Wpisy z tagiem: brytyjska

poniedziałek, 02 kwietnia 2012
Marzyciel, Ian McEwan

Znak, 2009

Liczba stron: 229

Pierwszy raz miałam do czynienia z książką Iana McEwana skierowaną do młodszego czytelnika. Składa się ona z kilku historii połączonych osobą tego samego chłopca - Petera oraz jego rodziny.

Peter jest dziesięciolatkiem, o którym niektórzy mówią, że jest dziwakiem. Jego dziwność to nic innego jak skłonność do popadania w zamyślenie i snucie rozmaitych historii. W książce mamy kilka opowieści, które powstały w głowie chłopca. Część z nich to historie o zamianie miejscami - Peter staje się kotem i walczy o teren z innym przedstawicielem gatunku, przyjmuje również postać kilkumiesięcznego kuzyna. W innych rozdziałach obserwujemy fragmenty życia rodzinnego chłopca oraz epizod ze szkoły, w którym udaje mu się osiągnąć przewagę nad chłopakiem, który jest postrachem wszystkich uczniów. Ten fragment książki pokazuje dwoistość natury ludzkiej - chłopak, który w domu jest przykładnym synem, w szkole zmienia się w chuligana, który przemocą wymusza posłuszeństwo. Peter wykorzystuje tą wiedzę do rozbicia skorupy, w której zamknął się jego kolega.

Opowiadania zamieszczone w tej książce są zajmujące, ale odniosłam wrażenie, że brakuje im przenikliwości, która cechuje utwory McEwana skierowane do dorosłego czytelnika. "Pokutę", "Dziecko w czasie" czy "Betonowy ogród" czyta się całym ciałem, kolejne zwroty akcji odczuwa się wszystkimi zmysłami. Tutaj zabrakło mi tego charakterystycznego dla autora napięcia. Bo chociaż opowiadania ocierają się o surrealizm i fantastykę to składają się na dobrej jakości czytadło niż na książkę, która zostaje w głowie na dłużej.

Tego autora:

DZIECKO W CZASIE

CZARNE PSY

NA PLAŻY CHESIL

Moja ocena: 4/6

środa, 07 marca 2012
Świat według Bertiego, Alexander McCall Smith

Muza, 2011

Liczba stron: 340

Kolejne sto rozdziałów życiowych perypetii znanych z poprzednich części bohaterów z Edynburga nie przyprawiło mnie o tak dobry nastrój jak części poprzednie. Możliwe, że nastąpił u mnie przesyt, ale bardziej prawdopodobne jest to, że przeszkadzała mi niekonsekwencja autora. Trochę przewrotnie postanowiłam tym razem napisać o tym, co mnie denerwuje w tym cyklu i których bohaterów nie darzę sympatią.

W wstępie do tej książki autor przyznaje, że mijają miesiące i lata, bohaterowie zakochują i odkochują się, podróżują i wracają do Edynburga, schodzą, rozchodzą, smucą i radują. Wszystkim przybywa lat. Wszystkim, oprócz Bertiego, który jak miał sześć lat, tak ma sześć lat. I chociaż jego mama zdążyła już zajść w ciążę, urodzić dziecko, które w tej powieści ma jakieś 4 miesiące, to Bertiego czas się nie ima. Szkoda, bo to jeden z moich ulubionych bohaterów, czekam więc na jego dalsze perypetie i przygody. Kibicuję mu też aby jak najszybciej zleciał mu czas do osiemnastki i momentu uwolnienia się spod wszechwładnej mamy. Autor mu tego nie ułatwia...

W ten sposób przechodzę do postaci najmniej lubianych: na pierwszym miejscu Irene - mama Bertiego, dla której dziecko to przedsięwzięcie. Nie traktuje dziecka jak dziecka, ale jak narzędzie służące do spełniania jej ambicji. Stąd też zajęcia Bertiego: nauka włoskiego, gra na saksofonie, joga, psychoterapia itp. Nadęta bufonka naczytała się książek z dziedziny psychologii i wszystkich traktuje z góry, a na własnym synu sprawdza mało popularne teorie.

Nikogo chyba nie zdziwię zdradzając, że nie cierpię Bruce'a. Zakochany w sobie pyszałkowaty narcyz pojawia się znów w tej części i mimo licznych niepowodzeń w Londynie, wciąż przekonany jest o własnej doskonałości. Zdradzę, że teraz w życiu Bruce'a zajdą wielkie zmiany.

Ostatnią osobą, którą wymienię jest Pat. Zdziwieni? Pat jest bardzo mdłą postacią - niezdecydowana, lokująca swoje uczucia w niewłaściwych 'obiektach', ceniąca bardziej urodę mężczyzn od ich wnętrza. Zakochująca się albo w łotrach, albo w błaznach. Głupiutka, a pozująca na intelektualistkę. Letnia w uczuciach, nieciekawa.

Pozostałych lubię i kibicuję im. Martwi mnie jednak skleroza autora, który dopuszcza się pewnych niekonsekwencji w miarę rozwoju akcji. Błędy w treści dostrzegła również tłumaczka książki i wypunktowała je w przypisach. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach nie będzie takich wpadek.

Trudno w kilku słowach streścić tę odsłonę losów mieszkańców przy Scotland Street. Matthew ma nadzieję, że znalazł swoją drugą połówkę, Domenica nie cieszy się z sąsiedztwa swojej przyjaciółki Antonii, Cyril zostaje niesłusznie aresztowany, Bertie musi bawić się z Olivią, co wyzwala cały ciąg niefortunnych zdarzeń, które negatywnie odbijają się na losach ich nauczycielki - panny Harmony, Bruce myśli, że złapał Pana Boga za nogi, ale jeszcze nie wiadomo jak to się wszystko potoczy.

I tyle, starczy.

Moja ocena: 4/6

sobota, 03 marca 2012
Miłość buja nad Szkocją, Alexander McCall Smith

Muza SA, 2011

Liczba stron: 336

Książka długo przeleżała na zesłaniu na półce. Zupełnie niesłusznie. Akurat jej się nie należało. Trzecia część cyklu o Scotland Street jest równie zabawna i ciepła jak poprzednie. Ma nad nimi przewagę tym, że akcja oddala się od znanej nam kamienicy i przenosi w inne rejony Edynburga, a także za granicę.

Bertie wciąż mieszka z rodzicami przy Scotland Street. Jego mama, choć spodziewa się drugiego dziecka, ma niespożytą energię i głowę pełną pomysłów na to jak zająć Bertiemu czas. Jej najnowszym pomysłem jest zaprowadzenie syna na przesłuchanie do młodzieżowej orkiestry. Nie słucha jego protestów i racjonalnych argumentów, że ma dopiero sześć lat i nie jest nastolatkiem. Okazuje się, że występy w orkiestrze mają jedną zaletę: podczas wyjazdu do Paryża nikt nie zabiera rodziców. Bertie też. Wynikną z tego różne komplikacje.

Pat rozpoczyna studia na uniwersytecie i przeprowadza się do mieszkania studenckiego. Pracuje w galerii Matthew'a tylko na część etatu. Dziewczyna znowu niefortunnie lokuje swoje uczucia. Niespodziewanie pomoc w opałach nadejdzie ze strony osoby, której Pat raczej unika w kontaktach towarzyskich.

Domenica wyjeżdża na drugi koniec świata żeby prowadzić badania antropologiczne w wiosce piratów. Kilkumiesięczny pobyt w tropikach przyniesie wiele niespodzianek oraz jedną niewyjaśnioną tajemnicę. Malarz Angus, właściciel Cyryla - psa ze złotym zębem, tęskni za inteligentną i dowcipną rozmową z Domenicą, a jakoś nie może dogadać się z tymczasową lokatorką mieszkania Domeniki.

Duża Lou, właścicielka kawiarni, ma kłopoty. Źródłem problemów jest Eddie, jej odnaleziony po latach narzeczony. Żeby jej pomóc, Matthew wraz z Stuartem (ojcem Bertiego) wyruszają do Glasgow i zaciągają dług wdzięczności u lokalnego mafiozy o wdzięcznym przydomku Smalec.

W książce jak zwykle mamy krótkie rozdziały, które połyka się z szybkością światła. Poznawanie losów osób, z którymi zdążyłam się zaprzyjaźnić w poprzednich częściach przypomina trochę moje wizyty w domu rodzinnym. Kiedy tam jestem nadrabiam z mamą i czasem z siostrą najnowsze wieści o dawno nie widzianych krewnych i dalszych znajomych. Książka McCall Smitha ma jeszcze tę zaletę, że mnóstwo w niej odniesień do współczesnej i klasycznej literatury, co zawsze jest dla mnie źródłem inspiracji.

Przede mną kolejna odsłona przygód aktualnych i byłych mieszkańców Scotland Street. Tym razem nie pozwolę jej czekać zbyt długo.

 

Moja ocena: 5/6

niedziela, 12 lutego 2012
Przemów i przeżyj, Sophie Hannah

G+J, 2008

Liczba stron: 468

Zanim jeszcze skończyłam czytanie tej książki zajrzałam do spisanych przeze mnie wrażeń z dwóch innych powieści autorstwa Sophie Hannah i doszłam do smutnego wniosku, iż można postawić znak równości między jej powieściami a powieściami autorstwa Harlana Cobena. Wkrótce po zamknięciu książki cała treść wyparowuje w niebyt. I nieważne jak bardzo książka nas pochłaniała podczas czytania - treść całkowicie umyka. Z Cobenem sprawa jest prosta - wciąż powiela podobne schematy. U Hannah wynika to prawdopodobnie z nadmiernego komplikowania treści, zbyt wielu zwodów, kłamstw bohaterów oraz pokręconych relacji pomiędzy nimi. Książki czytam głównie dla przyjemności, więc nawet jeśli jest to przyjemność tak ulotna to warto zapoznać się z powieściami Sophie Hannah, ponieważ nieodmiennie wzbudzają one w czytelniku całą paletę emocji.

Naomi ma kochanka, z którym spotyka się od roku. Spotkania mają miejsce w podrzędnym hotelu i przebiegają całkowicie na warunkach dyktowanych przez Roberta, który nie ukrywa, że ma żonę, od której pragnie odejść. Karmiona czułymi słówkami Naomi zakochuje się po uszy. Kiedy jednak pewnego dnia Robert nie pojawia się na spotkaniu, Naomi podejrzewa, że przytrafiło mu się coś złego. Policjanci nie za bardzo chcą wierzyć słowom Naomi, ponieważ Robert jest dorosłym człowiekiem i ma prawo zniknąć z życia swojej kochanki. Aby zmobilizować ich do działania Naomi rzuca oskarżenie pod adresem Roberta - twierdzi, że została przez niego zgwałcona i podaje przekonywującą wersję wydarzeń opartą na swoich prawdziwych doświadczeniach sprzed kilku lat. Policjanci zobligowani są do poszukiwań domniemanego gwałciciela i kiedy go odnajdują zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki. Bo nic nie jest takie jakim się wydawało.

Tak jak wspomniałam, książka wywołuje mnóstwo emocji - strach i obrzydzenie przy opisach przestępstw, pogardę do kłamliwej Naomi, irytację na nią i na zachowanie policjantki Charlie, która nie bez powodu nazywana jest przez siostrę Tyrannozaurusem Sexem. Dojmującym uczuciem jest zniecierpliwienie na taki, a nie inny przebieg akcji, co sprawia, że książkę dosłownie się połyka, a kartki aż furkoczą przy pospiesznym przewracaniu. I co z tego, że za pół roku niewiele będę pamiętała, skoro w krótkim czasie dostarczyłam sobie dużej, odurzającej dawki literackich emocji.

Wcześniej pisałam o:

NA RATUNEK

TWARZYCZKA

 

Moja ocena: 4,5/6

poniedziałek, 09 stycznia 2012
Twarz, co widziała wszystkie końce świata, Oscar Wilde

PIW, 2011

Liczba stron: 435

Bardzo się ucieszyłam widząc to wydanie dzieł Oscara Wilde'a. Skorzystałam z okazji aby przypomnieć sobie czytane wcześniej opowiadania i bajki, zapoznać się z esejami oraz poematami prozą. Każde literackie spotkanie z tym autorem wspominam mile, nie inaczej jest i teraz.

Tom zaczyna się od opowiadań - "Zbrodnia Lorda Artura Saville'a" - to obraz zmagań człowieka z przeznaczeniem, napisany z przymrużeniem oka, zawiera znakomitą dawkę czarnego humoru. "Duch z Canterville" - to satyra na współczesnych autorowi amerykanów, którzy swoim praktycznym i przyziemnym podejściem do wszystkiego, wykańczają liczącego sobie 300 lat angielskiego ducha straszącego w Canterville. Inne opowiadania czyta się z podobną przyjemnością.

Część z bajkami zawiera m.in. znanego "Szczęśliwego księcia," który poświęcił siebie i swoją miłość pomagając innym, "Słowika i różę" z cyniczno-gorzkim zakończeniem stawiającym ludzi w bardzo negatywnym świetle. "Rybak i jego dusza" to napisana z rozmachem bajka o tym, że sama dusza bez serca nie jest wiele warta.

W niniejszym tomie znajdują się również trzy eseje. Wśród nich ten będący literackim credo artysty - "Krytyk jako artysta", z którego pochodzą tak znane cytaty jak ten:

"Wszelka sztuka jest niemoralna."

Książka ilustrowana jest pięknymi grafikami autorstwa Piotra Gidlewskiego.

Mimo tego, że Wilde zaliczyć można już do klasyków, jego spojrzenie na świat i ludzkie przywary ma w sobie ogromne pokłady świeżości. I choć czasami wydaje się, że autor przesadza w nadmiernym koloryzowaniu i rozbudowanych opisach piękna i brzydoty tego świata, to lektura jego dzieł nie przysporzy trudności nawet mało wyrobionemu czytelnikowi. Warto wrócić, jeśli ktoś już zna Wilde'a. Trzeba przeczytać, jeśli nie zna się jeszcze jego twórczości.

 

Moja ocena: 5,5/6

Tagi: brytyjska
19:19, dededan , Czytam
Link Komentarze (1) »
niedziela, 11 grudnia 2011
Witamy w piekle, Dom Joly

Carta Blanca, 2011

Liczba stron: 277

Książka opatrzona jest podtytułem: "Wyprawy do miejsc odradzanych przez biura podróży".

Dom Joly jest komikiem znanym z telewizji. Jego prześmiewczy program Trigger Happy TV jest bardzo popularny w Wielkiej Brytanii. Sam Joly pochodzi z Libanu, w którym się urodził i spędził pierwsze lata życia. Do tej pory w Libanie mieszka jego przyrodnie rodzeństwo, ale sam Dom, mimo egzotycznego pochodzenia i urody, jest na wskroś brytyjski. Komik postanawia zostać tanatoturystą (mrocznym turystą) i udać się w podróż do miejsc śmierci i katastrof odznaczających się szczególnie makabrycznym charakterem. Oprócz Czarnobyla, Dallas, Nowego Jorku i Kambodży jedzie również do Korei Północnej i Iranu - krajów reżimu totalitarnego. W sumie odwiedza sześć krajów. Wspomnienia i obserwacje zawarł w tej książce, a zdjęcia z podróży można obejrzeć na stronie Doma na Fejsbuku (TUTAJ i TUTAJ), aczkolwiek polecałabym najpierw przeczytać "Witamy w piekle".

Dom pisze ciekawie, często ironicznie i prześmiewczo. Jednocześnie, dotyka spraw trudnych - problemu bezkarności oprawców armii Pol Pota w Kambodży, wyobcowania ludności Korei Północnej, ubóstwa tego kraju, absurdów do jakich dochodzi w tzw. strefie wykluczenia wokół Czarnobyla. Podczas każdej podróży stara się dotrzeć do miejsc odwiedzanych przez zwykłych mieszkańców. Nie jest to możliwe w Korei, gdzie grupie turystów na każdym kroku towarzyszy koreański przewodnik.

Z początku wydawało mi się, że nie do końca będzie mi odpowiadał język reportażu, bałam się wtrąceń "komika" oraz niesmacznych dowcipów. Okazało się, że reportaże da się czytać i czerpać z lektury wiedzę i przyjemność. Tym bardziej, że wcześniej już poznałam literacko niektóre z opisanych przez Doma Joly miejsc. Joly zabrał mnie w fascynującą podróż w czasie do:

Iranu - znanego mi:

z rewelacyjnego komiksu "PERSEPOLIS" Marjane Satrapi, który opowiada o dzieciństwie w Teheranie lat osiemdziesiątych,

z niezapomnianego reportażu Ryszarda Kapuścińskiego "SZACHINSZACH" oraz ciepłej opowieści o trzech irańskich siostrach na emigracji pt: "ZUPA Z GRANATÓW."

Czarnobyla - znanego mi:

z przejmującego albumu opatrzonego wspomnieniami fotografa Igora Kostina (CZARNOBYL. SPOWIEDŹ REPORTERA)

Korei Północnej znanej mi:

z komiksu "PHENIAN", w którym Guy Delisle opisuje i ilustruje swoje wrażenia z dwumiesięcznego pobytu w tym zamkniętym dla turystów kraju.

Wszystkie zalinkowane powyżej lektury gorąco polecam, podobnie jak reportaż "Witamy w piekle", któremu wystawiam ocenę:

 

5/6

niedziela, 04 grudnia 2011
Córka polarnika, Kari Herbert

Carta Blanca, 2011

Liczba stron: 404

Od kilku miesięcy nie mogłam się zabrać do czytania tej książki: z jednej strony bardzo mnie do niej ciągnęło, z drugiej coś mnie odstraszało. Po dłuższym zastanowieniu nad przyczyną odsuwania książki na dalszy plan, wywnioskowałam, że boję się czytania o zimnie, śniegu, lodzie i znienawidzonej przeze mnie zimie. 1 grudnia wreszcie postanowiłam zmierzyć się z moimi uprzedzeniami i strachami - w końcu do Polski też za chwilę zawitają śnieg i mrozy. Kiedy zaczęłam czytać (szczelnie otulona kocem, żeby nie dopadło mnie zimno z kart powieści), natychmiast wsiąkłam w atmosferę opisywanych miejsc.

Kari Herbert jest córką polarnika - jej ojciec Wally Herbert przemierzył biegun północny i przebywał na terenach podbiegunowych przez wiele lat w latach 60 ubiegłego wieku. Kiedy Kari miała 10 miesięcy zamieszkała z rodzicami w małej chatce u wybrzeży Grenlandii. Polarnicy zostali przyjęci w wiosce z otwartymi ramionami - Wally ceniony był przez Inughuitów za swoje umiejętności, a mała Kari rozpieszczana była przez sąsiadującą z nimi rodzinę. Wychowywała się wśród eskimoskich dzieci i mówiła ich językiem. Później rodzina Herbertów jeszcze kilkakrotnie przyjeżdżała na Grenlandię. Dorosła Kari postanawia odnaleźć swoją eskimoską rodzinę i spędzić z nimi wakacje. Planuje napisać książkę o ludności zamieszkującej najbardziej niesprzyjające ziemie.

Podczas letniego oraz wiosennego pobytu Kari lepiej poznaje panujące zwyczaje. Widzi wpływy świata zachodu na kulturę i zachowanie Inughitów. Wszechobecny alkohol jest przyczyną wielu nieszczęść, dzieci spędzają czas przed telewizorem i nie za bardzo interesują ich tradycyjne zajęcia myśliwych, globalne ocieplenie topiące lód, odcina myśliwych od ich odwiecznych terenów łowieckich. Ludzie są pozornie szczęśliwi i zadowoleni ze swojego życia - jednakże statystyki samobójstw, także wśród młodzieży, świadczą coś odmiennego.

Kari Herbert pokazuje stosunki rodzinne, gościnność rdzennych mieszkańców Grenlandii, ich codzienne troski i radości. Broni ich prawa do połowu narwali, które jest podstawą przeżycia wielu rodzin. Bierze udział w letnim obozie oraz wyprawie na opuszczoną teraz wyspę, na której mieszkała z rodzicami. Nie ukrywa faktów o przemocy, biedzie, brudzie i słabym wykształceniu mieszkańców. Chociaż Inughitów traktuje jak rodzinę, to reporterski obowiązek i pragnienie obiektywizmu bierze górę i w książce znaleźć można również wiele niepokojących faktów.

Oczywiście, nawet w najmniejszym stopniu nie zostałam zachęcona do wyjazdu w tamte strony (zniechęca mnie zimno, dieta rodzimych mieszkańców, pożywiających się wielorybim tłuszczem oraz rozwleczone przed domami resztki zabitych zwierząt), to książka wzbudziła we mnie szacunek dla tych ludzi. Opisy pokazujące strategie przetrwania w ostrym klimacie i codzienne zmagania z naturą - niezachodzącym prze letnie miesiące słońcem i kilkumiesięczną zimową ciemnością, wzbudziły mój podziw. Nie mniejszym zachwytem obdarzam również myśliwych, którzy wyprawiają się na polowanie na lądzie i na wodzie. Ich swoisty instynkt łowiecki oraz zespolenie z naturą są podstawą przetrwania.

I chociaż rzadko się zdarza żebym zapamiętała z lektury dane geograficzne, czy imiona bohaterów, to ta książka - reportaż otworzyła mi oczy na kulturę, której dotychczas prawie nie znałam. Cieszę się, że na księgarskich półkach jest już kolejna książka Kari Herbert, pt: Żony polarników. Siedem niezwykłych historii.

 

Moja ocena: 5/6

niedziela, 23 października 2011
Przestrzeń za Szkłem, Simon Mawer

Świat Książki, 2011

Liczba stron: 477

Chociaż powieści Mawer'a tłumaczone były na polski, to nigdy wcześniej żadna z nich nie wpadła w moje ręce. Jednak postanowiłam poznać "Glass Room" w momencie, kiedy przeczytałam o niej na jednym z angielskich lub amerykańskich blogów. Zaintrygowała mnie i treść, i okładka (tamto wydanie miało zbliżoną okładkę do tej, z polskiego wydania.) Nie musiałam długo czekać, bo książka szybko pojawiła się na polskim rynku wydawniczym.

"Przestrzeń za Szkłem" to nazwa nowoczesnej willi w czeskim Mestie (KLIK). Autor powieści postanowił pokazać losy grupy ludzi poprzez losy budynku. I chociaż dom z przestrzenią za szkłem, czy szklanym pokojem, jest autentyczny, to jego mieszkańcy są wytworem wyobraźni pisarza. Akcja powieści rozpoczyna się w latach dwudziestych XX wieku i obejmuje siedemdziesiąt lat. Młode małżeństwo - zamożny właściciel fabryki samochodów żydowskiego pochodzenia - Viktor Landauer oraz jego żona Liesel marzą o domu, który wyróżniałby się nowoczesnym designem. Zatrudniają znanego architekta Rainera Von Abt'a, który wprowadza w życie ich wizję, tworząc dla nich dom łączący przestrzeń użytkową z walorami estetycznymi na miarę XXI wieku. Niewielu ludzi podziela zachwyt domem Landauerów, wśród nich jest najlepsza przyjaciółka Liesel - Hana.

Zawirowania historyczne - dojście do władzy Hitlera i jego bezwzględna polityka wobec Żydów sprawią, że Landauerowie zostają zmuszeni do wyjazdu za granicę i pozostawienia domu pod opieką dozorcy. Przez wiele lat nie znają dalszych losów budynku, który ocalał w wojennej zawierusze, ale został przejęty najpierw przez Niemców, a następnie przez komunistyczne władze Czechosłowacji.

Jednak to nie historia budynku jest najważniejsza w powieści. Ważni są ludzie zajmujący tę przestrzeń, ich pragnienia, marzenia, codzienne życie. A ci swoim zachowaniem wzbudzali we mnie mnóstwo emocji. Głównie negatywnych. Mimo tego, że autor zachowuje daleko posunięty obiektywizm w przedstawieniu postaci, mnie, osobę, która co nieco przeczytała i obejrzała na temat drugiej wojny światowej, zalewała krew.

Landauerowie za sprawą Viktora i jego prób ratowania rodziny wyjechali najpierw do neutralnej Szwajcarii. To byli bardzo bogaci ludzie, których stać było na mieszkanie w najdroższych miejscach, wynajmowanie służby, pławienie się w luksusach. Ale Liesel jest głęboko nieszczęśliwa - pływając po wodach Jeziora Genewskiego narzeka, że czuje się jakby była na wakacjach, które nie mają końca. Że ma dość zawieszenia. Matko, czyżby wolała jeść brukiew, uciekać przed bandą sowietów lub zdobywać jedzenie dla dzieci oddając siebie za paczkę mleka w proszku? A może bardziej odpowiadałaby jej kwatera w Auschwitz? Ta kobieta zupełnie nie miała pojęcia czym jest wojna.

Na Liesel i Hanie skupiam całą moją złość i gorycz. Potępiam je za ich postępowanie. Hanę za zainicjowanie romansu z oficerem niemieckim (co spowodowało lawinę nieszczęść, które spadły na jej rodzinę, a i tak nie nauczyło jej, że nie igra się z ogniem). Liesel za to, że nie miała charakteru - po odkryciu romansu męża z opiekunką do dzieci próbowała się zaprzyjaźnić z kochanką Viktora. Sytuacja była bardziej skomplikowana - kochanka była Żydówka, miała dziecko i wyrzucenie jej na bruk równałoby się skazaniu jej na śmierć. Ale do cholery - Liesel wolała luksus, w którym żyła i zamiatanie brudów pod dywan, niż sprzeciwienie się mężowi i wymuszenie na nim wiążących decyzji.

Książka dostarczyła mi wielu emocji i wrażeń. Dlatego będę ją długo pamiętać i często wspominać. Powieść pokazała jak wiele różni postaci występujące w książce od ludzi, których ja szanuję. Pokazała jak bardzo różniły się postawy Czechów i Polaków w obliczu inwazji wojsk niemieckich. Stanowiła składny przegląd charakterów i motywacji bohaterów. W końcu, sprawiła również, że miałam ogromną potrzebę podzielenia się swoimi przemyśleniami i wyrzucenia z siebie gniewu na żeńskie bohaterki powieści.

Gorąco zachęcam do lektury!

Poszperałam w sieci i znalazłam okładkę wydania czeskiego, które główny akcent kładzie na budynek, a nie na ludzi:

 

Moja ocena: 5,5/6

poniedziałek, 26 września 2011
Teleny, Oscar Wilde

Interwers, 2011

Liczba stron: 238

Językoznawcy i badacze literatury do tej pory nie wiedzą czy powinni przypisywać tę powieść Oscarowi Wilde. Nie ma silnych dowodów na to, że był autorem lub współautorem tej książki, a jednocześnie nie ma podstaw by wykluczyć go z kręgu osób zdolnych do napisania tej książki. Najbardziej do mnie przemawia teoria (opisana również w przedmowie tłumacza) jakoby powieść powstawała w odcinkach i pisana była przez przyjaciół związanych ze sobą tajemnicą. Cóż to za tajemnica? Taka, której wyjawienie groziło więzieniem. Krąg znajomych Wilde'a składał się bowiem z podobnych jemu homoseksualistów.

Tytułowy Teleny to pianista, obiekt pożądania i miłości narratora. Narrator - Kamil Des Grieux - opowiadana o swoim życiu, którego kolejne etapy wyznaczają doznania erotyczne. Najpierw te mało go zadowalające - z kobietami, a potem spełniające jego marzenia i idealnie wpisujące się w jego potrzeby - z mężczyzną, który stał się miłością jego życia. Opisy scen miłości są bardzo wnikliwe i stanowią co najmniej połowę treści książki. I choć napisane są subtelnym językiem to należy pamiętać, że "Teleny" to powieść pornograficzna TYLKO dla dorosłych.

Czytając odniosłam wrażenie, że ta książka powstała po to, by bawić i podniecać osoby w kręgu wtajemniczonych. Opis płomiennego uczucia między Kamilem a Telenym trąci trochę kiczem, ale stanowi oś wiążącą poszczególne sceny erotyczne. Najdziwniejsze jednak jest to, że całość napisana jest całkiem znośnie i przy użyciu języka literackiego, a nie potocznego. To sugeruje, że Wilde mógł być jeśli nie autorem to czytelnikiem tej powieści, który nadał ostatecznego szlifu literackim próbom swoich znajomych.

Książkę można wygrać TUTAJ.

Tagi: brytyjska
18:28, dededan , Czytam
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 sierpnia 2011
Charlotte Sometimes, Penelope Farmer

Red Fox Classics, 2002

Liczba stron: 199

Książka swoją premierę miała jeszcze przed moim urodzeniem. Ukazała się na rynku brytyjskim w 1969 roku jako trzecia część przygód sióstr Emmy i Charlotty. Stała się jednak najbardziej znana i najczęściej wznawiana. Popularności między innymi przysporzył jej fakt, iż stała się inspiracją dla Roberta Smitha, lidera The Cure. Echa książki widoczne są w (co najmniej) trzech piosenkach The Cure, w tym jednej pod tym samym tytułem co książka. Ja oczywiście sięgnęłam po nią po to, by dowiedzieć się dlaczego powieść wywarła tak wielkie wrażenie na R.S.

Charlotte zostaje wysłana do szkoły z internatem. Nie ma tam jeszcze żadnej koleżanki, więc czuje się trochę wyobcowana. Pierwszej nocy układa się do łóżka na wybranym przez siebie łóżku przy oknie i zapada w sen. Następnego dnia budzi się w tym samym łóżku, jednak nie ma obok niej pozostałych zakwaterowanych w pokoju koleżanek. Zamiast nich w jedynym stojącym łóżku śpi młodsza od niej dziewczynka. Emily, tak ma na imię, nazywa Charlottę imieniem Clare i twierdzi, że jest jej siostrą. Okazuje się, że Charlotte przeniosła się w czasie o około 40 lat wstecz. Stara się jak najlepiej odgrywać swoją rolę i unikać konfrontacji z innymi dziewczynkami i surowymi nauczycielkami, ale z nikim nie dzieli się swoim strachem. Po dniu spędzonym w przeszłości, nocą znowu przenosi się do współczesności. Charlotte i Clare co drugi dzień spędzają w nie swoich czasach i mimo tego, że nigdy się nie widziały, zaczyna łączyć je mocna więź.

Autorka portretuje czasy pierwszej wojny światowej, które odciskają się silnie na życiu dziewcząt w szkole. Większość z nich bezpośrednio poznała czym jest wojna, ponieważ ich ojcowie wyruszyli walczyć we Francji. Penelope Framer wskazuje też na różnice między tym, co jest dozwolone pod koniec lat pięćdziesiątych, a tym, co mogły robić dziewczynki w odległych czasach początku wieku. Ogromne wrażenie zrobił na mnie rozdział, w którym autorka opisuje jak miasto świętowało zakończenie wojny - mimo radości i entuzjazmu, przebrzmiewa w nim groza, ponieważ wypełniony jest hipnotyzującymi obrazami, od których kręci się w głowie. Miałam możliwość porównania tego wydarzenia z relacją Virginii Woolf, która odniosła się do niego w swoich dziennikach.

Opowieść jest rewelacyjna! Choć autorka posługuje się subtelnym językiem, to gra na uczuciach i emocjach tak, jak jej się podoba. Bez dłużyzn, bez przynudzania, bez moralizatorstwa i niekończących się opisów, tworzy historię jaką każda dziewczynka i wielu chłopców chciałoby usłyszeć. Gdy otwierałam książkę przenosiłam się z Charlotte w miejsca, które oglądała, bo tak dla niej, jak i dla mnie wszystko było nowe. Życie życiem innej dziewczynki i przeżywanie jej radości i smutków, obserwowanie czasów nie tak odległych, ale bardziej surowych i smutnych, stało się pewnego rodzaju inicjacją dla Charlotte. Czytający, czy słuchający tej opowieści kilkuletni R.S. pozostał pod jej wrażeniem i raz po raz odtwarzał maszerujących doboszy w strojach z epoki pierwszej wojny, czy też smutek Charlotte, która pod koniec książki odkrywa całą prawdę o Clare i jej młodszej siostrze.

Polecam gorąco ze świadomością, że uda się ją przeczytać tylko nielicznym. Szkoda, straszna szkoda...

 

Moja ocena: 6/6

 
1 , 2
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Wszystkie zamieszczone na blogu teksty i fotografie są chronione prawem autorskim - wykorzystywanie ich w całości lub we fragmencie bez mojej zgody jest zabronione.
2012

Lubię czytać
Czytam, bo lubię on Facebook
Spis moli
Aktualnie czytam
Kontakt:
Ulubione miejsca
Wyzwania
Czytam, bo lubię

Wypromuj również swoją stronę