czwartek, 26 lutego 2015
Dlaczego podskakuję, Naoki Higashida

W.A.B., 2015

Liczba stron: 143

Co dzieje się w głowie osoby autystycznej? O czym myśli? Co odczuwa? Jakie sytuacje ją krępują? Dlaczego zachowuje się w określony sposób? Skąd u niej napady złości? Jak można im zaradzić? To pytania, które zadają sobie rodzice i opiekunowi autyków. Zapewne przychodzą na myśl, również i tym, którzy zetknęli się z osobą dotkniętą autyzmem i nie potrafią sobie wytłumaczyć pewnych zaobserwowanych zachowań.

Autor książki, Naoki Higashida, jest autykiem. Dzięki odpowiedniej opiece ze strony rodziców oraz cierpliwej nauczycielce nauczył się pisać, choć mówienie sprawia mu trudność. "Dlaczego podskakuję" napisał w wieku 13 lat. Książka zawiera odpowiedzi na wiele pytań, które intrygują ludzi. Naoki stara się wyjaśnić motywy postępowania, sposób myślenia, świat osoby autystycznej. Czasami nie potrafi dać jednoznacznej odpowiedzi, bo nie rozumie dlaczego np. układa zabawki w równe rzędy, albo dlaczego wpada w histerię. Wyjaśnia jednak wiele rzeczy, które pomagają wczuć się w sytuację autyka zamkniętego w swoim ciele i umyśle. Umyśle, który nie chce współpracować, zakłóca motorykę ciała, bombarduje dźwiękiem, obrazami, utrudnia komunikację, uwrażliwia na bodźce.

David Mitchell, pisarz, który napisał wstęp do tej książki i zapewne pomógł jej zyskać popularność na zachodzie, prywatnie jest ojcem dziecka z autyzmem. Przyznaje, że to, czego dowiedział się z książki japońskiego nastolatka, bardzo pomogło mu w opiece nad synem. Bezsilność i frustrację przekuł na działanie.

Trudno wnikać na ile tekst Higashidy jest jego tekstem - czasem zdaje się zbyt dobry, by mógł być dziełem dziecka. Jestem przekonana, że ktoś poczynił zmiany redakcyjne większe niż wygładzenie tekstu i dodanie przecinków. Niemniej jednak jest to ważna książka, bo napisana przez dziecko, któremu zależy na byciu zaakceptowanym, zależy mu na pomocy i wsparciu, choć czasem demonstruje zachowania pozornie świadczące o czymś przeciwnym. Warto, szczególnie jeśli macie styczność z autykami.

środa, 25 lutego 2015
Wiem o tobie wszystko, Claire Kendal

Akurat, 2015

Liczba stron: 416

O stalkingu wciąż mówi się za mało. Co więcej, są ludzie skłonni przyznać, że w nadmiernym zainteresowaniu nie ma nic złego. Przestępstwa związane z uporczywym nękaniem trudno udowodnić, tym bardziej, że  stalkerem jest często osoba z grona znajomych, a policja niechętnie wkracza w sprawy pomiędzy dwojgiem ludzi. Trudno bowiem rozstrzygać, czy oskarżenie o stalking nie jest, na przykład, zemstą zdradzonej kochanki.

Czym jest stalking i jak może zniszczyć życie przekonała się Clarissa, bohaterka książki "Wiem o tobie wszystko". Ta zbliżająca się do czterdziestki sekretarka na uniwersytecie niedawno zakończyła trwający kilka lat związek. Potem wpadła w oko jednemu z pracowników naukowych uczelni i spędziła z nim jedną noc. Od tej pory nie może opędzić się od Rafa, który wyczekuje pod jej mieszkaniem, przesyła jej niechciane prezenty, czyni dwuznaczne propozycje, grozi itp. Clarissa z ulgą przyjmuje wezwanie do sądu, gdzie ma zasiadać w ławie przysięgłych. Jeszcze bardziej cieszy ją to, że proces potrwa aż sześć tygodni - w tym czasie postanawia zebrać dowody na to, że jest nękana i zgłosić sprawę na policji. Jednak przysłuchując się rozprawie i sprytnym sztuczkom prawników, obawia się, że może zostać potraktowana podobnie jak zeznająca ofiara.

Chociaż wiele razy byłam zdziwiona postępowaniem Clarissy, jej nieostrożnością, zamknięciem się z problemem w czterech ścianach, starałam się ją zrozumieć. Autorka przekonująco przedstawia piekło, przez które musi przejść ofiara stalkingu. Wplecenie w tekst zapisków Clarissy, w których szczegółowo opisuje kolejne ataki Rafa oraz swoje reakcje, nadaje powieści dramatyzmu i zbliża czytelnika do bohaterki. Zatrważa jednak myśl, że stalker często bywa bezkarny, bo aparat prawa jest bezsilny w tego typu sprawach. Sprawnie stopniowane napięcie prowadzi do finału, który podobał mi się mniej niż reszta książki. Pod koniec powieści wydarzenia nabierają tempa, lecz jednocześnie z dramatu psychologicznego robi się powieść sensacyjna klasy B z iście hollywoodzkim zakończeniem. Szkoda, że po tak dobrym początku i środku, końcówka zostawia posmak rozczarowania. Niemniej jednak polecam lekturę i życzę wam huśtawki emocji, która towarzyszyła mi podczas czytania.

wtorek, 24 lutego 2015
Półbrat, Lars Saabye Christensen

Wydawnictwo Literackie, 2014

Liczba stron: 918

O tej książce można napisać albo bardzo krótko, albo bardzo długo, bo żadne półśrodki się nie sprawdzą. Krótki wpis może zaintrygować. Długi wskazać i przeanalizować najważniejsze wątki w tym liczącym prawie tysiąc stron dziele. Ja nie będę się rozpisywać - szkoda czasu na czytanie o książce, skoro w tym czasie można już zacząć czytać "Półbrata" i poznawać historię dwóch braci, ich prababki, babki, matki i pewnego listu, bez którego nic by się nie wydarzyło.

Gdy zostaje podpisany akt kapitulacji i nadchodzi koniec wojny... w rodzinie trzech kobiet dochodzi do dramatu. Od tej pory nic już nie będzie takie jak dawniej. Po latach najmłodsza z nich, Vera, wychodzi za mąż i ma dwóch synów - tytułowych półbraci. Młodszy z nich podejmuje się opowiedzenia historii swojej rodziny, tego, co zapamiętał z dzieciństwa, powtórzy historie opowiadane przez ojca, prababkę. Układanka, zwana historią rodzinną, powstaje powoli, lecz każdy dołożony do całości kawałek pokazuje, że nic nie jest takie, jak nam się wydaje, a ludzie mają swoje tajemnice.

Lars Saabye Christensen napisał powieść, w której brak bohaterów - utkał ją z losów postaci tragicznych, przegranych, nijakich, obojętnych światu, takich, na które nie zwracamy uwagi, chyba że przyciąga nas jakieś ich dziwactwo lub nietypowy wygląd. Z ust bohaterów pada nawet takie zdanie: "Wygląda na to, że świat poradził sobie bez nas." I chociaż Barnum, obdarzony niskim wzrostem i wielką wyobraźnią młodszy półbrat, próbuje odznaczyć swoje istnienie na mapie świata, w geny ma wpisane pragnienie autodestrukcji.

"Jak przychodzi co do czego, pokutą jest już samo bycie człowiekiem."

Przejmująca powieść, chłodna, a jednocześnie pulsująca zwykłymi ludzkimi pragnieniami: chęcią zrozumienia, bycia docenionym, zauważonym. To książka jest i sagą rodzinną, i powieścią o przyjaźni, o przegranej, o poszukiwaniu siebie i swojego życiowego celu. Jest tu wiele wątków, lecz w żadnym momencie nie odczuwa się przesytu.

Nie mam w zwyczaju wracać do książek raz przeczytanych, ale zamykając "Półbrata" po doczytaniu ostatniej strony, wiedziałam już, że kiedyś ponownie się spotkamy. I to zdanie niech służy za moją najwyższą rekomendację.

13:03, agnieszka_kalus , Czytam
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 23 lutego 2015
O polskim nieczytaniu

Jest połowa lat 50. Nieczytanie ma się dobrze.

"Ja w ciągu roku przeczytałem tylko sześć książek poza znaną mi już lekturą. Wiem, że to straszliwie mało. Pocieszam się, że inni czytają jeszcze mniej. Rozmawiałem z pracownikami biblioteki. Zrobiona naprędce statystyka wykazała, że na dwudziestu znanych mi absolwentów tylko trzech należy do biblioteki, a dwóch (w tym i ja) wypożycza książki. Podobnie jest z kupowaniem nowości. Jest w tym na pewno dużo naszej winy. Możemy się jednak usprawiedliwić: nikt z naszych przełożonych, żadna organizacja zetempowska ani partyjna nie interesują się naszym rozwojem. A z uczelnią kontakt zerwaliśmy zupełnie."

Reportaż pt: "Sądecki tor przeszkód" Włodzimierz Godek, 1955 (tekst umieszczony w tomie 1 Antologii polskiego reportażu XX w.)

Jak widzimy winna jest partia, organizacja. Oni sami, dla sprawiedliwości, też ponoszą odpowiedzialność za ten stan rzeczy. Ich nieczytanie dziwi w obliczu dalszego ciągu tekstu, w którym mowa, że w Sączu nie ma NIC do roboty po pracy. Ludzie, którzy przyjechali pracować do tego miasta albo snują się bez celu po ulicach, albo siedzą we współlokatorskich pokojach i wpatrują się w ścianę lub sufit. Nie mieli telewizorów, internetu, pubów, a i tak wybierali nicnierobienie.

Jest rok 2014. Odsetek ludzi w wieku 30-34 lat z wyższym wykształceniem w Polsce jest wyższy niż w UE i wynosi ponad 40 procent. Niewiele się jednak zmieniło w kwestii czytania. Coroczne badania czytelnictwa pokazują, że wypadamy blado na tle mniej wykształconej, ale bardziej oczytanej Europy.

"W roku 2014 zmieniła się natomiast struktura osób, które znalazły się w grupie nieczytających. O ponad 11 punktów procentowych wzrósł odsetek tych, którzy twierdzą, że książki czytali tylko w trakcie nauki w szkole lub na studiach, proporcjonalnie zmalała też grupa respondentów deklarujących, że lekturę książek zarzuciły dopiero ostatnimi czasy. O ile więc czytanie książek jest wpisane w proces kształcenia (choć w dalszym ciągu ponad 14% twierdzi, że było w stanie ukończyć szkołę bez czytania książek), to po jego zakończeniu lektura książek staje się aktywnością specyficzną dla pewnych grup i kategorii społecznych."

"Brak jakichkolwiek książek w domu deklaruje 16% respondentów, biblioteczki dalszych 15% ograniczone są do podręczników szkolnych i książek zakupionych nie do własnej lektury lecz na potrzeby dzieci."
Stan czytelnictwa w Polsce w 2014 roku Izabela Koryś, Dominika Michalak, Roman Chymkowski

I jaki z tego wniosek? Minęło prawie 60 lat od tekstu Godka, a Polacy jak nie czytali, tak nie czytają. Zmienił się ustrój, zmienił się stan posiadania, zmieniły priorytety, dostęp do książki itp. A w kwestii nieczytania zmieniło się jedynie to, że zamiast wpatrywać się w sufit, ludzie wpatrują się z podobnym wyrazem twarzy w coraz to większe telewizory. Czy jest sposób, by przekonać Polaków do książek? Zaczynam w to wątpić.

12:03, agnieszka_kalus , Czytam
Link Komentarze (2) »
czwartek, 19 lutego 2015
Tych cieni oczy znieść nie mogą. Flawia de Luce 4, Alan Bradley

Vesper, 2012

Liczba stron: 276

Szybki powrót do Flawii :) Tym razem jest zima, zbliżają się święta, więc Flawia postanawia sprawdzić czy Mikołaj naprawdę istnieje. Zastawia na niego pułapkę na dachu, by przydybać świętego, gdy będzie podrzucał prezenty do komina. W niektórych sprawach dziewczynka jest rzeczywiście bardzo dziecinna. W innych wyprzedza dorosłych o dwie długości.

W Buckshaw dochodzi do małej rewolucji. Aby podreperować finanse, ojciec dziewczynki zgadza się użyczyć domu ekipie filmowej. Ta zjeżdża z kamerami, sprzętem i dokonuje niezbędnych poprawek otoczenia. Pojawiają się też gwiazdy. Wśród nich sławna Phyllis Wyvern, która wydaje się Flawii nieco dziwna. Na wszelki wypadek dziewczynka postanawia mieć na nią oko. Po bożonarodzeniowym spektaklu, który artyści za namową pastora odegrali dla mieszkańców wsi, dochodzi do tragedii. Jedna z osób zostaje zamordowana. Narzędziem zbrodni jest taśma filmowa. Podejrzanych jest sporo. To sprawa w sam raz dla Flawii. Czym prędzej zabiera się za zbieranie dowodów i poszlak. Nie przyjmuje do wiadomości, że policja zajmuje się tą sprawą. I nie uznaje zamkniętych drzwi. Każdy zamek i kłódkę jakoś da się obejść.

To jak dotąd moja ulubiona część cyklu. Wartka akcja i barwni bohaterowie dostarczają wiele rozrywki. Widoczne są sympatie i antypatie pośród ludzi filmu, a ich świat tylko w kinie wydaje się być kolorowy i przepełniony dobrymi intencjami. Flawia szybko rozumie jak jest naprawdę. Przy okazji na jaw wychodzi skrzętnie skrywana tajemnica ciotki dziewczynek. Ciotka to cicha woda...

Nieźle się bawiłam przez całą powieść. Wieńcząca wątek kryminalny scena jest niesamowita: jednocześnie mrozi krew w żyłach i skłania do niepohamowanego śmiechu. Ostatecznie Bradley posunął się nawet tak daleko, że sprawił, iż starsze siostry Flawii zaczęły być dla niej miłe. Niesamowite, prawda? O taką "perwersję" nigdy bym go nie posądziła. Przeczytajcie, co je skłoniło do takiego nieszablonowego zachowania!

wtorek, 17 lutego 2015
Morderstwo jako dzieło sztuki, David Morrell

Albatros, 2014

Liczba stron: 480

Powieści osadzone w czasach wiktoriańskich mają dla mnie nieodparty urok. Pociąga mnie podwójna moralność, zderzenie nieoświeconego konserwatyzmu z postępowymi ideami i wykraczającymi poza epokę umysłami. Opisy nędzy, upadku, brudu działają jak tabu - z jednej strony kuszą, z drugiej obawiam się swojej reakcji na opisywaną niesprawiedliwość i zło. Wydawało mi się, że powieść Morrella będzie idealną, mroczną opowieścią o seryjnym mordercy buszującym po Londynie drugiej połowy XIX wieku. Spodziewałam się mrocznej, dołującej opowieści nierozświetlonej ani jednym promieniem słońca. Okazało się, że w ponurą opowieść o chorym z nienawiści złoczyńcy można wpleść nieco weselsze wątki, lekkie dialogi i garść scen sensacyjnych.

Thomas De Quincey jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych pisarzy swojej epoki. Jego autobiograficzne wspomnienia o opiumowym nałogu pt: "Wyznania angielskiego opiumisty" sprowadziły na niego falę krytyki i pogardy. Prywatnie De Quincey to człowiek udręczony nałogiem, lecz błyskotliwy, niezwykle inteligentny i oczytany. Niestety, klepie straszną biedę. By poprawić nieco swoje finanse, zgadza się na przyjazd do Londynu, gdzie ma promować swoją najnowszą książkę, kontynuację wielkiego hitu "Morderstwo jako dzieło sztuki", w którym opisał krwawą zbrodnię popełnioną kilkadziesiąt lat wcześniej.

Gdy przybywa do Londynu wraz ze swoją córką, od razu wpada w kłopoty. Okazuje się, że w mieście pojawił się naśladowca mordercy sprzed lat, który dosłownie zaszlachtował całą rodzinę sklepikarza. Detektyw prowadzący śledztwo zwraca się do de Quincey'a o pomoc. Jednocześnie ktoś stara się tak zainscenizować wypadki, by autor został głównym podejrzanym. Detektyw, jego pomocnik, De Quincey oraz jego wyemancypowana córka mają mnóstwo nieprzyjemnych przygód, z których każda coraz bardziej zbliża ich do poznania prawdy.

David Morrell jest autorem powieści sensacyjnych (np. o Rambo), więc naszpikował książkę scenami mrożącymi krew w żyłach oraz opisami walk, pościgów, pułapek. Jednocześnie zadbał o przyjemne dialogi oraz zabawne sceny z wygadaną, pewną siebie, anielsko dobrą i piekielnie przebiegłą córka De Quinceya. Morrell doskonale przedstawił tło historyczne, opisy przedmiotów, pomieszczeń, warunków życia ludzi, stanu ich wiedzy urealniają akcję powieści. Postać Thomasa De Quincey jest autentyczna, choć Morrell nieco wydłużył mu życie odbiegając od prawdy historycznej, o czym wspomina w posłowiu. "Morderstwo jako dzieło sztuki" okazało się trochę bardziej sensacyjną lekturą niż się spodziewałam, ale mimo tego byłam oczarowana pomysłem na wątek kryminalny, postaciami i wiktoriańskim tłem. Bardzo polecam i mam nadzieję, że będzie kontynuacja.

21:13, agnieszka_kalus , Czytam
Link Komentarze (2) »
niedziela, 15 lutego 2015
Gniew, Zygmunt Miłoszewski

W.A.B., 2014

Liczba stron: 380

W przypadku serii o prokuratorze Szackim wykazałam się czytelniczą dyscypliną i czytałam tomy w kolejności ich wydawania. Nieco odwlekałam lekturę "Gniewu", ponieważ nie chciałam jeszcze kończyć znajomości z intrygującym prokuratorem i skomplikowanymi sprawami, które prowadzi. W tej części Szacki mieszka w Olsztynie, jest w nowym związku z niezależną kobietą, sprawuje opiekę nad nastoletnią córką z pierwszego (i jedynego) małżeństwa i jak zwykle nudzi się okrutnie na prowincji. Czeka na jakąś większą sprawę. Ta pojawia się znienacka. Podczas robót drogowych w mieście, pracownicy znajdują szkielet. Wszyscy sądzą, że to powojenny trup. Przy bliższych badaniach okazuje się, że kościotrup jest całkiem świeży.

Szacki rzuca się na sprawę, przy okazji zaniedbując i lekceważąc inne swoje prokuratorskie obowiązki. Najmniej lubi te związane z przemocą domową. Nie rozumie dlaczego kobiety tkwią w toksycznych, wyniszczających je związkach. Nie wie, że przez indolencję organów ścigania dochodzi do niejednej tragedii. Niedługo jednak przyjdzie mu poznać problem przemocy domowej od podszewki.

To powieść kryminalna mocno zaangażowana społecznie i poruszająca ważny, spychany powszechnie (również przez polityków) problem. Sama tematyka jest mroczna i wkraczająca w pewne tabu - o przemocy domowej zwykle się nie mówi, tym bardziej, że bardzo często dotyczy tzw. normalnych, dobrze sytuowanych rodzin i może przybierać różne formy. Jeśli dołożymy do tego problemy domowe prokuratora, ponury grudniowy Olsztyn oraz wyjątkowo nieprzyjemną sprawę kryminalną otrzymujemy nastrój grozy i niepewności zwiastujący niezwykły finał. Finał istotnie jest niezwykły, nieprzewidywalny, mroczny i... niezbyt przekonujący. Jednak to niewiele znaczy w obliczu tej dawki emocji, którą autor serwuje nam na pozostałych 350 stronach.

Gorąco polecam tę i dwie wcześniejsze części cyklu:

UWIKŁANIE

ZIARNO PRAWDY

czwartek, 12 lutego 2015
Ucho od śledzia w śmietanie, Alan Bradley (Flawia de Luce 3)

Vesper, 2011

Liczba stron: 388

Tam, gdzie pojawia się Flawia, zawsze dzieje się coś niezwykłego. Nawet na wiejskim odpuście, gdzie dziewczynka poznaje starą cygankę i... doprowadza do spalenia namiotu wróżbiarki. Bez porozumienia z ojcem proponuje cygance miejsce na obozowisko nad brzegiem rzeczki przepływającej przez jej rodzinną posiadłość Buckshaw. Dowiaduje się, że cyganie obozowali już w tym miejscu, a gościny użyczyła im zaginiona matka Flawii. Niestety, dobry uczynek nie przynosi niczego dobrego - staruszka zostaje mocno poturbowana przez nieznanego sprawcę i trafia  do szpitala. W Buckshaw pojawia się jej ekscentryczna wnuczka oraz... trup, malowniczo zwisający z fontanny w kształcie Posejdona. Flawia ma pełne ręce roboty. Jak zwykle pracuje na wyścigi z policją i nie ujawnia wszystkiego, co wie. A dowiaduje się sporo o przeszłości Bishop Lacey.

Sporo w tej powieści nawiązań do problemów finansowych ojca, który po zaginięciu żony nie ma uregulowanych spraw spadkowych. Buckshaw powoli podupada. Starsze siostry Flawii wciąż uparcie wmawiają jej, że to ona ponosi winę za śmierć matki, znęcają się nad nią również fizycznie. Odtrutką na domowe kłopoty są pasje jedenastolatki - chemia i odziedziczone po przodku świetnie wyposażone laboratorium w rzadko uczęszczanym skrzydle domu oraz zamiłowanie do zagadek detektywistycznych. Trzeba przyznać, że Flawia świetnie sobie radzi z reakcjami chemicznymi i ze ściganiem przestępców.

Flawia jest przemądrzała, bywa zgryźliwa, ma szeroką wiedzę, jest elokwentna i brak jej zahamowań, przez co czasem wpada w kłopoty. Dzięki inteligencji oraz sposobowi wypowiadania się wydaje się starsza niż wskazuje jej wiek. Jednak pod względem emocjonalnym to jeszcze dziecko. Dziecko, które jest nadmiernie obciążone sytuacją rodzinną - dość chłodnym i izolującym się ojcem, wrednymi siostrami żyjącymi w kompletnie innym świecie, brakiem przyjaciół. Dźwiga na barkach ciężar związany z tym, że nie zdążyła poznać matki, która zaginęła, gdy była mała, a wiedzę o niej czerpie z opowieści innych ludzi. Siostry nie ułatwiają jej życia i opowiadają okrutne, wyssane z palca historie. Szczęśliwym przypadkiem Flawia wchodzi w posiadanie pewnego obrazu, który wiele wyjaśnia w tej kwestii. Równie szczęśliwym trafem uchodzi z życiem w finale tej kryminalnej historii, który odbywa się w lochach pod posiadłością.

Bradley pisze coraz bardziej zajmująco, zagadki są skomplikowane, wprowadza elementy humoru (wypowiedzi gosposi), suspensu, powieści przygodowej i kryminalnej. Powieści o Flawii choć pisane są z myślą o nastoletnim czytelniku chętnie czytane są przez starszych wiekiem. Jeśli ich nie znacie, to natychmiast powinniście to zmienić.

Recenzje pozostałych tomów:

ZATRUTE CIASTECZKO (TOM 1)

BADYL NA KATOWSKI WÓR (TOM 2)

środa, 04 lutego 2015
Głosy Pamano, Jaume Cabre

Marginesy, 2014

Liczba stron: 656

Pisanie o książce, która hipnotyzuje i wbija w ziemię nie jest łatwe. Jaume Cabre posiadł sztukę opowiadania pozornie prostych historii w zajmujący sposób, czemu dał wyraz w wydanym w 2013 roku "Wyznaję", a potwierdził w "Głosach Pamano". W tej powieści łączy dość banalną współczesną opowieść o rozkładzie rodziny, ze skomplikowaną historią z czasów wojny domowej w Hiszpanii. Nauczycielka przygotowująca wystawę o przeszłości szkół w regionie, w wyburzanej szkole znajduje skrytkę, a w niej zeszyty zapisane ręką nauczyciela. Lektura zapisków sprzed ponad 50 lat dostarcza jej wzruszeń i intryguje. Na własną rękę próbuje dotrzeć do żyjących świadków zdarzeń, które rozegrały się nad rzeką Pamano i zostały uwiecznione przez uwikłanego w nie nauczyciela. Okazuje się, że w tej historii nie ma prostych odpowiedzi, nikt nie jest tym, za kogo się podaje, przepełniają ją kłamstwa, niegodziwość i ofiary. Losy bohaterów powieści splatają się z historią kraju, która miała największy wpływ na życie opisanych postaci - ludzi uwikłanych i współzależnych od siebie.

Opowieść rozwija się powoli. Minie dużo czasu i wiele rozdziałów zanim czytelnik zbuduje sobie przejrzysty obraz tej historii. Kolejne strony dostarczają tylko malutkich kawałków układanki. Ich położenie zmieni się jeszcze wiele razy przed końcem powieści, zaskakując czytelnika. Ta snuta z rozmachem historia miłości i niegodziwości, patriotyzmu i oportunizmu, upadku człowieczeństwa i jego rozkwitu subtelnie hipnotyzuje czytelnika i zostaje z nim na bardzo długo.

Nie jest sztuką mówienie o ważnych kwestiach, sztuką jest mówienie w taki sposób, by przekazać istotę rzeczy i by dotrzeć do odbiorcy. Cabre doskonale sobie w z tym radzi. Nie moralizuje, nigdy nie mówi wprost, co jest dobre, a co złe. Po prostu stawia czytelnika wobec problemu, jakiejś historii, która przydarzyła się jego bohaterom. Angażuje go w pełni.

Ze względu na kompozycję, niezbędną znajomość historii Hiszpanii oraz poruszaną tematykę, to książka dla bardziej wyrobionego czytelnika. Jej lektura jest przeżyciem i ucztą. Zaskoczeniem, że autor utrzymuje wciąż najwyższy poziom, bowiem "Głosy Pamano" i "Wyznaję" plasują się na samym szczycie wydarzeń literackich.

O WYZNAJĘ pisałam TUTAJ

21:51, agnieszka_kalus , Czytam
Link Komentarze (5) »
niedziela, 01 lutego 2015
Wybór Ireny, Remigiusz Grzela

PWN, 2014

Liczba stron: 352

Irena Gelblum. Irena Waniewicz, Irena Conti. A także Irka Wariatka, nieustraszona działaczka ŻOB-u. Kobieta zagadka. Kobieta, która nie tylko zamazywała swoją przeszłość, lecz także zapierała się swojego pochodzenia i grubą kreską oddzielała się od lat wojennych. Robiła wszystko, by nikt nie skojarzył Irki powojennej z dziewczyną z czasów okupacji.

Urodzona w zasymilowanej, zamożnej rodzinie żydowskiej jako Irena Gelblum walczyła w ŻOB-ie u boku Marka Edelmana, Antka Cukiermana oraz Kazika Ratajzera, z którym łączyło ją coś więcej niż przyjaźń. Podczas gdy oni po wojnie chętnie opowiadali o swojej okupacyjnej działalności, Irena dbała o to, by jej osoba zniknęła z tych opowieści. Choć udało jej się przedostać do Palestyny, nie czuła ducha syjonizmu i powróciła do Polski, gdzie od razu zmieniła nazwisko. Zmieniła je ponownie wychodząc za mąż za działacza partyjnego, dziennikarza i literata, Ignacego Waniewicza. Potem wielokrotnie zmieniała tożsamość, daty urodzenia, życiorys. Większość czasu mieszkała we Włoszech. Teczka z dokumentami o niej została zniszczona w 1989 roku. Ona sama wracała z Włoch do Polski już jako poetka, literatka, dziennikarka, Irena Conti. Świat dowiedział się kim była wcześniej całkiem niedawno. Remigiusz Grzela znając Irenę osobiście, zapragnął prześledzić jej losy i znaleźć odpowiedzi na nurtujące go pytania.

"Wybór Ireny" z założenia miał być opowieścią biograficzną, skończyło się na próbie odtworzenia biografii kobiety, która na wszelkie sposoby próbowała zacierać swoją przeszłość. Robiła to tak skutecznie, że zabrakło wiarygodnych materiałów, by odtworzyć jej losy. Poznajemy ją poprzez opowieści jej byłych, potem odrzuconych przyjaciół. Czytamy odnalezione we Włoszech listy, które od nich otrzymywała. Znamy ją z relacji córki, która nigdy nie miała z matką bliskiego, czułego kontaktu. Wreszcie możemy przeczytać jej wiersze. I możemy się tylko domyślać motywacji, którymi się kierowała. Gdzieś tam jeszcze pobrzmiewa myśl, że bohaterka tej książki mogła mieć jeszcze jedną tożsamość, ściśle tajną i znaną tylko nielicznym.

Irena Conti zapewne była ciekawą osobą. Książka na jej temat powinna być dopracowana w każdym szczególe lub w ogóle jeszcze nie powstać. Z nawału cytowanych dokumentów i prywatnych, niewiele wnoszących listów, trudno wyłuskać bohaterkę. Wadą tej książki jest to, że za dużo się w niej cytuje, za mało wyciąga wniosków. Irena ginie w licznych dygresjach, opowieściach o działalności okupacyjnej przepytywanych osób oraz opisach odwiedzonych przez autora miejsc. Nie wątpię, że praca nad tą książką pochłonęła mnóstwo czasu, zaangażowania, nakładów pieniężnych, wiązała się z rozczarowaniami i wzruszeniami. Wielu rozmówców pamiętających czasy okupowanej Polski umarło lub poważnie zaniemogło zanim autor do nich dotarł. Irena Conti nawet po śmierci nie dała sobie wydrzeć wszystkich swoich tajemnic. Przede wszystkim jednak wciąż nie wiadomo czemu służyły ciągłe zmiany tożsamości.

Tagi
zBLOGowani.pl
Czytam, bo lubię

Wypromuj również swoją stronę Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...