niedziela, 19 kwietnia 2015
Maraton Czytania - podsumowanie akcji

Na początku kwietnia zaprosiłam Was do wzięcia udziału w Maratonie Czytania, który odbył się w sobotę 11 kwietnia. Akcja polegała na tym, by tego dnia wygospodarować sobie więcej czasu na lekturę niż zwykle, odkurzyć porzucone książki, zacząć czytać nowe, oczekujące na naszą uwagę.

W akcji wzięło udział ponad 400 osób, a przynajmniej tyle zadeklarowało chęć uczestnictwa w Maratonie na facebooku. Pomysł spotkał się z ciepłym przyjęciem oraz kilkoma głosami krytyki (komuś nie pasowała data, ktoś inny stwierdził, że zawsze czyta w sobotę, więc nic mu po Maratonie). Na szczęście, większość z uczestników słusznie uznała, że chodzi o wspólną zabawę, a nie bicie rekordów.

Gdy obudziłam się 11 kwietnia z zaskoczeniem i radością odkryłam, że niektórzy już wystartowali i umieścili zdjęcia oraz opis swoich planów na cały dzień na stronie wydarzenia (TUTAJ) :) W ciągu dnia wpisów przybywało. Pojawili się kibicie oraz nowi uczestnicy! WOW!

Przebieg Maratonu w wykonaniu uczestników można było śledzić nie tylko na Facebooku, lecz także na twitterze i instagramie (wpisy tagowaliśmy #maratonczytania). Niektórzy blogerzy zamieścili również na blogach wpisy relacjonujące przebieg Maratonu w swoim wykonaniu. Znajdziecie je tutaj:

Rudym spojrzeniem na świat

Kącik z książką

Jane Doe z offu

Pasjonatka książek

Lew Kanapowy

Stacja Książka

i mój TUTAJ

Tak jak zapowiadałam na FB, chciałabym wyróżnić notesami te osoby, które aktywnie relacjonowały przebieg Maratonu. Są to: Agnieszka Drygiel i Kasia Chojecka-Jędrasiak (dziewczyny podrzućcie mi swoje adresy).

Świetnie się bawiłam w dniu Maratonu, czytałam książki, śledziłam Wasze wpisy, czytałam komentarze i cieszyłam się każdą osobą, która w ostatniej chwili postanowiła dołączyć. Mam nadzieję, że i Wy uważacie ten dzień za udany i radosny.

P.S.

Jesteście gotowi na kolejną odsłonę Maratonu Czytania, tym razem edycję letnią? :)

17:26, agnieszka_kalus , Czytam
Link Komentarze (6) »
piątek, 17 kwietnia 2015
Nauczycielka, Judith W. Taschler

W.A.B., 2015

Liczba stron: 256

"Nauczycielka" nie jest poradnikiem dla początkujących belfrów, nie jest też horrorem dla obecnych i byłych uczniów. Wydawca określa książkę mianem thrillera psychologicznego, a historia wbrew tytułowi nie rozgrywa się w szkole.

Matylda i Xaver od czasów studiów byli parą. On próbował swoich sił jako pisarz, ona wspierała go w przekonaniu, że ma talent i powinien skupiać się na pracy przy biurku. Po skończeniu studiów zatrudniła się jako nauczycielka niemieckiego i z wielkim oddaniem wykonywała swoją pracę, dzięki której mogli się z Xaverem utrzymać. Po kilkunastu latach i pierwszym literackim sukcesie narzeczonego Matylda wróciwszy z pracy, zastała puste mieszkanie. Jej partner wyprowadził się bez słowa pożegnania. Po wielu latach, za sprawą zbiegu okoliczności, ich losy ponownie się splatają. Xaver ma przyjechać do szkoły, w której uczy Matylda, by przeprowadzić kilkudniowe warsztaty kreatywnego pisania dla jej uczniów. Spotkanie to będzie okazją do podsumowań, rozdrapywania zabliźnionych ran oraz swoistą sesją psychoterapii.

Matylda nie wychodząc z roli czułej na fałsz nauczycielki, wytyka swojemu byłemu partnerowi wszystkie kłamstwa, matactwa i próby grania kogoś innego. Ta świetna obserwatorka wie o nim więcej niż on sam o sobie - widzi jego wady i zalety. Po latach, przeżytej żałobie po utraconym związku, potrafi go sprawiedliwie ocenić i pokierować jego życiem. Jest jak śledczy, psychoterapeuta i sędzia w jednej osobie.

Układanka, która rozpoczyna się kilkoma wymienionymi mailami między byłymi kochankami, rozrasta się do ogromnych rozmiarów. Pojawiają się nowe elementy, postacie, tajemnice. Wszystkie należą do przeszłości, która nie została odpowiednio zamknięta. Bardziej radykalna Matylda wyciąga z szafy kolejne trupy (dosłownie i w przenośni), które, wykorzystując spotkanie z Xaverem, chce odkurzyć i godnie pochować. Historia budowana z maili, rozmów i retrospekcji okazuje się zupełnie odmienna od tego, czego czytelnik spodziewa się po tytule, okładce, opisie i pierwszych stronach powieści. Jest znacznie lepsza niż można przypuszczać. "Nauczycielka", choć ma niepozorny tytuł, jest książką z zaskakującą, doskonale przemyślaną fabułą, trzymającą czytelnika w garści od pierwszej do ostatniej strony.

środa, 15 kwietnia 2015
Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela, Grzegorz Kasdepke & Ryszard Petru

NCK, 2014

Liczba stron: 228

Książka dla dzieci o ekonomii? A nie będą siedziały jak na tureckim kazaniu? To chyba za trudne! Czy można ciekawie opowiadać o podatkach, hipotekach i recesji? Grzegorz Kasdepke udowadnia, że ekonomia nie jest tak straszna jak nam, dorosłym, się wydaje, a opowiedziane przez niego historie, zilustrowane przez Daniela De Latoura i opatrzone fachowym komentarzem przez Ryszarda Petru, spodobają się nie tylko maluchom.

Pan Rysio otwiera Ogród Dziwnych Stworów, w którym umieszcza różne dziwadła z krainy portfela. Do opieki nad zwierzętami oraz prowadzenia ogrodu zatrudnia długiego i chudego Biletera, pękatego Dozorcę oraz rezolutną Praktykantkę. Ich podopieczni - stworzenia, stwory i stworki - stwarzają rozmaite problemy. Na samym początku INWESTYCJA przygniata Pana Rysia, ZAROBKI pracowników wyglądają jak chucherka, a FISKUS buńczucznie szczerzy kły. Wraz z popularnością ogrodu pojawia się w nim coraz więcej mniej kłopotliwych okazów. Wśród nich są: maleńka, pocieszna, włochata kulka z ogonkiem o imieniu ZYSK, mizerna DYWIDENDA oraz szalejące na placu zabaw POPYT i PODAŻ. Aby sprostać konkurencji Pan Rysio decyduje się otworzyć cyrk. Z tej przyczyny musi dokonać INNOWACJI i zainwestować w REKLAMĘ, by przyciągnąć zwiedzających.

W taki oto sposób, zupełnie mimochodem, dziecko poznaje kolejne pojęcia z dziedziny ekonomii. Na pewno wiele z nich wcześniej obiło mu się o uszy, więc z chęcią dowie się więcej o tajemniczych sprawach ze świata dorosłych, takich jak: EMERYTURA, KARTY PŁATNICZE, RATY, KREDYT, BANKRUCTWO czy GIEŁDA. Co więcej, pozna je jako miłe lub straszne stworki, które albo pomagają dorosłym, albo spędzają im sen z powiek. Każde pojęcie, które występuje w bajce jako stworek pod koniec krótkiego rozdziału zdefiniowane jest prostymi słowami.

Nie sposób nie wspomnieć o wspaniałych ilustracjach, dopełniających opowieść o Ogrodzie Dziwnych Stworów. Każdy podopieczny pana Rysia charakteryzuje się jakąś szczególną, wyróżniającą go cechą, np. wijąca się jak wąż AKCYZA przylepia się do tego, co niezdrowe, a PARABANK, choć wygląda prawie tak samo jak bank, ma czarne podniebienie i może pokąsać. Jest zabawnie, kolorowo, pomysłowo. Świetna książka dla tych dzieci, które lubią wiedzieć więcej. Do czytania samodzielnie lub z rodzicami.

Tagi: dla dzieci
19:31, agnieszka_kalus , Czytam
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 kwietnia 2015
Anatomia pewnej nocy, Anne Kim

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2014

Liczba stron: 232

Amarâq jest niewielkim miasteczkiem położonym na końcu świata. Leży w okolicy nieprzyjaznej, gdzie noc i dzień rządzą się swoimi prawami, a ludzie zmagają się z niedostatkiem ciepła i światła. Amarâq położone jest na wschodzie Grenlandii i stopniowo się wyludnia. Po pierwsze za sprawą masowej emigracji, po drugie przez liczne samobójstwa. Jedna noc wyjątkowo dramatycznie zapisała się w historii miasta. W ciągu kilku godzin dzielących zmrok od świtu życie odebrało sobie 11 osób. Te dramatyczne wydarzenia zostały opisane w prasie w sposób dość sensacyjny - samobójstwa w Amarâq porównano do szerzącej się epidemii. Jak było naprawdę?

Powieść przybliża wydarzenia prowadzące do tragicznego końca. Wychodzi poza ramy czasowe ostatniej nocy i wskazuje na problemy z przeszłości, które przyczyniły się do takiego, a nie innego zakończenia. Akcentuje się tu nie sam fakt odbierania sobie życia, lecz pozbawioną nadziei egzystencję w miejscu, o którym przez większość roku nikt nie pamięta. Amarâq jest miastem, gdzie nakładają się na siebie liczne problemy - bezrobocie, uzależnienia, bezprawie, patologie, brak rozrywek i dostępu do kultury, długie zimy, odcięcie od reszty Europy. Do tego dochodzą skomplikowane związki między ludźmi, którzy łączą się w pary na chwilę i rodzą dzieci (też czasami na chwilę, ponieważ potem oddają je na wychowanie, bądź porzucają w poszukiwaniu lepszego życia).

Piszę o tej książce po wielu tygodniach od jej zakończenia, ponieważ nie umiałam zebrać myśli na jej temat. Musiałam uporządkować jakoś swoje ekstremalnie ambiwalentne odczucia. Nie chciałam też zabrzmieć zbyt kategorycznie, jako że "Anatomia pewnej nocy" wymęczyła mnie niemiłosiernie. Nie mogłam wejść w rytm tej powieści, gubiłam się w narracji, wciąż wracałam do spisu występujących osób, który podano na początku - okazał się jednak mocno niekompletny. Dużo czasu zajęło mi rozwikłanie kto z kim jest związany i w jaki sposób - tym bardziej, że niektóre grenlandzkie imiona nie wskazują na płeć (może to moja ignorancja). Najbardziej jednak dobijało mnie to, że praktycznie każdy akapit mówi o kimś innym i opowiada jego lub jej historię często zaczynając od odległego punktu w czasie - oczywiście trzeba na to wpaść samemu, bo autorka nie podsuwa wielu tropów. Nie lubię takich eksperymentów i tak nowatorskiego stylu narracji. Nie imponuje mi, a raczej przeszkadza i irytuje, przez co jestem bardziej krytyczna w stosunku do całej powieści. Mam wrażenie, że w tym przypadku styl zabił pomysł na fabułę, która  dużo by zyskała, gdyby została opisana w bardziej tradycyjny sposób. Jestem ciekawa Waszego odbioru, więc nie zniechęcam, a nawet gorąco zachęcam do lektury i dzielenia się wrażeniami.

14:42, agnieszka_kalus , Czytam
Link Komentarze (2) »
sobota, 11 kwietnia 2015
Dzień z Maratonem Czytania - relacja :-)

Więcej o Maratonie - przeczytacie TUTAJ.

Dołączyć można na Facebooku (KLIK) lub na innych portalach społecznościowych, tagując swoje wpisy #maratonczytania

Moja relacja:

Po 24 godzinach:

Wczoraj po 19:00 poczytałam jeszcze "Dwóch braci". Doszłam do strony 353. To bardzo piękna książka i już teraz, 150 stron przed końcem, polecam ją Waszej uwadze. Wieczorem czas mi tak szybko upływał, że sądziłam, iż to będzie koniec mojego czytania. Koło północy wzięłam jeszcze do ręki najcieńszą z przygotowanych książek z zamiarem przeczytania 1-2 rozdziałów. Okazało się jednak, że "Burdubasta" jest tak fajnie napisana, że ani się obejrzałam, a już był koniec. Zanim zasnęłam, jak zwykle, przeczytałam jeszcze parę stron w łóżku - wczoraj padło na  "Test Marshmallow" - zanim zamknęły mi się oczy około drugiej udało się przeczytać jakieś 2 rozdziały. 2:00 to moja normalna pora chodzenia spać, więc nie poświęcałam się szczególnie w imię Maratonu.

Ostatecznie przeczytałam 2 książki (Zew lodu i Burdabasta) + ok. 100 stron "Dwóch braci" + 2 rozdziały "Testu Marshmallow". To był bardzo udany dzień nie tylko ze względu na czytanie.

Więcej znajdziecie na moim instagramie - mój nick to agaczyta.

Godzina 19:00

Około 15:00 skończyłam czytać "Zew lodu" - 209 stron. Potem pooglądałam Wasze zdjęcia, poczytałam relacje, zajrzałam na twitter, instagram i na facebooka. Ucieszyłam się, że jest nas tak wielu :) Następnie postanowiłam skorzystać z pierwszego tak ciepłego dnia w tym roku. Zabrałam czytnik, picie, okulary słoneczne i męża. Mąż poszedł zrobić zakupy, a ja zostałam na ławce przy placu zabaw. Było trochę głośno, ale na szczęście miałam ze sobą słuchawki. Na ławce czytałam "Dwóch braci". Co prawda rano na stosiku pokazałam polskie wydanie papierowe, ale na spacer zabrałam oryginalne na Kindle'u. Przeczytałam jakieś 30 stron. Bardzo mi się podoba ta książka, ale czytam ją powoli - chyba podświadomie nie chcę poznać końca tej historii, której początki sięgają 1920 roku, gdy w Berlinie na świat przyszło dwóch chłopców.

Jak u Was? Przyjemnie spędzacie ten dzień?

Na zdjęciu "Dwaj bracia" strona 302.

Cdn.

Godzina 13:00

Zaczęłam czytanie przy śniadaniu (które sama sobie zrobiłam). Na pierwszy ognień wzięłam "Zew lodu". Dobrze i szybko się czyta. Wydawało mi się, że jeszcze dużo stron do końca, ale na ostatnich kilkudziesięciu stronach są zdjęcia, więc wygląda na to, że niedługo skończę tę opowieść o zimowych podejściach na ośmiotysięczniki. Podoba mi się przekaz tej relacji - "Umiejętność rezygnacji nie jest cechą nieudaczników, tylko mistrzów - zarówno w Alpach, jak i Himalajach, na ulicach czy w dyskotekach. Scenariusz mojego życia piszę sam, nie może on być kopią ani powtórzeniem życia innych osób."

Śniadanie w łóżku z książką :)

W menu owsianka z kaszą jaglaną, miodem i nasionami chia. Czarna kawa bez cukru. "Zew lodu" Simone Moro. W tej chwili jestem na stronie 143.

Cdn.

Godzina 10:00

Zaczęłam nieco po 10 rano. Najpierw obeszłam mieszkanie i pozbierałam książki, które chcę dziś poczytać (nie przeczytać, bo aż takiego tempa i samozaparcia nie mam). Postanowiłam wziąć w pierwszej kolejności te, które już zaczęłam, czyli: "Test Marshmallow" (jestem na 149 stronie) oraz "Dwaj bracia" (strona 265). W nocy zaczęłam czytać książkę wspinacza Simone Moro pt: "Zew lodu" o zimowych wejściach na najwyższe szczyty na ziemi (rano byłam na 39 stronie). Ponadto przygotowałam sobie jedną cienką i prawdopodobnie zabawną książkę - "Burdubasta albo skapcaniały osioł, czyli łacina dla snobów" (łaciny się uczyłam przez kilka lat). Tę pozycję wybrałam na wypadek, gdybym potrzebowała zastrzyku motywacji. Dołożyłam również egzemplarz przedpremierowy "Pura Vida". Może uda się choć zacząć czytanie.

13:09, agnieszka_kalus , Czytam
Link Komentarze (6) »
czwartek, 09 kwietnia 2015
Girl Online, Zoe Sugg

Insignis, 2015

Liczba stron: 365

Zoe Sugg, znana jako Zoella, jest jedną z najpopularniejszych brytyjskich vlogerek. Jej filmiki poświęcone modzie, urodzie i stylowi życia subskrybuje ponad 9 milionów użytkowników YouTube. Pierwsza książka Zoelli stała się bestsellerem w Wielkiej Brytanii. Czy powtórzy sukces w Polsce?

Penny jest zwykłą nastolatką z Brighton. Ma wspierających rodziców i brata oraz najlepszego na świecie przyjaciela. Elliot mieszka tuż obok i pojawia się na każde zawołanie, by wspierać, rozśmieszać i pocieszać swoją przyjaciółkę. Jako jedyny wie o tym, że Penny pisze blog "Girl Online", w którym anonimowo opowiada o tym, co ją martwi i co ją raduje. W ostatnim okresie wiele rzeczy spędza jej sen z powiek - przestaje dogadywać się z przyjaciółką ze szkoły, kompromituje podczas szkolnego przedstawienia, zmaga z atakami paniki. Przedświąteczny wyjazd z rodzicami do Nowego Jorku wiele zmieni w jej życiu. Za sprawą przystojnego Noah wywróci je do góry nogami.

Chociaż Facebook i Twitter odgrywają w tej historii istotną rolę, jest to powieść bardzo tradycyjna - bardziej spodoba się fankom Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz niż miłośniczkom romansów paranormalnych. Bohaterka powieści podkreśla jak ważne jest wsparcie rodziny oraz wiara w siebie. "Girl Online" opowiada o prawdziwej przyjaźni i pierwszej miłości, mówi o zauroczeniu i o niegodziwości kogoś, kto wydawał się bliski i bezinteresowny. Dzieje się w świecie realnym, nie ucieka w fantastykę. Wysyła czytelne przesłanie - bądźcie autentyczni, otaczajcie się właściwymi ludźmi a poradzicie sobie ze wszystkimi małymi tragediami.

Nie wnikam tu czy książka rzeczywiście została napisana przez 24-letnią vlogerkę, czy też Zoella użyczyła tylko swojego nazwiska, bo to sprawa między nią a jej wydawcą. Prawda jest taka, że "Girl Online" to dobrze napisana, ciepła opowieść o tym jak to jest być nastolatkiem we współczesnym świecie. To historia, która może się podobać i starszym, i młodszym czytelnikom. Na pewno wyróżnia się pośród masowo produkowanych cykli o zakochanych wampirach.

wtorek, 07 kwietnia 2015
Kruger. Szakal, Marcin Ciszewski

Znak, 2014

Liczba stron: 384

Dwaj osieroceni chłopcy wychowywani przez mistrza cyrkowego przechodzą intensywny trening, podczas którego uczą się rozmaitych sztuczek, wytrwałości, sprytu. Nie trafiają jednak do trupy cyrkowej, lecz pod skrzydła przestępcy, gdzie ćwiczą się pod kątem włamań, napadów i oszustw. Jeden z nich, tytułowy Willhelm Kruger, ma siostrę Ewelinę, którą musi się opiekować ze względu na jej niepełnosprawność. Drugi, Cygan, podkochuje się w dziewczynie. Kiedy ich gang dokonuje napadu na bank w Warszawie, Kruger zostaje rozpoznany przez byłego rosyjskiego żołnierza, którym kierują nie do końca jasne pobudki. Trop za bandą wiedzie aż do pogrążonego w chaosie Lwowa, który ogarnięty jest walką o niepodległość. Na Krugera i jego bliskich czyha niebezpieczeństwo ze strony samozwańczego mściciela, policji oraz bezpośrednie zagrożenie związane z brutalną interwencją sił ukraińskich w Lwowie.

Pobieżne streszczenie akcji sugeruje niezłą rozrywkę. Niestety, szwankuje wykonanie. Szwy się prują, akcja rozłazi, motywy kierujące mścicielem są zupełnie bezsensowne, a niektóre elementy akcji zupełnie niewiarygodne. Bo jak można rozpoznać człowieka, którego nigdy się nie widziało, nawet na fotografii, nie ma się jego rysopisu, a jedynie świadomość, że taka osoba gdzieś żyje na świecie? Po co bohaterowie-cyrkowcy, skoro ani razu nie wykorzystują swoich umiejętności? A jednak ta książka opiera się właśnie na takich nieprzemyślanych zagraniach.

Powieść zaczyna się świetnie - szybkie tempo akcji, emocjonujący napad na bank, którego nie udaje się przeprowadzić zgodnie z planem. Po czym akcja siada, gdy bohaterowie docierają do Lwowa. Zaczynają się długaśne opisy sytuacji politycznej Polski, które nie mają większego znaczenia dla przebiegu akcji, nawiązuje się jakiś romans między Krugerem a naiwną dziewczyną, poznajemy przeszłe wydarzenia próbujące wyjaśnić dlaczego mściciel ściga Krugera. A na dodatek książka kończy się w takim momencie, że żaden z wątków nie jest domknięty. Trzeba czekać na kolejną odsłonę cyklu. Ja chyba jednak pozostanę w błogiej niewiedzy. Nie chce mi się czytać książek pisanych na kolanie, zaprzeczających logice, z akcją szytą grubymi nićmi. Jestem zawiedziona.

piątek, 03 kwietnia 2015
Więcej niż możesz zjeść. Felietony parakulinarne, Dorota Masłowska

Noir Sur Blanc, 2015

Liczba stron: 131

Książki kucharskie, książki o dietach i zasadach łączenia produktów biją ostatnio rekordy popularności. Są łatwe do czytania i mają dużo kolorowych obrazków, poza tym każdy z nas coś je, więc jedzeniem w jakimś stopniu się interesuje.

Felietony parakulinarne Doroty Masłowskiej w pewnym sensie wpisują się w tę modę. Są krótkie, mają obrazki i dotyczą jedzenia. Zawiodą się jednak ci, którzy będą szukali w nich wytycznych jak ugotować wykwintne posiłki. Masłowska skupia się na doznaniach, a nie na siekaniu i pieczeniu. Na przykład, bierze pod lupę potrawy, które działają jak maszyna przenosząca w czasie. Kto dorastał w latach osiemdziesiątych lub wcześniej, na samo wspomnienie chleba z cukrem, mleka w proszku czy granulowanego kakao przenosi się myślami w czas dzieciństwa.

Podczas wyjazdów zagranicznych i podróży po Polsce autorka śledzi zachowania ludzi przy stole i na piknikach. Nie zostawia suchej nitki na tych, którzy pełną gębą (dosłownie) korzystają z all inclusive na stołówce i tych którzy w letni dzień wybierają się nad jezioro, gdzie oddają się rytuałowi piknikowania. Opisuje amerykańskie zwyczaje żywieniowe, gdzie zwykłe porcje podają w naczyniach rozmiaru koryta i wiadra. Z ulgą odpoczywa w małych miasteczkach, w których je się prosto i świeżo. Za to w Szwecji obżera się za wszystkie czasy rekompensując sobie dziecięcy zawód związany z zespołem Roxette. W trakcie czytania poznajemy również doskonały przepis na bal urodzinowy dla dzieci oraz sposób na wspaniałe doznania kulinarno-towarzyskie w rozgrzanej letnim słońcem Warszawie - kilka składników, a efekt piorunujący.

Dorota Masłowska już wcześniej dała się poznać jako świetna obserwatorka i komentatorka współczesności. W tych felietonach, pierwotnie drukowanych w magazynie Zwierciadło, jedzenie, o którym ma pisać, jest zawsze punktem wyjścia do rozważań o współczesnym świecie i ludzkich zachowaniach. Ludzkich, czyli także swoich. Bywa ironiczna, zgryźliwa i uszczypliwa, ale jest też sentymentalna, praktyczna, przyziemna. Przedkłada towarzystwo nad jakość i ilość jedzenia, nie snobuje się na znawczynię tematu. Nie jest jej to potrzebne - wystarczy, że zna się na ludziach i potrafi o nich pisać. Warto przeczytać. Na pewno wiele razy przyznacie autorce rację, a może nawet pozazdrościcie jej warsztatu pisarskiego.

poniedziałek, 30 marca 2015
Maraton Czytania - weźmiesz udział?

                         

To popularny wśród amerykańskich miłośników książek sposób na wspólne czytanie – przenieśmy go na polski grunt!

PIERWSZY W POLSCE MARATON CZYTANIA

Zapraszam blogerów książkowych oraz osoby, które nie prowadzą blogów, ale lubią czytać książki – to wydarzenie jest dla Was.

Na czym to polega?

Umawiamy się, że jeden dzień poświęcamy głównie na czytanie. Przygotowujemy sobie książki, które chcemy dokończyć, zacząć, przeczytać od deski do deski. Co tam kto ma na oku (lub na sumieniu ;) ). Staramy się tak zorganizować sobie dzień, by znaleźć jak najwięcej czasu dla siebie i książki – tu już każdy musi pokombinować we własnym zakresie. Szykujemy sobie jakieś przekąski, coś do picia, kibiców wirtualnych lub realnych.

Na stronie wydarzenia (KLIK - LINK DO WYDARZENIA NA FACEBOOKU):

  1. Pokazujemy zdjęcie lub piszemy tytuły książek, które będą nam towarzyszyć.
  2. Co jakiś czas meldujemy o postępach – ile stron przeczytanych, jak wrażenia, dlaczego zmieniliśmy książkę itp. Możemy też pokazać czym zakąszamy, gdzie wyszliśmy z książką w plener, jak odpoczywamy od czytania. Naprawdę interesuje nas to, jak zorganizowaliście sobie dzień maratonu czytelniczego.
  3. Następnego dnia robimy podsumowanie – jak nam się podobało, co przeczytaliśmy itp.

Zapraszamy też kibiców, osoby które będą dopingować, doradzać, zaglądać i mówić nam, że jesteśmy fajni :) Komentujcie!

Blogerzy książkowi - możecie pisać relację na własnych blogach i na stronie wydarzenia podawać linki do kolejnych aktualizacji.

Użytkownicy twittera i instagramu - zdjęcia i wpisy tagujcie #maratonczytania

Dla kogo jest to wydarzenie?

Dla wszystkich, którzy lubią czytać książki, dla tych, którzy wciąż nie mogą wygospodarować chwili na lekturę oraz tych, którzy chcieliby podzielić się swoimi literackimi odkryciami, a nie mają gdzie i z kim.

Kiedy?

W sobotę 11 kwietnia od 10 rano. Czas trwania – cały dzień i całą noc – jak kto lubi czytać i na ile starczy mu sił :)

Zgłaszajcie się już teraz. Zapraszajcie znajomych. Nieważne ile i co przeczytacie, ważne, że będziemy czytać wspólnie, udowadniając sobie i innym, że jeśli chcemy, możemy znaleźć czas na czytanie.

Macie jakieś pytania, propozycje? Piszcie w komentarzach, na mój mail lub wyślijcie wiadomość na Fb Czytam, bo lubię.

Pamiętajcie! Nie chodzi o bicie rekordów, lecz o dobrą zabawę. A im będzie nas więcej, tym lepiej!

Jeśli chcecie zmieścić informację o wydarzeniu na swojej stronie lub blogi możecie skopiować powyższą grafikę. Przygotowałam też mniejszą, jeśli wolicie:

niedziela, 29 marca 2015
Marek Dyjak. Polizany przez Boga, Arkadiusz Bartosiak & Łukasz Klinke

Agora, 2014

Liczba stron: 264

Marek Dyjak dał się poznać szerszej publiczności całkiem niedawno - wystąpił w Męskim Graniu, dostał się pod skrzydła Agory, gdzie wydał ostatnie (bardzo dobre) płyty i wyruszył w trasy promocyjne po Polsce. Wcześniej też sporo grał, lecz zwykle dla mniejszej publiczności, w klubach, gdzie występował za możliwość nieograniczonego picia.

Wywiad rzeka z Markiem Dyjakiem trochę odsłania, by dać jakie takie pojęcie o życiu artysty, a trochę zasłania. Dzięki temu możemy Dyjaka postrzegać przede wszystkim przez pryzmat tego jakim człowiekiem się stał, a nie jakim był przez lata. I to jest w porządku. Nikt nie lubi epatowania martyrologią, nawet jeśli bohater tego wywiadu sam sobie ją zafundował.

Autorzy starają się zachować chronologię wydarzeń, na początku namawiając muzyka, który sam siebie zwie refrenistą, na wspomnienia dzieciństwa i rodzinnego Świdnika. W tym miejscu dowiadujemy się na tyle dużo, by domyślić się skąd u niego zamiłowanie do ryzykownego stylu życia i słabość do alkoholu. Opowieść meandrująca po zawiłościach życiorysu Dyjaka nie jest łatwa w odbiorze. Streszczona tu historia 20 lat życia z alkoholem zamiast krwi to zapis prób i upadków. Prób budowania związków i porażek na tym polu. Prób bycia przyjacielem i żałosnych wpadek w stylu Franka Drebina z "Nagiej broni". Prób bycia kimś więcej niż alkoholikiem bez adresu. Muzyk oddaje tu sprawiedliwość wszystkim, którzy wyciągnęli do niego dłoń, tym którzy byli dla niego inspiracją i pomagali mu przeżyć kolejny dzień. Mnóstwo w nim pokory. Te z trudem wyciągane z Dyjaka zwierzenia uświadamiają czytelnikowi jak daleką drogę przebył stając się tym, kim jest teraz. Wrażliwym, osiadłym w jednym miejscu muzykiem, który ukojenia dla ludzkich lęków szuka siedząc z wędką nad rzeką.

Autorzy książki postanowili nie usuwać tych części wywiadów, w których Dyjak ma już dość, chce skończyć, uciec, przerwać, wycofać się, a swoją niechęć do rozmowy zrzuca raz na niedyspozycję zdrowotną, innym razem na głupie pytania lub brak formy na grzebanie w pełnej brudów przeszłości. Choć bywa to irytujące dla czytelnika, daje pojęcie o tym jak wyczerpujące emocjonalnie okazało się przedsięwzięcie zwane książką. Warto skorzystać z okazji i zajrzeć za fasadę i przekonać się, co skrywa wnętrze tego człowieka.

Recenzja ukazała się również TUTAJ

Tagi
zBLOGowani.pl
Czytam, bo lubię

Wypromuj również swoją stronę Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...