Wpisy z tagiem: humor
niedziela, 30 października 2011
Kartki z pamiętnika młodej mężatki, Magdalena Samozwaniec
WAB, 2011 Liczba stron: 100 We wstępie do książki wspomina się o tym, że powstała przede wszystkim dla pieniędzy. Rozrzutna Madzia Kossakówna znalazła się w takim dołku finansowym, że jedynym ratunkiem było napisanie krótkiej powieści na zamówienie wydawcy. Krążą również pogłoski, że cała książka powstała przez jedną noc, a przy pisaniu pomagała siostra Madzi - Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. Istnieje duża szansa, że siostry Kossakówny były świadkami wydarzeń, które zostały opisane w książce. Wszak ich ojciec, znany malarz, rezydował na ostatnim piętrze hotelu Bristol w Warszawie, i chętnie gościł u siebie córki przybywające na "gościnne występy" do stolicy. Jest maj 1926 roku. Bohaterka satyry, Mimi, to młodziutka i głupiutka Polka poślubiona Francuzowi. Przybywa do stolicy swojej ojczyzny w podróż sentymentalno - lansersko - romansową. Towarzystwa dotrzymuje jej miglanc Kazio, z którym Mimi chętnie by zgrzeszyła. Plany młodej mężatki, uwolnionej chwilowo spod kurateli męża, przerywa wybuch "wojny" w Warszawie. Mimi z okien Bristolu obserwuje przebieg walk zwanych przewrotem majowym. Kobietka niewiele rozumie z tego, co dzieje się na ulicach stolicy, jednakże mocno i patriotycznie kibicuje Polakom. Idzie nawet do hotelowego fryzjera, aby jej widok cieszył oczy żołnierzy. Książka ilustrowana jest wieloma fotografiami przedstawiającymi Magdalenę Samozwaniec, Warszawę lat dwudziestych oraz skutki przewrotu na ulicach miasta. Niedługi, humorystyczny tekst autorki uzupełniony został przez wydawcę dokładnym opisem przebiegu walki oraz tłem historycznym. Między tymi dwiema częściami książki istnieje przepaść - Samozwaniec pisze z humorem, lekko, koncentrując się na ograniczeniach umysłowych Mimi. Dla czytelnika kupującego książkę tuż po wydarzeniach majowych tło polityczne przewrotu było klarowne. Czytelnik współczesny dostaje dołączoną do satyrycznej książki zupełnie poważną analizę historyczną. Nie mnie oceniać czy to dobrze, czy źle. Przeczytałam obie części i przy wersji zdarzeń spisanych przez Samozwaniec co chwila się uśmiechałam. Tło historyczne było ciekawe, ale niekonieczne.
Moja ocena: 4/6
sobota, 16 października 2010
Brak wiadomości od Gurba, Eduardo Mendoza
Znak, 2010 Liczba stron: 162 Statek kosmiczny przybywa na planetę Ziemia. Kosmici będący czystą inteligencją lądują w Hiszpanii i przystępują do wykonywania rozkazów. Przybyszy jest dwóch. Gurb, będący podwładnym, dostaje rozkaz wtopienia się w środowisko - przyjmuje postać człowieka płci żeńskiej i ... tu urywa się z nim kontakt. Drugi z przybyszy po długim oczekiwaniu, podczas którego wciąż nie ma wiadomości od Gurba, wyrusza sam z misją odnalezienia współtowarzysza. Ludzie i ich zwyczaje przysparzają mu wielu powodów do zadumy i rozważań, popełnia gafę za gafą, a kosmiczne umiejętności przybierania dowolnej postaci, dezintegracji, teleportacji i telepatycznego porozumiewania się nie zawsze ułatwiają kontakty z Ziemianami. Powiedziałabym, że częściej bywają przyczyną nieporozumień i konsternacji. Mendoza przechodzi sam siebie w dawkowaniu elementów komicznych. Tak zabawnej powieści nie czytałam od bardzo dawna. Próby upodobnienia się do Ziemian oraz rozmaite sposoby podporządkowania się ludzkim zwyczajom, a także opanowanie trudnej sztuki poruszania się po mieście na dwóch nogach, opisane są w porywający sposób. Zgrabne puenty, nasilenie elementów komicznych, przemycane pod kołderką humoru prawdy o ludziach oraz perypetie kosmity składają się na tę powieść. Czy kosmitom spodoba się na ziemi? Czy uda im się opanować sztukę kamuflażu i upodobniania się do ludzi? Zapraszam do lektury!
Moja ocena: 6/6
sobota, 17 lipca 2010
Błazen, Christopher Moore
Wydawnictwo Mag, 2009 Liczba stron: 396 Druga przeczytana przeze mnie powieść Moore’a zupełnie odbiega treścią od „Brudnej roboty”. Styl pisania, cięty język, nasycenie dowcipem (także tym mało wybrednym) pozostają niezmienne. W „Błaźnie” Moore bazuje na dramacie Szekspira „Król Lear”, zmienia jednak dramat w komedię i farsę. Bohaterowie szekspirowscy zostają uczłowieczeni, a nawet trochę zezwierzęceni. Powieść koncentruje się na królewskim błaźnie zwanym Kieszonką i dotyczy wydarzeń poprzedzających i następujących po decyzji strzejącego się króla o podziale królestwa pomiędzy trzy córki. Warunkiem otrzymania atrakcyjnych obszarów jest deklaracja miłości i oddania ojcu przez Gonerylę, Reganę i Kordelię. I tak jak u Szekspira złe siostry dostają królestwo, Kordelia zostaje wydana za francuskiego księcia i pozbawiona wszelkich wpływów na wyspie. Sama historia Kieszonki jest niezwykle zakręcona, a przez to ciekawa. Ten błazen o ciętym języku, nie raz już uniknął stryczka. Jego bezpośredniość oraz zrozumienie polityki kraju i wewnętrznych sporów na dworze króla, stawiają go w pozycji doradcy – nie tylko księżniczek, lecz także hrabiego Kentu i samego króla. Nie raz jednak gniew możnych kumuluje się na błaźnie stawiając go w coraz bardziej niedorzecznych i niebezpiecznych opałach. Jak to u Moora absurd goni absurd, zniesmaczenie i śmiech regularnie mieszają się ze sobą, duchy i wiedźmy obdarzone są poczuciem humoru i dużym libido, przelewana jest krew, choć dzieje się to bez większego dramatyzmu, trochę jakby z przymrużeniem oka. Mnie się podobało, po kilku poważnych książkach ta zapewniła należytą harmonię między światem realnym a fikcyjnym.
Moja ocena: 4,5/6
wtorek, 29 czerwca 2010
W świecie mułów nie ma regułów, Ogden Nash
Media Rodzina, 2007 Liczba stron: 166 Nazwisko Ogdena Nasha niewiele mi mówiło. Książka przyciągnęła mnie nazwiskiem tłumacza - Stanisława Barańczaka. Przekartkowałam tomik przy bibliotecznym regale, mój wzrok złapał kilka wersów i już wiedziałam, że książkę zabieram do domu, by w spokoju nacieszyć się satyrą i dowcipem w najlepszym wydaniu. Na niespełna dwustu stronach znalazłam mnóstwo niezwykłych perełek językowych, gier słów, dowcipu, ironii, humoru. Niektóre z zawartych w książce utworów to zaledwie dwuwersy, jest też wiele takich, które zajmują dwie strony szczelnie wypełniając wersy od prawej do lewej. Autor zawiera w nich rozmaite refleksje, te dotyczące bycia rodzicem, gospodarzem i gościem przyjęcia, wyśmiewa typowe zachowania - zadęcie, sztywniactwo, gadulstwo. Obrywa się i zwierzętom, np: "Żółw swym pancerzem się nie zraża/ i jakimś cudem się rozmnaża (...)" lub mrówce: "Słynie z tego ta bestyja,/ Że się w pracy szybko zwija./ Co z tego? Zwijałby się każdy z nas,/ Gdyby we wnętrzu miał mrówczany kwas." i ludziom: Skandynawom, Japończykom, ale najbardziej autor poużywał sobie na powściągliwych i nudnych Anglikach. Ogromnie podobały mi się rozmaite wersje tłumaczeń niektórych krótkich wierszy. Barańczak pokazał całe mistrzostwo swojego warsztatu językowego. Aż nawet chwilami zastanawiałam się, czy tłumacz nie przerósł autora. Dla mnie mistrzostwo świata w zakresie rozrywki.
Moja ocena: 5/6
wtorek, 02 marca 2010
Seks i inne przykrości, Joanna Fabicka
Wydawnictwo WAB, 2005 Liczba ston: 276 Jakoś lepiej mi ostatnio wchodzą książki typowo relaksacyjne... "Seks i inne przykrości" to właśnie taka książka napisana z przymrużeniem oka i serwująca duże dawki humoru. Rudolf jest siedemnastolatkiem. Jego życie to pasmo wielu niepowodzeń, przykrości i problemów. Czego dotyczą? Na gruncie domowym musi znosić coraz to nowe szalone pomysły swoich rodziców. Ojciec, który zamarzył o karierze polityka pragnie zrobić sobie pozytywny PR i ofiaruje gościnę uchodźcom z Albanii. Tylko, że zamiast małżeństwa z małym dzieckiem, przybywa wieloosobowa rodzina, ze schorowanym staruszkiem i parą zwierząt hodowlanych. Na gruncie szkolnym Rudolf bywa odrzucany, niezauważany, wyśmiewany. Pragnie więc zrobić coś, by było o nim głośno i by zyskać sobie szacunek innych. Co zrobi i jakie z tego wyniknie zamieszanie? Pssst... Jeśli chodzi o przyjaźń to najbliżej mu do BB Blachy - chłopaka o poglądach skrajnie prawicowych, z którym łączy go to, że obaj zostali porzuceni przez zjawiskowo piękną Łucję. Przyjaźni się też z Elką, która wkrótce zostanie nieletnią matką. Sam Rudolf pragnie wreszcie sprawdzić się jako mężczyzna. Niestety, kandydatek jak na lekarstwo. "Seks i inne przykrości" to trzecia część przygód Rudolfa Gąbczaka. Moja nieznajomość poprzednich części na szczęście nie odbiła się negatywnie na odbiorze tej powieści. Uśmiałam się jak norka, odprężyłam, zadumałam nad bardzo umiejętnie wplecioną krytyką współczesnego społeczeństwa. Autorka jednoznacznie ocenia polskie elity władzy - okazją jest tutaj kariera polityczna starszego Gąbczaka. Przy okazji zamieszania z ciążą Elki oraz happeningami Rudolfa pokazana jest szkoła - miejsce zarządzane przez mało kompetentnego dyrektora. Nie raz zaśmiałam się czytając o młodzieży - jej rozrywkach (głównie alkoholowych), słomianym zapale i improwizacji (zespół muzyczny, przynależność do klubu prawicowego), niezłomnych zasadach i postanowieniach, które tak łatwo złamać i zmienić, dobrych intencjach i zmiarach, które tak trudno wprowadzić w życie. Po prostu jakbym własnych uczniów oglądała przez lupę :) Już wiem, że po serię z Rudolfem jeszcze sięgnę... to lek na gorsze samopoczucie.
Moja ocena: 4/6
niedziela, 28 lutego 2010
Sprawa niewiernej Klary, Michal Viewegh
Wydawnictwo Zyski i S-ka, 2007 Liczba stron: 244 Czasem mam ochotę przeczytać coś lżejszego, a niekoniecznie infantylnego. Dobrym wyborem są wtedy powieści dla młodzieży oraz literatura czeska. Viewegh to mój sprawdzony patent! "Sprawa niewiernej Klary" tylko potwierdza moją opinię o tym współczesnym pisarzu, którego powieści mimo tego, że są o raczej banalnych problemach, bronią się jakością w zalewie chick-litów pisanych przez kobiety. Najpopularniejszy czeski pisarz o imieniu Norbert, zwraca się do agencji detektywistycznej specjalizującej się w demaskowaniu niewiernych małżonków. Norbert z początku twierdzi, iż zbiera materiały do najnowszej powieści. Jednak nie trzeba długo czekać aż wyjawi swój prawdziwy powód wizyt u Denisa Pravdy - szefa agencji. Norbert podejrzewa swoją znacznie młodszą partnerkę Klarę o skrywany romans. Zleca Denisowi obserwację. Nie mogę zdradzić co wyniknie w trakcie śledztwa, bo zepsułabym innym przyjemność czytania. Jednak podzielę się obserwacjami jakie poczyniłam w trakcie lektury. Viewegh obrazuje dwie skrajne postawy wobec zazdrości. Denis, właściciel agencji detektywistycznej, żyje ze swoją żoną w związku opartym na szczerości i zaufaniu. Akceptują swoich kochanków, wzajemnie się wspierają w pozamałżeńskich podbojach. Wydaje się, że zazdrość jest dla nich tylko pojęciem, a nie uczuciem. Norbert natomiast reprezentuje przeciwną postawę - jest chorobliwie zazdrosny, kontroluje pocztę elektroniczną Klary, jego podejrzenia wzbudzają zupelnie niewinne wydarzenia i zachowania dziewczyny. Czy Denisowi rzeczywiście udało się zupełnie wyzbyć zazdrości o swoją żonę? Czy Norbert ma rację podejrzewajac Klarę? Co wyniknie ze spotkania obu panów? Zapraszam do lektury!
Moja ocena: 4,5/6
wtorek, 23 lutego 2010
Mądre dzieci, Angela Carter
Wydawnictwo Znak, 2009 Liczba stron: 269 Dora i Nora Chance to bliźniaczki, nieślubne i nieuznane przez ojca, córki sławnego w całej Anglii Melchiora Hazarda - aktora, który zasłynął ze swoich ról w sztukach Szekspira. Bliźniaczki kończą właśnie 75 lat, a ich ojcu stuknęła setka. Z tej okazji obie strasze panie, również artystki, otrzymują zaproszenie do willi nestora rodu. Czują, że to spotkanie może wiele wnieść do ich życia, liczą między innymi na pojednanie z prawowitą częścią rodu Hazardów. Dora snuje wspomnienia i spisuje kronikę rodu. Chętnie wraca do beztroskich lat dzieciństwa spędzonych w tym samym domu, w którym wciąż mieszkają. Z czułością opisuje przybraną babcię, która od urodzenia bliźniaczek matkowała im i otaczała najlepszą opieką. Dużo miejsca poświęca osobie wuja Perrego (bliźniaczego brata ich ojca), który jako jedyny z rodziny Hazardów utrzymywał z dziewczynkami kontakt, wspomagał je finansowo, dawał im odczuć niewyczerpane pokłady miłości i zrozumienia. Dora brawurowo i z ogromnym humorem opisuje swoje i siostry perypetie na scenie, na której występowały od dwunastego roku życia, chwile sławy oraz ich powolny upadek i występy z podrzędnymi rewiami dla niewybrednej publiczności. Równie malowniczo opisuje podboje miłosne swojej kochliwej siostry oraz swoje perypetie, które o mało co nie skończyłyby się przypadkowym i niechcianym ślubem. Co jednak zwraca na siebie najwięcej uwagi to: po pierwsze, pogodny nastrój obu bohaterek, które kiedy tylko mogą, próbują wykiwać starość, zabić ją śmiechem, niegasnącym poczuciem humoru oraz niepoliczalną dozą optymizmu. Ich drobne ciała nie obroniły się przed upływającym czasem, ale ich umysły wciąż są świeże, a kobiecość wciąż próżna. Po drugie, warto przyjrzeć się rodzinnym koligacjom, niezliczonym zdradom, nieślubnym i ślubnym dzieciom obu braci Hazardów. Ludzkie pojęcie przechodzi... naprawdę ;-) ale czyta się to wszystko wyśmienicie, trudno odłożyć książkę. I wypadałoby życzyć sobie na stare lata takiej błyskotliwości i zadziorności jaką charakteryzują się obie bohaterki książki.
Moja ocena: 5,5/6
poniedziałek, 22 lutego 2010
Dzięki za każdy nowy ranek, Halina Pawlowska
Wydawnictwo W.A.B. 2008 Liczba stron: 137 Czasy, o których pisze Pawlowska choć nie tak odległe, dla mnie są już dość zamierzchłą przeszłością. Za moich czasów (sic!) na studia można było się dostać dzięki swojej ciężkiej pracy, a nie tylko za zasługi partyjnych członków rodziny, przy nieskalanej przeszłości przodków. Nieskalanej w sensie poliycznie poprawnej jak na owe komunistyczno-smutne lata. Czeszka, którą jest bohaterka ksiażki Olena zmaga się z uporem i poczuciem humoru z okolicznościami, w jakich przyszło jej dojrzewać i podejmowac pierwsze świadome decyzje. Pawlowska opowiada o Olenie i jej perypetiach od czasów późnoszkolnych, poprzez nieudany start na studia, pierwsze, drugie i kolejne miłości, aż do wieku średniego, gdy bohaterka sama zostaje matką i żoną. Powieść złożona jest z kilkudziesięciu krótkich miniatur - migawek zakończonych zazwyczaj zgrabną puentą. Wiele stron poświeca się rodzinie Oleny - despotycznemu, wybuchowemu, ale niegroźnemu ojcu, spolegliwej matce i częstym najazdom ukraińskiej rodziny, która przyjeżdżając do Czechosłowacji na handel, dezorganizuje życie w mieszkaniu i wnosi wiele egzotycznego i wiejskiego kolorytu. Rozterki związane ze sprawami uczuciowymi Oleny i jej koleżanek i kolegów nie zajmują zbyt wiele miejsca w powieści, choć przedstawione są dobitnie i bez owijania w bawełnę. "Dzięki za każdy nowy ranek" przedstawia dojrzewanie młodej kobiety mieszkającej w Pradze w okresie kilkunastu lat od Praskiej Wiosny. Nie sposób nie porównać tej powieści do "Cudownych lat pod psem", w których Viewegh opisał swoje dzieciństwo w Czechosłowacji lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Obie powieści cechuje świeży i lekki styl pisania, zabawne puenty oraz umiejętność zdystansowania się od wydarzeń, które jakby nie patrzeć, musiały mieć niemały wpływ na życie młodego człowieka.
Moja ocena: 4,5/6
piątek, 08 stycznia 2010
Spadkobierca tajemnicy, Philip Ardagh
Jaguar, 2005 Liczba stron: 160 To druga część przygód rodzeństwa McNally. Pierwsza z nich nosi tytuł "Upadek Fergala". Chronologia czytania jest dość istotna, ponieważ autor często nawiązuje do pierwszej księgi. Sam Fergal mimo tego, że pierwszej części przygód rodzeństwa nie przeżył wypadając z hotelowego okna, jest istotnym bohaterem "Spadkobiercy tajemnicy". Rzecz bowiem dotyczy mózgu Fergala, który zostaje wykradziony ze szpitala i przetransportowany w słoju do Lasu Rybich Szkieletów. W tym ponurym i strasznym miejscu skrywają się złoczyńcy, którzy pragną za pomocą mózgu wskrzesić umarłego dziedzica fortuny. Rodzeństwo po pogrzebie brata, natchnięte słowami wróżbity wyrusza do Lasu by tam stawić czoła złym ludziom. Jak zwykle u Ardagh'a jest to brawurowo i absurdalnie napisana opowieść ni to dla dzieci, ni dla dorosłych. Trup ściele się gęsto, ale nie jest ponuro, powiedziałabym, że raczej surrealistycznie. Odjechane pomysły autora serii wykraczają chwilami poza ramy dobrego smaku, ale nie zniechęcają do dalszej lektury. Zakończenie książki znów jest otwarte - na półce czeka trzecia i ostatnia część "Szaleństw rodzeństwa".
Moja ocena: 4/6
niedziela, 03 stycznia 2010
Brudna robota, Christopher Moore
Wydawnictwo Mag, 2007 Liczba stron: 526 Ufff... To pierwsza powieść Moora, którą przeczytałam. Wrażenia można porównać do jazdy rollercoasterem bez pasów. Nie wiedziałam czy ciągnąć za hamulec bezpieczeństwa, czy wysiadać w czasie jazdy, czy może zamknąć oczy i zdać się na los w nadziei, że w jednym kawałku dotrę do stacji końcowej. Wybrałam trzecią opcję i dojechałam do końca - trochę wymiętoszona na umyśle, ale zadowolona, że tego dokonałam. Po tym przydługim wstępie kilka słów o samej treści. Charlie jest pierdołą życiową, prowadzi sklep, w którym handluje towarem z drugiej ręki, starociami, ubraniami, bibelotami. W dniu, w którym rodzi się jego córka, umiera żona Charliego a on sam odkrywa w sobie dziwne moce. Okazuje się, że Charlie został wybrany by zbierać tak zwane naczynia duchowe osób niedawno zmarłych lub takich, które niedługo umrą. Naczynia te to zawyczaj przedmioty, które były w posiadaniu wyznaczonych osób, sam Charlie widzi je ponieważ w jego oczach pulsują kolorem czerwonym. Charlie nie zna celu tego zajęcia, ale domyśla się, że jest ważne, ponieważ musi konkurować z istotami zamieszkującymi kanały, które zwie harpiami. Harpie potrzebują naczyń by rosnąć w siłę i posiąść świat naziemny. Charlie żyje w ciągłym zagrożeniu i strachu o bezpieczeństwo swoje i swojej córki. Wie, że będzie musiał stoczyć bitwę z siłami zła. To w dużym skrócie i z pominięciem kilku wątków. Niesamowite? Głupoty? Też tak myślę, ale muszę jednocześnie przyznać, że czyta się te pierdoły bardzo szybko. Co więcej, ja czytałam z niemałym zainteresowaniemi, podśmiewując się z lekka, ponieważ cała treść podszyta jest humorem i ironią. Bardzo charakterystyczne są postacie tej powieści. Autor ma dar kreowania rozmaitych typów ludzkich - sąsiadki Charliego pochodzące z bloku komunistycznego czy Lily, nieletnia pomoc sklepowa, to tylko przykłady rysowanych grubą krechą postaci. Jestem też pod wrażeniem San Francisco, które jest miejscem akcji powieści - Moore odtworzył to miejsce bardzo przekonywująco - staroświeckie tramwaje, wąskie uliczki, dzielnica chińska żyją własnym życiem. Po wielu recenzjach książek Moora liczyłam na to, że będzie śmieszniej, w sensie, że będę wybuchać gromkim śmiechem; okazało się, że przez cały czas byłam lekko uśmiechnięta, choć mój uśmiech podszyty był niepewnością pierwszego razu. Podsumowując, mimo dziwacznej fabuły i gatunku, z którym się nie identyfikuję, powieść przypadła mi do gustu i nie żałuję tych kilku godzin, które poświęciłam na jej przeczytanie.
Moja ocena: 4/6 |
Zakładki:
Wszystkie zamieszczone na blogu teksty i fotografie są chronione prawem autorskim - wykorzystywanie ich w całości lub we fragmencie bez mojej zgody jest zabronione.
2012
Czytam, bo lubię on Facebook Aktualnie czytam
Kontakt:
Ulubione miejsca
Wyzwania
Tagi
![]() Wypromuj również swoją stronę | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||