Wpisy z tagiem: angielska

czwartek, 09 lutego 2012
Kraina szeptów, Gerald Durrell

Prószyński i S-ka, 2002

Liczba stron: 147

Gdyby zapytać mnie którego pisarza obdarzam największą sympatią, byłby to Gerald Durrell. Należy wspomnieć, że Durrell pisze o zwierzętach, a jego twórczość opiera się na faktach z jego biografii. Zakładam oczywiście, że autor tylko kreuje się na takiego równego faceta w swoich książkach, jednak ta teza wydaje mi się mało prawdopodobna, bo bufon i sztywniak nie napisałby takich ciepłych powieści. Przeczytałam ich sporo, z czego większość jeszcze przed założeniem bloga, dlatego nie znajdziecie tu recenzji moich ukochanych książek o dzieciństwie Durrella na wyspie Korfu. "Krainy szeptów" dotychczas nie znałam, albo czytałam ją tak dawno, że zupełnie nie pamiętałam jej treści.

W tej powieści Durrell wyprawia się do Argentyny po zwierzęta do swojego prywatnego zoo na wyspie Jersey. Inspirację do podróży czerpie z wrażeń Karola Darwina spisanych w jego dziennikach. Kraj zadziwia go najpierw absurdalną biurokracją. Potem bogactwem fauny i flory oraz serdecznością mieszkańców.

Durrell dociera w wiele miejsc. Spisuje wrażenia z obserwacji kolonii pingwinów, fok, lwów morskich. Obserwuje i filmuje zachowania tych zwierząt w naturze. Poświęca im dużo czasu i pisze o nich z zachwytem. Przeżywa różne perypetie z tymczasowym przechowywaniem zwierząt przed wywiezieniem ich do Anglii. Niektóre z nich zrywają się z łańcuchów (tapir), chorują (świnka), wymagają ciągłej opieki, pożywienia, odpowiednich klatek.

Równie dużo miejsca autor poświęca ludziom, którzy są serdeczni, otwarci, bezinteresowni. Nie pomija milczeniem także i takich (będących w mniejszości), którzy są okrutni dla zwierząt i źle się nimi zajmują. Mimo tak przykrych doświadczeń, książka Durrella emanuje serdecznością i wiarą w człowieka. Zawiera dużo informacji o zwierzętach, ich zwyczajach i osobistych perypetiach związanych z opieką nad nimi.

Taka książka rozchmurzy najbardziej ponury dzień. Zachęcam Was do zapoznania się z prozą młodszego z braci Durrellów.

Moja ocena: 5/6

wtorek, 17 stycznia 2012
Nadciąga mrok, Frank Tallis

Wydawnictwo Dolnośląskie, 2009

Liczba stron: 301

Niestety, wciąż czytam książki Tallisa nie po kolei. Szkoda, bo omijają mnie emocje związane z życiem uczuciowym Liebermanna, które przewija się w tle. Jeśli chodzi o intrygi kryminalne, to zaburzona chronologia nie ma wpływu na ich odbiór. Każdy tom cyklu "Zapiski Liebermanna" jest zamkniętą całością.

W tomie czwartym pt: "Nadciąga mrok" Rheinhardt prowadzi wyjątkowo nieprzyjemną sprawę, która może mieć powiązania polityczno-religijne. Ofiarą brutalnego mordu pada zakonnik, który ma bardzo radykalne poglądy na temat żydów. Liebermann, który jest psychiatrą, ponownie zostaje wprowadzony w tajemnice śledztwa, aby pomóc detektywowi w przesłuchaniach. Sam jednak ma poważne problemy w szpitalu, gdzie ma stanąć przed komisją dyscyplinarną, która zadecyduje o jego dalszym zatrudnieniu.

Wiedeń na początku XX wieku to miasto, w którym sztuka odgrywa bardzo ważną rolę. Sztuka postrzegana jest nie tylko jako wykonania dzieł muzycznych, plastycznych czy literackich, ale także zalicza się do niej sztukę kulinarną. Metody śledcze Rheinhardta opierają się mniej na kryminalistyce, a bardziej na wrażliwości samego detektywa.

Odniosłam wrażenie, że w tym tomie zagadka kryminalna odgrywała mniejszą rolę niż w poprzednich. Autor pokusił się bowiem o wprowadzenie kilku wątków pobocznych dotyczących organizowania pomocy społecznej, wyzysku bogatych nad biednymi, seksualnej przemocy wobec kobiet, rozgrywek na gruncie politycznym. Powtarzającym się wątkiem jest psychoanaliza oraz jej wykorzystanie w leczeniu osób dotkniętych jakimiś obsesjami.

Bardzo dobrze odnajduję się w tym cyklu kryminalnym i jak zwykle chętnie do niego wrócę przy przydarzającej się okazji.

Wcześniej pisałam o:

WIEDEŃSKA KREW

ŚMIERTELNA INTRYGA

środa, 21 września 2011
Chwile wolności. Dziennik 1914-1941, Virginia Woolf (cz.1)

Wydawnictwo Literackie, 2007

Liczba stron: 710

Lubię opowiadania i powieści Virginii Woolf za jej wnikliwe charakterystyki postaci oraz nowatorskie podejście do tworzenia fabuły. Moja wiedza o jej twórczości i życiu jest skromna. Moja ciekawość - ogromna. Zanim jednak sięgnęłam po kolejną powieść, postanowiłam lepiej poznać samą pisarkę. Jej dzienniki są kopalnią wiedzy o Virginii Woolf, jej gronie znajomych oraz czasach, w których żyli. Skrócona wersja "Dzienników" którą czytałam ma ponad 700 stron. Nie dałam rady ogarnąć całego tomu i muszę go oddać do biblioteki. Dziennik czyta się bowiem zupełnie inaczej niż powieść i potrzeba mi więcej czasu na przyswojenie informacji. Aby śledzić czyjeś życie muszę mieć dużo czasu, spokoju, skupienia. Najchętniej czytałabym kolejny rok raz na miesiąc.

Doczytałam do końca 1923 roku i postanowiłam za jakiś czas ponownie przynieść książkę do domu. Te dziewięć lat z życia pisarki przypada na czas pierwszej wojny światowej i lata zaraz po niej. Podobały mi się opisy niewielkiego wpływu działań wojennych na życie w Anglii, alarmów przeciwlotniczych oraz wielkiej ulicznej fety z okazji zakończenia wojny. Z nieregularnych zapisków wyłania się obraz samej pisarki - osoby o surowych osądach, ale wrażliwym sercu. Virginia Woolf była pilną obserwatorką, inteligentną i zajmującą rozmówczynią, melancholijną i w pewnym sensie uległą żoną swojego męża.

Jej czas zajmuje praca w domowej drukarni - Hogarth Press, w której wraz z mężem i wciąż zmieniającymi się pracownikami zajmuje się składem, drukiem, oprawą książek. Mimo tego, że wydawnictwo jest jej dumą i oczkiem w głowie, nie raz odciąga ją od pisania. Ponadto Virginia recenzuje książki dla magazynu "Times Literary Supplement", co czasem stawia ją w niezręcznej sytuacji w stosunku do znajomych literatów, którzy oczekują z jej strony dobrego słowa na łamach gazety.

Virginia pisze:

"Jestem rozdarta przez wątpliwości: czy wolę dostawać cudze książki, czy też bez przeszkód pisać własne."

Natomiast zastanawiając się nad recenzją o "Ulissesie" Joyce'a pisze tak:

"Mnie to się wydaje książką niezbyt wyrafinowaną i w nie dość dobrym tonie: książka robotnika samouka, a wszyscy wiemy jak bardzo są oni kłopotliwi, samolubni, uporczywi, surowi, uderzający i w końcu mdlący. Kiedy ma się gotowane mięso, to po co jeść surowe."

Wszystkie zajęcia w wydawnictwie i przy recenzjach, plus częste wizyty znajomych, liczne towarzyskie zobowiązania jej męża, który po wojnie angażuje się w politykę, odrywają ją od pisania. Jeśli dodać do tego częste choroby pisarki, o których wspomina tylko w sposób lakoniczny i liczne wątpliwości związane z procesem twórczym widzimy, że każda z powieści rodzi się w bólach. Ponure nastroje oddają takie słowa:

"Myślę, że gdybym była malarką to nie potrzebowałabym nic poza pędzlem zanurzonym w jakiejś burej farbie, żeby oddać nastrój tych jedenastu dni rozsmarowałabym ją równo po całym płótnie."

W ciągu tych lat Virginia Woolf wydała "Pokój Jakuba" oraz "Noc i dzień". W 1923 roku pracowała nad powieścią "Godziny", która jak wiemy ostatecznie nazywała się będzie "Pani Dalloway". Wydanie każdej z powieści to wielkie przeżycie: jak przyjmą ją znajomi? co o niej napiszą w gazetach? czy w ogóle znajdzie się jakaś recenzja nowo wydanej książki? czy zainteresują się nią wydawnictwa amerykańskie? I choć sama autorka stara się zbytnio nie ekscytować, to niepokój przebija z jej zapisków.

Na razie rozstaję się z "Dziennikami" (żałuję, że nie są moje), ale jestem pewna, że za jakiś czas spotkam się z Virginią Woolf w roku 1924.

Wcześniej czytałam:

DAMA W LUSTRZE

POKÓJ JAKUBA

MIĘDZY AKTAMI

O CHOROWANIU

FLUSH

wtorek, 28 grudnia 2010
Znów ta miłość, Doris Lessing

W.A.B., 2009

Liczba stron: 444

Sara ma 65 lat. Od dawna jest wdową. Od dawna jest samotna, choć nie czuje się osamotniona, ponieważ wciąż jest aktywna zawodowo. Zawód Sary jest jej hobby - wraz z grupą przyjaciół prowadzi teatr, który każdego roku przygotowuje kilka premier. Dzieci Sary mieszkają daleko od niej, dobrze im się powodzi w życiu. Sara pomaga swojemu bratu i bratowej w wychowywaniu bratanicy Joyce, która od dziecka odstawała od swoich rówieśników, a wyrosła na trudną, nieprzystosowaną do życia młodą kobietę eksplorującą najciemniejsze sfery Londynu.

Lato 1989 roku przyniesie Sarze mnóstwo wrażeń, zapomnianych namiętności i porywów, a zarazem dostarczy bólu złamanego serca, rozterek oraz wewnętrznego niepokoju. Przyczynkiem do takiego obrotu spraw jest praca nad sztuką pt: "Juile Vairon" opartą na życiu prawdziwej postaci. Na pierwszym etapie pracy nad sztuką Sara poznaje Stephena - bogatego, melancholijnego arystokratę, zafascynowanego, a nawet opętanego osobą Julie, wierzącego, że on i ona są dla siebie pisani. Nieważne, że dzielą ich całe pokolenia, a Julie nie żyje od prawie wieku. Sara nie krytykuje, nie ocenia Stephena, a więź porozumienia między nimi zmienia się w przyjaźń. Sara stara się chronić Stephena i wspierać go, szczególnie w świetle jego skomplikowanych relacji rodzinnych, w które wkrótce zostaje wtajemniczona.

Inscenizacja sztuki to czas, w którym Sara doznaje zauroczenia młodym aktorem, a także zakochuje się ze wzajemnością w o wiele młodszym od siebie reżyserze. Miłość ta spływa na bohaterkę zupełnie niechciana, pozostawiając ją samą w stanie dalekim od wyciszenia, jakiego doznawała przez ostatnie kilkanaście lat. Sara ma świadomość, że intensywne uczucia, których doznaje to prawdopodobnie ostatni taki wybuch pasji w jej życiu. Tym bardziej żal jej, że rozsądek podpowiada jej wycofanie się, choć ciało i serce pragną poddać się erotycznym uniesieniom.

Wydaje się, iż sama sztuka ma ogromny wpływ na uczucia osób zaangażowanych w produkcję spektaklu, tak jakby rzuciła czar na aktorów, reżysera, mecenasów i pozotałych twórców. Występy we Francji, a potem w posiadłości Stephena w Anglii otacza aura sercowych uniesień. Jednak to, co najważniejsze pozostaje niewypowiedziane, zamknięte w gestach, ukryte między aktami. Tak... mnóstwo w tej powieści odniesień do powieści Virginii Woolf. Sama idea teatru na terenach rezydencji oraz gwałtowne uczucia wyrażane oszczędnymi środkami są bezpośrednim nawiązaniem do "Między aktami". Obie pisarki bardzo cenię, zatem lektura powieści była dla mnie ciekawym przeżyciem. W powieści "Znów ta miłość" miałam okazję zajrzeć do duszy odoby znacznie ode mnie starszej, choć przeżywającej emocje równie silnie, zmagającej się z własnymi namiętnościami, próbującej narzucić swojemu ciału i sercu reżim odpowiedni dla osoby w starszym wieku. Bój jaki Sara toczy między tym, czego pragnie, a tym, co wypada i co nie zrani innych, opisany jest przez Lessing w przejmujący sposób. I jest to także analogią do wspomnianej przeze mnie powieści Woolf.

 

Moja ocena: 5/6

wtorek, 21 grudnia 2010
Czarne psy, Ian McEwan

Wydawnictwo Albatros, 2010

Liczba stron: 238

Jeremy od dziecka lubił rozmowy ze starszymi od siebie. Częściej niż z rówieśnikami przebywał z ich rodzicami, którzy uczyli go świata poprzez swoje doświadczenia i fascynacje. Taka potrzeba przebywania ze starszym pokoleniem nie wzięła się z niczego - Jeremy stracił rodziców w wypadku, gdy miał osiem lat, a starsza siostra nie umiała ani nie chciała zapewnić mu domu, o jakim marzył.

Nic więc dziwnego, że Jeremy lubi rozmowy ze swoimi od wielu lat skłóconymi teściami. Historia małżeństwa, a przede wszystkim źródła konfliktu June i Bernarda fascynują go na tyle, iż postanawia napisać o nich książkę. W obiektywny sposób stara się przedstawić różnicę światopoglądów, która doprowadziła to niegdyś zgodne, zakochane w sobie małżeństwo na skraj katastrofy. June podążyła za duchowością, jej wrażliwość oraz humanizm zbliżają ją do drugiego człowieka. Bernard natomiast oddany jest idei, obserwuje świat, wyciąga wnioski, wygłasza swoje opinie. Nie potrafi dyskutować, uchyla się od kontaktów międzyludzkich. June dostrzega tę różnicę między nimi wkrótce po ślubie. Impulsem do takich przemyśleń stało się pojawienie dwóch wielkich, czarnych półdzikich psów na ścieżce, po której wędrowała w południowej Francji. Psy stają się w powieści symbolem zagrożenia, przyczajonego zła gotowego w każdej chwili zagrozić człowiekowi.

W powieści bohaterowie przemieszczają się pomiędzy Anglią, południową Francją, Berlinem tuż po upadku muru dzielącego miasto, a Polską wczesnych lat osiemdziesiątych, gdzie Jeremy poznaje swoją przyszłą żonę. Ta wczesna powieść w twórczości McEwana nie jest tak charakterystyczna jak te, do których autor nas przyzwyczaił. Złowrogie i wyczuwalne zagęszczenie atmosfery, skradająca się podstępnie katastrofa, poczucie zagrożenia oraz głębokie ludzkie dylematy, występują tu w znacznie mniejszym stopniu niż w popularnej "Pokucie", "Na plaży Chesil", "Betonowym ogrodzie" czy "Dziecku w czasie". Jednak daleka jestem od stwierdzenia, że powieść mnie rozczarowała, bo podobnie jak June wierzę, że ważne jest podążanie za własnym spokojem i przekonaniami.

 

Moja ocena: 4/6

sobota, 11 grudnia 2010
Śmiertelna intryga, Frank Tallis

Wydawnictwo Dolnośląskie, 2006

Liczba stron: 361

"Śmiertelna intryga" to powieść kryminalna osadzona w Wiedniu na początku dwudziestego wieku. W równym stopniu co intrygę kryminalną opisuje Wiedeń, jego mieszkańców oraz zderzenie nowoczesności z tradycjonalizmem dziewiętnastowiecznym. Przede wszystkim jest jednak pochwałą psychoanalizy jako metody śledczej.

W Wiedniu dokonano morderstwa. Ginie młoda kobieta, znana jako medium i zajmująca się pośredniczeniem między światem żywych a zmarłych. Okoliczności jej śmierci wydają się śledczemu Oskarowi Reinhardtowi nadzwyczaj niepokojące - pokój zamknięty jest od wewnątrz, brak rewolweru, z którego zginęła kobieta, w ranie postrzałowej nie ma ... kuli. Czyżby w morderstwo było dziełem sił nadprzyrodzonych? Policjant z braku dowodów zaczyna skłaniać się ku takiej wersji wydarzeń, jednak szybko zostaje ściągnięty na ziemię przez swojego przyjaciela - psychiatrę Maxa Liebermanna, który w miarę możliwości bada luźne wątki sprawy i dokonuje przesłuchań w sposób typowy dla psychoterapeuty.

Oprócz wątku kryminalnego w książce mamy obszerne fragmenty dotyczące samego Maxa Liebermanna, jego pracy w szpitalu, powiązań rodzinnych oraz planów małżeńskich. Najwięcej miejsca poświęca się przypadkowi młodej Angielki, która trafia do szpitala ze zdiagnozowaną histerią. Liebermannowi udaje się dotrzeć do źródła fobii guwernantki, a w jej osobie zdaje się odnaleźć przyjaciółkę i w rezultacie osobę, która pomoże wyjaśnić zagadkę morderstwa spirytystki.

To książka, która ma charakterystyczny nastrój, wypełniona jest smakami, zapachami i dźwiękami charakterystycznymi dla Wiednia początku XX wieku. Akcja płynie niespiesznie, autor bawi się czytelnikiem odkrywając wciąż nowe wątki oraz postaci, które nie prowadzą do rozwiązania zagadki kryminalnej. Tak samo jak wątkiem morderstwa interesuje się sprawami społecznymi - przede wszystkim sytuacją kobiet pozbawionych praw, bezsilnych w sytuacjach krytycznych, niechętnie widzianych na uniwersytecie.

Pół roku temu przeczytałam inną książkę tego autora pt: Wiedeńska krew, w której występują ci sami bohaterowie, i która jest kolejną częścią tej samej serii z Reinhardtem i Liebermannem. Polecałabym czytanie we właściwej kolejności, bo choć książka dotyczy innej intrygi kryminalnej, to wątek dotyczący życia prywatnego doktora jest konsekwentnie kontynuowany. Ja nieopatrznie przeczytałam w odwrotnej kolejności pozbawiając się przyjemności śledzenia miłosnych perypetii Liebermanna.

 

Moja ocena: 4/6

niedziela, 28 listopada 2010
Twarzyczka, Sophie Hannah

Gruner + Jahr Polska, 2009

Liczba stron: 393

Alice jest matką niemowlęcia, żoną oraz synową. Jej rodzice nie żyją, zatem Alice cieszy uwaga, jaką poświęca jej teściowa, która w sposób naturalny wydawaje rozkazy i układa życie innym. Młoda kobieta zdaje się nie zauważać, że Vivienne zawładnęła całym jej życiem. Sprawy nie ułatwia jej mąż David, który także jest pod pantoflem zamożnej i wpływowej matki. Cała rodzina mieszka razem w posiadłości Vivienne, a wraz z nimi kilkuletni syn Davida z pierwszego małżeństwa. Babka mu matkuje po tragicznej śmierci Laury, jego matki. Laura została zamordowana w trakcie rozwodu z Davidem, po jej śmierci syn został oddany na wychowanie ojcu, a de facto opiekę przejęła zaborcza babcia.

Alice, za namową Vivienne, wychodzi do klubu sportowego po raz pierwszy zostawiając dwutygodniową córeczkę pod opieką męża. Po powrocie do domu nie wierzy swoim oczom - w łóżeczku, w którym zostawiła śpiącą córeczkę zastaje inne niemowlę. Podnosi alarm, oskarża męża o nieuwagę, podczas której ktoś podmienił niemowlęta. David jest natomiast przekonany, iż dziecko jest ich córeczką. Alice jest niezłomna w swoim przekonaniu i intuicji. Zostaje wezwana policja. Przybywa inspektor o imieniu Simon, który również nie daje wiary zapewnieniom kobiety. Kto i po co miałby wymieniać niemowlęta? Przez kolejne dni Alice walczy o przekonanie wszystkich bliskich oraz policji do swoich racji. Przeżywa prawdziwy horror, nie tylko ze względu na niepewność o losy córeczki, ale przede wszystkich ze strony męża i teściowej. Policja rozpoczyna poszukiwania dopiero wtedy, gdy Alice znika z domu a wraz z nią malutka dziewczynka, nazywana przez wszystkich Twarzyczką.

Akcja przesuwa się w zawrotnym tempie. Chwilami bulwersuje czytelnika - na przykład wtedy, gdy Alice daje przykłady swojej naiwności i bezradności. Zatrważa, gdy dochodzi do domowych aktów przemocy. Irytuje, gdy akcja koncentruje się na wzajemnych, dodam, że damsko-męskich, relacjach pomiędzy policjantami prowadzącymi sprawę. Fascynuje wymyślną, ale prawdopodobną fabułą. Przyciąga wartką akcją. To druga książka Sophie Hannah, jaką udało mi się przeczytać i ponownie nie jestem w najmniejszym stopniu rozczarowana wykreowaną przez autorkę intrygą.

Recenzja powieści "Na ratunek".

 

Moja ocena: 5/6

czwartek, 28 października 2010
Zapisane w kościach, Simon Beckett

Amber, 2007

Liczba stron: 278

David Hunter, antropolog sądowy, zostaje poproszony o zbadanie zwłok na Runie, szkockiej wyspie położonej w znacznym oddaleniu od lądu. Zwłoki spalonej osoby zostały znalezione w starej nieużywanej chacie i generalnie wszystko wskazywałoby na śmierć na skutek wypadku gdyby nie fakt, iż nikt na skąpo zaludnionej wyspie nie zaginął w ostatnich miesiącach. Gdy Hunter przyjeżdża na miejsce zdarzenia i zajmuje się identyfikacją spopielonych zwłok oraz stwierdza morderstwo, rusza lawina zdarzeń, której nikt nie jest w stanie powstrzymać.

Sprawę pogarsza nieprzewidywalna szkocka pogoda, która dosłownie odcina wyspę od cywilizacji. Na skutek silnego sztormu przestają działać telefony, nadajniki na kutrach nie mają wystarczającego zasiegu, by uzyskać połączenie z lądem, wszelki ruch powietrzny i morski zostaje wstrzymany. Gdy giną kolejne osoby, Hunter i pozostali przedstawiciele prawa muszą zacząć działać na własną rękę i albo odnaleźć mordercę i podpalacza, albo przynajmniej powstrzymać rozwój wypadków. Nikt nie spodziewa się jednak tak szybkiej reakcji mordercy.

Podobnie jak w pozostałych powieściach Becketta fabuła kryminalna w dużym stopniu opiera się o identyfikację szczątków ludzkich na podstawie nikłego materiału. Hunter odgrywa znaczącą rolę w śledztwie, choć za wszelką cenę pragnąłby pozostać w cieniu i zajmować się swoją pracą w zaciszu prosektorium. Wolno rozwijająca się akcja na początku książki, w drugiej jej części przyspiesza i wciąga czytelnika w misternie zbudowaną i zapętloną intrygę. Kolejny dynamiczny kryminał dla wielbicieli gatunku.

 

Moja ocena: 4,5/6

Recenzje pozostałych powieści Becketta:

Chemia śmierci

Szepty zmarłych

czwartek, 14 października 2010
Proroctwo sądnego dnia, Scott Mariani

Muza SA, 2010

Liczba stron: 397

Zoe Bradbury, doktor archeologii, dokonuje ważnego odkrycia podczas wykopalisk. Odkrycie to związane jest z proroctwem biblijnym. Być może młoda pani naukowiec znalazła potwierdzenie zapisów Biblii, albo wręcz odwrotnie, potrafi udowodnić, iż księga się myli. W każdym razie swoim odkryciem i postępowaniem Zoe sprowadza niebezpieczeństwo bezpośrednio jej zagrażające. Grupa bezwzględnych porywaczy uprowadza ją w nieznane miejsce i próbuje wydobyć od zdezorientowanej kobiety informacje na temat miejsca ukrycia dowodów zdobytych podczas wykopalisk. Zadanie jednak przerasta śledczych, ponieważ Zoe na skutek upadku, jakiego doznała uciekając przed porywaczami, doświadczyła urazu głowy, który z kolei spowodował czasową amnezję.

Na ratunek dziewczynie wyrusza dobry stary przyjaciel Bena Hopa, specjalisty od poszukiwania i odbijania uprowadzonych osób. Sam Hope, próbuje wycofać się z zawodu i zająć się znacznie spokojniejszymi zajęciami, dlatego też zleca to zadanie przyjacielowi. Nie wie jednak, iż sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana niż się wydaje, a przyjaciela posyła na pewną śmierć. W rezultacie sam Ben Hope staje oko w oko z tajemniczą organizacją, która zagraża bezpieczeństwu świata. Ich walka kończy się dziesiątkami ofiar, zniszczonych samochodów, wysadzonych w powietrze budynków, ran postrzałowch, ciętych i szarpanych.

Malownicze okolice - Korfu, Jerozolima, Sawannah są tłem dla sensacyjnych i dynamicznych wydarzeń mających na celu uwolnienie Zoe, odkrycie prawdy o jej przełomowym znalezisku, znalezienie winnych porwania oraz ukrytego celu porywaczy, który okazuje się być znacznie bardziej poważny niż potwierdzenie bądź zaprzeczenie prawd zawartych w Biblii. Ben Hope to idealnie wyszkolona maszyna do zabijania - jego skuteczność przewyższa CIA i FBI razem wzięte. Sam jeden potrafi uchronić ziemię od chaosu i być może zagłady. Z kolei Zoe, doktor archeologii, szanowany naukowiec, to tępa idiotka, która nie potrafi wyciagać najprostszych wniosków, która swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem naraża wiele ludzi na śmiertelne niebezpieczeństwo.

Tak przerysowane postaci są typowe dla tego typu powieści, i choć rażą podczas lektury, to nie są w stanie zniechęcić czytelnika zaabsorbowanego fabułą od przewracania kolejnych kartek i poznawania dalszego ciągu przygód bohaterów. Takie książki to typowa rozrywka, tak jak i filmy o bohaterach ratujących świat. Niekoniecznie trzeba je czytać, ale jak już się zacznie, to nie sposób przestać. Scott Mariani proponuje rozrywkę wysokiej klasy, kto jest gotowy na akcję pędzącą na łeb na szyję, idealnego bohatera i ogłuszającą kanonadę wystrzałów powiniem czym prędzej zaopatrzyć się w "Proroctwo sądnego dnia", koc i ciepłą herbatę. Najlepiej mieć jeszcze kota na kolanach, ale to już opcja dla zaawansowanych.

 

Moja ocena: 4,5/6

sobota, 04 września 2010
Zaułek diabła, Andrew Taylor

Zysk i S-ka, 2010

Liczba stron: 465

Spoglądając na okładkę, na której bruk ulicy plami krwawiące serce, tytuł, który sugeruje diaboliczne wydarzenia oraz opis na okładce wprowadzający nastrój grozy, można pomyśleć, że trzyma się w ręku powieść kryminalną ociekającą przemocą, wprowadzającą nastrój zagrożenia i nie dającą spokoju. Nic bardziej mylnego. Książka ta, to powieść obyczajowa osadzona w latach trzydziestych ubiegłego wieku w Londynie. Powieść ta zawiera elementy zagadki kryminalnej, lecz nie ma co liczyć na większe emocje związane z tropieniem zabójcy.

Kiedy Lydia Langstone opuszcza swojego brutalnego, zafascynowanego faszyzmem męża i przeprowadza się do swojego ojca zamieszkującego w obskurnej kamienicy przy Bleeding Heart Square, mimowolnie znajduje się w centrum dziwnych wydarzeń. Okazuje sie, że ktoś posyła właścicielowi kamienicy, panu Serridgeowi, przesyłki zawierające świeże krwawiące serca. Kilka osób stara się także wyjaśnić tajemnicę zniknięcia panny Penhow, która przedtem zapisała prawie cały majątek panu Serridge'owi, w tym kamienicę przy Bleeding Heart Square. Jedną z tych osób jest pan Norton, policjant, który prowadzi prywatne śledztwo, drugą bezrobotny dziennikarz, który zgadza się pomagać Nortonowi, w nadziei, że odkryje miejsce pobytu panny Penhow, prywatnie ciotki jego narzeczonej.

Powieść, oprócz tego, że opisuje losy panny Penhow, zawiera wiele innych wątków. Ten dotyczący odejścia od męża, odnalezienia się w nowej sytuacji życiowej i towarzyskich konsekwencji z tym związanych, jest wyjątkowo mocno akcentowany. Lydia to kobieta nowoczesna i wykazująca się niemałą odwagą, wykraczającą znacznie poza normy przedwojennej Anglii. Inną kwestią poruszaną przez Taylora jest sytuacja polityczna kraju - rodzący się ruch faszystowski oraz sympatie probolszewickie innej części społeczeństwa.

Przyznam, że książka trochę mnie nużyła, nie na tyle jednak, by przestać ją czytać. Wątek kryminalny za bardzo rozmył się w trakcie, za to perypetie bohaterów przedstawione zostały nad wyraz dokładnie. Charakterystyka postaci to rzecz, która sprawia autorowi niekłamaną przyjemność. Gorzej niestety widzę umiejętność prowadzenia akcji w mniej więcej równomiernym tempie. Na przykład, od czasu do czasu autor dokłada kolejne tropy, które nigdzie w rezultacie nie prowadzą. Jest jednak coś, dla czego warto przeczytać tę książkę - to obraz społeczeństwa Londynu w latach trzydziestych, rodzące się zmiany społeczno-ekonomiczne, zmiany ludzkiej mentalności, zderzenie postępowości z konserwatyzmem starszych pokoleń.

 

Moja ocena: 4/6

 
1 , 2 , 3 , 4
| < Luty 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29        
Zakładki:
Spis moli
Aktualnie czytam
Kontakt:
Ulubione miejsca
Wyzwania
Czytam, bo lubię

Wypromuj również swoją stronę