Blog > Komentarze do wpisu
Złodzieje koni, Remigiusz Grzela

Wydawnictwo Studio Emka, 2014

Liczba stron: 303

Okładka tej książki ma hipnotyzujący, fioletowy odcień, który wprawiłby w ekstazę Barbarę Wachowicz i lakierowany, lekko wypukły tytuł. Lubię taki wpadający w oko i przyjemny w dotyku dizajn. Jedyny kłopot miałam taki, że nie potrafiłam umiejscowić sobie twórczości Remigiusza Grzeli - bo choć nazwisko nie było mi obce, to już jego książki to terra incognita. Upewniwszy się, że to nie science-fiction, wzięłam byka za rogi.

"Złodzieje koni" to obraz rozkładu rodziny złożonej z trzech pokoleń. Akcja koncentruje się na  mężczyznach. Najstarszy z nich, Stanisław, od półwiecza mieszka w Stanach, nie utrzymuje kontaktów z jedynym synem, Jerzym. Do Polski przyjeżdża na zaproszenie telewizji, bo w Stanach ma nową rodzinę. W młodości był partyzantem, który  wykonywał wyroki na tych, którzy współpracowali z Sowietami po ich wkroczeniu do Polski. Jego syn, wychowywany tylko przez matkę i ciotkę, został aktorem, lecz od lat nie otrzymuje żadnych propozycji. Pogrąża się w marazmie i nie umie przyznać do życiowej porażki. Najmłodszy mężczyzna w rodzinie, Kamil, syn Jerzego, właśnie został wyrzucony ze studiów na wydziale reżyserii i zaczął pracę przy produkcji niskobudżetowego filmu.

Między głównymi bohaterami źle się dzieje. W tej rodzinie nikt nie doświadczył ciepła ani wsparcia od taty. Jerzy pielęgnuje w sobie odrzucenie i żal do nieznanego i nieobecnego ojca, Kamil dopiero niedawno wyprowadził się z domu i otrząsnął z toksycznego układu. Gdyby nie matka, chyba zerwałby stosunki z roszczeniowym i wiecznie niezadowolonym Jerzym. Obserwujemy tę rodzinę w momencie dla niej przełomowym - powracają wspomnienia, rozdrapywane są źle zabliźnione rany. Stanisław za sprawą telewizji wraca do czasów, gdy wraz z matką Jerzego ukrywali się w lesie. Jerzy rozpamiętuje wszystkie razy, gdy zawiódł siebie i innych. Kamil dopiero smakuje dorosłego życia - styka się z jego skrajnymi przejawami - miłością i śmiercią.

Postacie męskie zostały doskonale sportretowane - każda z nich obdarzona dużym bagażem doświadczeń, skomplikowaną psychiką i potrzebą miłości. Z przejęciem śledziłam losy tej rodziny, zarówno jej amerykańskiej odnogi, jaki i tych, którzy zostali w Polsce. Udało się pokazać dramat jednostki na tle dramatu całego narodu w czasach powojennych, ale także dramat człowieka, który źle czuje się ze swoim konformizmem. Jednak w całym moim zachwycie nie do końca przekonana jestem do postaci kobiecych w tej książce. Dziewczyna Kamila wydaje się być postacią z marzeń każdego młodego chłopaka, ładna, zawsze chętna i niewiele mówiąca - postać w dużej mierze nierealna. Żona Jerzego i matka Kamila również mi nie pasuje - coś mi nie gra w jej zachowaniu, za dużo w niej sprzeczności. Szczęśliwie to postaci drugoplanowe.

"Złodzieje koni" to doskonała, współczesna, polska proza o ludziach, którzy chcieliby kochać i być kochani, lecz nie nauczyli się dawać miłości. Polecam gorąco!

środa, 11 czerwca 2014, agnieszka_kalus

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2014/06/11 22:35:43
Pomimo tego tchórzliwego charakteru polubiłam Jerzego, bo on najbardziej był poszkodowany i zagubiony w tych trudnych rodzinnych relacjach.
I Belmondo! Ach ten fantasta! ;)

Pozdrawiam
-
2014/06/11 22:37:48
Zemfiroczka, ja Jerzego nie lubię, za bardzo egocentryczny osobnik. Jesli już to Kamil, ale to jeszcze smarkacz ;) Pozdrawiam!
-
2014/06/11 23:10:41
Kojarzę Grzelę tylko z roli dziennikarza. Niestety po ostatnim doświadczeniu z p. Pustowiak, mam jakoś średnią ochotę na młodą polską prozę. Może jak mi przejdzie, sięgnę po tę;)
-
2014/06/11 23:10:56
Kojarzę Grzelę tylko z roli dziennikarza. Niestety po ostatnim doświadczeniu z p. Pustowiak, mam jakoś średnią ochotę na młodą polską prozę. Może jak mi przejdzie, sięgnę po tę;)
-
2014/06/12 00:20:25
Moniokap - mówisz o książce nominowanej do nagrody Nike? Miałam ją w rękach w bibliotece, ale coś mi mówiło, że nie będę zachwycona i odłożyłam na półkę. Coś o alkoholikach chyba. Pomyślałam, że jeśli chodzi o ten temat to naczytałam się już u Pilcha ;)
-
2014/06/12 11:22:17
Interesującos ie zapowiada, nie czytałam nic Grzeli, może więc czas to nadrobić. zapiszę sobie.
-
2014/06/12 16:37:06
Przeczytałam kilka dni temu. Grzelę kojarzę z bloga, którego śledzę od dawna i z pierwszej książki "Bagaże Franza K", którą czytałam trafiając przypadkiem w bibliotece. Bardzo dobra! Jeszcze wtedy nie znałam w ogóle autora.
Czytając "Złodziei koni" przyszła mi do głowy fraza z filmu "Pociąg" Nikt nie chce kochać wszyscy chcą być kochani. Trawestując nikt nie potrafi kochać (w tej rodzinie po linii męskiej), wszyscy nie byli kochani (wystarczająco mocno). Trauma rodzinna ciągnęła się z pokolenia na pokolenie. Jerzy też mam wrażenie został skrzywdzony najbardziej. Nie uznany przez ojca z matką po traumach wojennych (do tego pozostawiony w dzieciństwie, po kilku latach względnie dobrego dzieciństwa odebrany i przeniesiony w nowe życie). Jerzy nie miał prawa być zdrowym, dorosłym, budującym zdrowe związki mężczyzną (zwłaszcza z synem!). Kamil też poraniony, nieakceptowany przez ojca, ale przynajmniej z kochającą matką. Mam nadzieję, że Kamil jeszcze da radę. Stanie na nogi. Może dzięki tej zbyt idealnej Kindze, a może dzięki innej kobiecie (dzięki sobie byłoby najlepiej). Na początku Jerzy mnie drażnił, ale potem było mi go coraz bardziej szkoda i znajdowałam w sobie coraz więcej zrozumienia. Stanisława szczerze nie znosiłam i jako ojca, jako członka nowej rodziny i jako człowieka. Radził sobie jak umiał, a że nie umiał...jeśli wyrzekł by się swojej "chlubnej" przeszłości już nic by mu nie zostało. Musiałby się zaprzeć całego życia i swojej osobie (bo przecież "bohaterstwo" go konstytuowało). Dla mnie wszystkie wątki zostały poprowadzone logicznie i wiarygodnie (nad postaciami kobiecymi się nie zastanawiałam. Jedno jest pewne gdyby nie kobiety ci mężczyźni by nie przetrwali).
Dobra, soczysta proza. Chylę czoła.
A jeśli chodzi o Pustkowiak to jak wzięłam książkę do ręki (coś tam wiedziałam o treści) to nie miałam za bardzo chęci na taką tematykę i na taką bohaterkę. Zaczęłam czytać dość nieuważnie. Myślę sobie nie to nie dla mnie. Nie mam ochoty. Wieczorem wzięłam książkę raz jeszcze i przeczytałam jeszcze raz te kilka akapitów przeczytanych bez uwagi. I zaskoczyło! Płynęłam przez tekst zdanie po zdaniu. Nie mogłam przestać czytać. Fabuła faktycznie mnie nie porwała, nie znalazłam w sobie specjalnie dużej sympatii dla bohaterki, ale dla mnie nie akcja sama w sobie, nie tematyka tworzy tą książkę a jej język i konstrukcja tej powieści. Polecam spróbować. Może zaskoczy, a może nie zaskoczy. Ja nie żałuje, że pomimo braku zapału i chęci na taki temat jednak zasiadłam i zaczęłam smakować zdania:)
zBLOGowani.pl
Czytam, bo lubię

Wypromuj również swoją stronę Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...