Wpisy z tagiem: rosyjska

niedziela, 06 marca 2011
W oblężonym Leningradzie, Aleś Adamowicz & Danił Granin

Bellona, 2011

Liczba stron: 201

Odkąd przeczytałam rewelacyjne "Madonny Leningradu", w których sporo miejsca zajmuje wątek dotyczący życia w oblężonym mieście, chciałam dotrzeć do jakiejś książki pokazującej ten sam okres, ale z punktu widzenia historyka. Okazja nadarzyła się po dość długim czasie. Bellona niedawno wydała książkę, w której autorzy zebrali wspomnienia osób mieszkających w Leningradzie w 1941 i 1942 roku, kiedy to miasto odcięte było od reszty kraju.

Historykom udało się dotrzeć do trzech dzienników prowadzonych przez leningradczyków w najtrudniejszym okresie wojny. Ludzie ci nie znali się ani nie wiedzieli o swoim istnieniu, każde z nich pragnęło zostawić ślad po sobie i po czasach, których być może nikt nie będzie po wojnie pamiętał.

Gieorgij Kniaziew był wówczas dojrzałym, pięćdziesięcioletnim mężczyzną, naukowcem poruszającym się na wózku inwalidzkim. Prawie przez cały czas trwania blokady Leningradu pracował w Archiwach Państwowych i z pomocą coraz bardziej zmiejszającej się grupy ludzi dbał o zbiory, pracował naukowo i starał się dać świadectwo wydarzeniom z życia jego małej rodziny oraz znajomych.

Jura Riabinkin miał 16 lat, mieszkał z mamą i sporo młodszą siostrą. Początkowo chodził do szkoły, jednak gdy głód stał się bardziej dotkliwy nauka stała się zbyt trudna dla niego. Jura opisuje codzienne życie młodego człowieka, stanie w niekończących się kolejkach, nadzieję, na ewakuację z miasta oraz warty polegające na alarmowaniu mieszkańców o upadku bomb zapalających w pobliżu budynków mieszkalnych i użyteczności publicznej.

Lidia Ochapkina spisała swoje wspomnienia już po zakończeniu okupacji miasta. Pisała z potrzeby serca. Lidia, żona żołnierza, pozostała w Leningradzie z dwójką małych dzieci. Opisuje jak trudno było zapewnić im opiekę oraz zdobywać żywność. Wspomina chwile, gdy została okradziona z kartek na żywność przez współlokatorkę oraz bezradność matki, która obserwuje jak nikną jej dzieci.

Fragmenty dzienników trzech głównych bohaterów uzupełnione są wspomnieniami innych ludzi, mieszkańców miasta. Obraz, jaki sie wyłania z tych opowieści, wcale nie jest rezygnacją ani poddaniem, choć tego właśnie spodziewałabym się po takiej lekturze. Przeciwnie, zapiski tych trojga ludzi tchną nadzieją na poprawę losu, na przetrwanie i wyjazd z miasta. Nadzieja ta podtrzymywała wycieńczonych ludzi przy życiu. Jednakże wielu z nich nie doczekało ani ewakuacji ani nawet nadejścia wiosny - okrutnie niskie temperatury, racjonowanie żywności i jej niedostępność zabiły setki tysięcy ludzi w zamkniętym mieście. Czytanie tych wspomnień uzupełniło mój obraz blokady Leningradu, pokazało życie w odciętym mieście z punktu widzenia jego mieszkańców. A nieliczne wyjaśnienia faktów przez historyków tylko uzmysłowiły skalę problemu.

 

Moja ocena: 5/6

czwartek, 24 lutego 2011
Wysadzić Rosję, Aleksander Litwinienko & Jurij Felsztinski

Rebis, 2007

Liczba stron: 351

Rosja i jej bieżące problemy nie leżą w zakresie moich najważniejszych zainteresowań. Z literatury beletrystycznej, pobieżnego oglądania i czytania wiadomości ze świata wiem mniej więcej, co tam się dzieje, choć dotychczas nie wnikałam szczegółowo w przyczyny i skutki konfliktów na wschodzie. Książkę tę dostałam z poleceniem przeczytania i zastanowienia się nad jej treścią. Co też uczyniłam. Przyznam też, że nazwisko zamordowanego kilka lat temu autora tego dokumentu Aleksandra Litwinienki podziałało zachęcająco.

Litwinienko naraził się władzom Rosji po tym jak odmówił wykonania rozkazu zabicia jednego z przedsiębiorców, który stał się niewygodny dla władz Rosji. Uznając rozkaz za niezgodny z prawem zwołał konferencję prasową i poinformował o nielegalnej działalności organu powstałego na podwalinach byłego KGB o nazwie Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB). W ten sposób naraził życie swoje i swojej rodziny. Udało mu się uciec do Anglii lecz nie pożył tam długo, po kilku latach niewygodny świadek niechlubnych wydarzeń w Rosji został otruty polonem. Zanim jednak do tego doszło Litwinienko i Felsztinski napisali książkę "Wysadzić Rosję", której publikacja została zakazana w ich ojczyźnie, ponieważ demaskowała przestępczą działalność prowadzoną na wielką skalę przez FSB.

Autorzy dowodzą, iż zamachy terrorystyczne, które miały miejsce w Rosji w 1994 i 1999 roku zostały przeprowadzone przez FSB i przypisane Czeczenom, choć żadne śledztwo nie udowodniło udziału Czeczenów w tych przestępstwach. Udaremniony, dzięki czujności mieszkańców, zamach na blok mieszkalny w Riazaniu w 1999 roku potwierdził fakt, iż FSB sama podkładała ładunki wybuchowe. Nieudolne i ośmieszające tłumaczenia najwyższych przedstawicieli władz wykazały ponad wszelką wątpliwość zaangażowanie FSB w zamachach. Co chciano osiągnąć? Zemścić się na Czeczenii za odmowę zapłacenia wielomilionowej łapówki oraz zdestabilizować proces demokratyzacji Rosji, który nie leżał w interesach rządzących.

Książka jest zapisem wielu potwierdzonych zbrodni systemu na ludziach - setki niewinnych obywateli zginęło w wybuchach bomb, biznesmeni zmuszani są do płacenia ogromnych haraczy, przestępcy przyjmowani są w szeregi FSB i awansowani do stopnia generałów. Organizacja ta jest państwem w państwie i w zasadzie nie podlega żadnemu prawu. Próby zreformowania FSB lub chociażby oczyszczenia jej szeregów przyniosły fiasko, a na uczciwych oficerów, którzy sprzeciwili się dotychczasowej działalności wydano wyroki śmierci.

Książka nie jest mistrzostwem świata jeśli chodzi o styl pisania, to raczej reportaż obfitujący w nazwiska, daty, miejsca. Mimo tego jest wstrząsająca, ponieważ dobitnie pokazuje jak niewiele warte jest życie ludzkie w kraju, który graniczy z Polską, jak władza i przynależność do służb bezpieczeństwa korumpuje i demoralizuje, jak elity rządzące cenzurują media i wykorzystują podległe sobie służby do wprowadzania rządów bandycko-policyjnych. Mimo upadku komunizmu naród rosyjski w dalszym ciągu nie może zakosztować demokratycznych swobód i musi znosić reżim wprowadzony przez Putina i podległą mu FSB.

środa, 26 stycznia 2011
Moskwa - Pietuszki, Wieniedikt Jerofiejew

Czas nagrania: 3 godz. 15 min.

Przyznam się, że długo trzeba było mnie namawiać na wysłuchanie tego audiobooka. Wzbraniałam się nie dlatego, że nie chciałam poznać historii Wieniczki, lecz dlatego, że słuchanie audiobooków zazwyczaj mnie usypia. Tym razem nie było inaczej, zasnęłam kilka razy, a potem szukałam miejsca, które ostatnie przed drzemką zapadło w moją pamięć. Nie jest to wina interpretacji, ponieważ Roman Wilhelmi jest doskonały, a poemat w jego ustach nabiera życia.

Wieniczka, utożsamiany z autorem, to alkoholik - intelektualista. Jak w każdy piątek wybiera się w podróż pociągiem z Dworca Kurskiego w Moskwie do oddalonych o ponad 100 km Pietuszek, by tam odwiedzić swoją ukochaną oraz syna. Jedzie z walizeczką, w której oprócz prezentów dla bliskich ma cały arsenał alkoholi zakupiony za ostatnie pieniądze. Ostatnie, ponieważ Wieniczka został wyrzucony z pracy na budowie za alkoholizm i jeszcze inny wybryk. Jazda na znanej trasie jest dla Wieniczki okazją do rozmyślań i dyskusji z współpasażerami nad literaturą, historią, polityką i uczuciami, a także niezastąpionym i najlepszym na wszystko alkoholem. Przy okazji każdy z tematów suto zakrapiany jest zawartością butelek z walizeczki Wieniczki. Koniec podróży tym razem nie przyniesie bohaterowi ukojenia i odpoczynku.

Gorzko-ironiczna wymowa poematu, alkoholowe ekscesy oraz typowy rosyjski smutek i melancholia wypełniają sobą wszystkie wersy tej opowieści. Błyskotliwy, choć mocno zmęczony trunkami umysł głównego bohatera nie raz zaskakuje trafnością spostrzeżeń oraz przenikliwością wyrażaną w krótkiej, acz dosadnej formie. Obraz Rosji lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, który wyłania się z pijackiego bełkotu nie odbiega od naszych wyobrażeń. Mistrzostwo Jerofiejewa polega na takim operowaniu słowem, by zawrzeć mnóstwo treści, znaczeń i prawd w zwięzłym tekście. Interpretacja Wilhelmiego wzmogła ten przekaz, wydobywając z tekstu wszystko, co należy. Wątpię, czy książka przeczytana przeze mnie zrobiłaby na mnie podobne wrażenie.

 

Moja ocena: 5/6

środa, 10 listopada 2010
Pismo Leonarda, Dina Rubina

Muza SA, 2010

Liczba stron: 464

Czasem podczas naprawdę pasjonującej lektury dopada mnie pewna ambiwalencja doznań. Z jednej strony pragnę poznawać dalsze losy bohaterów, ciągnie mnie do książki przez cały dzień, ręce świerzbią, by przewracać kolejne strony, a oczy nie nadążają za naglącym je molem książkowym. Z drugiej strony, chciałabym być z czytaną historią jak najdłużej, ogrzewać się w jej cieple, chłonąć ją i delektować się każdym słowem. Z paniką więc patrzę na ubywający w prawej ręce plik kartek. Rozpacz mnie ogarnia kiedy jest ich już tylko kilka i za chwilę nadejdzie czas rozstania z powieścią. Moje spotkanie z "Pismem Leonarda" miało właśnie taki burzliwy przebieg.

Historia niezwykłej dziewczynki, Anny, zwanej Niutą zaciekawiła mnie już od pierwszych stron. Niuta obdarzona została umiejętnością przewidywania zdarzeń i czytania w myślach. Oprócz tego dziecko ma niezwykły talent matematyczny, niespotykaną gibkość ciała oraz umiejętność pisania, tak zwanym, pismem Leonarda, które można odcyfrować tylko w odbiciu lustrzanym. Lustra fascynują Annę, nie tylko dlatego, że widzi w nich przyszłe i przeszłe zdarzenia, ale także w sensie zawodowym - w dorosłym życiu tworzy niezwykłe show przy użyciu zwierciadeł i światła.

Wrodzone talenty jednakże nie uszczęśliwiają Niuty. Wręcz przeciwnie, za ich sprawą zwykle zostaje odrzucana, posądzana o szarlatanerię, pogardzana. Dlatego przez większość swojego życia próbuje ukryć swoje umiejętności. W książce śledzimy losy Anny od dzieciństwa aż do dorosłość. Przed oczami przesuwają się obrazy Kijowa, gdzie bohaterka spędzała dzieciństwo, szkoły cyrkowej w Moskwie oraz niezwykłych ludzi, którzy tworzyli tak popularne w Rosji przedstawienia cyrkowe. Jesteśmy świadkami jej małżeństwa i koczowniczego artystycznego życia z Wołodią, a także magicznego związku ze starszym od niej muzykiem, jej drugą, cudem odnalezioną połową.

Historia życia Anny to barwna opowieść. Przeplatają się w niej akcenty pozytywne - miłość do rodziców, przyjaźń, sukcesy na arenach cyrkowych z momentami odrzucenia i niezrozumienia oraz bólu jaki odczuwała widząc przyszłe wypadki, którym w żaden sposób nie mogła zapobiec. "Pismo Leonarda" to książka melancholijna, ale ciepła. Pokazuje Rosję i jej mieszkańców czerpiących z życia pełnymi garściami, podążającymi za głosem serca, radującymi się do utraty tchu i cierpiącymi całą duszą. Barwne i wielowymiarowe postaci żyją na kartach książki - ich emocje i odczucia są niemal namacalne. Kunszt pisarski autorki jest godny pozazdroszczenia, tak samo jak umiejętność tworzenia pasjonującej fabuły.

 

Moja ocena: 6/6

wtorek, 31 sierpnia 2010
Oryginał Laury, Vladimir Nabokov

Muza S.A. 2010

Liczba stron: 286

Trudno "Oryginał Laury" nazywać powieścią. Powiem więcej, trudno nawet nazwać to szkicem powieści. Nabokov pozostawił zbiór fiszek, na których wypróbowywał pomysły na powieść, pisał jej fragmenty, przedstawiał postaci. Powieść żyła głównie w jego umyśle, na kartkach nie ma zbyt wiele punktów zaczepienia. Mogą one jednak służyć badaczom literatury i znawcom Nabokova jako przedmiot badań dotyczących procesu twórczego. Ja czerpałam niemałą przyjemność obcując ze słowami, zdaniami, fragmentami napisanymi odręcznie przez autora. Cieszyłam się, że mogę smakować jego wyszukanej i dogłębnie przemyślanej konstrukcji zdań.

O czym miała być ta książka? O Florze, niezbyt wiernej, ale pięknej kobiecie, małżonce Philipa, który postanawia popełnić samobójstwo poprzez mentalne samounicestwienie - przygotowania do tego aktu pochłaniają sporo energii i czasu. Flora natomiast przedstawiona jest jako pozbawiona ciepłych uczuć małżeńskich, elegancka kobieta, wyzwolona seksualnie, zainteresowana głównie sobą. W ostatnich scenach Flora kupuje książkę pt: Moja Laura, w której opisane jest jej życie oraz śmierć. Motyw śmierci tak obecny w całej powieści ma także swoje odzwierciedlenie w podtytule, który brzmi: "Umieranie to świetna zabawa".

Jeśli chodzi o polskie wydanie tej książki to mam problem, bo z jednej strony czytanie tak pięknie wydanego tomu, o grubych kartkach, z przedrukami oryginalnych fiszek i zakładką, sprawia estetyczną przyjemność, z drugiej jednak strony, odnosi się wrażenie, że nastąpił przerost formy nad treścią. Gdy do tego dołożyć cenę, która zwala z nóg...

Jako miłośniczka Nabokova przeczytałam "Oryginał Laury" z uwagą, poświęcając tyle samo czasu wersji angielskiej jak i polskiej. Zrozumiem jednak rozczarowanie tych, którzy na książkę natknęli się przypadkiem i zaczęli poznawanie autora od tej właśnie pozycji. Oceny nie przyznaję, bo nie wiem czy mam oceniać wydawcę, czy autora, który przecież chciał by ten niedokończony rękopis został po jego śmierci zniszczony.

wtorek, 06 lipca 2010
Lód, Władimir Sorokin

Wydawnictwo W.A.B., 2004

Liczba stron: 363

Strzeżcie się niebieskoocy blondyni, miejcie się na baczności i cieszcie się. Bo wy jesteście wybranymi, którzy mogą usłyszeć głos swojego serca. Wasze klatki piersiowe skrywają tajemnicę, której nie poznacie dopóki nie zostanie ona wam objawiona przez podobnych wam. Pewnego dnia zostaniecie uprowadzeni, zabrani w ustronne miejsce, skrępują wam kończyny, wyeksponują tors. Bez żadnych wyjaśnień jeden z porywaczy chwyci duży lodowy młot i zacznie z ogromną siłą uderzać w bezbronny mostek. Jednocześnie z czułością przykładać będzie ucho do waszego serca i szeptać czule, zachęcać je do mówienia. Gdy serce przemówi zdradzając swoje prawdziwe imię, rozpocznie się dla was nowe życie, życie na wyższym poziomie świadomości, życie w otoczeniu podobnych wam braci i sióstr. Gdy serce nie przemówi... no cóż. Życie bezdusznej maszyny zbudowanej z mięsa nie jest aż tak cenne, by je ratować.

Sorokin kreuje nieprawdopodobne historie w sposób wielce przekonywujący. Lód i serca są w powieści istotnymi elementami scalającymi poszczególne wątki. Za pomocą lodu wybrani odnajdują swoich współbraci na całym świecie, za pomocą serca komunikują się ze sobą, rozmawiają bez słów. Oprócz fantastycznych wizji związanych z opisywaną grupą jasnookich blondynów, autor pokazuje współczesną Rosję - gangsterów i ich metody działania, młodzież studencką na spidzie i w alkoholowych oparach, świat prostytutek i alfonsów.

Nie jest to może najbardziej odkrywcza powieść jaką czytałam, przyznam jednak, że lektura dostarczyła mi dużo przyjemności. Pogrążyłam się w wykreowanym przez Sorokina świecie, w którym brud dnia powszedniego został przeciwstawiony idealnemu światu, w którym liczy się wnętrze człowieka, jego jasne serce, otwarty umysł.

 

Moja ocena: 4,5/6

niedziela, 27 czerwca 2010
Zejście pod wodę, Lidia Czukowska

Państwowy Instytut Wydawniczy, 2010

Liczba stron: 174

Jest rok 1949, minęło dwanaście lat od momentu, gdy mąż Niny został zatrzymany i wywieziony do obozu pracy na "dziesięć lat bez prawa korespondencji". Nina to literatka, która samotnie wychowuje córkę i wciąż wraca myślami do roku 1937 oraz wydarzeń, które miały miejsce później. Wspomnienia, niepewność, skrywane lęki spadają na nią regularnie, a okazją do przemyśleń staje się kilkutygodniowy wyjazd poza Moskwę, do sanatorium dla pisarzy.

Pobyt w sanatorium położonym w pięknej okolicy, Nina pragnie wykorzystać na ukończenie opowiadania o wydarzeniach, które nastąpiły po fali aresztowań, chce również odetchnąć głęboko świeżym leśnym powietrzem i nabrać energii na codzienne zmagania. Cóż z tego, skoro lęk związany z zaginięciem męża wraca regularnymi falami, podsycany rozmowami z pisarzem, który przeżył obóz pracy i podczas długich spacerów opowiada Ninie o okropnościach, jakim poddani byli osadzeni przez władzę intelektualiści. Podczas pobytu w sanatorium Nina konfrontuje swój niezłomny stosunek do władz stalinowskich z postawą innych - wychodzi z tego starcia mocno poraniona i zawiedziona.

Nina nie ma wielkich nadziei na odnalezienie męża. Zdaje sobie sprawę, że został zabity w taki lub inny sposób. Sen z oczu spędzają jej wizje śmierci męża oraz fakt iż nie było jej wtedy przy nim, zmagając się z codziennymi obowiązkami przegapiła moment kiedy to się stało. Z drugiej strony nachodzą ją inne destrukcyjne myśli o tym, że mąż żyje, ale z jakiegoś powodu nie chce do niej wrócić.

Nina jest osobą twardo stąpającą po ziemi, doświadczoną przez życie, kobietą, która boi się szczęścia i radości, bo wie jak łatwo można je stracić. Jej stosunek do świata wyraża się w takim fragmencie, kiedy pisarka po raz pierwszy wyrusza na spacer po okolicy sanatorium i podziwia piękno lasu:

"Szłam ścieżką, pijana miganiem, wirowaniem szaro-białych, smukłych pni i dręczył mnie smutek - jak zawsze w chwilach zbyt bliskiego szczęścia... Przecież mi to odbiorą. Sama oddam. Nikt nie będzie odbierał, po prostu minie to coś nieogarnione, co nazywamy czasem, na kartce kalendarza pojawi się jakaś czwórka albo dziewiątka, z jej nakazu podstawią pod wejście samochód, zacznę pakować walizkę, a brzezina już nie będzie moja, wejście do niej będzie mi zabronione."

To smutna, ale bardzo piękna książka. W dużej mierze autobiograficzna, co sprawiło, iż odebrałam ją silniej niż gdybym czytała o fikcyjnych postaciach i wydarzeniach. Książka oczywiście nie mogła być wydana w Związku Radzieckim ze względu na treści i krytykę polityki tego kraju. Cieszę się, że nie zaginęła w nurcie pędzącej historii i możemy poznać jedną z wielu wersji smutnych życiorysów i rozdartych sumień.

 

Moja ocena: 5/6

Tagi: rosyjska
09:40, dededan , Czytam
Link Komentarze (4) »
sobota, 24 kwietnia 2010
Walet Pikowy, Boris Akunin

Świat Książki, 2003

Liczba stron: 142

Końcówka XIX wieku w Rosji. Na terenie kraju grasuje sprytny, przebiegły i grający o najwyższe stawki oszust, zwany Waletem Pikowym od karty, którą zostawia oszukanym przez siebie naiwnym obywatelom. Walet staje się coraz śmielszy i zuchwały, ponieważ imponuje mu rozgłos jaki stał się jego udziałem. By wykazać bezczelność z jaką działa wystarczy wspomnieć, iż dopuścił się sprzedaży domu gubernatora Moskwy. Ten czyn sprowadza na niego uwagę najwyższych władz państwowych, a śledztwo zostaje powierzone przeciwnikowi dorównującemu Waletowi intelektem i sprytem. Sam Fandorin postanawia zmierzyć się z oszustem, tym bardziej, że i on staje się wkrótce ofiarą pomysłowego przestępcy.

Zabawnie opisane fortele i oszustwa, zasadzki na Waleta oraz zasadzki na Fandorina sprawiają, że czyta się to wszystko szybko i z dużą przyjemnością. Oprócz dwóch głównych przeciwników warto przyjrzeć się postaci Tulipanowa - nowo mianowanego na asystenta Fandorina poczciwego człowieka, oddanego swojemu pracodawcy i obdarzonego wieloma cechami czyniącymi z niego nieocenioną pomoc w śledztwie.

To książka przygodowa dla dorosłych. Takie książki są po to, by spędzić z nimi wieczór w przyjemnej atmosferze, by przez chwilę poczuć się dzieckiem odkrywającym po raz pierwszy przyjemność czytania o przygodach, które niekoniecznie chciałoby się samemu przeżywać.

 

Moja ocena: 4/6

piątek, 04 grudnia 2009
Lektura nadobowiązkowa, Borys Akunin

Świat Książki, 2005

Liczba stron: 526

Wiele osób zachęcało mnie do przeczytania serii z magistrem Fandorinem. Już teraz wiem dlaczego :) Akunin pisze z rozmachem i wyobraźnią, a wykreowane przez niego postacie oraz ich przygody deklasują o kilka długości wszystko to, co ma do zaoferowania telewizja.

Nicholas Fandorin prowadzi w Moskwie firmę konsultingową "Kraj Rad", klientów ma niewielu, dochody marne. Rodzinną sytuację finansową ma ustabilizowaną dzięki żonie, która jest redaktorem naczelnym czasopisma. Pewnego dnia do "Kraju Rad" przychodzi starszy dziwny mężczyzna przynosząc Fandorinowi wyrok śmierci. Gdy starszy człowiek zostaje zamordowany tuż po wyjściu z biura, Nicholas zostaje wplątany w niesłychanie zawiłą kryminalno-gangsterską zagadkę, w której stawką jest nie tylko jego życie, ale także bezpieczeństwo jego żony i dzieci. W sprawę uwikłani są moskiewscy magnaci finansowi oraz płatni mordercy.

Równolegle poznajemy historię "cudownego dziecka" siedmioletniego Mitii Karpowa, który jest maskotką carycy Katarzyny w jej petersburskim pałacu. Chłopiec mimo młodego wieku i wyglądu dziecka ma ogromną wiedzę, bystry umysł, ogromny intelekt. Mitia jest świadkiem spisku na Katarzynę - ratując jej życie ryzykuje swoje bezpieczeństwo. Wyganany z pałacu wielokrotnie ociera się o śmierć, przeżywa niesamowite przygody i znajduje przyjaciela w osobie pustelnika, lekarza, myśliciela Daniła Fondorina.

Obie opowieści snute są z polotem i epickim rozmachem, zasysają całą uwagę czytelnika. Autor dość wyraźnie rozgranicza dobrych i złych bohaterów nadając swojej powieści cechy książki przygodowej, a nie kryminalnej. Pod koniec zgrabnie łączy obie części i demaskuje przyczyny, dla których współczesny Fandorin i carski poddany Mitia znajdują się w śmiertelnych tarapatach. Ze stron powieści bije baśniowość - sanie sunące po ośnieżonych rosyjskich ostępach, bajeczne stroje, atmosfera przydrożnych zajazdów przenoszą czytelnika w czasie. Sam Fandorin nie przystaje do współczesnych czasów - idealizm, etyka, wysokie morale, szlachetne urodzenie i nienaganne maniery odróżniają go od moskiewskich nowobogackich. Ciekawa jestem innych przygód magistra.

 

Moja ocena: 5/6

czwartek, 27 sierpnia 2009
Pelagia i czerwony kogut, Borys Akunin

Będąc do tej pory czytelniczką jednej tylko powieści Akunina spodziewałam się, że autor zawsze pisze tak zachwycająco, jak w "Pelagii i Czarnym Mnichu". W tej części, zamykającej cykl o Pelagii, brakowało mi jednak wielu rzeczy.

Przede wszystkim zawiedziona byłam fabułą. Pelagia i Mitrofaniusz podróżują statkiem, na którym mają okazję skonfrontować się z wyznawcami różnych religii oraz sekt. Są tam i Żydzi, i przechrzty - osoby, które wyrzekły się prawosławia na rzecz judaizmu, i tak zwane znajdy, kolejny odłam podążający za prorokiem Manujłą, i sekta pod przywództwem charyzmatycznego mężczyzny zwanego Magellanem, i pederaści zmierzający do Sodomy. Podczas rejsu ktoś brutalnie morduje rzekomego proroka. Pelagia ma swoje przypuszczenia i chętnie współpracuje z wyższym rangą przedstawicielem władz. Ta współpraca zawiedzie ją najpierw w głąb Rosji, a potem do samej Jerozolimy. Z początku mniszka nie zdaje sobie sprawy z tego, że swoim zaangażowaniem podpisała na siebie wyrok śmierci - od momentu podróży nieustannie poluje na nią płatny morderca.

Aby wyjaśnić sprawę morderstwa na rzece Pelagia musi zbadać wiele wątków, dotrzeć do wyznawców różnych wiar, którzy podróżowali z nią statkiem. Podczas gdy ona dzielnie radzi sobie w Jerozolimie, Berdyczowski, za wiedzą samego Mitrofaniusza, prowadzi własne śledztwo na Rusi. Pelagia nie jest świadoma tego, że ciągnie za sobą krwawy ślad - ktoś zabija wszystkie, nawet przypadkowe, osoby, które jej pomagały podczas poszukiwań.

Podczas lektury nie ogarniałam wszytkich wątków, bohaterowie pojawiali się na chwilę, byli rzetelnie przedstawieni i opisani, po czym znikali i już nie wracali na karty powieści. Skomplikowane wielostronicowe zagadnienia teologiczne wygłaszane przez bohaterów nie wzbudziły we mnie zainteresowania. Brakło też humoru oraz szybko posuwającej się akcji. Poza tym zakończenie książki jakoś do mnie nie przemawia, bo to, co zrobiła Pelagia zupełnie nie było w jej stylu.

 

Moja ocena: 3/6

 
1 , 2
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Wszystkie zamieszczone na blogu teksty i fotografie są chronione prawem autorskim - wykorzystywanie ich w całości lub we fragmencie bez mojej zgody jest zabronione.
2012

Lubię czytać
Czytam, bo lubię on Facebook
Spis moli
Aktualnie czytam
Kontakt:
Ulubione miejsca
Wyzwania
Czytam, bo lubię

Wypromuj również swoją stronę