byłoby niemożliwe, ponieważ nie ma tu ani jednego nieistotnego zdania, niepotrzebnego słowa.  Kunszt pisarski tej autorki zdumiał mnie i onieśmielił.

Książka opisuje relacje między narratorką - będącą pisarką i być może alter ego samej autorki oraz jej dochodzącą gosposią - Emerenc. Emerenc jest powszechnie szanowana - pomocna, wzorowo wywiązująca się z obowiązków, troszcząca się o sąsiadów w potrzebie, schludna i dokładna. Zajmuje mieszkanie dozorczyni w stojącej nieopodal kamienicy. Jednakże nikt nie wie jak ono wygląda, ponieważ tajemniczego wnętrza strzegą zawsze zamknięte drzwi. Wszyscy goście Emerenc podejmowani są w sieni - tam stoi nakryty czystym obrusem stół.

Między pisarką oraz gosposią tworzy się trudna do zdefiniowania więź - ni to matki i córki, ni szefowej i podwładnej (z których szefową jest oczywiście gosposia). Do Emerenc niełatwo się zbliżyć jako że wyznaje ona osobliwy kodeks moralny, bez żadnych odstępstw przestrzega ustalonych przez siebie zasad - np. nigdy nie przyjmuje prezentów, nie chodzi do kościoła i prosto w oczy wyraża pogardę w stosunku do tych, którzy chodzą, nie opowiada o swojej przeszłości. Za wartościowych ludzi uznaje tyko tych, którzy wykonują pracę fizyczną, pogardza wszelkim słowem pisanym, nie interesuje jej polityka. Kocha zwierzęta.

Obie kobiety nie mogłyby bardziej się od siebie różnić. Mimo tego, obecność jednej jest potrzebna tej drugiej. Magda Szabo opisuje ich wzajemna relację kawałek po kawałku  obnażając kolejne tajemnice Emerenc, pokazując motywy jej postępowania oraz głęboko zakorzenione uprzedzenia i przekonania. W końcu odkrywamy również tajemnicę zamkniętych drzwi. I chociaż skoncentrowałam się na Emerenc nie można zapominać, że pisarka i jej uczucia są równie ważne w powieści.

Podczas lektury tej książki musiałam stoczyć z sobą walkę - czy czytać szybko i błyskawicznie dotrzeć do wszystkich zakamarków duszy obu kobiet, czy smakować książki kawałek po kawałku, dać sobie czas na przemyślenie, przeżycie czy przetrawienie pewnych kwestii. Jakoś udało mi się osiągnąć kompromis ze sobą i czerpać z książki całymi garściami.

PS

Zastanawia mnie dlaczego książki tej autorki nie zostały wznowione. Wciąż czytane są przez wielu czytelników, większość z nich podziela moje zachwyty, a na allegro mocno zaczytane egzemplarze osiągają zawrotne ceny. Ja swoją znalazłam w bibliotece.

 

Moja ocena: 6/6

poniedziałek, 28 listopada 2011
Paryski ekspres, Georges Simenon

WAB, 2011

Liczba stron: 232

Dotychczas czytałam powieści kryminalne Simenona z Maigretem. Ciekawa byłam jak autor poradził sobie z powieścią, która koncentruje się przede wszystkim na analizie psychologicznej postępowania bohatera.

Holender, Kees Popinga jest dobrze sytuowanym pracownikiem spółki, która niespodziewanie bankrutuje. Dotychczasowe dostatnie życie, wzorowego męża, ojca i pracownika wali się jak domek z kart. Kees z dnia na dzień postanawia zerwać ze swoim wizerunkiem i poczuć wolność od wszelkich zobowiązań. Po kolei zdziera maski - męża, ojca, pracownika, w końcu prawego obywatela. Postanawia wyjechać z Groningen. Nikomu nic nie mówiąc wsiada w pociąg do Amsterdamu, gdzie niezwłocznie udaje się do pokojowego hotelu kochanki swojego szefa, ponętnej fordanserki. Tam daje upust swoim żądzom. Sprawy wymykają się spod kontroli, a dziewczyna umiera. Kees, nie przejmując się konsekwencjami, wyjeżdża nocnym ekspresem do Paryża. Tam szasta otrzymanymi od szefa pieniędzmi, żyjąc tak, jak nigdy nie miał odwagi żyć.

Trudno nazwać tę książkę mianem kryminału - wszak mordercę znamy od samego początku. To bardziej powieść psychologiczna - obserwujemy przemiany zachodzące u człowieka pozbywającego się wszelkich barier. Wkrótce okazuje się także, że Kees jest żądny sławy - dokładnie śledzi wszystkie wydania gazet, a nawet ośmiela się pisać do redakcji, by sprostować fakty, które według niego przeinaczono. Czy wyzbycie się zahamowań jest czymś innym niż szaleństwo? Czym różni się Popinga od zwykłego wariata?

Trudno polubić głównego bohatera, a z drugiej strony nie odczuwa się do niego niechęci. Ja czytałam o jego postępkach czując się tak, jak badacz oglądający przez lupę jakiś szczególnie interesujący przypadek żuczka. Bez wstrętu i bez sympatii. Na chłodno. Czyli tak, jak zaplanował to Simenon. Wielkie brawa dla tego autora za tak wnikliwą analizę postaci i ciekawą fabułę.

 

Moja ocena: 4,5/6

Wcześniej pisałam o:

SPRAWA SAINT-FIACRE

MAIGRET W PENSJONACIE

 

niedziela, 23 października 2011
Przestrzeń za Szkłem, Simon Mawer

Świat Książki, 2011

Liczba stron: 477

Chociaż powieści Mawer'a tłumaczone były na polski, to nigdy wcześniej żadna z nich nie wpadła w moje ręce. Jednak postanowiłam poznać "Glass Room" w momencie, kiedy przeczytałam o niej na jednym z angielskich lub amerykańskich blogów. Zaintrygowała mnie i treść, i okładka (tamto wydanie miało zbliżoną okładkę do tej, z polskiego wydania.) Nie musiałam długo czekać, bo książka szybko pojawiła się na polskim rynku wydawniczym.

"Przestrzeń za Szkłem" to nazwa nowoczesnej willi w czeskim Mestie (KLIK). Autor powieści postanowił pokazać losy grupy ludzi poprzez losy budynku. I chociaż dom z przestrzenią za szkłem, czy szklanym pokojem, jest autentyczny, to jego mieszkańcy są wytworem wyobraźni pisarza. Akcja powieści rozpoczyna się w latach dwudziestych XX wieku i obejmuje siedemdziesiąt lat. Młode małżeństwo - zamożny właściciel fabryki samochodów żydowskiego pochodzenia - Viktor Landauer oraz jego żona Liesel marzą o domu, który wyróżniałby się nowoczesnym designem. Zatrudniają znanego architekta Rainera Von Abt'a, który wprowadza w życie ich wizję, tworząc dla nich dom łączący przestrzeń użytkową z walorami estetycznymi na miarę XXI wieku. Niewielu ludzi podziela zachwyt domem Landauerów, wśród nich jest najlepsza przyjaciółka Liesel - Hana.

Zawirowania historyczne - dojście do władzy Hitlera i jego bezwzględna polityka wobec Żydów sprawią, że Landauerowie zostają zmuszeni do wyjazdu za granicę i pozostawienia domu pod opieką dozorcy. Przez wiele lat nie znają dalszych losów budynku, który ocalał w wojennej zawierusze, ale został przejęty najpierw przez Niemców, a następnie przez komunistyczne władze Czechosłowacji.

Jednak to nie historia budynku jest najważniejsza w powieści. Ważni są ludzie zajmujący tę przestrzeń, ich pragnienia, marzenia, codzienne życie. A ci swoim zachowaniem wzbudzali we mnie mnóstwo emocji. Głównie negatywnych. Mimo tego, że autor zachowuje daleko posunięty obiektywizm w przedstawieniu postaci, mnie, osobę, która co nieco przeczytała i obejrzała na temat drugiej wojny światowej, zalewała krew.

Landauerowie za sprawą Viktora i jego prób ratowania rodziny wyjechali najpierw do neutralnej Szwajcarii. To byli bardzo bogaci ludzie, których stać było na mieszkanie w najdroższych miejscach, wynajmowanie służby, pławienie się w luksusach. Ale Liesel jest głęboko nieszczęśliwa - pływając po wodach Jeziora Genewskiego narzeka, że czuje się jakby była na wakacjach, które nie mają końca. Że ma dość zawieszenia. Matko, czyżby wolała jeść brukiew, uciekać przed bandą sowietów lub zdobywać jedzenie dla dzieci oddając siebie za paczkę mleka w proszku? A może bardziej odpowiadałaby jej kwatera w Auschwitz? Ta kobieta zupełnie nie miała pojęcia czym jest wojna.

Na Liesel i Hanie skupiam całą moją złość i gorycz. Potępiam je za ich postępowanie. Hanę za zainicjowanie romansu z oficerem niemieckim (co spowodowało lawinę nieszczęść, które spadły na jej rodzinę, a i tak nie nauczyło jej, że nie igra się z ogniem). Liesel za to, że nie miała charakteru - po odkryciu romansu męża z opiekunką do dzieci próbowała się zaprzyjaźnić z kochanką Viktora. Sytuacja była bardziej skomplikowana - kochanka była Żydówka, miała dziecko i wyrzucenie jej na bruk równałoby się skazaniu jej na śmierć. Ale do cholery - Liesel wolała luksus, w którym żyła i zamiatanie brudów pod dywan, niż sprzeciwienie się mężowi i wymuszenie na nim wiążących decyzji.

Książka dostarczyła mi wielu emocji i wrażeń. Dlatego będę ją długo pamiętać i często wspominać. Powieść pokazała jak wiele różni postaci występujące w książce od ludzi, których ja szanuję. Pokazała jak bardzo różniły się postawy Czechów i Polaków w obliczu inwazji wojsk niemieckich. Stanowiła składny przegląd charakterów i motywacji bohaterów. W końcu, sprawiła również, że miałam ogromną potrzebę podzielenia się swoimi przemyśleniami i wyrzucenia z siebie gniewu na żeńskie bohaterki powieści.

Gorąco zachęcam do lektury!

Poszperałam w sieci i znalazłam okładkę wydania czeskiego, które główny akcent kładzie na budynek, a nie na ludzi:

 

Moja ocena: 5,5/6

piątek, 23 września 2011
Nikt nie widział, nikt nie słyszał, Małgorzata Warda

Świat Książki, 2010

Liczba stron: 397

Nie jestem obrażalska. Zacna to cecha u czytelnika. Nie dąsam się na autorów, z którymi nie było mi po drodze i daję im kolejną szansę. Przede wszystkim to ja na tym korzystam, bo przełamuję stereotypy przeze mnie utworzone.

Zaczęłam recenzję pisząc o sobie, a nie o książce ponieważ po skończonej lekturze odczuwam satysfakcję z tego, że sięgnęłam po najnowszą powieść Małgorzaty Wardy. Inna książka Małgorzaty Wardy, którą czytałam wkrótce po założeniu bloga, zupełnie mi nie podeszła. W przypadku powieści "Nikt nie widział, nikt nie słyszał" jest zupełnie inaczej.

Nie jest to typowa powieść kryminalna, powiedziałabym, że z kryminałem ma niewiele wspólnego, chociaż opowiadana historia dotyczy zaginięcia siedmioletniej Sary wychowywanej samotnie przez ojca. Po feralnej sobocie, gdy dziewczynka nie wróciła do domu, świat ojca oraz starszej siostry Sary - Leny wywraca się do góry nogami. Osiemnaście lat żyją z nadzieją, że Sara się znajdzie. Żywa lub martwa... Tragedia zaciąży na życiu Leny, które w innej sytuacji może mogłoby wyglądać inaczej.

Ta i inne historie przedstawione w książce, pokazują losy osób dotkniętych największą tragedią, jaka może się przydarzyć rodzicom. Rodziny zaginionych dzieci nigdy już nie są takie same jak przed zdarzeniem. Poczucie winy, żałoba, nadzieja połączona z obawą sprawiają, że wiele z nich rozpada się, nie mogąc znieść widoku najbliższych, którzy przetrwali. Temat porwań i więżenia dzieci był eksploatowany przez media po ocaleniu Nataszy Kampusch, ale chyba nie powiedziano jeszcze wszystkiego. Warda dokłada swoją wizję, która rzeczywiście porusza...

Znalazłam w tej książce elementy, które jednoznacznie kojarzyły mi się z książką "Ominąć Paryż" - kręgi artystyczne, w których obracają się bohaterki, poetyckie opisy kojarzące mi się z nadmiernym (i niepotrzebnym) sentymentalizmem i nawiązania do piosenek. I oczywiście błędy ortograficzne w ich angielskich tytułach... W jednym słowie nawet dwa błędy. (Ja się nie czepiam, ja pokazuję cechy łączące obie powieści Małgorzaty Wardy.) Szczęśliwie nie miałam pod ręką innej książki, bo już miałam po tych błędach się poddać (były na początku powieści). Teraz uważam, że było warto ją przeczytać dla psychologicznej głębi postaci. Wam również polecam.

 

Moja ocena: 4,5/6

Wcześniej pisałam o:

OMINĄĆ PARYŻ

piątek, 05 sierpnia 2011
Stąd do Tartaru, Rosa Montero

Muza SA, 2003

Liczba stron: 260

Nie sięgnęłabym po tę książkę, gdybym nie znała nowszej powieści Rosy Montero "Instrukcja jak ocalić świat". Pod wpływem zachwytu nad wspomnianą książką wydłubałam z półki bibliotecznej tę niepozorną książeczkę. Nie wyróżniała się ani grubością ani wielkością, a nawet tytuł nie brzmiał zachęcająco. Postanowiłam jednak sprawdzić jak się ma "Instrukcja" do starszych powieści autorki.

Zarza ma 36 lat. Mieszka samotnie, nie kolekcjonuje rzeczy, nie ma przyjaciół, stara się być niezauważalna. To wycofanie nie wynika jednak z introwertycznej natury bohaterki, lecz jest kamuflażem jaki przyjęła po wejściu na ścieżkę prawego życia. Ten pozorny ład zostaje zburzony jednym telefonem. Pewnego zimowego poranka Zarza słyszy w słuchawce słowa: "Znalazłem cię." Natychmiast opuszcza mieszkanie zabierając ze sobą całą gotówkę. Postanawia uciekać przed prześladowcą, ponieważ doskonale wie, kim on jest i jak okrutny może być w stosunku do niej. Ściga ją jej własny brat bliźniak...

Akcja powieści obejmuje 24 godziny, w których Zarza najpierw chaotycznie, a następnie w bardziej uporządkowany sposób, układa swoje niezamknięte sprawy sprzed lat i stawia czoła swojej nieciekawej przeszłości. Schodzi na samo dno - do krainy ciemności i przemocy - Tartaru. Wreszcie jest gotowa stanąć oko w oko ze swoim bratem...

Wielokrotnie powtarzany w książce slogan, że jeśli doznajesz przemocy w dzieciństwie, sam będziesz bić swoje dzieci, jeśli masz obłąkanych rodziców, sam popadniesz w szaleństwo, przez wiele lat towarzyszył głównej bohaterce. Bo najłatwiej poddać się pewnemu stanowi rzeczy, dobrze jest też jak ktoś inny za nas myśli i decyduje, wygodnie mieć w kimś oparcie. Bardzo często jednak bycie tak blisko z inną osobą wypacza nasze postrzeganie, nie widzimy całościowego obrazu tej osoby, nie potrafimy jej ocenić. Czasem nigdy już nie uda się od niej uwolnić. A czasem wystarczy wstrząs na tyle wielki, by zmienić naszą perspektywę. Zarza przeżywa wstrząs kilka razy w ciągu życia, ale dopiero ucieczka przed ścigającym ją cieniem uświadamia jej, że chce żyć i to żyć na własnych warunkach.

To mądra książka, pokazująca wieloletni upadek na dno i długi proces poznawania własnej wartości i walczenia w własne dobro. I choć z początku walczyłam ze sobą, by jej nie odłożyć, to cieszę się, że podjęłam decyzję o przeczytaniu powieści do końca. Mimo bolesnych obrazów upodlenia dzieci przez rodziców i wzajemnego wykorzystywania się przez rodzeństwo, swoistej walki o przetrwanie - książka niesie przekaz optymistyczny i pokazuje, że warto walczyć o siebie.

 Recenzja INSTRUKCJI, JAK OCALIĆ ŚWIAT

Moja ocena: 4/6

niedziela, 15 maja 2011
Okruchy codzienności (Olive Kitteridge), Elizabeth Strout

Nasza Księgarnia, 2010

Liczba stron: 344

W nawiasie podałam oryginalny tytuł, który jest też imieniem i nazwiskiem bohaterki, która pojawia się w każdej z części. Choć książka składa się z opowiadań, z których można by przeczytać na przykład tylko takie, którego tytuł podoba nam się najbardziej, to są one ze sobą ściśle powiązane bohaterami, miejscem akcji oraz chronologią. Ja oczywiście przeczytałam wszystko. I przyznam, że było warto.

Olive Kitteridge, gdy ją poznajemy, jest kobietą dojrzałą, oschłą, niedostępną, surową w osądach, typową i stereotypową emerytowaną nauczycielką matematyki. Jej mąż i syn pozostają pod jej dużym wpływem. Temu pierwszemu wydaje się to nie przeszkadzać, ponieważ darzy żonę szacunkiem i miłością, ten młodszy jest mocno zdominowany przez impulsywną i nieprzewidywalną matkę. W kolejnych opowiadaniach okazuje się, że pod skorupą obojętności kryje się wrażliwa osoba, która głęboko przeżywa, choć nie afiszuje się ze swoimi emocjami.

Część opowiadań nie dotyczy bezpośrednio rodziny Kitteridgów. Śledzimy ich sąsiadów, byłe uczennice Olive czy klientów, odwiedzających aptekę jej męża Henrego. Czego dotyczą te opowiadania? Miłości, zdrady, związków międzyludzkich, problemów w relacjach między dorosłymi dziećmi a starzejącymi się rodzicami, choroby, śmierci, trudnych życiowych decyzji. Samo życie.

Jednak umiejętność przedstawienia postaci, ich pragnień, ukrytych motywów oraz serc rozdartych między obowiązkiem a tęsknotą za czymś innym, sprawia, że opowiadania czyta się z wypiekami na twarzy, choć nie są w żadnym razie sensacyjne. To duża sztuka ze strony autorki, tak umiejętnie zaangażować czytelnika w przeżycia osób, które pojawiają się tylko na kilkunastu stronach książki. Nagroda Pulitzera, moim zdaniem, jak najbardziej zasłużona.

 

Moja ocena: 5/6

 
1 , 2
| < Luty 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29        
Zakładki:
Spis moli
Aktualnie czytam
Kontakt:
Ulubione miejsca
Wyzwania
Czytam, bo lubię

Wypromuj również swoją stronę