Wpisy z tagiem: fantastyka

wtorek, 29 listopada 2011
W odbiciu, Jakub Małecki

Powergraph, 2011

Liczba stron: 299

Nie jestem specjalistką ani znawczynią twórczości tego autora. Jednak po dwóch przeczytanych powieściach Jakuba Małeckiego, mogę określić się mianem miłośniczki jego twórczości. Czytając jego powieści wsiąkam w wykreowany na kartach książki świat. Żyję życiem bohaterów, czuję, bawię się i cierpię z nimi. To niezwykłe, tym bardziej, że książki tego autora łączą świat realny ze światem fantastycznym ze szczyptą horroru i groteski.

"W odbiciu" ma kilku narratorów wypowiadających się w pierwszej osobie. Głównym z nich jest Karol - bezrobotny miłośnik motocykli żonaty z Natalią. Karol dowiaduje się od kumpla - policjanta o dziwnym przypadku morderstwa. Mieszkający samotnie zabity staruszek zajmował mieszkanie w kamienicy na Długosza - policjanci odkryli jednak, że denat nie miał ani kuchni ani łazienki. Jedynym sprzętem znalezionym w mieszkaniu był fortepian.

Wiedziony ciekawością Karol idzie do tego mieszkania. Od tej pory wydarzenia przyspieszają i przyjmują najbardziej nieoczekiwany obrót. Co mu się tylko wydaje, a co jest rzeczywistością? Czy mnożące się nieszczęśliwe wypadki, napady, morderstwa i wszelakie zbrodnie są kwestią przypadku, czy może konsekwencją zdarzeń na ulicy Długosza? Czy stary znajomy o ksywie Pielgrzym ma coś wspólnego z falą zbrodni zalewającą miasto? Karol próbuje znaleźć powiązania, ale nie będzie to łatwe, ponieważ i na jego rodzinę spadnie seria zmartwień.

Uwielbiam klimat tej książki - z jednej strony prosty do bólu język, z drugiej strony lawina nieprawdopodobnych zdarzeń niczym z koszmarnego snu. Inteligentna gra z czytelnikiem szukającym wraz z Karolem powiązań i niedopowiedziane zakończenie dają mocnego kopa. W całym tym gąszczu różnych zdarzeń kryje się jednak podstawowe pytanie o sens życia. I choć zazwyczaj unikam powieści z elementami fantastyki i horroru, to wszystko, co napisze Małecki łykam jak młody pelikan. "W odbiciu" to wspaniała książkowa przygoda. Polecam!

 

Moja ocena: 5/6

Wcześniej pisałam o:

DŻOZEF (równie fantastyczna powieść)

wtorek, 23 sierpnia 2011
Krawędź czasu, Krzysztof Piskorski

Runa, 2011

Liczba stron: 393

To moje drugie podejście do tej książki. Za pierwszym razem nie potrafiłam się skupić na akcji. Tym razem wzięłam książkę do pociągu na długą podróż, a skoro nie miałam nic innego do czytania, poświęciłam jej całą swoją uwagę. Książka w zamian dała mi fantastyczną historię. Fantastyczną w obu znaczeniach tego słowa.

Uciekający przed policją Maksym zapuszcza się w dzielnicę, w której nigdy nie był. Wchodzi w bramę i wychodzi w zupełnie innym miejscu. Przenosi się do krainy, w której czas został tak zapętlony, że każdy wykonuje bez przerwy te same czynności. Początkowe niedowierzanie zmienia się w desperację, gdy mężczyzna nie potrafi znaleźć drogi wyjścia. Dzięki swojej dociekliwości poznaje genezę powstania tego świata i postanawia pomóc jej mieszkańcom w walce z niszczącym krainę mechanem - rozprzestrzeniającym się i pochłaniającym wszystko, co stoi na jego drodze. Czym jest mechan? Wciąż narastającą metalową konstrukcją złożoną w miliardów drobnych elementów i kółek zębatych.

W innym miejscu i innym czasie żyje Franek Znajda. Jest druga połowa dziewiętnastego wieku, tereny polskie pod zaborem, rewolucja przemysłowa. Znajda zostaje znaleziony nad brzegiem rzeki przez grupę robotników. Nie zna swojego imienia ani nazwiska, nie pamięta niczego ze swojej przeszłości. Franek dostaje pracę w fabryce i powoli odkrywa drzemiące w nim przekonania i umiejętności. Stopniowo zmienia się z obdartusa w człowieka światłego i kipiącego pomysłami. Co łączy Maksyma i Franka? Tego nie zdradzę, aby nie odbierać wam radości odkrywania kolejnych warstw znaczeń w tej książce.

Choć to książka z dziedziny fantastyki to przysporzyła mi mnóstwo przyjemności. Rzadko sięgam po tego typu powieści, ale kiedy już za jakąś się zabieram chciałabym, aby była świetna. "Krawędź czasu" spełniła moje oczekiwania. Pokazała mi jak pisarz może wykorzystać pojęcie czasu do stworzenia interesującej fabuły powieści. Nie do przecenienia jest także szata graficzna tego wydania - przyciemniane i dekorowane brzegi każdej strony oraz czarno-białe ilustracje w treści. Polecam jeśli macie ochotę odkryć emocje związane z odkrywaniem przeszłości obu bohaterów.

 

Moja ocena: 5/6

sobota, 26 marca 2011
A niech to czykolada!, Paweł Beręsewicz

Stentor, 2011

Liczba stron: 104

Skąd bierze się magia? Autor w arcyciekawy sposób przedstawia dwa równoległe światy, które mają ze sobą styczność tylko w jednym punkcie, który dla świata nam znanego jest mało istotny z globalnego punktu widzenia. Dla świata magicznego moment zetknięcia ze światem rzeczywistym jest zawsze wielkim wydarzeniem, które gromadzi tysiące ludzi i jest początkiem dwudniowej fety, podczas której ludzie nie ustają w zabawie i tańcu.

Świat równoległy do naszego obserwujemy z punktu widzenia Olego - najpierw chłopca marzącego o sławie, później młodego mężczyzny, który dokonuje ogromnych zmian w życiu mieszkańców. Jego pomysł na sławę, przynosi miastu nieogarnione korzyści materialne, ale sprawia też, że ich kultura i tradycje stają się uboższe. Czas w świecie Olego płynie w inny sposób, a kolejne jego odcinki wyznaczane są pojawianiem się i znikaniem w ogromnej dłoni przynoszącej mieszkańcom drogocenny dar, który pozostaje w centrum miasta do momentu kolejnego pojawienia się dłoni, która po dwóch dniach zabiera tzw. Rzecz.

Książka ta choć kierowana dla młodszej młodzieży może zainteresować także dorosłych. Wyobraźnia autora oraz umiejętne manewrowanie słowem i obrazami, sprawiają, że czytelnik dobrze czuje się w obu światach i ciekawy jest sposobu, w jaki autor połączy oba wątki. Dziecko zadowoli się samą opowieścią, dorosły będzie miał pożywkę do rozważań nad zagadnieniem przyczyny i skutku.

Paweł Beręsewicz napisał książkę, którą przyjemnie będzie przeczytać razem z dzieckiem. Nic więc dziwnego, że "A niech to czykolada" otrzymała III miejsce w kategorii książek dla młodzieży w wieku 10–14 lat w Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren zorganizowanym przez Fundację ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom.

 

Moja ocena: 5/6

piątek, 03 grudnia 2010
Droga ślepców, Marek Dryjer

Wydawnictwo Radwan, 2010

Liczba stron: 113

Akcja "Drogi ślepców" rozpoczyna się w miejscu, gdzie kończy się "Droga" Cormaca McCarthy'ego. Świat tonie w popiołach, panuje zimno, ciemność, brak słońca, brak pożywienia, brak wskazówek jak żyć. Chłopiec podąża za napotkanym mężczyzną. Nie jest pewien, czy człowiek ten nie próbuje go zwieść, uprowadzić, zamordować. Przecież wiele razy był świadkiem kanibalizmu, widział częściowo zjedzone szczątki ludzkie, ludzi więzionych, ludzi bezwzględnych, ludzi nieludzi.

Okazuje się, że mężczyzna otacza go opieką, a chłopiec staje się kolejnym członkiem wędrującej na południe rodziny. Na skutek przykrego zbiegu okoliczności rodzina ta rozłącza się. Chłopiec pozostaje sam na sam z mężczyzną, a kobieta z dwojgiem dzieci znikają bez śladu. Chłopiec często myśli o swoim ojcu oraz matce, której prawie nie pamięta. Wciąż przyświecają mu ideały, jakie wpajał mu tata. Marzy o słońcu, którego nigdy nie widział, a o którym wielokrotnie słyszał od starszych. Mimo trudów podróży nie poddaje się, choć nie raz umiera ze strachu.

Wędrująca para spotyka na drodze wielu złych ludzi - szczególnie niebezpieczne są opuszczone miasta. Konieczność znalezienia jedzenia jednak jest silniejsza niż strach - wędrowcy muszą zagłębić się w labiryntach ulic, opuszczonych mieszkań, czy więzienia stanowego. Obecność dziecka daje mężczyźnie siłę, świadomość, że chłopiec ma szansę dotrzeć na południe, które być może jest jego szansą na przeżycie, motywuje mężczyznę do walki o każdy kolejny dzień. Dodatkowo wciąż ma nadzieję na to, że jego rodzina jakimś cudem uchroniła się od śmierci.

Zakończenie powieści odkrywa przyczynę zniszczenia cywilizacji. Gdyby autor na tym się zatrzymał, powieść nie miałaby wydźwięku moralizatorskiego - jednak pisarz poszedł dalej i zamieścił przestrogi dla ludzkości. Jako absolutna przeciwniczka poradników, almanachów, książek ku pokrzepieniu serc i książek moralizatorskich poczułam nerwowe ukłucie. Na szczęście fragment pouczający jest na tyle krótki, że nie zatarł dobrego wrażenia, jakie wywołały niesamowite opisy i ciekawa narracja.

W opisie książki nie ma żadnej wzmianki o inspiracji "Drogą" McCarthy'ego, co nie do końca jest uczciwe wobec czytelnika. Miałam pojęcie o czym jest książka amerykańskiego pisarza, choć nie znałam jej przed przeczytaniem powieści Marka Dryjera. Po lekturze "Drogi ślepców" od razu sięgnęłam po powieść McCarthy'ego by jakoś ustosunkować się do książki debiutującego powieściopisarza, zastanawiałam się bowiem, czy Dryjer nie popełnił plagiatu. Uspokoiłam się jednak po kilkudziesięciu stronach "Drogi", gdy okazało się, że autor pokusił się o kontynuację powieści amerykańskiej. Szkoda, że wydawca nie poinformował o tym czytelnika.

 

Moja ocena: 4,5/6

czwartek, 02 grudnia 2010
Droga, Cormac McCarthy

Wydawnictwo Literackie, 2008

Liczba stron: 267

Apokaliptyczna wizja ginącego świata wykreowana przez Cormaca McCarthy'ego głęboko zapada w pamięć. Świat spowity popiołem, zrujnowane domy, zanieczyszczone wody, brak światła, chłód, opady deszczu i śniegu oraz wszechobecny głód i strach towarzyszą wędrującym na południe dwóm bohaterom książki. Nie ma jednak gorszego strachu niż ten przed nielicznymi błąkającymi się po krainie ludźmi.

Powieść drogi, którą prezentuje autor może być odczytywana na wiele sposobów - jako dosłowna wizja świata zrujnowanego nieokreśloną klęską lub jako przypowieść o ludziach niosących w sobie dobro. Wędrujący w mozole ojciec i syn przemieszczają się na południe, by tam przetrwać najgorsze chłody. Wędrówka przez zgliszcza świata jest niezwykle trudna. Doskwiera im brak pożywienia, nieliczne domy są zupełnie splądrowane, wyniszcza ich chłód, trudy podróży, samotność, niknąca wiara w dobro człowieka. Nieliczni ludzie których spotykają na swojej drodze z ludźmi mają niewiele wspólnego. Kanibalizm, okrucieństwo, przemoc stały się normą w świecie bez norm. Ojciec próbuje chronić dziecko przed okrucieństwem świata, choć obrazy, które dostają się pod powieki chłopca pozostają tam na zawsze. Chłopiec wciąż wierzy jednak, że ludzie mogą być dobrzy, i że wędrując na pewno takich spotkają.

Wybory, jakich ojciec i syn muszą dokonywać każdego dnia, są wyborami ostatecznymi. By chronić dziecko od śmierci z rąk kanibali ojciec gotów jest pociągnąć za spust rewolweru, a chłopiec sam wie w jaki sposób użyć broni w razie niebezpieczeństwa. Drobne sukcesy - znalezione jedzenie czy świeża woda, nie zawsze są powodem do radości - mężczyzna ma świadomość, że przedłużają one ich agonię.

Do przeczytania tej smutnej książki zostałam sprowokowana przez debiutującego na polskim rynku Marka Dryjera, który swoją powieścią "Droga ślepców" (o niej wkrótce) nawiązuje w bezpośredni sposób do "Drogi" Cormaca McCarthy'ego. Obie powieści przeczytałam ze ściśniętym gardłem, bo świat w nich przedstawiony wydaje się być przerażająco realny. Gorzki smak, jaki pozostaje po przeczytaniu "Drogi" nie tak łatwo zmyć łykiem coli, kiedy przypomni się jakim rarytasem dla dziecka była cudem ocalona puszka tego napoju. Po lekturze książki trudno patrzeć na świat z nadzieją. Chociaż lepszym rozwiązaniem wydaje się być podejście optymistyczne, czyli podziwianie jego piękna i sycenie oczu kolorami, blaskiem słońca i codziennymi scenkami.

 

Moja ocena: 5,5/6

wtorek, 06 lipca 2010
Lód, Władimir Sorokin

Wydawnictwo W.A.B., 2004

Liczba stron: 363

Strzeżcie się niebieskoocy blondyni, miejcie się na baczności i cieszcie się. Bo wy jesteście wybranymi, którzy mogą usłyszeć głos swojego serca. Wasze klatki piersiowe skrywają tajemnicę, której nie poznacie dopóki nie zostanie ona wam objawiona przez podobnych wam. Pewnego dnia zostaniecie uprowadzeni, zabrani w ustronne miejsce, skrępują wam kończyny, wyeksponują tors. Bez żadnych wyjaśnień jeden z porywaczy chwyci duży lodowy młot i zacznie z ogromną siłą uderzać w bezbronny mostek. Jednocześnie z czułością przykładać będzie ucho do waszego serca i szeptać czule, zachęcać je do mówienia. Gdy serce przemówi zdradzając swoje prawdziwe imię, rozpocznie się dla was nowe życie, życie na wyższym poziomie świadomości, życie w otoczeniu podobnych wam braci i sióstr. Gdy serce nie przemówi... no cóż. Życie bezdusznej maszyny zbudowanej z mięsa nie jest aż tak cenne, by je ratować.

Sorokin kreuje nieprawdopodobne historie w sposób wielce przekonywujący. Lód i serca są w powieści istotnymi elementami scalającymi poszczególne wątki. Za pomocą lodu wybrani odnajdują swoich współbraci na całym świecie, za pomocą serca komunikują się ze sobą, rozmawiają bez słów. Oprócz fantastycznych wizji związanych z opisywaną grupą jasnookich blondynów, autor pokazuje współczesną Rosję - gangsterów i ich metody działania, młodzież studencką na spidzie i w alkoholowych oparach, świat prostytutek i alfonsów.

Nie jest to może najbardziej odkrywcza powieść jaką czytałam, przyznam jednak, że lektura dostarczyła mi dużo przyjemności. Pogrążyłam się w wykreowanym przez Sorokina świecie, w którym brud dnia powszedniego został przeciwstawiony idealnemu światu, w którym liczy się wnętrze człowieka, jego jasne serce, otwarty umysł.

 

Moja ocena: 4,5/6

piątek, 08 stycznia 2010
Spadkobierca tajemnicy, Philip Ardagh

Jaguar, 2005

Liczba stron: 160

To druga część przygód rodzeństwa McNally. Pierwsza z nich nosi tytuł "Upadek Fergala". Chronologia czytania jest dość istotna, ponieważ autor często nawiązuje do pierwszej księgi. Sam Fergal mimo tego, że pierwszej części przygód rodzeństwa nie przeżył wypadając z hotelowego okna, jest istotnym bohaterem "Spadkobiercy tajemnicy".

Rzecz bowiem dotyczy mózgu Fergala, który zostaje wykradziony ze szpitala i przetransportowany w słoju do Lasu Rybich Szkieletów. W tym ponurym i strasznym miejscu skrywają się złoczyńcy, którzy pragną za pomocą mózgu wskrzesić umarłego dziedzica fortuny. Rodzeństwo po pogrzebie brata, natchnięte słowami wróżbity wyrusza do Lasu by tam stawić czoła złym ludziom.

Jak zwykle u Ardagh'a jest to brawurowo i absurdalnie napisana opowieść ni to dla dzieci, ni dla dorosłych. Trup ściele się gęsto, ale nie jest ponuro, powiedziałabym, że raczej surrealistycznie. Odjechane pomysły autora serii wykraczają chwilami poza ramy dobrego smaku, ale nie zniechęcają do dalszej lektury. Zakończenie książki znów jest otwarte - na półce czeka trzecia i ostatnia część "Szaleństw rodzeństwa".

 

Moja ocena: 4/6

środa, 06 stycznia 2010
Tunele, Roderick Gordon & Brian Williams

Wydawnictwo Wilga, 2008

Liczba stron: 496

Nie wiem skąd się u mnie wzięła taka chęć na przeczytanie tej książki. Chodziła za mną od dawna, aż w końcu udało mi się załapać w bibliotece na dwie pierwsze części serii. "Tunele" już za mną, a ja wkrótce pogrążę się jeszcze "Głębiej" z nastoletnimi bohaterami powieści.

Will Burrows ma czternaście lat, jego hobby to archeologia. Ojciec Willa jest kustoszem małego podmiejskiego muzeum i z całych sił wspiera swojego syna i podziela jego zainteresowania. Podlondyńska miejscowość, w której mieszkają położona jest w ciekawym miejscu, a wykonywane przez ojca i syna wykopy czasem prowadzą do zadziwiających zapomnianych miejsc. Will wtajemnicza w swoje sekretne hobby jedynego szkolnego kolegę Chestera i wspólnie z nim prowadzi kolejne badania.

Chłopcy dostrzegają, że w mieście pojawiają się dziwnie ubrani ludzie, którzy zaczynają ich prześladować. Tajemnicza atmosfera ma coś wspólnego z tunelami, które chłopcy kopią pod miastem, ponieważ ktoś zasypuje im dużą część wykopanego już podziemnego korytarza. Mniej wiecej w tym samym czasie znika ojciec Willa. Jak się później okazuje pan Burrows podąża wydrążonymi przez siebie w tajemnicy przed synem korytarzami. Zaniepokojeni jego zniknięciem chopcy wyruszają na podziemną wyprawę w poszukiwaniu ojca Willa. To, co miało być przygodą, wkrótce przeradza się w walkę o przetrwanie, kiedy okazuje się, że pod miastem istnieje inne miasto.

Mrożące krew w żyłach przygody w podziemiu pochłonęły mnie na wiele godzin. Historia o przyjaźni, niesamowitych przygodach w zadziwiającym i groźnym podziemnym świecie absorbuje czytelnika w każdym wieku. Pozostaję pełna podziwu dla wyobraźni obu autorów oraz dla ich umiejętności konstruowania powieści pełnej napięcia i zagadek, a jednocześnie o najbardziej podstawowych uczuciach i postawach - przyjażni, lojalności, wytrwałości, ciekawości świata. Chwilę odsapnę i wkrótce zabieram się za czytanie drugiej części pt: "Głębiej".

 

Moja ocena: 5/6

niedziela, 03 stycznia 2010
Brudna robota, Christopher Moore

Wydawnictwo Mag, 2007

Liczba stron: 526

Ufff... To pierwsza powieść Moora, którą przeczytałam. Wrażenia można porównać do jazdy rollercoasterem bez pasów. Nie wiedziałam czy ciągnąć za hamulec bezpieczeństwa, czy wysiadać w czasie jazdy, czy może zamknąć oczy i zdać się na los w nadziei, że w jednym kawałku dotrę do stacji końcowej. Wybrałam trzecią opcję i dojechałam do końca - trochę wymiętoszona na umyśle, ale zadowolona, że tego dokonałam.

Po tym przydługim wstępie kilka słów o samej treści. Charlie jest pierdołą życiową, prowadzi sklep, w którym handluje towarem z drugiej ręki, starociami, ubraniami, bibelotami. W dniu, w którym rodzi się jego córka, umiera żona Charliego a on sam odkrywa w sobie dziwne moce. Okazuje się, że Charlie został wybrany by zbierać tak zwane naczynia duchowe osób niedawno zmarłych lub takich, które niedługo umrą. Naczynia te to zawyczaj przedmioty, które były w posiadaniu wyznaczonych osób, sam Charlie widzi je ponieważ w jego oczach pulsują kolorem czerwonym. Charlie nie zna celu tego zajęcia, ale domyśla się, że jest ważne, ponieważ musi konkurować z istotami zamieszkującymi kanały, które zwie harpiami. Harpie potrzebują naczyń by rosnąć w siłę i posiąść świat naziemny. Charlie żyje w ciągłym zagrożeniu i strachu o bezpieczeństwo swoje i swojej córki. Wie, że będzie musiał stoczyć bitwę z siłami zła.

To w dużym skrócie i z pominięciem kilku wątków. Niesamowite? Głupoty? Też tak myślę, ale muszę jednocześnie przyznać, że czyta się te pierdoły bardzo szybko. Co więcej, ja czytałam z niemałym zainteresowaniemi, podśmiewując się z lekka, ponieważ cała treść podszyta jest humorem i ironią. Bardzo charakterystyczne są postacie tej powieści. Autor ma dar kreowania rozmaitych typów ludzkich - sąsiadki Charliego pochodzące z bloku komunistycznego czy Lily, nieletnia pomoc sklepowa, to tylko przykłady rysowanych grubą krechą postaci. Jestem też pod wrażeniem San Francisco, które jest miejscem akcji powieści - Moore odtworzył to miejsce bardzo przekonywująco - staroświeckie tramwaje, wąskie uliczki, dzielnica chińska żyją własnym życiem.

Po wielu recenzjach książek Moora liczyłam na to, że będzie śmieszniej, w sensie, że będę wybuchać gromkim śmiechem; okazało się, że przez cały czas byłam lekko uśmiechnięta, choć mój uśmiech podszyty był niepewnością pierwszego razu. Podsumowując, mimo dziwacznej fabuły i gatunku, z którym się nie identyfikuję, powieść przypadła mi do gustu i nie żałuję tych kilku godzin, które poświęciłam na jej przeczytanie.

 

Moja ocena: 4/6

| < Luty 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29        
Zakładki:
Spis moli
Aktualnie czytam
Kontakt:
Ulubione miejsca
Wyzwania
Czytam, bo lubię

Wypromuj również swoją stronę