Wpisy z tagiem: komiks
niedziela, 22 stycznia 2012
Skład główny, Loisel & Tripp (komiks)
Egmont, 2010 Liczba stron: 240 Dawno nie było o komiksach, bo i ich dostępność jest kiepska, ale na taki komiks jak "Skład główny" opłacało się czekać nawet i pół roku. Kanadyjskie odludzie pierwszej połowy XX w, kilka lat po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Ludzie żyją tu zgodnie z cyklem pór roku, nadejście zimy wiąże się z wyprawą mężczyzna na polowania i spław drewna. Jedyną nicią wiążącą wioskę z cywilizacją jest tytułowy skład główny - wiejski, wielobranżowy sklep. Akcja komiksu zaczyna się od pogrzebu właściciela składu głównego Felixa Ducharma. Pogrzeb jest pierwszą kapłańską posługą nowo przybyłego księdza, który nie do końca orientuje się jeszcze w sprawach wsi. Po śmierci męża wszystkie jego obowiązki przejmuje Marie. Nie jest jej łatwo i zastanawia się czy nie wyjechać. Sytuacja zmienia się diametralnie kiedy do wsi przyjeżdża obcy o imieniu Serge - weteran pierwszej wojny światowej. Serge wprowadza powiew wielkiego świata. Ale zasiewa też niepokój wśród pewnej części społeczności... Nie chciałabym zdradzić za dużo, więc na tym opisie poprzestanę. Dodam tylko, że komiks udowadnia, że najprostsze rzeczy, to rzeczy, dla których warto żyć. Pokazuje, że nieważne są poglądy na religię jeśli ludzi łączy pasja, a ci, którzy pasję posiadają, są ludźmi niebanalnymi. Codzienne sprawy mogą stać się bardziej magiczne jeśli włożymy w nie odrobinę serca. Jest gloryfikacją dobroci, dobroduszności i zdrowego osądu. Komiks wydany jest w twardej okładce o dużym formacie, na dobrym jakościowo papierze, w środku znajdują się kolorowe plansze, oprócz kilku przykładowych załączonych na początku ilustrujących współpracę i wzajemne dopełnianie plansz przez dwóch rysowników. Tekstu do czytania nie ma za dużo, ale trzeba czytać uważnie i w skupieniu. Warto również dokładnie oglądać rysunki, bo dużo treści wynika tylko z ilustracji, a te są naprawdę ładne. Chętnie poznałabym dalsze losy Marie, Serge'a, księdza i pozostałych mieszkańców wsi.
Moja ocena: 6/6
poniedziałek, 19 grudnia 2011
Kolor magii (komiks wg powieści Terry'ego Pratchetta)
Nie mam cierpliwości dla Pratchetta. Często czytam pozytywne recenzje jego powieści, napalam się, wypożyczam jakąś książkę, po czym następuje spore rozczarowanie. Tym razem postanowiłam pójść na skróty i wypożyczyłam komiks na podstawie powieści "Kolor magii." I znowu nastąpiło to samo - nuda, nuda, nuda... Ten komiks jest dość cienki. Siadałam do niego ze trzy razy i dotrwałam najwyżej do połowy. Co mi się nie podoba: - dziwne nazwy postaci i krain, - nieprzekonujące postacie, do których nie czuję sympatii, i których losy ZUPEŁNIE mnie nie interesują, - dziwne skróty fabularne - w jednej chwili bohaterowie przeżywają jakąś "mrożącą krew w żyłach" przygodę, a po chwili znajdują się w innym miejscu za sprawą jakiegoś zagięcia czasoprzestrzeni, - wyskakujące zewsząd potwory, - pojawiające się na drodze światy / miasta / krainy znajdujące się w nieprawdopodobnych miejscach (np. w drzewie), - generalnie nie trawię braku reguł w fabule, nie przekonuje mnie pratchettowski styl ani jego pomysły. Komiks przepełnił czarę rozczarowania. Teraz definitywnie mówię good-bye wszelkim Pratchettom i uodparniam się na kuszenie jego powieściami. Zachęcam do przeczytania dyskusji na temat twórczości T.P., która wczoraj rozgorzała pod moim wpisem na Facebooku. A Wy do której grupy się zaliczacie: zwolenników twórczości tego autora czy jej przeciwników?
sobota, 03 września 2011
Emily. Tajna księga dziwów, Rob Reger
Nasza Księgarnia, 2007 Liczba stron: 68 Kiedy ostatnio składałam zamówienie w sklepiku Naszej Księgarni dorzuciłam jeszcze tę małą książeczkę. W ciemno. Zupełnie nie wiedziałam czego się po niej spodziewać. Kiedy otworzyłam paczkę okazało się, że Emily jest komiksem - komiksem specyficznym. Emily jest nastoletnią dziewczynką, chudziną w czarnej sukience, która niewiele mówi, a wiele myśli. Jej świat to czarne koty, pająki, pajęczyny, magiczne znaki, tajemne mikstury, gotyckie klimaty i wyobcowanie. Przy tym jest niezwykle wrażliwa i odbiera świat wszystkimi zmysłami. Tworzy taką rzeczywistość jaką chce. Książeczka wypełniona jest trójbarwnymi ilustracjami (czarny, biały, czerwony) oraz nikłą ilością tekstu. W niczym to jednak nie przeszkadza, ponieważ szybko okazuje się, że książka ma drugie dno. Każda strona, łącznie z okładką, zawiera elementy matowe i błyszczące, które widać pod światło. Odkrywanie ukrytych symboli i wyrazów jest świetną zabawą. Mnie się podobało, ponieważ dawno temu byłam także mroczną dziewczynką noszącą czarne powłóczyste sukienki i ciężkie buty. I nawet wiem jakim osobom spodobałaby się ta książeczka. Nie proponujcie jej raczej nastolatkom zapatrzonym w kulturę plastik-fantastik, zrozumieją ją bowiem tylko mroczne umysły... ;-)
sobota, 06 sierpnia 2011
Fistaszki. Spotkanie 1, 2 & 3, Charles M. Schulz
Wydawnictwo Współczesne, 1984 Liczba stron: 144 (w sumie) Piękne stare pożółkłe "Fistaszki" wygrzebane z bibliotecznego kosza książek za złotówkę mają w sobie nieodparty urok, czar i wspomnienie dzieciństwa. To pierwsze wydanie "Fistaszków" w Polsce i odnoszę wrażenie, że wydawca musiał się mocno natrudzić, by pomyślnie zamknąć fistaszkowy projekt. Strony części 2 i 3 zaczynają się od tej liczby, na której zakończyła się poprzednia książeczka, a w dwóch pierwszych spotkaniach wydawca apeluje do dzieci, by przysyłały listy z prośbą o kolejne części. Tak jakby trzeba było przedstawić jakiemuś decydentowi dowód na to, że warto kontynuować serię. Część pierwsza zawiera wprowadzenie i przedstawienie postaci występujących w komiksie. Pozostałe w całości składają się krótkich historyjek. Moi ulubieńcy to występujący często piesek Snoopy, najczęściej przesiadujący na dachu swojej budy i w ciszy kontemplujący świat. Snoopy to piesek filozof, który chętnie porzuca kontemplację dla pełnej miski smakołyków. Drugim z kolei moim ulubieńcem jest rozczochrany ptaszek Woodstock, który porozumiewa się tylko za pomocą pionowych kreseczek (I I III III III), ale odgrywa ważną rolę w wielu historyjkach. Trzeci to chłopiec o imieniu Linus chodzący z nieodłącznym kocykiem zapewniającym mu bezpieczeństwo przed wszystkimi strachami, lękami i frustracjami świata. Lubię go, bo mnie rozczula i trochę mu zazdroszczę kocyka... Szkoda, że tak szybko przeczytałam, chętnie posłuchałabym jeszcze zabawnie-filozoficznych dialogów i pooglądała ludziki z okrągłymi główkami. Chyba się skuszę na zbiór opowiastek fistaszkowych wydanych przez Naszą Księgarnię.
czwartek, 26 maja 2011
Y. Ostatni z mężczyzn, Brian K. Vaughan & Pia Guerra & Jose Marzan
Wydawnictwo Manzoku, 2008 Liczba stron: 128 Ogromnie ucieszyłam się, gdy na bibliotecznej półce ujrzałam kilka nieznanych mi komiksów. Zanim jednak wypożyczyłam tę książkę, przeczytałam w sieci jakąś krótką recenzję, by zobaczyć czy warto. Pisano o tym komiksie, że jest niezły, więc przy następnej wizycie w bibliotece zabrałam książkę do domu. Z nieznanego powodu dochodzi na ziemii do epidemii, w wyniku której śmiercią gwałtowną i nieprzyjemną umierają wszyscy mężczyźni oraz zwierzęta płci męskiej. Kobiety, którym nic nie dolega, przyjmują tę stratę na wiele sposobów - niektóre opłakują utraconych mężczyzn, inne triumfują i jako współczesne amazonki próbują wprowadzić na ziemii swoje nietolerancyjne zasady, jeszcze inne, walczą o władzę w Białym Domu. Te najbardziej postępowe i zapobiegliwe martwią się tym, jak zapewnić przetrwanie gatunków w świecie bez mężczyzn. Okazuje się, że nie wszyscy mężczyźni umarli - przynajmniej jeden z nich - Yoryk Brown- przeżył tę apokalipsę chromosomu Y. Wraz z nim, zagładę przeżyła małpa, również płci męskiej. W nowym ponurym świecie Yoryk musi ukrywać swoją twarz, by nie zginąć z rąk amazonek lub w inny sposób nie zostać wykorzystany. Przy współpracy matki, która po zagładzie obejmuje jedną z kluczowych ról w Białym Domu wyrusza na poszukiwania swojej siostry oraz dziewczyny, która jeszcze przed katastrofą przebywała na terenie Australii. Komiks porusza wiele wątków - przede wszystkim Yoryk próbuje odpowiedzieć na pytanie dlaczego właśnie on przetrwał zagładę, ponadto toczą się walki o władzę, wmieszana w to jest tajna siatka szpiegowsaka Culper Ring oraz żeńskie oddziały sił izrealskich. W międzyczasie pojawia się jakiś tajemniczy medalion oraz pani naukowiec zajmująca się w swojej pracy klonowaniem, która obwinia się za spowodowanie zarazy. Opowieść o zarazie bardzo mnie wciągnęła, tak bardzo, że zła jestem na siebie o to, że nie sprawdziłam, że komiks składa się z kilku tomów, z czego tylko pierwszy jest dostępny w bibliotece. Zapewne nie poznam dalszych losów Yoryka, a jeśli tak, to na pewno w odległej przyszłości, a do tego czasu zdążę zapomnieć bohaterów tej pierwszej części. Dlaczego nie dba się w bibliotekach o to by kontynuować zakupy rozpoczętych cykli?
środa, 11 maja 2011
Zostawiając powidok wibrującej czerni, Daniel Chmielewski
Timof i Cisi Wspólnicy, 2008 Liczba stron: 96 Komiks Chmielewskiego składa się z dwóch części. W pierwszej z nich są tak zwane one-shoty, czyli komiksy na jedną stronę. Czasem opowiadają jakąś historię, czasem dotyczą jednego zdarzenia, czasem jest to zabawa słowem bądź humor sytuacyjny. W drugiej części poznajemy Annę, której postać przewijała się w one-shotach. Anna to postać, w której kumulują się cechy wielu kobiet. Subiektywnie oceniając bardziej podobała mi się część pierwsza - bardziej wymagająca od czytelnika, zmuszająca do interakcji i myślenia. Autor wypowiada się na wiele aktualnych tematów - m.in. mówi o zniesieniu kary śmierci, powierzchowności stosunków międzyludzkich, niezrozumiałej sztuce nowoczesnej. Jeden z tematów zapamiętałam szczególnie dobrze, bo dotyczył pielęgnowana dziecka w sobie. W rozmowie dorosłego z dzieckiem, padają takie słowa: "Wyobraź sobie, że jesteś tym pudełkiem i mieści się w tobie wszystko, co zobaczysz, czego doświadczysz, o czym pomyślisz. Ale gdy większość ludzi jest już napełniona po brzegi, zastępują swoją dziecięcą zawartość nowymi dorosłymi myślami i oczekiwaniami. Aż wreszcie są już wewnątrz tylko dorosłymi. A przecież wystarczyłoby trochę się wysilić, powiększyć swoje pudełko, być dorosłym, a jednocześnie mieć ciekawość i radość dziecka." Druga część tego tomu niezbyt przypadła mi do gustu, ponieważ kobietę przedstawia się w niej jako istotę próżną, oczekującą od życia więcej niż jej przeznaczone, nieumiejącą pogodzić się ze sobą i światem, histeryczną i zdecydowanie antypatyczną. Anna, z komiksu, jest po prostu żałosna. W życiu nie chciałabym zadawać się z tak rozmemłaną babką. Komiks jednak polecam osobom interesującym się tym gatunkiem sztuki. Warto też zapamiętać nazwisko Chmielewskiego, by nie przegapić kolejnych zeszytów jego autorstwa.
środa, 27 kwietnia 2011
Alicja po drugiej stronie lustra, Jerzy Szyłak & Jarosław Gach
Timof i Cisi Wspólnicy, 2008 Liczba stron: 48 Komiks jest wariacją na temat Alicji, która znajduje się po drugiej stronie lustra. Z tym, że Alicja w tym tomie jest seksowną młodą brunetką, która często pojawia się bez ubrania, opatulona tylko w rozchylający się prochowiec, tak jak ją widzimy na okładce. Powiem tak, nie bardzo wiem o co w tym wszystkim chodzi, więc nie będę streszczała fabuły. Na poszczególnych stronach dzieje się bowiem wiele, Alicja gra w szachy, wygrywa rozgrywkę, a następnie wychodzi na powierzchnię aby powtórzyć te same ruchy, które wykonywała na szachownicy. Wciąż coś wybucha, strzela, pędzi, niszczy i demoluje poszczególne plansze komiksu. Alicja wychodzi cało z tego zamieszania i wypełnia tajemniczą misję. Oprócz postaci znanych z powieści Lewisa Carrolla, pojawiają się zwierzątka z Kubusia Puchatka oraz daleka krewna Królowej Śniegu. Bardzo dynamiczne rysunki, atmosfera postindustrialna zmieszana z formułą baśniową nadają komiksowi charakteru, jednak nie ułatwiają zrozumienia. Odniosłam wrażenie, że zeszyt ten powstał ku uciesze autorów, z których jeden wymyślił postać współczesnej Alicji oraz jej przygody, a drugi lubi rysować dynamiczne i pełne ekspresji plansze. Mnie jednak brakowało typowej fabuły, odpowiedzi na pytania dlaczego? skąd? dokąd? Jestem trochę rozczarowana tym komiksem, bo oczekiwałam bardziej rozbudowanej i składnej opowieści.
środa, 20 kwietnia 2011
Kot Simona. Sam o sobie, Simon Tofield
WAB, 2010 Liczba stron: 240 Trudno w tym przypadku użyć słowa "przeczytałam". Książka to album obrazkowy, który w formie komiksów ukazuje perypetie kota Simona. Kot ten daje nieźle w kość swojemu właścielowi, który zaczyna przejawiać symptomy wycieńczenia, stanów lękowych i nerwowości. Kota natomiast niewiele obchodzi stan Simona. Czym zajmuje się ten gruby i wredny osobnik patrzący władczo z okładki? Większa część dnia kota składa się z prób zdobycia pożywienia, czyli przetrząsania szafek, polowania na ptaki w ogrodzie i wymyślania podstępów mających na celu namówienie ptaków, by wleciały prosto do jego rozwartej paszczy. Druga część dnia upływa na leniuchowaniu i psoceniu - szkody poczynione przez kota dotyczą potłuczonych ruchomych elementów wyposażenia, zadeptanych i zabłoconych nakryć, demolki w kuchni, polegającej na wytrzącaniu pokarmów sypkich z ich opakowań i rozszarpywaniu na strzępy tego, co się tylko da. Nielepiej kot zachowuje się w ogrodzie, choć tutaj bardziej widać jego nieporadność w porównaniu do ptaków, jeży i myszy, a szkody wydają się być mniej dotkliwe. Kot Simona do perfekcji opanował umiejętność wybielania się w oczach ludzi i oczerniania innych za popełnione przez siebie uchybienia. Jednym słowem, najczęsciej wszystko uchodzi mu na sucho. Mimo obrzydliwego charakteru, nieciekawego wyglądu i zmienności nastrojów, kot Simona da się lubić! Historyjki z jego udziałem śmieszą do łez, przemawiają do małych i do dużych i angażują czytelnika / oglądacza w stu procentach. Brawa dla Simona Tofielda za prostą kreskę, tysiące pomysłów oraz pasję z jaką tworzy kolejne historie o kocie.
Moja ocena: 6/6
poniedziałek, 04 kwietnia 2011
Opowieści makabryczne, Stephen King
Prószyński i S-ka, 2008 Liczba stron: 64 Chociaż nie przepadam za twórczością Kinga, nie mogłam przejść obojętnie obok komiksu. Tak dawno nie czytałam żadnego komiksu, że tęsknota za tą formą przeważyła nad preferencjami czytelniczymi. Dobrze się stało, ponieważ "Opowieści makabryczne" okazały się być lepsze niż mogłabym się spodziewać. Komiks składa się z pięciu upiornych historyjek. Narratorem jest rozchichotany, makabryczny upiór, który oprowadza czytelnika po kolejnych opowieściach, wtrącając od czasu do czasu swoje złośliwe komentarze pod adresem bohaterów komiksów. Gdyby nie wyjątek w opowiadaniu "Skrzynia", można by powiedzieć, że King napisał komiks umoralniający, ponieważ zazwyczaj kara spada na tych, którzy sobie na nią zasłużyli: rodzina, która zajmuje się głównie intrygami i plotkami, morderczyni ojca, chytrus, milioner, który zbudował swoje imperium na krzywdzie współpracowników i konkurentów, niewierna i pyskata żona. Śmierć, która gra główną rolę we wszystkich komiksach zakrada się z każdej strony i pod różnymi postaciami - potwora żywiącego się ludźmi, substancji z kosmosu, która wypływa z meteorytu, zombie, topielców, owadów. Przede wszystkim jednak człowiek jest sprawcą wielu okropnych rzeczy w komiksie. Komiks wydany został po raz pierwszy w 1982 roku, ale rysunki autorstwa Berni Wrightsona stylizowane są na lata pięćdziesiąte - na pierwszy rzut oka są mało nowoczesne i przytłaczające liczbą szczegółów. W trakcie lektury okazały się pomocne. Ich realizm sprawił, że komiks rzeczywiście może trochę postraszyć, a przynajmniej przynieść ze sobą falę obrzydzenia.
Moja ocena: 4,5/6
niedziela, 24 października 2010
Blankets. Pod śnieżną kołderką, Craig Thompson
Timof i Cisi Wspólnicy, 2006 Liczba stron: 582 "Blankets" jest komiksem autobiograficznym, szczerym do bólu, pokazującym trudną drogę wyzwalania się młodego człowieka od religijno-obyczajowych nakazów narzucanych mu przez rodzinę i szkołę. To także historia dzieciństwa oraz pierwszej nastoletniej miłości. I choć temat należy do tych bardziej eksploatowanych w literaturze i filmie, Thompsonowi udało się nadać świeżości i szczerości swoim wspomnieniom. Craig i jego młodszy brat mieli dość trudne i mało radosne dzieciństwo w domu, w którym twardą ręką rządził ojciec, a matka poświęcała swój czas na studiowanie Biblii i chodzenie na nabożeństwa. Dzieci wychowywane były w kręgach religijnych, stąd też zafiksowanie młodego Craiga na czytaniu pisma świętego i snuciu rozważań nad jego treścią. Religijność rodziców jednak nie przekładała się na uwagę poświęcaną dzieciom - żaden z rodziców nie interesował się na przykład faktem, iż ich dziecko często padało ofiarą osiłków w szkole lub w drodze do domu. Nie zauważali także znacznie poważniejszych problemów. Nic dziwnego, skoro problemy wychowawcze rozwiązywali w sposób odgórny, kategoryczny, bezdyskusyjny i niejednokrotnie okrutny. W domu Thompsonów z dziećmi się nie rozmawiało. Frustracje i smutki synowie Thompsonów przelewali na papier, spędzając godziny na rysowaniu. Dojrzewanie to okres kiedy przewartościowuje się swoje poglądy, obiera się jakąś maskę, kształtuje osobowość. Craig na przykład nauczył się wtapiać w tłum i unikać konfrontacji. Podczas dorocznego wyjazdu na religijny obóz zimowy taka umiejętność okazała się bardzo pomocna. Co więcej, przyniosła rezultaty - Craig zaprzyjaźnił się z Rainą. Między nastolatkami z dwóch odległych stanów zaiskrzyło. Przyjaźń przerodziła się w głębsze uczucie podczas dwutygodniowego pobytu Craiga w domu Rainy. Domu, który okazał się być jeszcze bardziej skomplikowany niż rodzina Thompsonów. Długa, bolesna droga ku dorosłości zilustrowana i opisana przez autora komiksu to historia, którą trudno będzie zapomnieć. Pewne obrazy i wydarzenia zapisały się już na stałe w mojej pamięci. A ogólne wrażenie dotyczące dużej i niepodważalnej wartości tego komiksu zostanie ze mną na zawsze. Naprawdę niewielu twórców potrafi wyrazić tak wiele przy pomocy tak nielicznych słów. |
Zakładki:
Wszystkie zamieszczone na blogu teksty i fotografie są chronione prawem autorskim - wykorzystywanie ich w całości lub we fragmencie bez mojej zgody jest zabronione.
2012
Czytam, bo lubię on Facebook Aktualnie czytam
Kontakt:
Ulubione miejsca
Wyzwania
Tagi
![]() Wypromuj również swoją stronę | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||