piątek, 27 marca 2015
Moja siostra mieszka na kominku, Annabel Pitcher

Papierowy Księżyc, 2013

Liczba stron: 286

Ta książka powinna nosić podtytuł: "O tym jak nie radzić sobie z traumą będąc dorosłym i jak radzić sobie ze wszystkim będąc dzieckiem." Od tragicznej śmierci siostry Jamiego minęło pięć lat. Rodzice nie pogodzili się ze śmiercią jednej z bliźniaczek, a wzajemne obwinianie się doprowadziło do rozpadu ich małżeństwa. Matka odeszła do innego mężczyzny zostawiając dziesięcioletniego Jamiego i trochę starszą Jas z ojcem pogrążającym się w nałogu alkoholowym. Jest z nimi również wierny towarzysz zabaw Jamiego - kot Roger. Na domiar wszystkiego ojciec postanawia wyprowadzić się z miasta. Jamie trafia do nowej szkoły.

Od samego początku wszystko układa się źle. Jamie nie zyskuje przyjaciół, a do tego siedzi w ławce z jedyną w klasie muzułmanką. Wie, że ojciec wpadłby w furię, gdyby się dowiedział, ponieważ zamach, w którym zginęła Rose przeprowadzili arabscy terroryści. Chłopiec próbuje przetrwać w szkole i planuje coś wielkiego, co sprawi, że mama postanowi do nich wrócić. Nastoletnia Jas nie ma takich złudzeń, stara się jednak zastępować bratu ojca, który na cały etat i po godzinach rozpamiętuje zmarłą córkę, oraz nieobecną i zdystansowaną mamę.

To książka o wielkiej nieodpowiedzialności i braku umiejętności radzenia sobie w kryzysowych sytuacjach. W tej rodzinie lepiej być martwym dzieckiem, niż żywym. Ta nieżyjąca była według rodziców, najzdolniejsza, najpiękniejsza, najgrzeczniejsza i najbardziej utalentowana. Te żywe, potrzebujące wsparcia, uwagi, ciepłego posiłku, ciepłego słowa są powieściowym rodzicom zupełnie zbędne i obojętne. Zawiniły tym, że żyją, podczas gdy Rose umarła.

Narratorem książki jest Jamie, który opowiada wydarzenia z własnej perspektywy. Owszem, jest w nich sporo humoru, szczególnie wtedy, gdy mówi o szkole i swojej przyjaźni z równie odrzuconą jak on dziewczynką z klasy. Jest również sporo momentów ściskających za serce, na przykład, gdy czeka na prezent urodzinowy od mamy, a potem cieszy się nim nieprzerwanie przez wiele miesięcy. Jest to kolejna powieść o tym jak egoistyczni bywają dorośli, ale jest też o tym, że dzieci są silne, potrafią sobie wiele rzeczy wytłumaczyć, mają silne mechanizmy obronne i trzymają się ze sobą. Poruszająca, ciepła, słodko-gorzka historia. A najlepsze jest to, że autorka nie zdecydowała się posypać zakończenia pięciocentymetrową warstwą cukru.

21:12, agnieszka_kalus , Czytam
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 marca 2015
Życiorysta, Janusz Rudnicki

W.A.B., 2014

Liczba stron: 347

Czym zajmuje się życiorysta? Czytaniem cudzych życiorysów, biografii i autobiografii? Interpretacją zdarzeń w cudzych i swoim życiorysie? Życiem? Według autora tego neologizmu, a zarazem autora książki, życiorysta zajmuje się wszystkim tym po trochu. Tak przynajmniej wynika z treści tej publikacji.

Książka została podzielona na trzy części - w pierwszej, dominującej nad resztą, Rudnicki zajmuje się biografiami. Czyta i komentuje, streszcza, puentuje. Zakres jego zainteresowań jest bardzo szeroki. Z artystów mamy np. Wagnera, braci Grimm, Luciana Freuda, Marcela Reicha-Ranickiego czy Franza Kafkę. Ze sceny polityczno-historycznej Hannelore Kohl, Angelę Merkel, Hitlera, rodzinę Krupp oraz braci Ratzinger. Rudnicki czyta krytycznie, streszcza co pikantniejsze fakty, kąśliwie podsumowuje, nie bojąc się wyrażeń uznawanych za niezbyt eleganckie. Jest wnikliwym recenzentem, który wskazuje banały, nudy i lukier. A co z tego ma czytelnik "Życiorysty'? Po pierwsze, oszczędność czasu, bo nie musi już poświęcać czasu na lekturę zwykle potężnych tomisk, a może sypać faktami i anegdotami o znanych postaciach. Po drugie, przyjemność z czytania, bo Rudnicki pisze tak, że nawet jakby tworzył ulotki do leków, dałoby się je czytać od deski do deski.

W drugiej części są krótsze recenzje różnych form literackich. Widać, że autor nie lubi podążać za mainstreamem. Szuka lektur mniej znanych, autorów, którzy rzadko goszczą w topce empiku. Jego recenzjom daleko od szkolnych wypracowań i przyjętych schematów, dlatego tak miło się je czyta. Tym bardziej, że często napisane zostały w sposób zabawny i językiem, jakiego normalnie nie uświadczymy w "poważnych" czasopismach zajmujących się krytyką literacką. Na uwagę zasługuje tekst dotyczący lektur w Polskich szkołach. Strzał w 10.

Książkę wieńczy rozdział pod nazwą MIEJSCA. To najbardziej osobista część, lawirująca w stronę życiorysu autora. Poprzez miejsca Rudnicki odsłania co nieco z własnych przeżyć. Jest tu i śmiesznie i gorzko, nieco absurdalnie, a nawet chwilami lekko sentymentalnie. Niewątpliwie bardzo prawdziwie, bez nadmiernej autokreacji.

"Życiorysta" to moje pierwsze zetkniecie z pisarstwem Janusza Rudnickiego. Tom będący zlepkiem różnych tekstów sprawił, że poczułam ogromną ochotę na poznanie prozatorskiej twórczości tego autora. Przyznam, że stawiam poprzeczkę wysoko i liczę na wiele zachwytów językowo-stylistycznych oraz zaskoczeń fabularnych.

Recenzja ukazała się również TUTAJ

poniedziałek, 23 marca 2015
O krok za daleko, Christian Plowman

Muza SA, 2015

Liczba stron: 319

Depresja policjanta. To temat ograny w amerykańskich filmach sensacyjnych, ale tak naprawdę wciąż słabo znany.

Christian Plowman opisuje swoją karierę w angielskiej policji oraz postępujące stopniowo wypalenie zawodowe. Z początku nic nie wskazuje na to, że ambitny, zdolny, młody funkcjonariusz będzie potrzebował pomocy specjalistów. Jego kariera rozwija się w typowy sposób. Przyspiesza znacznie, gdy trafia do oddziału zajmującego się infiltrowaniem środowiska dealerów narkotykowych, gdzie po godzinach pracuje jako tajniak. Jego zadaniem polega na chodzeniu po ulicach w przebraniu i z mocną charakteryzacją, kupowaniu niewielkich ilości narkotyków, przenikaniu w struktury ulicznych gangów. Uchodząc za narkomana Plowman dostaje się do dziupli i melin handlarzy. Doświadczenie i tzw. szósty zmysł sprawiają, że doskonale radzi sobie w terenie, bezbłędnie identyfikując tych, którzy mają coś na sumieniu. On sam najlepiej wie jak taki stresujący tryb życia działa na jego psychikę, relacje rodzinne i zwykłe fizyczne zmęczenie. Po pewnym czasie próbuje dostać się do najbardziej elitarnej, tajnej jednostki policji - oddziału zajmującego się infiltracją mafii, wielkimi graczami na światowym rynku przemytu, obrotu bronią i handlu narkotykami.

Opowiadając swoją historię autor od czasu do czasu daje upust swojemu rozgoryczeniu. Zakres obowiązków "tajniaka" obejmuje uczestnictwo w niebezpiecznych akcjach, działaniach narażających życie i zdrowie. Są to sytuacje stresujące, każące przewartościować swoje dotychczasowe życie. Niestety szefowie tajnych jednostek zdawali się ignorować ludzkie aspekty zaangażowania w tego typu akcje, zapominając jak ogromne szkody może wyrządzić strach i stres.

Książka nie jest typowym pamiętnikiem emerytowanego policjanta. Między wierszami przeczytamy bowiem poważną krytykę systemu, który nie działa tak jak powinien. Plowman przytacza absurdalne procedury, w najlepszym przypadku, narażające tajnych funkcjonariuszy na zdemaskowanie. Wypalenie zawodowe i depresja, w którą popadł, jest wynikiem bezsensownych, nieprzemyślanych decyzji zwierzchników stawiających przepisy ponad zdrowy rozsądek. Autor punktuje to, co w tajnych jednostkach policji i w policji w ogóle działa wadliwie - proces rekrutacji, nietrzymanie się przepisów, nadmierne obciążanie pracą, brak kontroli nad wynikami, rozliczeniami rachunków, itp.

Skłamałabym twierdząc, że to porywająca lektura, bo ani akcje, w których autor uczestniczył, ani sposób narracji nie wprowadzają spodziewanego napięcia. Jednak siłą tej książki jest to, że daje sporo do myślenia o niewydolności systemu. Systemu, który nie waha się zaryzykować życia swoich najlepszych ludzi, wyszkolonych specjalistów, nie dając im prawie nic w zamian. Przede wszystkim nie daje im poczucia bezpieczeństwa poprzez zwykłe, ludzkie pochylenie się nad człowiekiem i zaakceptowanie jego słabości.

sobota, 21 marca 2015
Książka szuka człowieka

Polacy nie czytają. Potencjalni czytelnicy usprawiedliwiają się wysokimi cenami książek, brakiem dostępu do nowości wydawniczych i niezadowalającymi zasobami bibliotek. Nie muszę chyba przypominać, że lubimy narzekać i wkładamy w to wiele energii. A wystarczyłoby spożytkować ją na rozejrzenie się wokół i odszukanie wielu ciekawych akcji społecznych z książką w tle, które trafiają do szerokiego grona odbiorców. Oto subiektywny wybór akcji promujących czytelnictwo i wychodzących z ofertą do tych, którzy chcieliby czytać, ale nie wiedzą, jak zacząć, oraz do czytających, którzy pragną rozwijać swoje zainteresowania, poznać innych czytelników i podyskutować o literaturze.

Dla początkujących

Miejskie Regały Książkowe – to akcja zapoczątkowana przez władze Poznania. W centrum miasta stoją ogólnodostępne regały załadowane książkami. Przynajmniej taki był zamysł. Idea regałów książkowych polega na tym, że każdy może podejść, wybrać sobie książkę, a w zamian zostawić jakąś pozycję ze swojej biblioteczki. Niestety, nie do końca udało się ją zrealizować, bo zostawiane książki znikają w okamgnieniu i najczęściej można natrafić na puste półki. Wniosek jest jednak pozytywny – ktoś te książki bierze i czyta.

Z książką w podróży – organizowana przez PKP oraz Fundację Bookcrossing.pl akcja bookcrossingowa, której zamierzeniem jest umożliwienie podróżnym wymianę bądź wypożyczenie książki na czas podróży. Organizatorzy wychodzą z założenia, że książki z dworca powinny krążyć od czytelnika do czytelnika, od miasta do miasta. Regały z dostarczonymi przez wydawców (i nie tylko) książkami stanęły na dworcach w sześciu miastach: Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku, Gdyni i Katowicach. Dzięki temu, że półka znajduje się w biurze dworca, a wymiana odbywa się przy świadkach, zawsze można na niej znaleźć sporo pozycji do wyboru.

Bookcrossing – półki z książkami na wymianę znajdują się w wielu miejskich lokalizacjach. Widziałam je w kinach studyjnych, restauracjach, klubach, bibliotekach – wystarczy się rozglądać i mieć ze sobą książkę, którą chcemy wymienić. Wszystkie działają na podobnej zasadzie i często są świetnie zaopatrzone. Będąc w bibliotece, warto również wypatrywać półki, pudełka, kartonu z książkami do wzięcia – za darmo lub za symboliczną złotówkę. Wiele razy znalazłam tam doskonałe pozycje.

Dla średniozaawansowanych

W wielu miastach cyklicznie odbywają się akcje wymiany książek. Nie trzeba się na nie zapisywać, wystarczy przyjść w określone miejsce z tomami, których nie chcemy już mieć w swoich zbiorach, i wybrać sobie coś z pozycji przyniesionych przez innych uczestników. Zwykle obowiązuje zasada, że można wynieść tyle książek, ile się przyniosło, a nad porządkiem czuwają organizatorzy. Warto śledzić fanpage akcji w najbliższym nam mieście, czytać biblioteczne ogłoszenia i mieć oczy oraz uszy otwarte na takie przedsięwzięcia jak Book Change, Przytargaj książki, Drugie życie książki, Akcja wymiany książek itp.

Targi Książki – te odbywają się każdego roku w kilku miastach w Polsce i dają możliwość uczestnictwa w panelach literackich i spotkaniach autorskich. Przy okazji można zrobić zakupy na stoiskach wystawców, zdobyć autografy i dedykacje na swoich egzemplarzach. Największe targi odbywają się w Warszawie, ale warto odwiedzić te w Krakowie, Katowicach, Łodzi i Targach Książki dla Dzieci i Młodzieży w Poznaniu.

Dla zaawansowanych

Spotkania autorskie – organizowane są nawet w małych miejscowościach, często w bibliotekach lub domach kultury, w większych miastach również w księgarniach i instytucjach związanych z kulturą. Chociaż takie spotkania zwykle związane są z promocją najnowszej książki zaproszonego literata, to najczęściej rozmowa przybiera dość swobodny ton, a po części oficjalnej zazwyczaj można zamienić słowo z gościem i poprosić o dedykację w książce.

Festiwale Literackie – te stają się coraz bardziej popularne. Często są tematyczne i dotyczą tylko jednego gatunku literackiego, jak na przykład organizowany we Wrocławiu Międzynarodowy Festiwal Kryminału czy Pióro i Pazur będący siedleckim festiwalem literatury kobiecej. W Warszawie od 2013 roku odbywa się Big Book Festival bez specjalizacji, za to z wieloma atrakcjami skierowanymi zarówno do szerokiego grona odbiorców, jak i do pasjonatów literatury. Każdy z festiwali oferuje panele tematyczne, dyskusje, happeningi, spotkania autorskie.

Poziom ekspert

Dla miłośników fantastyki w całej Polsce odbywają się konwenty, zloty i spotkania. Czasami połączone są z targami, innym razem są to zloty, podczas których ludzie o podobnych zainteresowaniach, czasem znający się z forów i wirtualnych gier, mogą pobyć w swoim towarzystwie i spędzić czas na rozmowach w realu.

LARP (live action role-playing) – tego typu atrakcje polegają na współtworzeniu i ogrywaniu akcji opartej na fabule książki lub gry. Ostatnio miałam styczność z LARP-em, w którym uczestnicy wcielali się w role znane z serii książek Dimitrija Glukhovskiego Metro 2033. Ich spotkanie trwało cały weekend i odbywało się w lochach poniemieckiego fortu w Poznaniu. To atrakcja dla prawdziwych hardkorów, bo polega na smakowaniu literatury wszystkimi zmysłami.

11:29, agnieszka_kalus , Czytam
Link Komentarze (7) »
czwartek, 19 marca 2015
Antologia polskiego reportażu 100/XX tom I

Wydawnictwo Czarne, 2014

Liczba stron: 872

W przypadku tej książki nie uda się napisać trzech akapitów, powiedzieć o czym jest, co ją wyróżnia na plus, co na minus i polecić lub odradzić. Idę na kompromis pisząc o pierwszych dziewięciuset stronach, zostawiając spisanie wrażeń po drugim na inną okazję.

Ogrom i różnorodność zebranych w Antologii reportaży wymuszają inną formę wpisu. Będzie nosił tytuł:

Co mi dało przeczytanie pierwszego tomu Antologii?

1. Rozwiało obawy, że stare reportaże straciły aktualność i "czytalność".

2. Uzmysłowiło, że "lekturowi" autorzy, tacy jak Dąbrowska, Żeromski, Korczak, Rodziewiczówna całkiem dobrze odnajdywali się w pisaniu literatury non-fiction.

3. Uspokoiło obawy, że zetknę się z takim ładunkiem polskiej martyrologi narodowej, którego na dłuższą metę nie będę mogła podźwignąć.

4. Uświadomiło, że Polacy sporo podróżowali po świecie, oglądali go z ciekawością, wnikliwie analizowali i pisali o tym, co w Polsce nieznane.

5. Podobało mi się, że czytając reportaże chronologicznie można zaobserwować jak zmieniał się sposób pisania i język. W niektórych, starszych, fragmentach razi całkowity brak poprawności politycznej. W tych powojennych często skrzypi partyjna nowomowa.

6. Zaimponowało mi, że autorzy dokonujący wyboru tekstów, zderzyli ze sobą różne światopoglądy, różne wrażliwości reporterów oraz kaliber tematów. Te drastyczne, smutne, poważne, przeplatane są tekstami o lżejszej tematyce, przez co czytanie nie przytłacza.

Podsumowując dodam, że można je czytać na wyrywki, bądź po kolei - przejrzysty układ i zajmujące wprowadzenia do poszczególnych reportaży autorstwa Mariusza Szczygła ułatwiają wybór tego, co nas szczególnie interesuje. Przypisy są pomocne, ale niezbyt długie, więc nie dominują nad treścią.

Ja czytałam po kolei, bo inaczej nie umiem. Taką mam przypadłość czytelniczą, że nie potrafię czytać książek na wyrywki (z artykułami w magazynach mam odwrotnie - czytam koniec, trochę ze środka, a jak mnie zaciekawi, dopiero początek i opuszczone fragmenty). Nudziłam się raz lub dwa razy, a mimo to dobrnęłam do końca czytanego reportażu, bo nie są one zbyt obszerne. W sam raz na jedną sesję. Pierwszy tom czytałam jakieś 2 miesiące, po jednym, dwa reportaże dziennie, a czasem wcale. W międzyczasie przeczytałam jeszcze kilka książek. Drugi tom poznaję w podobny sposób.

Czytaliście Antologię? Jakie są wasze wrażenia?

20:42, agnieszka_kalus , Czytam
Link Komentarze (7) »
środa, 11 marca 2015
Pod schodami, Alison Maloney

Bellona, 2015

Liczba stron: 184

Miłośnicy serialu "Downton Abbey" i powieści wiktoriańskich wiedzą, że miejsce służby było pod schodami. Niektórzy, mniej ważni służący nigdy nie wchodzili na górę, do części domu zajmowanej przez właścicieli. Inni przebywali z państwem od rana do nocy, będąc świadkami wszystkich wydarzeń, nawet tych najbardziej prywatnych.

Alison Maloney w książce "Pod schodami. Życie codzienne służby domowej w początkach XX w. w Anglii" przybliża współczesnemu czytelnikowi warunki pracy i płacy edwardiańskich i wiktoriańskich służących. Pokazuje, że zawód obecnie postrzegany jako poniżający, dla wielu osób był w pewnym sensie szansą. Ubogie dziewczyny i chłopcy dzięki pracy u zamożniejszych ludzi mogły utrzymywać swoje rodziny i jeść porządne posiłki - obfitsze, regularne i bardziej wartościowe. Wysokość zarobków służących uzależniona była od rodzaju wykonywanej pracy. Wielu służących mogło odłożyć pewne kwoty, ponieważ nie płacili za swoje utrzymanie. A pracując praktycznie bez przerwy, nie mieli możliwości wydawania pieniędzy na przyjemności. Urlopy i wolne weekendy pojawiły się dopiero na początku XX wieku, gdy coraz trudniej było znaleźć służących, a oni mieli coraz większą świadomość swoich praw.

Książka wyjaśnia zasady zachowania służby. Ciekawe jak to jest być niewidocznym, niesłyszalnym, ale niezbędnym? Niezbędnym do tego stopnia, że niektóre mniej zamożne panie domu zatrudniały służące dla prestiżu, dosłownie odejmując sobie od ust. Z drugiej strony, prowadzenie nawet średniej wielkości gospodarstwa domowego w czasach przed pralką, lodówką, odkurzaczem, centralnym ogrzewaniem i innymi zdobyczami cywilizacji, było praktycznie niemożliwe.

Wśród służących również obowiązywała hierarchia. Mniej ważni usługiwali tym ważniejszym - sprzątali w ich pokojach, przygotowywali posiłki, czyścili buty. Najważniejszą cechą dobrego służącego była dyskrecja - nic nie mogło wydostać się poza mury domu. Inna sprawa, że służący pozbawieni byli rozrywek, a ich całe życie kręciło się wokół spraw domu, w którym pracowali. Nic dziwnego, że pod schodami omawiano to, co działo się na górze. Jakie stosunki panowały pomiędzy pracodawcami a służącymi? Alison Maloney podaje kilka ekstremalnych przykładów - wybitnie skąpych i uprzedzonych do służby właścicieli ziemskich oraz służące, które zostały partnerkami lub żonami swoich pracodawców, którym niestraszna była infamia i mezalians. Jednak codzienne życie służby to przede wszystkim ciężka praca od rana do nocy i całkowite uzależnienie od pracodawcy oraz referencji, które mógł wystawić. Chociaż niewiele w niej plotek, a sporo faktów takich jak np. ceny produktów spożywczych na początku XX w., menu wystawnych przyjęć oraz wysokość zarobów służących jest to niewątpliwie ciekawa lektura.

17:30, agnieszka_kalus , Czytam
Link Komentarze (4) »
wtorek, 10 marca 2015
Warszawa lata 60

Bosz, 2015

Liczba stron: 112

Jak zrobić dobre zdjęcie? Przepis jest prosty. Trzeba je wykonać i włożyć na dwadzieścia lat do szuflady. To żartobliwe powiedzonko fotografów nie jest pozbawione sensu.

Sfotografowane dzisiaj skrzyżowanie, aleja parkowa, czy inny fragment miasta nie mają dla nas większego znaczenia. Miasto to żywa tkanka, coś znika, powstaje coś nowego. Zmiany zachodzą powoli, przez co przyzwyczajamy się do otoczenia i nie rejestrujemy metamorfozy. Dzięki pracy wielu fotografów na przestrzeni dziesięcioleci Warszawa jest dość dobrze udokumentowana. Właśnie pojawił się trzeci album ze znakomitej serii FOTO RETRO ze wstępem Beaty Tyszkiewicz.

Opowieść aktorki daje przedsmak tego, czego możemy spodziewać się w książce. Beata Tyszkiewicz charakteryzuje dekadę, skupiając się na praktycznych aspektach funkcjonowania – zakupach na „ciuchach”, niezbędnej wówczas życiowej zaradności, modnych miejscach na mapie miasta oraz absurdach PRL-u. Fotografie zamieszczone w tej publikacji pokazują znacznie szersze spektrum.

Warszawa lat 60. to czas „małej stabilizacji” - nadal widoczne są ślady wojny i to nie tylko na prawobrzeżnej stronie miasta. Obok topornej architektury socrealizmu powstają prawdziwe perełki. Jedną z nich jest modernistyczny Supersam z charakterystycznym dachem i wielkimi taflami szkła. Szkło i aluminium sprawiały, że nowe konstrukcje stawały się jasne i przejrzyste. Oświetlone po zapadnięciu zmroku, wyglądały imponująco. Jednym z takich projektów jest pawilon „Chemii” przy ulicy Brackiej. W podobnym stylu buduje się przystanki kolejowe linii średnicowej, takie jak Warszawa-Ochota czy Warszawa-Powiśle. Wieczorem miasto rozświetlone jest pięknymi neonami, niektóre z nich to małe dzieła sztuki.

Główną inwestycją jest budowa ściany wschodniej, gdzie obok najbardziej znanego w stolicy banku PKO, który warszawiacy nazwali Rotundą, powstają znane w całym mieście domy towarowe Wars i Sawa, a także Junior i oddzielny budynek Sezamu. Za domami towarowymi wznoszą się trzy nowoczesne, 24-piętrowe wieżowce przyozdabiane propagandowymi hasłami podczas uroczystości pierwszomajowych. „Dzisiaj uczniem jutro Gagarinem” to motto przyświecające uczestnikom jednego z pochodów. Na tamte lata przypadły też obchody tysiąclecia chrztu Polski, które przyciągnęły o wiele więcej uczestników niż jakiekolwiek święto państwowe.

Zdjęcia reprodukowane w albumie pokazują również to, czym żyli ludzie – ich niedzielne rozrywki, codzienne stroje, zawody, które już nie istnieją, przedmioty, których przeznaczenia młodsi ludzie mogą się tylko domyślać. Nie zabrakło takich elementów warszawskiego krajobrazu jak saturatory z wodą gazowaną, nazywaną przez mieszkańców „gruźliczanką”.

Niektóre z uwiecznionych na fotografiach miejsc przez lata zbrzydły i zapyziały. Inne zniknęły na dobre - nie zobaczymy już Supersamu, wkrótce zniknie Sezam. Ciekawie obserwuje się jak zmieniało się miasto, moda, rozrywki na przestrzeni kolejnych powojennych dziesięcioleci. Seria Foto Retro jest jak podróż w czasie.

Tagi: fotografia
20:26, agnieszka_kalus , Czytam
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 marca 2015
Oberki do końca świata, Wit Szostak

Powergraph, 2014

Liczba stron: 288

To książka, która mogła być zbyt folklorystyczna jak na mój gust. Nigdy nie byłam fanką powieści takich jak "Chłopi", "Nad Niemnem" i innych, opiewających piękno i trud życia na wsi. "Oberki" jednak mówią o wsi nie przez pryzmat przychodzących i odchodzących pór roku i opisów przyrody. W punkcie centralnym stawiają człowieka, jego pasję, jego rodzinę, pragnienia i tęsknoty. Powieść jest nieco melancholijna, ale również zaskakująca. Opowiada o ostatnich pokoleniach wiejskich muzykantów - rodzinie Wichrów.

Wichrowie grają na weselach, grają na wiejskich zabawach, grają doskonale. Gra na skrzypcach to ich rodzinna tradycja, sposób na życie i na zarobek. Muzycy nie są dobrymi gospodarzami, muzyka nie lubi konkurencji. Ich, zdawałoby się spokojne życie, wypełniają silne namiętności - dwaj bracia zakochują się w jednej dziewczynie, jeden z nich gnie na wojnie, drugi uważa, że ma na sumieniu śmierć brata. Kwestie sumienia, honoru, miłości i zagubienia we współczesnym świecie stanowią trzon opowiadanej historii.

Opowiadania/rozdziały składające się na tę książkę poruszają duże spektrum tematów. Zderzenie prostego życia w skromnym domu, w oddalonej od cywilizacji wsi, z siłą przeżywanych emocji, dylematów moralnych, wyborów życiowych jest doprawdy urokliwe. Autor doprawił tę bardzo polską historię dużą szczyptą realizmu magicznego. Są tu zaczarowane miejsca, melodie oraz ludzie obdarzeni mocą zmiany losów.

Smutne jest odchodzenie ludowych grajków. Najpierw odchodzą ich melodie - nikomu niepotrzebne w czasach powojennych, gdy tradycyjny zespół muzyczny zastąpił magnetofon lub grupy grające muzykę młodzieżową. Dopiero później umierają ludowi twórcy - często zapomniani, zawsze niedocenieni. Książka pulsuje oberkami, tętni rytmem, wibruje melodią skrzypiec i rymuje się jak ludowe przyśpiewki. Czyta się ją jak z nut. Czaruje czytelnika, wywołuje nostalgię oraz żal, że świat tak szybko się zmienia. Warto!

środa, 04 marca 2015
Dlaczego nie mogę napisać recenzji książki "Siła serca" Baptist de Pape

PWN, 2015

Liczba stron: 232

Zgodnie z tytułem tego wpisu, nie znajdziecie tu recenzji, lecz zaledwie wytłumaczenie dlaczego taka recenzja nie może powstać.

"Siła serca" to książka, którą dostałam z wydawnictwa PWN. Wydawnictwa ważnego, z tradycjami, firmującego książki wartościowe. Długo się wahałam, czy to książka dla mnie. Z jednej strony w opisie znalazłam informację, że książka zawiera wywiady m.in. z Isabel Allende i Mayą Angelou, co uznałam za dość kuszące; z drugiej, wśród osób, które rozmawiały z autorem pojawił się Paulo Coelho - dla mnie synonim literackiego banału. Pozostałe nazwiska niewiele mi mówiły.

Roztrząsałam również słowa, którymi wydawca reklamuje książkę: "Czego właściwie oczekuję od życia? Co jest moim celem? Jakie jest moje nastawienie wobec wartości takich jak zdrowie i relacje międzyludzkie? Jakie są moje ukryte talenty i możliwości? Czym są dla mnie pieniądze? "Siła serca" podejmuje te i inne pytania odnoszące się zarówno do naszych codziennych wyborów, jak i rozwoju trwającego całe życie." Taki opis może oznaczać i bzdury w stylu New Age, lecz także ciekawe porady jak ogarnąć swoje życie, poparte motywującymi wywiadami z osiemnastoma "myślicielami".

Przeczytałam jakąś 1/3 książki. Dalej nie dam rady. Podjęłam ciąg złych decyzji i trafiłam na pozycję, która mnie nudzi, irytuje i nie współgra z moim światopoglądem.

Wybuch ironicznego śmiechu nr 1 - autor pisze, że ukończywszy studia nie wiedział, co zrobić ze swoim życiem. Aby odnaleźć cel życia, w deszczowy dzień udał się do lasu, z dala od cywilizacji, i... oczywiście natchniony ciszą i bliskością natury, podjął decyzję, która zaważyła na jego losie. Jestem zbyt cyniczna, by przyjąć to ze zrozumieniem i pokorą. Lasy w Polsce są mniej wylewne i nie tak hojnie obdarzają spacerowiczów życiową mądrością.

Wybuch ironicznego śmiechu nr 2 - Bóg, serce, Coelho, Bóg, Bóg, Coelho, serce, serce. Bez przerwy. Do znudzenia. W różnych układach. Dwa z tych słów dyskwalifikują dla mnie tę książkę w przedbiegach. "Serce" używane w nadmiarze też szybko się zużywa. Gdzie tu jakaś treść?

Wybuch ironicznego śmiechu nr 3 - Gdzie te wywiady? Okazało się, że zostały pocięte na kawałki, po kilka zdań i albo wrzucone na chybił-trafił w tekst, albo dobrane tematycznie, by potwierdzały tezy autora. Złote myśli i cytaty pełne Boga, serca i tego trzeciego kojarzą mi się z pamiętnikiem natchnionej nastolatki, która ani chybi skończy w nowicjacie.

Wybuch złości pierwszy i ostatni - czytam i nie mam pojęcia o czym jest ta książka. O medytacji? O modlitwie? O wpatrywaniu się w serce? (Religa patrzył i coś wymyślił, ja mając takich nauczycieli jak Baptist de Pape nie mam żadnych szans.) O szukaniu swojej drogi do serca? - przecież to czysty bełkot.

Pomyliłam się w wyborze książki. Dałam się nabrać przez sprytny opis. Wmanewrowałam się z literaturę pośredniego sortu. Na szczęście nie muszę zaglądać do serca ani chodzić do lasu w deszczowy dzień, żeby wiedzieć, że pora porzucić książkę i zająć się czymś, co sprawi mi większą przyjemność. Przepraszam tych, którzy czekali na recenzję. "Siła serca" i ja nie jesteśmy sobie przeznaczone.

12:08, agnieszka_kalus , Czytam
Link Komentarze (6) »
sobota, 28 lutego 2015
Prawdziwa historia Ireny Sendlerowej, Anna Mieszkowska

Marginesy, 2014

Liczba stron: 332

Irena Sendlerowa nie dążyła do tego, by przejść do historii. "Sława" dosięgnęła jej dopiero u schyłku życia. Dzięki amerykańskim uczennicom świat dowiedział się o jej bohaterstwie i wojennej działalności. Wówczas powstały dziesiątki artykułów na jej temat, nakręcono film fabularny, wydano kilka książek. Anna Mieszkowska znała Irenę Sendlerową osobiście, zna również jej córkę, Janinę Zgrzembską, która współpracowała przy powstaniu tej książki, dostarczając fotografie z prywatnych zbiorów i dzieląc się wspomnieniami.

To książka środka - z równą uwagą traktuje najważniejszy z punktu widzenia historyków okres życia bohaterki jak i czasy przed i powojenne. Nie skupia się jedynie na wątkach biograficznych - przedstawia spektrum dylematów etycznych, które musiała rozwiązywać Irena Sendlerowa parając się swoją tajną działalnością w getcie warszawskim. Siostra Jolanta, bo taki nosiła pseudonim, w czasie okupacji, widziała zło w różnych postaciach. Nie działała sama, stała za nią Żegotą, lecz to ona podejmowała się wyprowadzania dzieci z getta, co wiązało się z największym niebezpieczeństwem. W październiku 1943 została aresztowana przez Gestapo. Zdążyła uratować ok. 2500 żydowskich dzieci.

Wyratowane zza murów getta dzieci trafiały do polskich rodzin, do katolickich sierocińców. Zmieniały tożsamość, religię, wygląd. Często były wówczas tak małe, że nie pamiętały swoich rodziców. Irena Sendlerowa dbała o zachowanie ich korzeni, dane o dzieciach i miejscach ich ulokowania zapisywała. Potem zakopywała je w ogrodzie pod drzewem, by nie dostały się w niepowołane ręce i nie sprowadziły nieszczęścia na wszystkich zaangażowanych w akcję.

Książka odpowiada ma moje wątpliwości związane z wymiarem etycznym tego przedsięwzięcia. Irena Sendlerowa mówi: "Analizując kontakty z uratowanymi dziećmi, można śmiało powiedzieć, że ich życie mija w stałym rozdwojeniu. (...) Mimo obecnie bardzo często udanego życia (zdobycie wymarzonego wykształcenia, stabilizacji rodzinnej i zawodowej) sprawia - ogólnie biorąc - że są to ludzie, u których dramat wojny ciągnie się do dzisiaj."

Co stało się z dziećmi po wojnie? Jak pogodziły się z tym, że zostały oddane przez matki obcym osobom na wychowanie? Czy potrafiły zaakceptować prawdę o sobie, gdy dowiedziały się jakie jest ich pochodzenie? Czy te, które przeżyły jako jedyne z całej rodziny, nie odczuwały wyrzutów sumienia? Autorka sporo miejsca poświęca odpowiedziom na te pytania, stara się dotrzeć do tych, którzy zostali ocaleni dzięki działalności Sendlerowej. Jednak nie wszyscy chcą mówić. I to jest zrozumiałe.

Nie ma sensu rozwodzić się w recenzji nad życiem prywatnym bohaterki. Żyła w komunistycznej Polsce, wiedziała co to UB, miała dzieci na wychowaniu i czuła oddech funkcjonariuszy na karku. Pracowała z najuboższymi, troszczyła się o ich los. Była bohaterką dnia codziennego, dopóki nie została odkryta w Ameryce. Potem jej życie zmieniło się diametralnie. Pozostała skromna, choć świadoma wagi swoich osiągnięć. Bardzo ludzka, ciepła, serdeczna.

Książkę ilustrują liczne fotografie, fragmenty artykułów pisanych przez Irenę Sendlerową i o niej samej, jest wywiad z jej córką, listy pisane przez nią m.in.do Natana Grossa, wspomnienia o niej i kopie dokumentów poświadczających przyznane jej nagrody i odznaczenia. Najważniejszym przesłaniem tej książki jest to, że bohaterowie istnieją naprawdę, lecz nie robią wokół siebie rozgłosu.

Tagi
zBLOGowani.pl
Czytam, bo lubię

Wypromuj również swoją stronę Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...