Wpisy z tagiem: kryminał

wtorek, 14 lutego 2012
Erynie, Marek Krajewski

Znak, 2010

Liczba stron: 270

To, o ile mnie pamięć nie myli, to moje trzecie spotkanie z powieścią Marka Krajewskiego. Pierwszą przeczytaną książką był "Festung Breslau", jeszcze przed założeniem bloga (tak, tak, wtedy też czytałam). Potem przeczytałam książkę napisaną w duecie z Mariuszem Czubajem. Obie pozostawiły we mnie dużo pozytywnych wspomnień. Szczerze mówiąc chętnie wrócę kiedyś do serii o Breslau. "Erynie" opowiadają o przedwojennym Lwowie i nasycone są atmosferą tego miasta, specyficznym językiem jego mieszkańców, portretują różne warstwy społeczeństwa - robotników, pracowników zawodów bardziej szanowanych takich jak komiwojażerzy oraz policjantów i innych elegantów.

W mieście zamieszkanym przez ludność polską i żydowską bardzo łatwo o wzajemne oskarżenia i idące za nimi reperkusje. Kiedy więc aptekarz, żyd z pochodzenia, znajduje w swoim wychodku potwornie okaleczone zwłoki polskiego dziecka, sprawa staje się priorytetem policji. Dochodzenie obejmuje Edward Popielski - zbliżający się do wieku emerytalnego swoisty "gwiazdor" lwowskiej policji. Popielski chce zamknąć sprawę szybko i jak najbardziej widowiskowo. Przede wszystkim kieruje się obawą o życie swojego małego wnuczka. Popełnia przy tym wiele błędów, które (mam nadzieję) obciążają jego sumienie.

Tak, tak - nie zapałałam sympatią do głównego bohatera. Nie spodobał mi się ani jego styl życia, ani to, że otwarcie pogardzał ludźmi o niższym od swojego statusie. Nie zaimponowała mi jego skłonność do przemocy oraz dandysowskie ubrania. Dużo mogłabym mu wybaczyć gdyby naprawdę był dobrym śledczym, a on jest po prostu śledczym niekonwencjonalnym. Jego oryginalność związana jest z chorobą - epilepsją. Ostre słońce nie służy Popielskiemu, dlatego pracuje nocą - dzięki temu ma przewagę nad innymi policjantami. Tych innych praktycznie w powieści nie ma - ja wolę jeśli są ;-)

Pokrytykowałam, pomarudziłam i na tym koniec. Reszta mi się podobała - szybka akcja, skomplikowane śledztwo, w którym do końca nie wiadomo o co chodzi, kto jest mordercą ani jakimi motywami się kieruje. Ciekawe przejście do współczesności zaczyna i wieńczy powieść - jest również ostatecznym rozwiązaniem wszystkich zagadek. Za chwilę zabieram się za "Liczby Charona" tego samego autora.

 Tutaj pisałam o ALEI SAMOBÓJCÓW

Moja ocena: 4/6

niedziela, 12 lutego 2012
Przemów i przeżyj, Sophie Hannah

G+J, 2008

Liczba stron: 468

Zanim jeszcze skończyłam czytanie tej książki zajrzałam do spisanych przeze mnie wrażeń z dwóch innych powieści autorstwa Sophie Hannah i doszłam do smutnego wniosku, iż można postawić znak równości między jej powieściami a powieściami autorstwa Harlana Cobena. Wkrótce po zamknięciu książki cała treść wyparowuje w niebyt. I nieważne jak bardzo książka nas pochłaniała podczas czytania - treść całkowicie umyka. Z Cobenem sprawa jest prosta - wciąż powiela podobne schematy. U Hannah wynika to prawdopodobnie z nadmiernego komplikowania treści, zbyt wielu zwodów, kłamstw bohaterów oraz pokręconych relacji pomiędzy nimi. Książki czytam głównie dla przyjemności, więc nawet jeśli jest to przyjemność tak ulotna to warto zapoznać się z powieściami Sophie Hannah, ponieważ nieodmiennie wzbudzają one w czytelniku całą paletę emocji.

Naomi ma kochanka, z którym spotyka się od roku. Spotkania mają miejsce w podrzędnym hotelu i przebiegają całkowicie na warunkach dyktowanych przez Roberta, który nie ukrywa, że ma żonę, od której pragnie odejść. Karmiona czułymi słówkami Naomi zakochuje się po uszy. Kiedy jednak pewnego dnia Robert nie pojawia się na spotkaniu, Naomi podejrzewa, że przytrafiło mu się coś złego. Policjanci nie za bardzo chcą wierzyć słowom Naomi, ponieważ Robert jest dorosłym człowiekiem i ma prawo zniknąć z życia swojej kochanki. Aby zmobilizować ich do działania Naomi rzuca oskarżenie pod adresem Roberta - twierdzi, że została przez niego zgwałcona i podaje przekonywującą wersję wydarzeń opartą na swoich prawdziwych doświadczeniach sprzed kilku lat. Policjanci zobligowani są do poszukiwań domniemanego gwałciciela i kiedy go odnajdują zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki. Bo nic nie jest takie jakim się wydawało.

Tak jak wspomniałam, książka wywołuje mnóstwo emocji - strach i obrzydzenie przy opisach przestępstw, pogardę do kłamliwej Naomi, irytację na nią i na zachowanie policjantki Charlie, która nie bez powodu nazywana jest przez siostrę Tyrannozaurusem Sexem. Dojmującym uczuciem jest zniecierpliwienie na taki, a nie inny przebieg akcji, co sprawia, że książkę dosłownie się połyka, a kartki aż furkoczą przy pospiesznym przewracaniu. I co z tego, że za pół roku niewiele będę pamiętała, skoro w krótkim czasie dostarczyłam sobie dużej, odurzającej dawki literackich emocji.

Wcześniej pisałam o:

NA RATUNEK

TWARZYCZKA

 

Moja ocena: 4,5/6

poniedziałek, 06 lutego 2012
Torebki i morderstwo, Dorothy Howell

Bellona, 2012

Liczba stron: 382

Gdy pierwszy raz usłyszałam o tej książce od razu pomyślałam, że to coś dla mnie. Morderstwo - czyli kryminał, gatunek literacki, w którym dobrze się odnajduję; i torebki, do których mam słabość. Potem przeczytałam pierwsze recenzje i chociaż były pozytywne to główną bohaterkę przedstawiały w takim świetle, że nie za bardzo chciałam z nią "obcować." Postanowiłam dać książce szansę, a bohaterce możliwość wykazania się. I dobrze zrobiłam, bo bawiłam się przednio podczas lektury.

Główna bohaterka dwudziestokilkuletnia Haley Randolph pochodzi z bardzo bogatej rodziny i pewnie stąd u niej zamiłowanie do wszystkiego, co firmowe i drogie. Stąd też brak umiejętności planowania wydatków. Folgując swoim zachciankom i nagradzając się przez kilka miesięcy za znalezienie pracy w księgowości znanej firmy prawniczej, Haley zadłuża się po uszy. Pensja z kancelarii stanowczo przestaje jej wystarczać, zatem po godzinach zatrudnia się jako szeregowy pracownik w pogardzanym przez siebie domu towarowym Holt's. W jednym momencie jej spokojne dotychczas życie zostaje wywrócone do góry nogami - zostaje zawieszona w pracy w kancelarii za domniemane machlojki finansowe. Na domiar złego w magazynie domu towarowego znajduje zwłoki swojego przełożonego.

Haley jest naiwna i łatwowierna, ale nie jest głupia. To cwana osóbka, która, co prawda powoli, ale kojarzy fakty i potrafi poskładać je do kupy. Z pomocą znajomego detektywa przeprowadza własne dochodzenie, które przyniesie nieoczekiwane dla niej skutki.

To nie jest ani typowy kryminał, ani typowa książka dla kobiet - Dorothy Howell zgrabnie połączyła te dwa gatunki tworząc powieść, która ma szanse spodobać się osobom poszukującym w literaturze rozrywki, oderwania od własnych kłopotów, którzy nie traktują czytania śmiertelnie poważnie i otwarci są na takie eksperymenty. A co do Haley to ja ją lubię, bo choć jest puściutka, to przynajmniej jest prawdomówna i nie udaje kogoś, kim nie jest. Czekam niecierpliwie na kolejne części z równie fajnymi torebkami na okładkach ;-)

 

Moja ocena: 4,5/6

wtorek, 31 stycznia 2012
Całkiem inna historia, Hakan Nesser

Czarna Owca, 2011

Liczba stron: 526

Mimo tego, że trochę narzekałam na pierwszą powieść z cyklu o Barbarottim, to szybko sięgnęłam po drugą część. To był bardzo dobry pomysł, bo wciąż doskonale pamiętałam wszystkich głównych bohaterów. Niepocieszonym, którzy przez "Człowieka bez psa" nie zdołali przebrnąć ze względu na powolny rozwój akcji, zdradzę, że w tej powieści trup ściele się gęsto i już od samego początku książki.

Barbarotti wyjeżdża na urlop, ma spędzić dwa tygodnie na szwedzkiej wyspie w towarzystwie ukochanej Marianne. Wychodząc z walizką z domu zabiera najświeższą pocztę. Okazuje się, że wśród rachunków znalazł się anonimowy list, w którym ktoś informuje go o planowanym morderstwie. Inspektor nie może tego zignorować - powiadamia kolegów i próbuje zapomnieć o sprawie. Nie na długo - wskazany w liście mężczyzna zostaje naprawdę zamordowany i rusza machina śledcza. A list był dopiero pierwszym z kilku zwiastunów morderstwa. Nie ma rady - inspektor musi przerwać wakacje i wspomóc kolegów w niezwykle skomplikowanym śledztwie.

Nesser napisał kryminał z klasą, w którym nic nie jest takie jak nam się wydaje, a rozwiązanie zagadki nadchodzi ze strony osoby, po której nikt by się nie spodziewał logicznego rozumowania. Połączenie śledztwa z zapiskami domniemanego mordercy, dotyczącymi dramatycznych wydarzeń z wakacji w Bretanii sprawia, że powieść nie jest nużąca. Chociaż książka jest gruba i trudno ją czytać w łóżku ;-), to czyta się ją bardzo szybko. Dostarczyła mi mnóstwo przyjemności, emocji i pozwoliła wypocząć przy lekturze w dniach, kiedy czasu na wypoczynek miałam bardzo mało.

Ucieszyła mnie informacja, że książka otrzymała (zasłużoną) Nagrodę Celnego Strzału przyznawaną przez członków forum Kryminały i Sensacje.

 

Moja ocena: 5,5/6

wtorek, 24 stycznia 2012
Człowiek bez psa, Hakan Nesser

Czarna Owca, 2011

Liczba stron: 456

Moje pierwsze spotkanie literackie z kolejnym szwedzkim pisarzem można (mimo wszystko) zaliczyć do udanych. Mimo wszystko, ponieważ przez 150 stron bardzo się niecierpliwiłam, że nie ma trupa. Co to za kryminał bez trupa? Nawet rozważałam pożegnanie się z książką, ale z podłogowego stosu szczerzyła się do mnie druga część tej serii. Szczerzyła się i mówiła, że muszę wytrwać, bo nie będę mogła po nią sięgnąć. Wytrwałam więc i mniej więcej po 170 stronie zaczęło się dziać. Co się zaczęło, to tajemnica znana tylko tym, którzy dotrwali i nie mogę o niej pisać, bo zabiorę Wam przyjemność odkrywania. Napiszę trochę o tym, co mamy przed trupem.

Mamy typową (chyba) rodzinę. W każdym razie wszyscy oni chcieliby być tak postrzegani. Dziadkowie, emerytowani nauczyciele, trójka rodzeństwa i troje wnuków, z czego jeden się nie liczy, bo nie ma jeszcze dwóch lat. Wszyscy spotykają się tuż przed świętami w grudniu, aby uczcić przypadające w tym samym dniu 40 urodziny najstarszej z rodzeństwa i 65 urodziny seniora rodu. Podczas pierwszego wieczoru panuje pełna napięcia atmosfera spowodowana skandalem, do którego dopuścił 35 letni syn nauczycieli występując w bijącym rekordy popularności programie telewizyjnym. Okazuje się, że to nie jest jedyny problem rozbijający tę rodzinę. Jeszcze przed nadejściem świąt problemów zrobi się więcej, a rodzina znajdzie się na skraju totalnego rozpadu.

Ta dogłębna analiza rodziny prawie mnie dobiła - chciałam kryminału, denatów, śledztwa, a tu przez 1/3 książki analiza psychologiczna związków między członkami rodziny. Na szczęście w chwili wejścia na scenę inspektora Gunnara Barbarottiego akcja potoczyła się już wartko i nawet pojawiły się jakieś trupy. Szczerze mówiąc, od ok. 200 strony nie mogłam się oderwać od książki i czytałam aż przeczytałam (z krótką przerwą na sen).

Wątek kryminalny naprawdę ciekawy i w dużym stopniu nieprzewidywalny. Pod koniec robi się bardziej przewidywalnie, ale mimo to napięcie wciąż rośnie (niesamowite!). Samego Barbarttiego bardzo polubiłam i wkrótce pojawi się tu recenzja kolejnej części serii. Nesser ma lekkie pióro i nie powinien marnować go na przydługie wstępy ;-)

Powiedzcie, czy tylko mnie drażniło to rozwlekłe preludium, czy może zmieniłam się w zombie, któremu podoba się tylko to, co szybko miga, mruga i zmienia się jak w kalejdoskopie?

 

Moja ocena: 4,5/6

czwartek, 19 stycznia 2012
Papierowy księżyc, Andrea Camilleri

Noir Sur Blanc, 2011

Liczba stron: 254

Czytanie o słonecznej Vigacie w ciemne, zimowe dni dodaje energii i pozytywnie wpływa na humor. Kiedy dodamy do tego sympatycznych bohaterów, od dawna znanych i lubianych oraz wszechobecną w powieściach Camilleri afirmację dobrego jedzenia, mamy prawie pełen obraz powieści, która wywoła uśmiech na twarzy czytającego. Ostatnim elementem, nie mniej istotnym, jest superciekawa intryga kryminalna.

Salvo Montalbano przeżywa kryzys wieku średniego - odczuwa niewytłumaczalny niepokój oraz lęk przed śmiercią. Najlepszym sposobem na chandrę okazuje się być praca, a tej ma co niemiara. Do komisariatu zgłasza się piękna dziewczyna, która martwi się nieobecnością brata - ponad czterdziestoletniego przedstawiciela firm farmaceutycznych. Montalbano zgadza się towarzyszyć kobiecie w sprawdzeniu mieszkania zaginionego. Na tarasie znajdują jego zwłoki.

Wiele wskazuje na to, że mężczyzna zginął od strzału podczas lub po schadzce miłosnej. Michela zdradza komisarzowi dane kochanki brata. Wkrótce okazuje się, że panie nie darzą się sympatią. Montalbano musi manewrować tak, aby mimo wzajemnych oskarżeń obu pań, poznać prawdę o pełnej zaskoczeń przeszłości przedstawiciela handlowego oraz przebiegu ostatnich godzin jego życia.

Dzięki tym wszystkim zaletom książki, trudno się od niej oderwać. Zabawne dialogi, ciekawe metody śledcze, rozgrywki między poszczególnymi wydziałami policji oraz skomplikowane i pełne rozmaitych zaskoczeń śledztwo nadają powieści niesamowite tempo. Montalbano oraz jego podwładni - Catarela i Fazio wydają się być moimi starymi znajomymi, których odwiedziłam po dość długim czasie.

Wcześniej spotykałam się z nimi w następujących odcinkach:

ZAPACH NOCY

GŁOS SKRZYPIEC

CIERPLIWOŚĆ PAJĄKA

ZŁODZIEJ KANAPEK

WYCIECZKA DO TINDARI

PIWOWAR Z PRESTON (poza serią z Montalbano)

Moja ocena: 5/6

wtorek, 17 stycznia 2012
Nadciąga mrok, Frank Tallis

Wydawnictwo Dolnośląskie, 2009

Liczba stron: 301

Niestety, wciąż czytam książki Tallisa nie po kolei. Szkoda, bo omijają mnie emocje związane z życiem uczuciowym Liebermanna, które przewija się w tle. Jeśli chodzi o intrygi kryminalne, to zaburzona chronologia nie ma wpływu na ich odbiór. Każdy tom cyklu "Zapiski Liebermanna" jest zamkniętą całością.

W tomie czwartym pt: "Nadciąga mrok" Rheinhardt prowadzi wyjątkowo nieprzyjemną sprawę, która może mieć powiązania polityczno-religijne. Ofiarą brutalnego mordu pada zakonnik, który ma bardzo radykalne poglądy na temat żydów. Liebermann, który jest psychiatrą, ponownie zostaje wprowadzony w tajemnice śledztwa, aby pomóc detektywowi w przesłuchaniach. Sam jednak ma poważne problemy w szpitalu, gdzie ma stanąć przed komisją dyscyplinarną, która zadecyduje o jego dalszym zatrudnieniu.

Wiedeń na początku XX wieku to miasto, w którym sztuka odgrywa bardzo ważną rolę. Sztuka postrzegana jest nie tylko jako wykonania dzieł muzycznych, plastycznych czy literackich, ale także zalicza się do niej sztukę kulinarną. Metody śledcze Rheinhardta opierają się mniej na kryminalistyce, a bardziej na wrażliwości samego detektywa.

Odniosłam wrażenie, że w tym tomie zagadka kryminalna odgrywała mniejszą rolę niż w poprzednich. Autor pokusił się bowiem o wprowadzenie kilku wątków pobocznych dotyczących organizowania pomocy społecznej, wyzysku bogatych nad biednymi, seksualnej przemocy wobec kobiet, rozgrywek na gruncie politycznym. Powtarzającym się wątkiem jest psychoanaliza oraz jej wykorzystanie w leczeniu osób dotkniętych jakimiś obsesjami.

Bardzo dobrze odnajduję się w tym cyklu kryminalnym i jak zwykle chętnie do niego wrócę przy przydarzającej się okazji.

Wcześniej pisałam o:

WIEDEŃSKA KREW

ŚMIERTELNA INTRYGA

piątek, 13 stycznia 2012
Biedny Tom już wystygł, Maureen Jennings

Oficynka, 2011

Liczba stron: 358

Trzecia z serii książka od Detektywie Murdochu przenosi nas do Toronto drugiej połowy XIX wieku. Słotny listopad zaczyna się dla detektywa niezbyt fortunnie, ponieważ dręczy go ból zęba. Sprawy prywatne Murdocha również nie przedstawiają się zbyt różowo. Wciąż jest samotny, a na drodze miłości stoi jego religia i poglądy. Na domiar złego w czasie służby ginie jeden z policjantów.

Wszystko wskazuje na to, że konstabl Wicken zginął śmiercią samobójczą. Nie zgadza się tylko jedno - młody mężczyzna nie miał żadnych skłonności ani powodów do odebrania sobie życia. Murdocha dręczy niepewność, stara się znaleźć dowody wskazujące na morderstwo i oczyszczające Wickena z hańbiących go czynów.

Poznajemy również historię rodziny Eakin. Po śmierci swojej drugiej żony - matki jego dwójki dzieci, nestor rodu Eakinów poślubia młodą kobietę. Jej pojawienie się w domu wzbudza w dzieciach Eakina (które są w wieku macochy), wiele złych emocji. Oliwy do ognia dolewa najstarszy z wychowanków - przybrany syn Eakina - Jarius.

Historia kryminalna oraz obyczajowa zazębiają się z sobą. Mamy okazję poznać mentalność mieszczan, ich zwyczaje, zajrzeć do ich domów, zobaczyć w jaki sposób się bogacą, na czym oszczędzają. Mnie zawsze fascynuje wątek detektywistyczny oraz sądowniczy. Panujące w owych czasach prawo można było dowolnie naginać, ławnicy byli dosłownie siłą łapani na ulicy, koroner miał całkowitą władzę nad nimi i bez żenady narzucał im swoje opinie. W XIX wieku nie znano jeszcze znaczenia linii papilarnych, nie było żadnych badań balistycznych, nikt nie sprawdzał świadków. W takiej sytuacji można powiedzieć, że Murdoch był jednym z prekursorów współczesnej kryminalistyki ;-) Chociaż nie miał wiedzy teraz powszechnie znanej nawet laikom, to dzięki swojej przenikliwości i inteligencji, potrafił poskładać do kupy elementy zagadki kryminalnej.

Trudno głównego bohatera nie darzyć sympatią, bo chociaż jest nieśmiały i nie radzi sobie zbyt dobrze w prywatnym życiu, to odnosi spektakularne sukcesy w pracy. Nie zależy mu na pochwałach ani na nagrodach, nie liczy na awans. Murdoch w pracy postępuje w zgodzie z własnym sumieniem.

Wcześniej pisałam o:

OSTATNIA NOC JEJ ŻYCIA

POD GWIAZDAMI SMOKA

Warto również zajrzeć do książki OWOCE ZATRUTEGO DRZEWA, żeby z pewnego źródła dowiedzieć się jak w przeszłości przebiegały procesy sądowe i jakie znane sprawy stały się kamieniami milowymi współczesnego sądownictwa.

 

Moja ocena: 5/6

piątek, 06 stycznia 2012
Wybawiciel, Jo Nesbo

Wydawnictwo Dolnośląskie, 2009

Liczba stron: 430

Dawno nie czytałam Jo Nesbo, tak dawno, że zapomniałam co ze mną robią jego książki. "Wybawiciel" szybko przypomniał mi emocje związane z poprzednio czytanymi częściami cyklu. Po przeczytaniu tej powieści byłam taka zmachana i wymęczona jakbym sama prowadziła pościg za mordercą. I to jest błogie zmęczenie, które przynosi tylko pełna emocji lektura i nerwowe, niecierpliwe przewracanie kartek, żeby poznać dalszy ciąg opowiadanej historii.

Harry Hole, jeden z moich ulubionych bohaterów, ciągle jest w niełasce. Chociaż udało mu się rozwiązać poprzednią zagadkę, to mało kto próbuje się do niego zbliżyć. Na domiar złego, szef, który go krył i wspierał, obejmuje stanowisko w oddalonym o wiele kilometrów miejscu. Na jego miejsce przychodzi ktoś inny, kto od samego początku wydaje się być sceptycznie nastawiony do wszelkich przeszłych i przyszłych przejawów niesubordynacji Harrego. Cokolwiek jednak by się nie stało może liczyć na Beate oraz jej chłopaka, swojego nowego partnera.

Nowy szef udziela mu kredytu zaufania i powierza prowadzenie śledztwa w sprawie morderstwa dokonanego na oficerze Armii Zbawienia podczas przedświątecznego koncertu na jednej z ulic Oslo. Sprawa wydaje się być skomplikowana od samego początku, ponieważ zbrodnia wygląda na dokładnie zaplanowaną, a sam morderca wydaje się być profesjonalistą z zagranicy.

Nesbo stawia swoich bohaterów w ekstremalnych sytuacjach, wymagających od nich zimnej krwi oraz zdrowego rozsądku. Nie szczędzi im silnych wrażeń oraz moralnych wyborów. Każe im wybierać między prawem kryminalnym a zwykłymi ludzkimi emocjami i poczuciem sprawiedliwości. I wszystkie te wahania emocjonalne odbijają się na czytelniku. Stąd też moje wyczerpanie podczas lektury.

Uwielbiam być tak przemaglowana przez książkę - słodko jest mieć świadomość, że nie ode mnie zależą decyzje, a cała intryga została spisana ku mojej (i innych) uciesze. Za to wszystko tak bardzo lubię Jo Nesbo oraz uwielbiam Harrego Hole.

 

Moja ocena: 6/6

Wcześniej pisałam o:

CZŁOWIEK-NIETOPERZ

TRZECI KLUCZ

PENTAGRAM

czwartek, 29 grudnia 2011
Kot Syjonu, Jerzy A. Wlazło

Bullet Books, 2011

Liczba stron: 294

Chociaż nazwisko i imię autora brzmi swojsko, to już miejsce akcji napisanej przez niego powieści jest nieco odległe od Polski. Autor umiejscowił akcję na jednej z walijskich wysp. Jeśli chodzi o głównego bohatera to obdarzył go polskim nazwiskiem - Bialas oraz takimiż przodkami.

Bialas jest prywatnym detektywem, byłym policjantem zwolnionym ze służby za zastrzelenie innego funkcjonariusza w niejasnych okolicznościach. Bialas wynajmuje ponure mieszkanie nad turecką restauracją, w którym prowadzi (bez większych sukcesów) agencję detektywistyczną. Zazwyczaj jest zupełnie spłukany, a swoje życiowe rozterki topi w alkoholu. Na szczęście jest na tyle uroczy i dowcipny, że mimo wszystko, cały czas obdarzany jest sympatią przez swoich wierzycieli (oraz czytelnika). Po okresie posuchy Bialas ma nagle sporo zleceń, z których jedno jest dziwniejsze od drugiego. Tajemnicza hrabina Chattearstone żąda (trudno nazwać do zleceniem czy prośbą) znalezienia dla niej kota. Starsze małżeństwo Chińczyków mieszkających w pobliżu prosi o odnalezienie ogrodnika, który za swoją pracę nie otrzymał od nich zapłaty i zniknął. Pojawia się też szantażowany przedstawiciel wyższych warstw społeczeństwa.

Czytelnik podąża z Bialasem od jednej sprawy do drugiej, węsząc romans z zaprzyjaźnioną z nim policjantką oraz nie przeczuwając kolejnych komplikacji. I choć nie do końca wiemy dokąd zawiedzie nas każda kolejna odsłona, to samo wędrowanie jest przyjemne. Przecież bohater jest dowcipny i o dobrym sercu, kolejne sprawy do rozwikłania ciekawe i wiążące się z innymi zagadkami - czego chcieć więcej? Ja życzyłabym sobie bardziej wyrazistej fabuły - jednego wątku, którego mogłabym się przyczepić, i który dominowałby wszystkie wątki poboczne. "Kot Syjonu" skonstruowany jest tak, że wszystkie kolejne wątki wydają się być ważne. To dla jednych może być zaleta, dla innych niedociągnięcie.

Bialas nieodparcie kojarzył mi się z bohaterami powieści Gardnera oraz Hammetta. Podobnie jak sceneria - te same ciasne i zadymione bary, wypijany bez ograniczeń alkohol, tanie biura oraz wyraziste postacie. Wszystkie elementy kryminału noir zostały spełnione. Ja mimo pewnych uwag w trakcie lektury, odłożyłam książkę zadowolona, bo dostarczyła mi dużo rozrywki i przyjemności z czytania. Chętnie poznam kolejne powieści autora.

 

Moja ocena: 4.5/6

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15
| < Luty 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29        
Zakładki:
Spis moli
Aktualnie czytam
Kontakt:
Ulubione miejsca
Wyzwania
Czytam, bo lubię

Wypromuj również swoją stronę