piątek, 28 listopada 2008
The Cure 13 ulubionych...

Z moją francuską koleżanką, fanką The Cure, bratnią duszą postanowiłyśmy utworzyć playlisty ulubionych piosenek The Cure- po jednej z każdej oficjalnej płyty.

Najpierw pomyślałam, że machnę taką playlistę w jeden dzień. O naiwności! Im bardziej się zastanawiałam tym większe miałam wątpliwosci jakie wybrać piosenki. Wszak na przykład słucham czego innego gdy jestem wściekła i czego innego gdy mam dobry humor. Oczywiście miałam kilka niepodważalnych typów: Kyoto Song, The Figurehead, How Beautiful You Are. Schody zaczęły się już przy płycie The Top, z której tak naprawdę nic mi się nie podoba na tyle, by dobrowolnie jej sobie słuchać. Znacznie trudniej jednak miałam przy Wish, Wild Mood Swings i Disintegration, bo z nich wybrałabym co najmniej po 3 piosenki.

Wymyśliłam w końcu jedną playlistę.

Po czym zrobiło mi się smutno, że nie ma na niej Want, Disintegration i From The Edge... No i zrobilam drugą. Jeszcze muszę pomyśleć czy kilku utworów nie poprzerzucać pomiędzy nimi, by były bardziej spójne i dopasowane pod moje nastroje.

Tagi: the cure
13:51, dededan , Żyję
Link Komentarze (1) »
Podziemne rzeki Londynu - Christopher Fowler

Woda to stanowczo nie jest mój żywioł. A tu woda w rzece, woda pod ziemią i nieustanny deszcz. Typowo londyńska ponura aura zderza się z pogodnymi, zgryźliwymi i żywiołowymi (jak na swój wiek) detektywami - bohaterami powieści. Jak mam się odnaleźć w tej mieszance?

Rzeki wysuwają się w książce na pierwszy plan - poznajemy historię tych naziemnych i tych podziemnych. I mimo, że woda w nich płynie wartko, nie można powiedzieć, żeby i powieść czytała się równie gładko.

Z założenia jest to powieść detektywistyczna, zatem mamy dochodzenie w sprawie niewyjaśnionych przypadków śmierci na jednej z Londyńskich ulic. Równolegle detektywi zajmują się innym wątkiem - próbują wyjaśnić nietypowe zachowanie znajomego naukowca i dociec czego poszukuje w podziemnych rzekach na zlecenie osoby z półświatka.

Mamy tu także dwóch ekscentrycznych policjantów, którzy dawno przekroczyli wiek emerytalny i dla zabicia czasu i z braku innych przestępstw prowadzą prywatne śledztwo. Pomagają im równie nietuzinkowi współpracownicy z Wydziału Zbrodni Osobliwych oraz ich nie zawsze legalne metody działania.

Nie mogę powiedzieć, że powieść jest zła, bo szczególnie w drugiej jej części akcja się zagęszcza, tempo przyspiesza i czyta się znacznie przyjemniej. Najtrudniejsze w odbiorze były fragmenty dotyczące dawnych wierzeń i okultyzmu, tym bardzej, że ich znaczenie i powiązanie z głównym wątkiem jest dla mnie niejasne.

 

Moja ocena: 3,5/6

środa, 26 listopada 2008
Żona podróżnika w czasie - Audrey Niffenegger, czyli wreszcie wiem od czego zacząć

 

żona podróżnika w czasie

 

Pisanie mam w sobie od dawna, ale potrzebowałam jakiegoś silnego impulsu, aby zacząć.

Tym impulsem okazała się książka. Dawno żadna pozycja nie wywarła na mnie takiego wrażenia i nie poruszyła tylu strun w mojej głowie. Przeczytałam "Żonę podróznika w czasie" Audrey Niffenegger i oniemiałam.

To niebanalnie napisana książka o czekaniu, o akceptacji, o samotności i wreszcie o miłości.

Jakże samotny musiał być Henry podróżujący między teraźniejszością, przyszłością i przeszłością bez wpływu na to gdzie i kiedy znajdzie się podczas swojej następnej podróży w czasie. Jak samotna była Clare czekając na powroty Henrego, obawiając się, że nadejdzie dzień, kiedy Henry nie wróci. I jak silna musiała być ich miłość, że przetrwała ciągle rozstania i powroty. Niewielu z nas zaakceptowałoby taki związek, życie na odległość i niepewność tego, co przyniesie kolejny dzień.

Czytałam patrząc na historię z perspektywy Clare i raz po raz łapałam się na myśleniu, że chciałabym aby i mnie ktoś tak kochał, jak Henry kochał Clare. Aby i mój mąż miał tyle cierpliwości, czułości i pewności swoich uczuć.

I z drugiej strony i ja chciałabym umieć tak kochać, nie zrażać się, akceptować człowieka takim, jakim jest i nie wycofywać się. Chciałabym umieć celebrować każdy następny dzień razem i mieć niezachwianą pewność, że właśnie takiego życia chciałam.

Nie mogę powiedzieć, że  pochłonęłam tę pozycję. Raczej smakowałam porcjami, tak by starczyło mi na dłużej. Odkładałam ją i wracałam, gdy już obrobiłam w głowie kolejny kawałek. Poza tym nie chciałam, by za szybko się skończyła przeczuwając jaki będzie koniec. Wreszcie wczoraj skończyłam i natychmiast zamówiłam sobie swój własny egzemplarz. Do tej ksiażki będę wracać, gdy znowu zwątpię.

 

Moja ocena: 6/6

 

Tagi
zBLOGowani.pl
Czytam, bo lubię

Wypromuj również swoją stronę Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...