Blog > Komentarze do wpisu
Pani Bovary, Gustave Flaubert


Zastanawiałam się, czy pisać o "Pani Bovary", bo mogę minąć się z obowiązującą w szkołach interpretacją i pójdzie w świat, że jestem nieogarnięta i nie rozumiem, co czytam. Z drugiej strony już tyle razy dowiedziałam się od internetowych specjalistów od wszystkiego jaka to ze mnie idiotka i nieuk, że kolejny nie zrobi mi większej różnicy ;)

Pewnie będziecie zaskoczeni tym, że dopiero teraz poznałam tę powieść. Dla wielu z Was to lektura z liceum. Za moich czasów licealnych nie kazano nam jej czytać, chociaż byłam w klasie humanistycznej. Teraz jako nauczyciel obserwuję zmagania moich uczniów z różnymi lekturami i czasem rozmawiam z nimi o wrażeniach z przeczytanych pod przymusem książek. "Panią Bovary" czytają chętnie, nie narzekają na język ani przydługie opisy. To była dla mnie doskonała rekomendacja - chciałam wiedzieć, dlaczego ta książka (jako jedna z niewielu lektur) jest tak pozytywnie odbierana przez młodzież.

Emma, wychowywana w klasztorze córka średniozamożnego gospodarza, wychodzi za mąż za pana Bovary, lekarza z miasta. Marzy o życiu, jakie zna z kiepskich romansów, którymi zaczytywała się w czasach szkolnych. Chce być nieustannie adorowana, stroić się, chodzić na bale, przyjęcia, do teatru, zapraszać gości do siebie i obracać się w wytwornym towarzystwie. Nie umie realistycznie ocenić swojej pozycji społecznej, szasta pieniędzmi, przez co jej mąż musi więcej czasu spędzać w pracy. Trochę z nudów, trochę z chęci zakosztowania losów powieściowych heroin, pani Bovary zostaje kochanką. Znowu czuje dreszczyk emocji, znowu jest w centrum uwagi.

To się może podobać nastolatkom! Historia pani Bovary jest bardzo łatwa do rozszyfrowania i przełożenia na współczesne warunki. Opowieść o "puszczalskiej", która przy pierwszej okazji przyprawia mężowi rogi, przypomina nieco historie opisywane przez pudelki i inne brukowce. Koronki, atłasy, buciki i drogie podarunki dla kochanka brane na kredyt i pod zastaw, to z kolei spełnienie marzeń lekkomyślnych panienek, które gdyby mogły, również szastałyby pieniędzmi w centrach handlowych i butikach, nie zważając na konsekwencje. Marzenie o bywaniu w miejscach, gdzie bawi się elita i przynależność do niej, to nic innego jak mrzonki o zostaniu celebrytką, pozowaniu do zdjęć z kimś znanym i błyszczeniu na ściance z okazji otwarcia sklepu ze stanikami.

Nie było we mnie współczucia dla pani Bovary. Obserwowałam jej coraz to głupsze poczynania i zastanawiałam, czy ona nigdy nie uczy się na błędach. Z ironią myślałam o tym, że tak właśnie kończą te, które myślą, że życie wygląda jak fabuła głupich romansów. Z satysfakcją obserwowałam jej upadek. Dałam się wciągnąć w tę historię, więc i ja poddałam się sile powieści Flauberta, angażując się w nią emocjonalnie. To książka, która chyba nigdy się nie zestarzeje, bo ludzie zawsze będą mieli wewnętrzne pragnienie bycia kimś ważniejszym, bogatszym i bardziej podziwianym. Jedni potrafią za nim podążać nie pogrążając się przy tym, inni je tłumią, a jeszcze inni, podobnie jak Emma Bovary, lecą za nimi jak ćma do ognia i ponoszą równie tragiczne konsekwencje.

sobota, 02 maja 2015, agnieszka_kalus

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: , *.cable.dyn.petrus.com.pl
2015/05/03 10:15:39
Strasznie przyjemnie jest tu trafić! Zostaję z Panią tutaj, z ogromną przyjemnością i ciekawością kolejnych wpisów!
Co do "Pani Bovary", to może nie jestem nastolatką, może dawno po maturze, ale...całkiem niedawno czytałam ją na zajęciach z literatury. I było mi jej szkoda. Chociaż, trochę z niej...proszę wybaczyć, ale pasuje idealnie-kretynka. On natomiast. On, człowiek skazany przez pierwszostronną historię z czapką w szkole skazany na klęskę...To jest dopiero smutne!
Lucy z www.today-ornever.blogspot.com :)
-
2015/05/03 12:33:40
Tak, w każdym z nas chyba siedzi pani Bovary. I gdyby polecono mi zebranie opowieści, które stanowiłyby współczesny zbiór mitów tłumaczących funkcjonowanie naszych społeczeństw, to "Pani Bovary" by się tam znalazła. Choć myślę, że to zjawisko jeszcze bardziej uniwersalne i nieograniczone tylko do naszych czasów. A skoro we mnie siedzi, to trzeba ją trzymać w ryzach.
-
2015/05/03 13:39:10
Nie czytałam nic Flauberta. Podobnie mam z Zolą, z innymi książkami Prusa niż szkolne lektury, z Kraszewskim, a także choćby z Jane Austin!

Czasami mam wrażenie, że jestem straszną ignorantką. Ale potem czytam jakąś lekturę z klasyki i bardzo cieszę się, że poznałam ją tak późno. Że tyle na nią czekałam. Że potrafię ją docenić.

Genialne jest takie późne odkrywanie wspaniałych lektur!
-
2015/05/03 15:18:55
Lucy - cieszę się, że będziesz zaglądała :) To jak oceniamy Emmę pewnie zależy od naszych życiowych doświadczeń, charakteru itp., bo mnie jej nie było szkoda/ Zniszczyła siebie, rodzinę i męża z pełną premedytacją.
-
2015/05/03 15:22:35
Baba1955 - to prawda, co piszesz. To uniwersalna książka, która demaskuje nas i nasze skrywane (tłumione) pragnienia i dlatego z jej interpretacją poradzi sobie nastolatka i dojrzały człowiek. Wyjątkowo dobrze dobrana lektura szkolna.
-
2015/05/03 15:26:59
Claudete - ja mam za sobą Nanę Zoli, Ojca Goriot i jeszcze kilka pozycji z klasyki, po które sięgnęłam jako młoda dziewczyna (nastolatka, może dwudziestolatka). Muszę przyznać, że spłynęły po mnie i nie zostawiły żadnych refleksji. Specjalnie napisałam, że mam je za sobą, bo raczej już do nich nie wrócę. Pewnie teraz odebrałabym je inaczej. I dlatego lubię czasem sięgnąć po książki z tzw. światowego kanonu i spojrzeć na nie przez pryzmat życiowych doświadczeń, których nie miałam dwadzieścia lat temu.
zBLOGowani.pl
Czytam, bo lubię

Wypromuj również swoją stronę Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...