Blog > Komentarze do wpisu
Szczęśliwa ziemia, Łukasz Orbitowski

SQN, 2013

Liczba stron: 384

To moje pierwsze literackie spotkanie z Łukaszem Orbitowskim. W kilku miejscach widziałam zachwyty nad tą książką, a jej autor był mianowany do Paszportów Polityki, więc oczywiście i ja chciałam się przyłączyć do chóru oczarowanych prozą tego pisarza. Na szczęście nigdzie nie wczytywałam się w recenzje, tak więc fabuła od początku do końca była dla mnie tajemnicą, którą z przyjemnością odkrywałam. Już pierwsze strony książki pobudziły moją ciekawość - choć akcja dzieje się w miasteczku o wymyślonej nazwie Rykusmyku, wiadomo, że opisywane są okolice Legnicy. Potem doczytałam, że Orbitowski miał na myśli Jawor. Co więcej, autor jest prawie moim rówieśnikiem, więc i perspektywa podobna.

W Rykusmyku jest grupa przyjaciół. Znają się od dziecka, razem piją, razem się bawią, razem chcą wyjechać z prowincji. Po szkole średniej drogi chłopaków się rozchodzą, ale zanim to następuje, cała grupa dokonuje czegoś niezwykłego. Postanawia złamać największe tabu. Nastolatkowie idą do podziemi zamku. Miejsce ma bardzo złą reputację, mówi się o ludziach, którzy stamtąd nie wyszli, mówi się o nadprzyrodzonych mocach związanych z tym miejscem, wiadomo, że siła drzemiąca pod ziemią pomaga spełnić marzenia. Każdy z nich szepce swoje marzenie, jednak nie wszystko się udaje.

W dalszej części śledzimy losy tych, którzy wyjechali i tego, który został. Szymek, który z Rykusmyku związał się poprzez małżeństwo i pracę, czuje pewnego rodzaju odpowiedzialność za to, co stało się ostatniej nocy spędzonej z paczką. On jedyny nie zapomniał i ma świadomość, że nadejdzie dzień zapłaty. Pozostałych kumpli obserwujemy w momencie przełomowym w życiu, w chwili, gdy zaczyna się psuć zbudowany przez nich świat.

To dziwna książka. Trudna mi ją podsumować. Panuje w niej duszna, niepokojąca atmosfera. Opisywane miasteczko aż kipi od tajemnic, zamieszkują je równego rodzaju dziwacy, ilekroć mowa o zamku, poziom napięcia gwałtownie rośnie, choć do samego końca dokładnie nie wiadomo na czym polega niezwykłość tego miejsca. Połączenie współczesnych wydarzeń z na nowo odkrytą legendą sprawia, że opowiedziana historia staje się po części przypowieścią o cenie, jaką trzeba zapłacić za spełnione marzenia. I choć to powieść z pogranicza horroru, to niewiele ma wspólnego z rozrywką. Pozostawia po sobie smutek i dość gorzkie refleksje nad ludzkim losem. Podejrzewam, że co czytelnik, to inna interpretacja treści, dlatego polecam Wam lekturę "Szczęśliwej ziemi". Jeśli jesteście już po, podzielcie się wrażeniami w komentarzach.

piątek, 14 lutego 2014, agnieszka_kalus

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2014/02/14 13:10:30
Przeczytałam tę książkę w zeszłym tygodniu i jestem zachwycona Łukaszem Orbitowskim. Blizej mi do tej formy horroru, niż do zbytniej dosłowności. No i nie da sie zaprzeczyć, ze prawdziwy dramat drzemie w ludziach, a strach jest gorszy niż banda potworów ;)
-
2014/02/14 14:52:21
Mam podobnie z tą książką, nie wiem co o niej myśleć. Historia mroczna i tajemnicza zmusza do zastanowienia się nad losem młodych ludzi z małych miasteczek bez perspektyw, a z drugiej strony fabuła jest na tyle zagmatwana i dołująca, że ciężko wyciągnąć z niej coś więcej.
-
2014/02/14 22:07:30
Ja czytam Orbitowskiego "Nadchodzi" (zbiór opowiadań) i ma podobnie duszną atmosferę...
-
2014/02/14 23:37:11
Zostało mi kilka stron tej powieści i wciąż zastanawiam się nad jej znaczeniem. Póki co alegorie i symbole zmuszają do myślenia, ale widzę, że nie tylko mi trudno je rozszyfrować.
-
2014/02/23 20:17:01
Nie jestem po, raczej przed. Zwróciłam na tę książkę uwagę po tym, jak strasznie się nią zachwycali na TVP Kultura.
-
2014/03/04 15:06:38
Orbitowski zawsze zostawia u mnie mieszane uczucia. Po "Świętym Wrocławiu" potrzebuję więcej czasu, nie wiem właściwie czy sięgnę po tę książkę.
-
Gość: Majka, *.dynamic.chello.pl
2014/03/09 11:22:33
Jestem świeżo po lekturze i nie podzielam wszechobecnego zachwytu. Jakoś nie potrafiłam wczuć się w atmosferę książki. Opowieść o smutnym losie człowieka, pogoni za marzeniami spełnionymi na opak. Takie trochę "Los nie daje nam tego, co chccemy tylko to, co dla nas ma".
Dużo większe wrażenie zrobiły na mnie choćby opowiadania "Nadchodzi" - tam duszna, przytłaczająca atmosfera nie dawała oderwać się od książki. Podobnie było z "Wigilijnymi psami".
zBLOGowani.pl
Czytam, bo lubię

Wypromuj również swoją stronę Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...