Wpisy z tagiem: amerykańska
poniedziałek, 13 lutego 2012
Historia nudy, Peter Toohey
Bellona, 2012 Liczba stron: 190 Na wstępie chciałabym zamieścić gratulacje dla autora, który przystąpił do analizy tematu nudy bez obaw, że książka zanudzi czytelnika. Bo istotnie, trudno się przy niej znużyć. Na samym początku autor dzieli nudę na dwa rodzaje - zwyczajną i egzystencjalną. Zwyczajna to ta, której doświadczamy np. podczas monotonnego wykładu, egzystencjalna to według wszelkich przesłanek uczucie dręczące osoby inteligentne, które nie potrafią znaleźć sensu życia. Moim zdaniem, zdaniem osoby, która nie potrafi się nudzić, nuda egzystencjalna, o ile nie jest depresją, jest wynikiem właśnie niskiej inteligencji, bo tylko osoba mało kreatywna nie będzie umiała znaleźć sobie zajmującego zajęcia. Tej tezy jednak nie postawiono w książce - szkoda. Tym bardziej szkoda, bo niektóre fragmenty, szczególnie te oparte na powieści Gonczarowa "Obłomow," wskazują na to, że główny bohater był przede wszystkim śmierdzącym leniem, a nie osobą znudzoną. Zabrakło mi wyznaczenia granicy między lenistwem i próżniactwem a nudą. Bo chyba nie ja jedna taką widzę? Toohey rozważa zjawisko nudy u zwierząt i twierdzi, że rzeczywiście zwierzęta również potrafią się nudzić. Sięga również wstecz i zastanawia się jak stare jest uczucie nudy - czy było odczuwane przez ludzi pierwotnych? Czy powstało dopiero w epoce renesansu, a może i później? Słowo "nuda" weszło do języka angielskiego stosunkowo późno, ale przecież nie wskazuje to jednoznacznie, że wcześniej ludzie się nie nudzili. Mogli ten stan nazywać inaczej. Na koniec zostawiłam rzecz, która podobała mi się najbardziej. W większości rozdziałów autor analizuje nudę wykorzystując dzieła literackie i malarskie. Pojawiają się wzmianki o takich książkach jak "Nuda" i "Konformista" Moravii, "Obcy" Camusa, sztukach Ibsena, działach Sartre'a. Poddaje analizie znane dzieła malarskie wyrażające melancholię, znużenie, samotność, odrazę, bo wszystkie te uczucia kojarzone są z nadrzędnym uczuciem nudy. Odniesienie do sztuk pięknych sprawia, że książka nie jest monotonnym traktatem naukowym. Szkoda tylko, że nie zamieszczono reprodukcji wszystkie omawianych obrazów. Namawiam Was do zapoznania się z tą książką. Jako lekturę uzupełniającą polecam: oraz książkę z tej samej serii wydawniczej:
Moja ocena: 4,5/6
wtorek, 07 lutego 2012
Nie jestem seryjnym mordercą, Dan Wells
Znak, 2012 Liczba stron: 254 Nie bardzo wiedziałam czego spodziewać się po książce. Doczytałam gdzieś, że przeznaczona jest dla młodzieży i wcale nie chciało mi się w to wierzyć po przeczytaniu pierwszego rozdziału. Informacja o Dexterze podana na okładce nic mi nie mówi, bo ja nie wiem kim jest Dexter. Po prostu podeszłam do lektury bez żadnych oczekiwań i uprzedzeń, co często ma swoje dobre strony. Bohaterem książki jest piętnastoletni John Cleaver. U chłopaka zdiagnozowano socjopatię, która w połączeniu z obsesyjnym zainteresowaniem seryjnymi mordercami daje dość wybuchową mieszankę. John jest inteligentnym chłopakiem i doskonale zna swoje słabości. Aby nie dopuścić do głosu ciemnej strony swojej osobowości, narzucił sobie wewnętrzną dyscyplinę. Cóż z tego, skoro okoliczności splatają się przeciw niemu. Należy wspomnieć, że matka i ciotka Johna prowadzą zakład pogrzebowy. Na dolnym piętrze domu przygotowują zwłoki do pochówku, co wiąże się z ich balsamowaniem, zszywaniem, składaniem, w zależności od tego jak gwałtowna była śmierć. John od dziecka pomaga w większości tych czynności. Obcowanie ze zwłokami jest dla niego wentylem bezpieczeństwa. Kiedy w okolicy pojawia się seryjny morderca John czuje się jakby wygrał na loterii. Ogarnia go niezwykłe podniecenie, które musi skrywać w kontaktach z matką oraz terapeutą. Dzięki temu, że John ma dostęp do okaleczonych zwłok ofiar mordercy, może lepiej poznać jego metody działania. Pomoże mu to również namierzyć osobę, która sieje postrach w całym mieście. Przez pierwszych kilka rozdziałów książka wyglądała na kryminał z pogłębioną analizą psychologiczną głównego bohatera. Potem zmieniła się w horror, ponieważ z biegiem akcji pojawił się wątek fantastyczny. Gdybym od razu wiedziała, że nastąpi taki zwrot akcji, pewnie nieprędko sięgnęłabym po książkę. I choć przez moment poczułam się rozczarowana, to i tak nie wypuściłam książki z rąk dopóki nie poznałam finału historii. Polubiłam Johna, co może wydawać się niezwykłe biorąc pod uwagę jego zainteresowania i psychopatyczne skłonności. To chłopak z problemami, z którymi musi zmagać się z wszystkie znane sobie sposoby. Jego relacje z matką są niezwykle skomplikowane, siostra mieszka oddzielnie, a ciotka stanowi bufor bezpieczeństwa. Ciekawa jestem jak powiedzie mu się w przyszłości, o czym wkrótce się przekonam czytając drugą część "Pan Potwór." Zachęcam do lektury, ale ze względu na drastyczne opisy i krew płynącą szerokim strumieniem przez większą część książki, raczej nie podsuwałabym jej młodszej młodzieży.
Moja ocena: 4.5/6
poniedziałek, 06 lutego 2012
Torebki i morderstwo, Dorothy Howell
Bellona, 2012 Liczba stron: 382 Gdy pierwszy raz usłyszałam o tej książce od razu pomyślałam, że to coś dla mnie. Morderstwo - czyli kryminał, gatunek literacki, w którym dobrze się odnajduję; i torebki, do których mam słabość. Potem przeczytałam pierwsze recenzje i chociaż były pozytywne to główną bohaterkę przedstawiały w takim świetle, że nie za bardzo chciałam z nią "obcować." Postanowiłam dać książce szansę, a bohaterce możliwość wykazania się. I dobrze zrobiłam, bo bawiłam się przednio podczas lektury. Główna bohaterka dwudziestokilkuletnia Haley Randolph pochodzi z bardzo bogatej rodziny i pewnie stąd u niej zamiłowanie do wszystkiego, co firmowe i drogie. Stąd też brak umiejętności planowania wydatków. Folgując swoim zachciankom i nagradzając się przez kilka miesięcy za znalezienie pracy w księgowości znanej firmy prawniczej, Haley zadłuża się po uszy. Pensja z kancelarii stanowczo przestaje jej wystarczać, zatem po godzinach zatrudnia się jako szeregowy pracownik w pogardzanym przez siebie domu towarowym Holt's. W jednym momencie jej spokojne dotychczas życie zostaje wywrócone do góry nogami - zostaje zawieszona w pracy w kancelarii za domniemane machlojki finansowe. Na domiar złego w magazynie domu towarowego znajduje zwłoki swojego przełożonego. Haley jest naiwna i łatwowierna, ale nie jest głupia. To cwana osóbka, która, co prawda powoli, ale kojarzy fakty i potrafi poskładać je do kupy. Z pomocą znajomego detektywa przeprowadza własne dochodzenie, które przyniesie nieoczekiwane dla niej skutki. To nie jest ani typowy kryminał, ani typowa książka dla kobiet - Dorothy Howell zgrabnie połączyła te dwa gatunki tworząc powieść, która ma szanse spodobać się osobom poszukującym w literaturze rozrywki, oderwania od własnych kłopotów, którzy nie traktują czytania śmiertelnie poważnie i otwarci są na takie eksperymenty. A co do Haley to ja ją lubię, bo choć jest puściutka, to przynajmniej jest prawdomówna i nie udaje kogoś, kim nie jest. Czekam niecierpliwie na kolejne części z równie fajnymi torebkami na okładkach ;-)
Moja ocena: 4,5/6
środa, 28 grudnia 2011
Nie odstępuj ode mnie, Elizabeth Strout
Świat Książki, 2008 Liczba stron: 301 "Nie odstępuj ode mnie" jest książką portretującą małe amerykańskie miasteczko. Akcja powieści toczy się w latach pięćdziesiątych, czasach przełomu, czasach strachu przed wybuchem wojny między USA a Rosją, czasach kiedy zabobony i konserwatyści mieli się jeszcze dobrze, a społeczeństwo dopiero co zaczynało się zmieniać na bardziej nowoczesne i światłe. Kiedy parafię w West Annett obejmuje nowy, młody, charyzmatyczny pastor, miejscowi są zachwyceni. Podobają im się kazania oraz nieskazitelna osobowość duszpasterza - Tylera Caskeya. Mniejszą sympatią darzą jego żonę - Lauren, która pochodzi z zupełnie innego świata. Na tle szaro-burej zaściankowości wygląda i zachowuje się jak egzotyczny, kolorowy ptak. Nie interesują jej kółka gospodyń ani spotkania modlitewne - Lauren najbardziej lubi robić zakupy i stroić się. Taylera poznajemy po śmierci żony, kiedy sam próbuje sobie radzić z życiem, wychowaniem starszej córki, ułożeniem stosunków z matką zajmującą się jego młodszą córką i znalezieniem swojego miejsca na ziemi. Zaskakuje go wrogie nastawienie mieszkańców miasteczka, rozpowszechnianie plotek i pomówień. Początkowo je ignoruje licząc na to, że plotki ucichną - jednak kiedy niechęć mieszkańców zaczyna dotykać również jego kilkuletniej córki Katherine, musi odnieść się do tego, co do niego dociera. Nie polubiłam żadnego z bohaterów - Tyler był świętszy od wszystkich świętych, zamiast zająć się Katherine, która po śmierci matki przeżywała traumę, rozmyśla o Piśmie Świętym, filozofii i kazaniach. Jego "świętość" i trzymanie się z dala od prawdziwego życia staje się zarzewiem konfliktów z parafianami. Matka Tylera to najprawdziwsza zdewociała, purytańska jędza, która ingeruje w każdy aspekt życia swojego syna. Okropny, zimny babsztyl. Żona Tylera - Lauren to taki słodki, różowo-bezowy pustaczek, który nudzi się na plebanii, żyje ponad stan i nie umie zorganizować sobie dnia. Chyba jednak szczerze kocha Tylera, co stawia ją w nieco lepszym świetle. Mieszkańcy West Annett to małostkowi głupcy żyjący od plotki do plotki. Swoich występków nie zauważają, szukają zła w innych. To ludzie toksyczni. To taka powieść, w której od razu wiadomo, że na końcu wszystko dobrze się ułoży, a w środku będzie sporo różnych komplikacji. Nie do końca takie lubię. W przypadku książki Elizabeth Strout mamy dobrze skonstruowane postaci oraz obraz amerykańskiej prowincji ponad pół wieku temu, co w moim odczuciu mocno podwyższa jej wartość. Moim zdaniem warto zajrzeć do książki.
Moja ocena: 4/6 Wcześniej pisałam o:
środa, 21 grudnia 2011
Czyste sumienie, Charlaine Harris
Znak, 2011 Liczba stron: 299 Kolejna część przygód Lily Bard w prowincjonalnym miasteczku Shakespeare nie rozczarowuje. Bohaterowie znani z poprzednich części sprawili, że poczułam się jakbym spotkała się ze znajomymi, których ostatnio widziałam w wakacje. Lily wciąż sprząta okoliczne mieszkania - ma jednak mniej klientów, ponieważ wielu z jej pracodawców zginęło śmiercią tragiczną i niespodziewaną. Na szczęście coraz lepiej układa jej się z poznanym w dramatycznych okolicznościach prywatnym detektywem Jackiem. W drodze z jednej pracy do drugiej Lily zauważa coś na wąskiej leśnej ścieżce. Kierowana ciekawością idzie sprawdzić zaparkowany między drzewami samochód. To, co znajduje na miejscu, studzi jej niepohamowaną ciekawość. W samochodzie siedzi zamordowana Deedra z Apartamentów Ogrodowych. Wszystko wskazuje na to, że zabił ją jeden z jej licznych kochanków, ponieważ Deedra znana była z bardzo rozwiązłego stylu życia. Sprawę prowadzi kobieta - szeryf, z którą Lily nie może się za bardzo dogadać. Niestety, to nie ostatnia przykra sprawa, która ma miejsce w Shakespeare. Ta część mogłaby nosić tytuł "Seks, kłamstwa i kasety video," gdyby tylko ten tytuł nie był zajęty przez film popularny dobre kilkanaście lat temu. Wszystkie trzy elementy tej nazwy są istotne w powieści. Warto sprawdzić :-) Nie jest to literatura najwyższych lotów i istotne jest aby o tym wiedzieć zanim sięgnie się po książkę. Seria o Lily Bard to czytadło, które jest doprawdy zajmujące - świetne na podróż lub jako odskocznia po ciężkim dniu. Najlepiej czytać książki po kolei, ale jeśli ktoś sięgnie wyrywkowo po jeden z tomów, to też nie stanie się żadna krzywda. Ja jestem zwolenniczką cyklu i chętnie sięgam po kolejne ukazujące się na polskim rynku powieści. Zachęcam! Wcześniej pisałam o: Moja ocena: 4,5/6
poniedziałek, 10 października 2011
Theodore Boone. Młody prawnik, John Grisham
Amber, 2010 Liczba stron: 240 Bardzo dawno temu często sięgałam po powieści Grishama. Podobały mi się opisywane przez niego sądowe potyczki i sensacyjne wątki. Przestałam czytać książki jego autorstwa kiedy trafiłam na jakiegoś gniota, którego nie mogłam strawić. Po upływie wielu lat minęła mi uraza do tego autora. W ubiegłym roku zaintrygowała mnie wręcz zapowiedź książki Grishama skierowanej do młodzieży. Kiedy nadarzyła się okazja przeczytania tej powieści postanowiłam z niej skorzystać. Ja i mój syn. Theo Boone ma trzynaście lat i jest jedynym synem pary prawników. Jego mama zajmuje się rozwodami, ojciec specjalizuje się w nieruchomościach. Wspólnie prowadzą kancelarię, w której swój malutki gabinet ma także Theo. Chłopak fascynuje się prawem, zna mnóstwo przepisów i potrafi się nimi posługiwać. Za sprawą swoich rodziców zna sędziów i innych pracowników sądu. Spędza tam sporo czasu. Bardzo fascynuje go proces o morderstwo, w którym na ławie oskarżonych zasiada mąż ofiary. To jedna z największych spraw w ostatnich latach i Theo bardzo by chciał móc śledzić cały proces od początku do końca. Niestety, musi chodzić do szkoły. Myśli o toczącym się procesie pochłaniają jednak większość jego czasu, na przerwach sprawdza postępy w sieci. Niestety, wszystko wskazuje na to, że oskarżony nie zostanie skazany, ponieważ oskarżenie opiera się tylko na poszlakach. Do młodego Boona zgłasza się jednak osoba, która może wywrócić do góry nogami dotychczasowe ustalenia. Jest jednak pewien problem... To Grisham jakiego znamy z "Raportu pelikana" i z "Firmy". Konkretny, skoncentrowany na głównym wątku, ciekawy. Książka podobała się i dwunastolatkowi, i jego znacznie starszej mamie. Nie ma w niej opisów nieodpowiednich dla młodego człowieka, ale ciekawie przedstawiony proces w sprawie o morderstwo. Postać Theo jest jak najbardziej do przyjęcia, chociaż w końcowych scenach było go trochę za dużo jak na mój gust - to był już czas żeby sprawę przejęli jego rodzice. W każdym razie bardzo mi się podobało, odprężyłam się i zrelaksowałam przy tej powieści. Teraz czekam na kolejną część, która chyba niebawem się ma ukazać.
Moja ocena: 5/6
środa, 24 sierpnia 2011
Mała księga wielkich pytań, Gregory Stock
Bellona, 2011 Liczba stron: 119 Książka mała, to i recenzja będzie niedługa ;-) Gregory Stock zebrał w jednym miejscu ponad dwieście pytań. Nie są to jednak zagadki teleturniejowe, a próby wniknięcia do wnętrza siebie lub drugiego człowieka. Ze wstępu: "Oto mało traumatyczny sposób dowiedzenia się czegoś więcej o sobie oraz o innych, a także konfrontacji z dylematami natury etycznej, przedstawionymi konkretnie, nie zaś w formie abstrakcyjnej." Możemy zatem pobawić się sami zastanawiając się nad tym co dla nas w życiu najważniejsze. Możemy też użyć pomysłów z książki do zabłyśnięcia w towarzystwie i poprowadzenia ciekawej konwersacji. Możemy wykorzystać niektóre z nich w rozmowie z dorastającym dzieckiem, by wskazać mu różne sposoby postrzegania świata. Autor często porusza problem sprzedajności, np: czy za 10 tys. dolarów przebiegłbyś nago po ulicy? Za jaką kwotę byś to zrobił? Stawia też pytania natury etycznej, np: Czy gdybyś mógł ocalić 20 tys osób z katastrofy naturalnej w kraju gdzieś na końcu świata, albo znajomego, który będzie miał wypadek samochodowy, jaką podjąłbyś decyzję? Na szczęście jest to mało prawdopodobne, żebym miała możliwość poznania przyszłości i ocalenia kogokolwiek, zatem ja nie za długo zastanawiałam się nad tego typu pytaniami. Na pewno wykorzystam jednak niektóre pomysły Stocka do ćwiczenia z uczniami trybów warunkowych... Zawsze to bardziej atrakcyjne niż typowe szablony typu: If I had more time....
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Jerusalem Inn / Zajazd Jerozolima, Martha Grimes
Onyx Books, 2004 / WAB, 2011 Liczba stron: 295 Upłynęło mnóstwo czasu od ostatniej przeczytanej przeze mnie części cyklu z Jurym. Za dużo. Prawidłowość jednak jest taka, że kiedy ja wreszcie zdejmuję z półki kolejny tom autorstwa Marthy Grimes (tak, tak, zgromadziłam prawie wszystkie części) okazuje się, że wydawnictwo WAB również właśnie wpadło na taki pomysł... Polska premiera Zajazdu Jerozolima będzie mieć miejsce w listopadzie (KLIK). Najpierw jednak ja napiszę kilka słów. Jury dość niechętnie wyrusza na północ - do Newcastle. Ma spędzić święta z kuzynką i jej rodziną. Postrzega cały ten pomysł w ciemnych barwach - nie dość, że nasypało mnóstwo śniegu, to jeszcze domostwo krewnych jest miejscem wybitnie depresyjnym. Po drodze zatrzymuje się na cmentarzu, tam udziela pomocy kobiecie i odprowadza ją do domu. Pogawędka z nieznajomą wprawia go w dobry nastrój - tak dobry, że zamierza kontynuować znajomość - umawia się z Helen na kolejny dzień. Gdy przybywa na miejsce spotkania okazuje się, że Helen nie żyje. I choć Jury jest na urlopie, nie może zostawić tej sprawy swojemu biegowi, czyli zdać się na miejscową policję. Okazuje się, że jego bliski przyjaciel Melrose Plant - Lord Ardry, który zrzekł się tytułów, spędza przedświąteczny czas w rezydencji znajdującej się w pobliżu Newcastle. Krytyk literacki, właściciel ogromnego majątku podejmuje u siebie grupę osób związanych ze sztuką i utytułowanych. Pechowo jednak wśród jego gości znajduje się też morderca - drugi wieczór kończy się tragicznie - jedna z zaproszonych osób zostaje znaleziona martwa. Na miejsce przybywa komisarz Richard Jury oraz miejscowa policja. Ponownie panowie Jury i Plant zastanawiają się nad tajemnicą obu śmierci. Uwielbiam nastrój tych książek - specyficzne angielskie poczucie humoru, szelest koronek i dyskretny urok starych rezydencji. Sposób, w jaki Grimes przedstawia społeczeństwo angielskie sprawia, że trudno oderwać się od powieści. Autorka, jak mało kto, potrafi trochę ironicznie, trochę autentycznie pokazać arystokrację obwarowaną tytułami oraz zwykłych ludzi nie stroniących od alkoholu i spędzających czas w wyszynkach. Znajduję ogromną przyjemność w poznawaniu nowych postaci oraz kolejnych zagadek kryminalnych, które stają przed Jurym i Plantem. Cieszę się na fragmenty, w których występuje ciotka Agatha, daleka i jedyna krewna Melrose'a Planta, z pretensjami do tytułów, znajomości i wszelkiego snobizmu. Przeraża mnie to jak wiele zła można uczynić strzegąc swoich tajemnic i ciemnych sprawek. Martha Grimes pokazuje, że zło nie jest przypisane niższym warstwom społeczeństwa, a ludzie czy to bogaci czy biedni zawsze są tacy sami.
Moja ocena: 5/6 Wcześniej pisałam o:
sobota, 20 sierpnia 2011
Czyste intencje, Charlaine Harris
Znak, 2011 Liczba stron: 252 Lily Bard dostaje zaproszenie na ślub swojej siostry. Bardzo chciałaby uniknąć wyjazdu do rodzinnego miasteczka, w którym postrzegają ją przez pryzmat tragicznych wydarzeń sprzed lat. Nie może się jednak wymigać – nie chce skrzywdzić ani rodziców, ani siostry. Kupuje zestaw ubrań odpowiednich na oficjalne przyjęcia przedślubne i ślubne i wyrusza w drogę. Na miejscu czeka na nią prawdziwa niespodzianka – jej partner - Jack, który z zawodu jest prywatnym detektywem otrzymał zlecenie w okolicy. Niepokoi ją jednak to, że jego śledztwo dotyczy osób bliskich jej siostrze i zaproszonych na imprezę weselną. Jack bada sprawę porwania maleńkiej dziewczynki, które miało miejsce osiem lat wcześniej. Ktoś wysłał anonim z rodzinnego miasteczka Lily, w którym zasugerowano, że dziewczynka chodzi do tutejszej szkoły. Lily włącza się w śledztwo, ponieważ zależy jej na tym, by wyjaśnić sprawę przed weselem – w kręgu podejrzanych znajduje się jej przyszły szwagier… Ta część jest najbardziej dynamiczna. Dzieje się dużo, intryga kryminalna jest konsekwentnie prowadzona i na tyle zagmatwana, że niełatwo wskazać winnego. Poznajemy rodziców i siostrę Lily, a oni mają okazję poznać Jacka i zaakceptować wybór córki. Pojawiają się również postaci z poprzedniego życia Lily – jej były chłopak oraz przyjaciółka z czasów liceum. Szkoda, że na kilka miesięcy będę musiała pożegnać się z panną Bard. Kolejna część ukaże się na początku przyszłego roku.
Moja ocena: 5/6
piątek, 19 sierpnia 2011
Czyste szaleństwo, Charlaine Harris
Znak, 2011 Liczba stron: 275 Bardzo odpowiada mi zamysł wydawnictwa żeby wydać trzy części cyklu w przeciągu dwóch miesięcy. Po pierwszej książce z Lily Bard chciałam czytać dalej i na szczęście miałam taką możliwość. W ciągu trzech dni przeczytałam trzy dostępne części i chętnie czytałabym kolejne gdybym tylko pod ręką miała kolejne tomy. Lily Bard czasem pomaga Marshallowi w prowadzeniu siłowni. Kiedy pewnego dnia przed wyjściem do pracy otwiera klub, nie może uwierzyć swoim oczom. Jeden z kulturystów, który po godzinach przygotowywał się do prestiżowego konkursu, leży na ławeczce ze zmiażdżoną krtanią. Del zginął przygnieciony sztangą, a jego śmierć na pewno nie była nieszczęśliwym wypadkiem. Claude Friedrich, który jest szefem policji oraz przyjacielem Lily, podejmuje się śledztwa w sprawie wyjaśnienia tej śmierci. Jednak w miasteczku Shakespeare zaczyna się dziać coś jeszcze - narasta niechęć w stosunku do czarnej części społeczeństwa. Policja odnotowuje coraz więcej niepokojących rasistowskich incydentów. Ponadto w mieście pojawia się tajemniczy długowłosy mężczyzna, który często przychodzi w te miejsca, w których przebywa Lily. "Czyste szaleństwo" to naprawdę szaleństwo w czystej postaci. Trup ściele się gęsto, słychać wybuchy (i to nie fajerwerków), Lily miękną kolana w obecności tajemniczego mężczyzny o nieznanych zamiarach, tajemnica goni tajemnicę, okrucieństwo i rasizm idą ręka w rękę. Krew, pot i łzy leją się strumieniami, szczególnie w scenie finałowej. Książka jest znacznie bardziej dynamiczna niż poprzednia część "Czysta jak łza." Ta część cyklu jest idealną rozrywką dla osób lubiących powieści sensacyjne nieprzeładowane testosteronem. Zniesmaczyła mnie tylko jedna rzecz - podobnie jak w pierwszej części i w tej Lily Bard jest bardzo mocno poturbowana pod koniec książki. Zaczęłam się obawiać, że jak tak dalej pójdzie może nie dożyć kolejnych części....
Moja ocena: 4,5/6 |
Zakładki:
Wszystkie zamieszczone na blogu teksty i fotografie są chronione prawem autorskim - wykorzystywanie ich w całości lub we fragmencie bez mojej zgody jest zabronione.
2012
Czytam, bo lubię on Facebook Aktualnie czytam
Kontakt:
Ulubione miejsca
Wyzwania
Tagi
![]() Wypromuj również swoją stronę | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||