Blog > Komentarze do wpisu
Drobny kłopot, Mark Haddon

Rodzinka. Rodzina. Matka, ojciec, dwoje dorosłych dzieci, wszyscy oni niby normalni, a jednak nie do końca, bo każdy z nich nosi w sobie swój własny drobny kłopot, który w ich odczuciu urasta do ogromnego problemu.

George - ojciec rodziny to hipochondryk, mała zmiana na skórze przeradza się w jego wyobraźni w złośliwego raka. Wizyta u lekarza nie przynosi mu oczekiwanego spokoju, a nerwy tak nadwyrężone urojoną śmiertelną chorobą dodatkowo zostają obciążone stresem związanym z powtórnym ślubem córki oraz odkryciem, że jego żona prowadzi podwójne życie.

Jean - jego żona znudzona swoim małżeństwem znajduje sobie kochanka w ostatnim porywie namiętności. Stoi przed wyborem drogi życiowej - poczucie obowiązku oraz przywiązanie każe jej pozostać przy mężu, nowo odrodzona namiętność każe związać się na stałe z kochankiem.

Katie - ich córka, matka małego chłopca, raz rozwiedziona, ponownie zamierza wyjść za mąż. Im bliżej ślubu tym większe wątpliwości ją ogarniają - czy to, co odczuwa to miłość czy może tylko potrzeba stabilizacji przy boku mężczyzny, który otacza ją i jej syna opieką materialną? Sprawie nie pomaga to, że jej rodzina nie pochwala związku z Rayem, który wedle ich standardów nie jest dobrą partią dla córki ze względu na brak wykształcenia wyższego i nieobycie w sytuacjach towarzyskich.

Jamie - ich syn, pośrednik nieruchomości, samodzielny perfekcjonista, pozostaje w związku homoseksualnym z Tonym. Jego problem polega na tym, że boi się zmian w życiu, obsesyjnie dba o swoją indywidulaność, odczuwa lęk przed miłością, nie umie się otworzyć przed partnerem - w rezultacie wszystko psuje i zostaje sam. Blisko związany z siostrą, chociaż jest jej przeciwieństwem - on spokojny, one wybuchowa i nieprzewidywalna.

Tak pokrótce można opisać postaci dramatu, który powoli, z angielską flegmą wręcz, odgrywa się na kartach książki. Pierwsza połowa wlecze się niemiłosiernie, nie uświadczyłam w niej ani opisywanego na okładce geniuszu, ani humoru. W drugiej połowie, akcja trochę się zagęszcza w takim sensie, że w ogóle coś zaczyna się dziać, jednak to co się dzieje można nazwać nie bez przesady pandemonium nieszczęść. Pojawia się też zalążek humoru - raz nawet wybuchnęłam śmiechem, niestety był to jedyny zabawny moment. W sumie to spodziewałam się czegoś więcej. W tej powieści Haddon nie zbliżył się nawet do perfekcji, którą osiągnął w "Dziwnym przypadku psa nocną porą".

 

Moja ocena: 3,5/6

czwartek, 20 sierpnia 2009, dededan

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
zBLOGowani.pl
Czytam, bo lubię

Wypromuj również swoją stronę Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...