|
You want to know why i hate you? Well i'll try and explain... You remember that day in Paris When we wandered through the rain And promised to each other That we'd always think the same And dreamed that dream To be two souls as one And stopped just as the sun set And waited for the night Outside a glittering building Of glittering glass and burning light... And in the road before us Stood a weary greyish man Who held a child upon his back A small boy by the hand The three of them were dressed in rags And thinner than the air And all six eyes stared fixedly on you The father's eyes said "beautiful! How beautiful you are!" The boy's eyes said "how beautiful! She shimmers like a star!" The child’s eyes uttered nothing But a mute and utter joy And filled my heart with shame for us At the way we are I turned to look at you To read my thoughts upon your face And gazed so deep into your eyes So beautiful and strange Until you spoke And showed me understanding is a dream "i hate these people staring Make them go away from me!" The fathers eyes said "beautiful! How beautiful you are!" The boys eyes said "how beautiful! she glitters like a star!" The child's eyes uttered joy And stilled my heart with sadness For the way we are And this is why i hate you And how i understand That no-one ever knows or loves another Or loves another
|
A więc chcesz się dowiedzieć, czemu cię dziś nienawidzę! Pewne łatwiej mi będzie to wyjaśnić, niż tobie zrozumieć. (…)
Spędziliśmy ze sobą cały długi dzień, który mnie wydał się krótki. Obiecaliśmy sobie solennie, że każda nasza myśl będzie wspólna, moja-twoją, a twoja-moją, i że nasze dwie dusze złączą się odtąd w jedną. (…)
Wieczorem trochę zmęczona, postanowiłaś usiąść przed nową kawiarnią (…). Kawiarnia błyszczała. Nawet gaz płonął zapałem debiutanta (…)
Na wprost nas, na jezdni, utkwił jakiś poczciwiec, mniej więcej czterdziestoletni, ze zmęczoną twarzą i siwiejącą brodą; jedną ręką obejmował małego chłopca, na drugiej zaś trzymał dziecko, ze słabe, by iść. (…) Wszyscy w łachmanach. Te trzy twarze miały w sobie niezwykłą powagę, a tych sześcioro oczu wpatrzonych w nową kawiarnię kontemplowało ją z zachwytem równie wielkim, choć w zależności od wieku różnie zabarwionym.
Oczy ojca mówiły: „Jak tam pięknie! Jak tam pięknie!” (…) Oczy chłopca: „Jak tam pięknie! Ale do tego domu mogą wejść tylko ludzie, którzy nie są tacy jak my”. – Jeśli chodzi o oczy dziecka, to były zbyt oczarowane, aby wyrażać cokolwiek poza najgłębszą, bezmyślną radością.
Piosenki mówią, że rozkosz uszlachetnia duszę i zmiękcza serce. Piosenka miała rację tego wieczora – w moim przypadku. Nie tylko byłem wzruszony tą rodziną oczu, ale czułem się trochę zawstydzony szklankami i karafkami za dużymi na nasze pragnienia. Odwróciłem wzrok ku tobie, kochanie, by w twoim spojrzeniu wyczytać moją myśl; topiłem oczy w twych oczach (…), kiedy nagle się odezwałaś: „Ci ludzie są nie do zniesienia. Te ich oczy jak młyńskie kamienie. Czy nie zechciałbyś poprosić właściciela, żeby ich stąd usunął?’
Tak trudno zrozumieć się nawzajem, mój drogi aniele, a i tak nieudzielna jest myśl, nawet jeśli dwoje ludzi się kocha.
|