|
Blog > Komentarze do wpisu
Dostaliśmy po dziecku, Ewa Grętkiewicz
Stentor, 2007 Liczba stron: 144 Kiedy mam mało czasu i głowę zajętą tysiącem różnych spraw, staram się nie rezygnować z czytania, które jest dla mnie najlepszym ujściem złej energii, stresu i pomaga mi się szybko zregenerować do stanu względnej używalności. Sięgam wówczas po książki łatwe, przyjemne, nie za długie i niezbyt obciążające. Idealnie nadają się te z półki wiekowej mojego syna. Albert i Julka stają przed wielkim wyzwaniem. Ich rodzice wyjeżdżają na na tygodniowe szkolenie zawodowe, a ciotka, która ma ich zastąpić ląduje w szpitalu. Oni dostają zatem po dziecku. Nie żadnym obcym, oczywiście - muszą zająć się swoimi młodszymi braćmi, którzy nie należą do najgrzeczniejszych przedszkolaków. Interpretacja pozytywna: Nastolatkowie dostają w kość przez ten tydzień, ale poznają też wartość pracy swojej i innych. Doceniają codzienny trud rodziców. I choć nie wszystko im wychodzi tak, jakby chcieli, stają się bohaterami wśród najbliższych przyjaciół oraz rodziny. Interpretacja złośliwa: Mama, przebywająca w domu od czasu urodzenia młodszych synów, postanawia wrócić do pracy, stąd też wyjazd na szkolenie. Według fabuły podyktowane jest to względami ekonomicznymi. Według mnie, kobieta ma dość rozpuszczonych, hałaśliwych i bezmyślnych przedszkolaków i postanawia elegancko ewakuować się na pół dnia i rozdzielić przykre domowe obowiązki na pozostałych członków rodziny. Skąd te dwie interpretacje? Nie mogłam się oprzeć złośliwości, bo młodsi bracia Alberta i Julki zupełnie mnie nie śmieszyli ani nie wzbudzili mojej sympatii. Pomyślałam sobie więc, że jest od kogo uciekać. Te małe potworki zostały jednak przez kogoś wychowane (zaniedbane). Obudził się we mnie pedagog i moralizator, a książka zamiast mnie wyciszyć, spowodowała lawinę denerwujących myśli, zupełnie nieadekwatnych do rodzaju powieści.
Moja ocena: 4/6 środa, 14 września 2011, dededan
TrackBack
Komentarze
kolmanka
2011/09/14 19:02:11
Lubię historię o dzieciakach, ale masz rację za ich wychowanie odpowiedzialni są rodzice. I kiedy widzę rozhisteryzowane i bezmyślne dzieciaki to mam ochotę przyłożyć ich rodzicom, bo same biedne nie są niczemu winne.
2011/09/14 19:33:24
Widzę, że jednak ta książka nie powaliła cię na kolana, czegoś w niej zabrakło, jakieś iskry. Nie wiem zatem czy jest sens poznawać dogłębniej historię głównych bohaterów.Chyba tym razem sobie odpuszczę.
2011/09/15 16:06:27
No właśnie nie - jakby od innych rodziców, albo może wtedy jak byli mali, to rodzicom się jeszcze chciało wychowywać dzieci...
|
![]() Wypromuj również swoją stronę |