Wpisy z tagiem: szwedzka
wtorek, 31 stycznia 2012
Całkiem inna historia, Hakan Nesser
Czarna Owca, 2011 Liczba stron: 526 Mimo tego, że trochę narzekałam na pierwszą powieść z cyklu o Barbarottim, to szybko sięgnęłam po drugą część. To był bardzo dobry pomysł, bo wciąż doskonale pamiętałam wszystkich głównych bohaterów. Niepocieszonym, którzy przez "Człowieka bez psa" nie zdołali przebrnąć ze względu na powolny rozwój akcji, zdradzę, że w tej powieści trup ściele się gęsto i już od samego początku książki. Barbarotti wyjeżdża na urlop, ma spędzić dwa tygodnie na szwedzkiej wyspie w towarzystwie ukochanej Marianne. Wychodząc z walizką z domu zabiera najświeższą pocztę. Okazuje się, że wśród rachunków znalazł się anonimowy list, w którym ktoś informuje go o planowanym morderstwie. Inspektor nie może tego zignorować - powiadamia kolegów i próbuje zapomnieć o sprawie. Nie na długo - wskazany w liście mężczyzna zostaje naprawdę zamordowany i rusza machina śledcza. A list był dopiero pierwszym z kilku zwiastunów morderstwa. Nie ma rady - inspektor musi przerwać wakacje i wspomóc kolegów w niezwykle skomplikowanym śledztwie. Nesser napisał kryminał z klasą, w którym nic nie jest takie jak nam się wydaje, a rozwiązanie zagadki nadchodzi ze strony osoby, po której nikt by się nie spodziewał logicznego rozumowania. Połączenie śledztwa z zapiskami domniemanego mordercy, dotyczącymi dramatycznych wydarzeń z wakacji w Bretanii sprawia, że powieść nie jest nużąca. Chociaż książka jest gruba i trudno ją czytać w łóżku ;-), to czyta się ją bardzo szybko. Dostarczyła mi mnóstwo przyjemności, emocji i pozwoliła wypocząć przy lekturze w dniach, kiedy czasu na wypoczynek miałam bardzo mało. Ucieszyła mnie informacja, że książka otrzymała (zasłużoną) Nagrodę Celnego Strzału przyznawaną przez członków forum Kryminały i Sensacje.
Moja ocena: 5,5/6
wtorek, 24 stycznia 2012
Człowiek bez psa, Hakan Nesser
Czarna Owca, 2011 Liczba stron: 456 Moje pierwsze spotkanie literackie z kolejnym szwedzkim pisarzem można (mimo wszystko) zaliczyć do udanych. Mimo wszystko, ponieważ przez 150 stron bardzo się niecierpliwiłam, że nie ma trupa. Co to za kryminał bez trupa? Nawet rozważałam pożegnanie się z książką, ale z podłogowego stosu szczerzyła się do mnie druga część tej serii. Szczerzyła się i mówiła, że muszę wytrwać, bo nie będę mogła po nią sięgnąć. Wytrwałam więc i mniej więcej po 170 stronie zaczęło się dziać. Co się zaczęło, to tajemnica znana tylko tym, którzy dotrwali i nie mogę o niej pisać, bo zabiorę Wam przyjemność odkrywania. Napiszę trochę o tym, co mamy przed trupem. Mamy typową (chyba) rodzinę. W każdym razie wszyscy oni chcieliby być tak postrzegani. Dziadkowie, emerytowani nauczyciele, trójka rodzeństwa i troje wnuków, z czego jeden się nie liczy, bo nie ma jeszcze dwóch lat. Wszyscy spotykają się tuż przed świętami w grudniu, aby uczcić przypadające w tym samym dniu 40 urodziny najstarszej z rodzeństwa i 65 urodziny seniora rodu. Podczas pierwszego wieczoru panuje pełna napięcia atmosfera spowodowana skandalem, do którego dopuścił 35 letni syn nauczycieli występując w bijącym rekordy popularności programie telewizyjnym. Okazuje się, że to nie jest jedyny problem rozbijający tę rodzinę. Jeszcze przed nadejściem świąt problemów zrobi się więcej, a rodzina znajdzie się na skraju totalnego rozpadu. Ta dogłębna analiza rodziny prawie mnie dobiła - chciałam kryminału, denatów, śledztwa, a tu przez 1/3 książki analiza psychologiczna związków między członkami rodziny. Na szczęście w chwili wejścia na scenę inspektora Gunnara Barbarottiego akcja potoczyła się już wartko i nawet pojawiły się jakieś trupy. Szczerze mówiąc, od ok. 200 strony nie mogłam się oderwać od książki i czytałam aż przeczytałam (z krótką przerwą na sen). Wątek kryminalny naprawdę ciekawy i w dużym stopniu nieprzewidywalny. Pod koniec robi się bardziej przewidywalnie, ale mimo to napięcie wciąż rośnie (niesamowite!). Samego Barbarttiego bardzo polubiłam i wkrótce pojawi się tu recenzja kolejnej części serii. Nesser ma lekkie pióro i nie powinien marnować go na przydługie wstępy ;-) Powiedzcie, czy tylko mnie drażniło to rozwlekłe preludium, czy może zmieniłam się w zombie, któremu podoba się tylko to, co szybko miga, mruga i zmienia się jak w kalejdoskopie?
Moja ocena: 4,5/6
wtorek, 13 grudnia 2011
Na szczyt góry, Arne Dahl
Muza SA, 2011 Liczba stron: 374 Z każdą kolejną książką coraz bardziej podoba mi się seria o Drużynie A - powołanej do walki z międzynarodową przestępczością. I chociaż drużyna została rozwiązana w związku z niepowodzeniem poprzedniego śledztwa, to znowu pojawiła się konieczność wskrzeszenia tej grupy najlepszych policjantów. W dużym pubie w centrum miasta doszło do bezsensownego morderstwa - kibic przeciwnej drużyny został zaatakowany i zamordowany uderzeniem wielkiego kufla piwa. Śledztwo dostają Paul Hjelm i Kerstin Holm. Przesłuchania pozostałych gości lokalu co prawda nie prowadzą do ujęcia sprawcy, który wraz ze sporą grupą innych gości ulotnił się z miejsca zbrodni, ale naprowadzają ich na ślad znacznie poważniejszego przestępstwa. Mniej więcej w tym samym czasie ktoś wysadza w powietrze celę w więzieniu wraz z jej lokatorem - prawą ręką bossa mafii narkotykowej. Kiedy dodamy do tego masakrę, do której doszło na terenach przemysłowych, w której ofiarami padli żołnierze dwóch grup przestępczych, mamy niemal pełen obraz wydarzeń, które doprowadziły do wskrzeszenia Drużyny A. Oprócz niezwykle skomplikowanej sprawy, w której mieszają się wątki nacjonalistyczne, pedofilskie, kradzież, rozboje i morderstwa, dostajemy również wgląd w prywatne życie policjantów i policjantek. Komplikacje rodzinne, narodziny, rozstania, konflikty i nowo odkryte pokrewne dusze stanowią smakowity dodatek do tej brutalnej i dość trudnej w odbiorze powieści kryminalnej. Może jestem staroświecka, ale w tej powieści szczególnie ujęło mnie podkreślanie wagi przyjaźni oraz honoru. Niezmiernie się cieszę, że już na początku następnego roku kolejna część cyklu. Wcześniej pisałam o: Moja ocena: 5/6
piątek, 11 listopada 2011
Raj, Liza Marklund
Czarna Owca, 2010 Liczba stron: 445 W przypadku cyklu kryminalnego Lizy Marklund przestałam upierać się przy czytaniu chronologicznym - czytam to, co mi w ręce wpadnie. W sumie nie ma to większego znaczenia, bo nie sięgam po te powieści dla rodzinnych perypetii głównej bohaterki. "Raj" przedstawia Annikę Bengtzon w latach po śmierci jej narzeczonego. Kobieta wciąż ponosi konsekwencje swojego czynu - w redakcji gazety zostaje odsunięta od pracy reportera. Zajmuje się teraz redagowaniem cudzych tekstów, pracuje głównie w nocy. Taka niekończąca się sytuacja zawieszenia zaczyna ją irytować. Pragnie ponownie wykazać się swoimi umiejętnościami. Jesień i wczesna zima nie są dla niej najlepszym okresem - w jej życiu osobistym dzieje się wiele złego - jej babcia trafia do szpitala, matka pokazuje swoją prawdziwą twarz, ciągłe konflikty w pracy i w rodzinie zbierają swoje żniwo. Annika przypadkiem trafia na trop tajnej fundacji "Raj", która umożliwia osobom prześladowanym powrót do w miarę normalnego życia. Dziennikarka stara się jak najrzetelniej zbadać fundację. W czasie poszukiwań i zbierania materiałów do artykułu poznaje urzędnika wydziału pomocy społecznej Thomasa (tak, tego Thomasa, który będzie później jej partnerem życiowym). Na jej drodze staje również ścigana przez groźnego przestępcę kobieta, imigrantka z byłej Jugosławii o imieniu Aida. Czy Annice uda się jej pomóc? Jaką rolę odegra w sprawie fundacja Raj? I czy istnieje związek między Aidą a morderstwem popełnionym w porcie? W tej części autorka większy nacisk położyła na prywatne życie Anniki, w którym bardzo dużo się dzieje. Wątki kryminalne realizowane są "przy okazji", bo Annika bada je w wolnym czasie, w momentach, kiedy chce zapomnieć o własnym wariackim życiu. Do większości książki nie mam zastrzeżeń, ale zaniepokoiła mnie końcówka - splątane wątki kryminalne zostały w niej rozwiązane jednym szarpnięciem, pospiesznie, tak jakby autorka spostrzegła, że napisała już za dużo i musiała czym prędzej kończyć. Szkoda, bo chętnie poczytałabym o czymś kryminalnym po dużej porcji opisów depresji Anniki... Moja ocena: 4/6
czwartek, 27 października 2011
Słodkie lato, Mari Jungstedt
Bellona, 2011 Liczba stron: 350 Wszyscy już narzekali na złą kolejność wydawania książek, która trochę zaburza czytanie, więc i ja coś dorzucę od siebie. Szkoda, że tak się stało, bo dopiero po przeczytaniu "Słodkiego lata" lepiej poznajemy Karin i okoliczności w jakich dopuściła się do złamania prawa, o których mowa była w "Umierającym dandysie". No i oczywiście jest jeszcze wątek, który ciągnie się od pierwszej części do ostatniej, czyli związek Johana i Emmy. Mnie już się wszystko pomieszało - o co i ile razy się kłócili, ile razy schodzili się i rozchodzili. Tylko, że w sumie jest mi wszystko jedno czy Emma będzie szczęśliwa, czy nie, bo, jak już wiele razy wspominałam, uważam ją za najbardziej antypatyczną i destrukcyjną postać ze wszystkich, które przewijały się w cyklu. W "Słodkim lecie" poznajemy trochę inny kawałek Gotlandii - morderstwo zostaje popełnione na wyspie Faro, miejscu ustronnym i urokliwym. Ktoś strzela do wypoczywającego na kampingu mężczyzny, kiedy ten wczesnym rankiem uprawia jogging. Prowadzącym śledztwo policjantom nie wydaje się żeby to była zbrodnia szaleńca. Zakładają, że na mężczyznę wydano wyrok. Komu i za co podpadł przedsiębiorca budowlany? Tropy prowadzą ich na manowce. Choć książki Jungstedt nie są literaturą najwyższych lotów, to jednak doskonale spełniają swoją funkcję - są dla mnie rozrywką, szybkim czytadłem, gdy nie mam możliwości skupienia się na bardziej wymagającej lekturze. Polubiłam cykl o Knutasie i Karin i już zaczynam żałować, że przede mną tylko jeden - ostatni tom i, że nie ma więcej. Można narzekać, że Jungstedt nie rozwija zbyt wielu wątków pobocznych, że pisze prosto i tylko to, co potrzeba, aby poprowadzić intrygę kryminalną. Wydaje mi się jednak, że właśnie ta prostota jest cechą charakterystyczną jej pisarstwa. Mnie ten styl odpowiada bardziej od kwiecistych opisów, zagmatwanej fabuły i nagromadzenia faktów i postaci. I wcale mnie nie martwi to, że większość akcji wyparowuje mi z głowy zaraz po zamknięciu książki. Kryminały są od tego by bawić, relaksować, a nie po to, by zalegać na sumieniu, dręczyć psychikę i obciążać przepracowany umysł. Dla tych, którzy jeszcze nie czytali cyklu, a czują się przeze mnie zachęceni, podaję właściwą kolejność (po kliknięciu przeniesie do recenzji): SŁODKIE LATO
Moja ocena: 4,5/6
poniedziałek, 17 października 2011
Śmierć letnią porą, Mons Kallentoft
Rebis, 2010 Liczba stron: 432 Seria powieści kryminalnych Kallentofta budzi skrajne uczucia i wydaje się mieć tyle samo zwolenników, co przeciwników. Ja zaliczam się do tych, którzy pochłaniają jego książki jednym tchem. Jednak nie jestem w stosunku do nich zupełnie bezkrytyczna, o czym napiszę później. W drugiej części (bez obaw można czytać zaczynając od tego tomu) akcja rozgrywa się podczas wakacji. Jest potwornie gorąco. Panują tropikalne upały, a temperatury przewyższają te na Bali. Na tej wyspie wakacje spędza Tove - córka głównej bohaterki. Mieszkańcy Linkopingu mają dość żaru lejącego się z nieba. Na domiar złego w mieście dochodzi do zbrodni. W miejskim parku ktoś znajduje nagą, zgwałconą nastolatkę, która pod wpływem szoku nie pamięta, co jej się przytrafiło. Po pewnym czasie znajdują inną dziewczynę w jej wieku - martwą. Śledztwo prowadzą komisarz Malin Fors oraz jej partner Zeke. Do pomocy oddelegowani zostają także policjanci z innych miejscowości, ponieważ gra toczy się o dużą stawkę, a wielu pracowników komendy w Linkoping przebywa na urlopach. W książkach Kallentofta lubię krótkie rozdziały, szybką akcję, ciekawe pomysły na zawikłanie fabuły, przejrzystość psychologiczną postaci. Podoba mi się tło zdarzeń, które jest co prawda dość typowe dla skandynawskich powieści - uprzedzenia rasowe względem emigrantów, stereotypowe postrzeganie obcokrajowców, problemy z dysfunkcyjnymi rodzinami. Lubię również rozsądnego i ułożonego Zeke, który potrafi zmienić się w lwa i tygrysa, gdy dochodzi do sytuacji krytycznej. Nie lubię natomiast samej Malin Fors - to neurotyczka balansująca na granicy depresji, zapijająca smutki w samotności. Fors traktuje siebie i mężczyznę, z którym jest najbliżej, jak przedmioty służące do osiągania satysfakcji seksualnej. Jest niezdolna do zbudowania związku, bo za bardzo koncentruje się na sobie i nikogo do siebie nie dopuszcza. Na szczęście trafiła jej się rozsądna córka, która umie o siebie zadbać, bo nawet macierzyństwo Malin zmieniłaby w kolejną katastrofę. Nie lubię również głosów z zaświatów pojawiających się w powieściach i komentujących poczynania policji. Przyznam szczerze, że tylko omiatam wzrokiem fragmenty pisane kursywą, bo źle na mnie działają te komentarze ze strony duchów / dusz osób zamordowanych. Dlatego tak szybko mi się czyta kryminały Kallentofta... Gdybym miała na półce kolejny tom, od razu wzięłabym go na tapetę, bo odczuwam niedosyt.
Moja ocena: 5/6
piątek, 14 października 2011
Prime time, Liza Marklund
Czarna Owca, 2010 Liczba stron: 437 "Prime time" to kolejna część serii o Annice Bengtzon, która wpadła w moje ręce. Staram się wypożyczać kryminały z biblioteki, a te z Czernej Owcy są rozchwytywane, więc nie upieram się przy czytaniu w kolejności, bo sama autorka pisała te książki niechronologicznie. Poza tym nie ma potrzeby trzymać się kolejności, bo każda sprawa kryminalna zaczyna się i kończy w jednym tomie. W życiu prywatnym i zawodowym Anniki natomiast łatwo się rozeznać. Annika jest dziennikarką piszącą do działu kryminalnego popołudniówki "Kvallspressen". Łączy pracę zawodową z wychowaniem dwójki małych dzieci. Jej partner zaczyna mieć dość jej zaangażowania w pracę. Przeżywają poważny kryzys, kiedy Annika zostaje wezwana na dyżur i wysłana w teren, tuż przed planowanym rodzinnym wyjazdem na święto Sobótki. Annika zamiast z rodziną jedzie z fotografem do zamku, na którego terenie doszło do morderstwa gwiazdy telewizyjnej. Ekipa kręcąca tam serię programów znalazła prezenterkę martwą w wozie transmisyjnym rano po hucznej i mocno zakrapianej imprezie na zakończenie zdjęć. Okazuje się, że wśród członków ekipy znajduje się najlepsza przyjaciółka reporterki - Anna. Szybko wychodzi na jaw, że mordercą musi być jedna z dwunastu osób, które spędziły noc w zamku. Czy zmieni to coś w stosunku Anniki do swojej przyjaciółki? Bardzo wciągająca książka. Czyta się ją lotem błyskawicy. Można zaufać Lizie Marklund wtedy, gdy szukamy dobrej rozrywki, a gardzimy tym, co proponuje telewizja. Niewiele filmów bowiem jest tak ciekawych, jak akcja powieści tej autorki. W "Prime time" smaczku dodaje umiejscowienie morderstwa w odosobnionym miejscu i ograniczenie tym samym liczby podejrzanych. Niesnaski, zawiść, zepsucie pośród osób pracujących przy nagraniu programu są drugim elementem fabuły, który wydał mi się znamienny i wart wyróżnienia. Zachęcam do lektury, jeśli jeszcze nie znudziły się Wam skandynawskie kryminały. Wcześniej pisałam o:
Moja ocena: 5/6
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Umierający dandys, Mari Jungstedt
Bellona, 2011 Liczba stron: 388 Piąta część serii o policjantach z Visby dotyczy wąskiego i elitarnego grona osób handlujących dziełami sztuki, artystów oraz koneserów. Właściciel dobrze prosperującej galerii, Egon Wallin, zostaje powieszony w bramie murów miejskich. Ta przerażająca zbrodnia ma miejsce w noc po udanym wernisażu, na którym prezentowano prace młodego artysty. W mieście przebywają jeszcze zaproszeni goście - kto stoi za tą potworną zbrodnią? Przed Knutasem wiele pracy, ponieważ każdy dzień przynosi nowe wątki śledcze. Żona zamordowanego porządkując jego rzeczy odkrywa, że zamierzał złożyć pozew o rozwód i że sprzedał galerię. W tle sprawy pojawiają się kradzione obrazy oraz domniemane skłonności homoseksualne Egona. Dopiero spektakularna kradzież obrazu "Umierający dandys' z muzeum w Sztokholmie popycha śledztwo mocno do przodu. Oprócz zmagań ze śledztwem śledzimy rozwój związku Emmy i Johana oraz trudny do zdefiniowania związek Knutasa z policjantką Karin, która jest najbardziej tajemniczą osobą w całym cyklu powieści. Ta część tylko utwierdziła mnie w tym, że nie cierpię Emmy - równie niezdecydowanej i egoistycznej kobiety trzeba by szukać ze świecą. Strasznie mnie irytuje sposób przedstawienia tej postaci - Emma, zawsze pokazywana jest jako zbiór cnót, spokoju, łagodności, po prostu zraniona łania. Cały obraz tej postaci widoczny jest dopiero po lekturze kolejnych książek cyklu. To jedna z części, która trochę mniej mi się podobała - przede wszystkim dlatego, że dużo w niej odniesień do homoseksualizmu, prostytuowania się i ciemnych interesów - półświatek w tej powieści nie gnieździ się na przedmieściach i w melinach lecz wychodzi na salony w designerskich ubraniach i przybiera postać podstarzałego dandysa. Podsyciła jednak moją ciekawość na poznanie dalszych losów Karin po awansie, który wywołał tak wiele kontrowersji wśród innych pracowników wydziału śledczego.
Moja ocena: 4/6
piątek, 12 sierpnia 2011
Ofiara w środku zimy, Mons Kallentoft
Rebis, 2010 Liczba stron: 448 Ależ to wielka cegła! Na szczęście czyta się ją znacznie szybciej niż mogłoby się wydawać. Zanim po nią sięgnęłam, pozwoliłam jej przeleżeć kilka tygodni, bo zarejestrowałam w pamięci wiele niezbyt pochlebnych opinii. Ostatnio jednak w starym Newsweeku przeczytałam pochlebną mini recenzję i postanowiłam zmierzyć się z nieznanym mi dotąd kolejnym skandynawskim autorem kryminałów. Jest niezwykle mroźna zima, temperatury spadają do 20-30 stopni na minusie - co jest ekstremalną temperaturą nawet jak na warunki szwedzkie. Na drzewie ktoś znajduje powieszone zwłoki mężczyzny - mężczyzna ma na ciele wiele ran, co każe myśleć, że być może padł ofiarą morderstwa rytualnego. Śledztwo ma najwyższy priorytet i zajmują się nim wszyscy kryminalni z posterunku. Najbardziej zaangażowana jest jedyna w ich gronie policjantka - Malin Fors. Dochodzenie zawiedzie ją i jej partnera Zeke do miejsc, gdzie czas jakby się zatrzymał, a ludzie żyją przeszłością, dawnymi niezabliźnionymi ranami, a ich postępowaniem kieruje zemsta. Choć książka jest kryminałem (i to dobrym) jej głównym tematem jest samotność i wyobcowanie. Malin Fors - sama wychowuje nastoletnią córkę i choć jest silną, nieprzystępną kobietą, tęskni za ciepłem rodziny i miota się uczuciowo pomiędzy byłym mężem a redaktorem lokalnej gazety. Nie polubiłam Malin - przez dużą część książki bardzo mnie irytowała - przede wszystkim przez to swoje rozedrganie i słabość do alkoholu. Pod koniec powieści byłam już bardziej skłonna ją zaakceptować, ale wciąż nie zdobyła mojej sympatii. Jednak nie tylko policjantka Malin zmaga się z samotnością - jej ofiarą padł również zamordowany mężczyzna, którego życie niewiele było lepsze od śmierci. Jego rodzina i inne rodziny opisane w książce były siedliskiem dewiacji, przemocy i problemów psychicznych skrywanych pod płaszczykiem normalności. Te tajemnice stanowią główny motyw popełnionych zbrodni, a dotarcie do nich wymaga od policjantów zaangażowania, intuicji oraz dużego sprytu. Bez wahania sięgnę po kolejne części serii. Kallentoft zdobył moje uznanie i pobudził ciekawość. Bez zbytniego nadęcia pisze o rzeczach trudnych, a jednocześnie prowadzi intrygę kryminalną na wysokim poziomie. I tylko jedna rzecz mnie mocno irytowała i moim zdaniem była zupełnie zbędna - głos z zaświatów komentujący przebieg śledztwa i poczynania Malin Fors - kto czytał ten zapewne wie o co mi chodzi...
Moja ocena: 5/6
wtorek, 28 czerwca 2011
Morderstwo w Savoyu, Maj Sjowall & Per Wahloo
Amber, 2010 Liczba stron: 256 Kolejna część cyklu o Martinie Becku dotyczy śledztwa w sprawie morderstwa wpływowego i obrzydliwie bogatego przedsiębiorcy. Potentat zostaje postrzelony podczas kolacji w restauracji hotelu Savoy, którą wydał dla najbliższych współpracowników. Sprawca ucieka przez okno i prawie nikt nie potrafi sobie przypomnieć jego wyglądu. Oddelegowany do sprawy Beck zastanawia się nad motywem tego dziwacznego morderstwa - czy zostało sprowokowane przez sprawy zawodowe - zmarły prowadził rozległe interesy w Szwecji i na całym świecie, w tym z państwami afrykańskimi podejrzewanymi o terroryzm, czy może podyktowane było wewnętrznymi rozgrywkami w firmie. W krąg podejrzanych wchodzi także wdowa po zamordowanym - była modelka, pełniąca w małżeństwie głównie funkcję reprezentacyjną. Ze względu na to, że podejrzani i świadkowie mieszkają w różnych częściach Skandynawii, policjanci zaangażowani w dochodzenie często podróżują, a także korzystają z pomocy zaprzyjaźnionych śledczych z innych komend. Sam Beck musi zamieszkać w tytułowym hotelu, by poświęcić swój czas pracy. Niestety, ma niewiele do roboty, szybko kończą mu się pomysły, ponieważ brakuje dowodów i motywów. Przełom przynosi odnalezienie charakterystycznego pudełka na jednej z duńskich plaż. Ta część wydawała mi się nudniejsza od pozostałych, pewnie dlatego, że dotyczyła w dużym stopniu sfer biznesowych, spółek, oddziałów, papierów wartościowych i podobnych rzeczy. Sam Beck, chociaż właśnie podjął bardzo ważną decyzję o separacji z żoną, jest jakiś markotny i mało go w książce. I choć "Morderstwo w Savoyu" nie było tak pasjonujące jak inne książki tego duetu pisarskiego, to ani przez chwilę nie pomyślałam o odłożeniu książki. Wręcz przeciwnie, przeczytałam ją całą za jednym zamachem.
Moja ocena: 4/6 |
Zakładki:
Wszystkie zamieszczone na blogu teksty i fotografie są chronione prawem autorskim - wykorzystywanie ich w całości lub we fragmencie bez mojej zgody jest zabronione.
2012
Czytam, bo lubię on Facebook Aktualnie czytam
Kontakt:
Ulubione miejsca
Wyzwania
Tagi
![]() Wypromuj również swoją stronę | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||